Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 210
Перейти на страницу:

* * *

Męż­czy­zna wes­tchnął ci­cho, ci­chu­teń­ko, jak dziec­ko śpią­ce w ra­mio­nach mat­ki, i znie­ru­cho­miał. Tyl­ko jego cień­sze niż per­ga­min, po­kry­te sie­cią nie­bie­skich ży­łek po­wie­ki za­drża­ły. Czy śnił? Tru­ci­ciel po­wie­dział, że to nie­wy­klu­czo­ne. Czy wie­dział, że De­ana przy nim czu­wa? Moż­li­we. Po­dob­no nie­kie­dy lu­dzie od­zy­ski­wa­li świa­do­mość po mie­sią­cach, na­wet la­tach śpiącz­ki i opo­wia­da­li o swo­ich snach i o tym, że czu­li obec­ność bli­skich.

La­we­ne­res nie był cał­kiem ode­rwa­ny od świa­ta, po­tra­fił prze­łknąć kil­ka ły­żek gę­ste­go bu­lio­nu, po­tra­fił wy­pić kil­ka ły­ków roz­cień­czo­ne­go wina, cza­sem otwie­rał na­wet po­wie­ki, by po­to­czyć wo­kół spoj­rze­niem oczu bla­dych jak dwa małe księ­ży­ce. De­ana nie­na­wi­dzi­ła tych chwil. Za każ­dym ra­zem mia­ła na­dzie­ję, że to wła­śnie te­raz, już, że wła­śnie w tym mo­men­cie jej ksią­żę wró­ci do niej, a on tyl­ko ob­da­rzał świat spoj­rze­niem bar­dziej śle­pym niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej, po czym za­my­kał po­wie­ki i od­pły­wał ku zna­ne­mu tyl­ko so­bie miej­scu.

Su­chi stwier­dził, że brak wzro­ku jest jed­ną z przy­czyn prze­dłu­ża­ją­ce­go się sta­nu La­we­ne­re­sa. Że gdy­by ksią­żę wi­dział, to już po pierw­szym otwar­ciu po­wiek jego umysł wró­cił­by do świa­ta ży­wych.

Od tam­tej chwi­li prze­kli­na­ła jego śle­po­tę w każ­dej mo­dli­twie.

Za­nu­rzy­ła lnia­ną szmat­kę w mi­sie i de­li­kat­nie ob­my­ła le­żą­ce­mu twarz. Nie drgnął na­wet. Skó­rę miał bla­dą i cien­ką, żyły bie­gły pod nią jak pa­ję­cza sieć. Był roz­pa­lo­ny, przez więk­szość cza­su zda­wał się wprost pło­nąć, ale Su­chi nie po­zwa­lał schło­dzić go zim­ną ką­pie­lą ani okła­da­mi. „Ksią­żę jest osła­bio­ny, je­śli za­cho­ru­je na­wet na zwy­kły ka­tar, naj­pew­niej umrze – twier­dził. – Ta go­rącz­ka nie jest śmier­tel­nie nie­bez­piecz­na”.

Ufa­ła jego opi­nii, bo, na łzy Wiel­kiej Mat­ki, ko­muś mu­sia­ła za­ufać.

A poza tym praw­dą było – a praw­dę tę zna­ło oprócz niej i tru­ci­cie­la tyl­ko kil­ka osób – że to ona po­da­ła La­we­ne­re­so­wi cma­neę, lek za­gęsz­cza­ją­cy krew i spo­wal­nia­ją­cy bi­cie ser­ca. Wie­dzia­ła, że pre­ten­dent do tro­nu Ko­no­we­ryn, Ob­rar, wal­czy sza­blą, a przy sza­bli więk­szość ran to cię­cia. Li­czy­ła na to, że aro­ganc­ki ksią­żę Kam­be­hii bę­dzie chciał się po­pi­sać, szlach­tu­jąc prze­ciw­ni­ka po­wo­li, a le­kar­stwo nie po­zwo­li La­we­ne­re­so­wi wy­krwa­wić się na śmierć, za­nim ona nie rzu­ci wy­zwa­nia uzur­pa­to­ro­wi. Albo nie spło­nie, wcho­dząc w Oko. I to ona, od­mie­rza­jąc na wy­czu­cie tu­zin kro­pel gę­ste­go, ciem­ne­go na­pa­ru, po­sła­ła swo­je­go męż­czy­znę w trwa­ją­cy do tej pory sen.

I od dwóch mie­się­cy przy­cho­dzi­ła tu co dzień, by się mo­dlić, pro­sić o wy­ba­cze­nie i li­czyć na cud.

Jej wina była bez­spor­na. Trzy­dzie­ste Pierw­sze Pra­wo Ha­ru­die­go mó­wi­ło, że czło­wiek po­da­ją­cy go­ścio­wi wodę z nie­spraw­dzo­ne­go źró­dła jest win­ny, je­śli ten za­cho­ru­je lub umrze. Czy­li do­bre in­ten­cje nie uspra­wie­dli­wia­ją żad­ne­go z na­szych błę­dów. Po to do­sta­li­śmy ro­zum, by prze­wi­dy­wać kon­se­kwen­cje wła­snych de­cy­zji – gło­si­ła naj­prost­sza z in­ter­pre­ta­cji tego pra­wa – ser­ce zaś otrzy­ma­li­śmy w da­rze, by kłaść na nim ka­mie­nie na­szych błę­dów.

Na jej ser­cu spo­czy­wał już cały wóz gła­zów.

Wsta­ła i po­de­szła do okna. Nad Bia­łe Ko­no­we­ryn nad­cią­gał zmierzch. Mia­sto zda­wa­ło się ką­pać w bla­sku za­cho­dzą­ce­go słoń­ca. Ogni­sta kula po­ma­lo­wa­ła szkar­ła­tem da­chy, mury, wie­że i uli­ce. Na­wet brzyd­ki Dom Ognia – świą­ty­nia krę­pa jak przy­gię­ta ży­ciem do zie­mi sta­ru­cha – na­bie­rał w tym świe­tle ru­mień­ców. Miesz­czą­ce się w nim Oko Aga­ra za­sło­nię­to nie­skoń­czo­ną, zda­wa­ło­by się, ilo­ścią je­dwab­nych dra­pe­rii, ale i tak czu­ło się pul­su­ją­cą z tego miej­sca moc. A ra­czej Moc. Bi­cie ser­ca Pana Ognia.

To zna­czy, ona czu­ła. Z każ­dym dniem moc­niej i moc­niej. To był je­den z ka­mie­ni spo­czy­wa­ją­cych na jej ser­cu. Gdy­by ktoś o tym wie­dział, i gdy­by ośmie­lił się za­py­tać, ja­kie to uczu­cie – choć ta­kich, któ­rzy ośmie­la­li się za­da­wać jej te­raz py­ta­nia, mo­gła po­li­czyć na pal­cach jed­nej ręki – nie po­tra­fi­ła­by od­po­wie­dzieć. Jak­by w środ­ku, tam, gdzie pło­nął w niej sani, mia­ła te­raz oło­wia­ną kulę, cią­żą­cą w stro­nę Oka. Moc­niej, sła­biej, moc­niej, moc­niej, sła­biej, sła­biej, sła­biej… Jak­by ta kula wi­sia­ła na sprę­ży­nie szar­pa­nej przez nie­zna­ną dłoń we­dług nie­od­gad­nio­ne­go ryt­mu.

De­ana czu­ła ją cały czas, na­wet wte­dy, gdy ćwi­czy­ła, spa­ła, bra­ła ką­piel. Ale to nie wszyst­ko. Z tym by so­bie po­ra­dzi­ła, to­wa­rzy­szy­ły temu jed­nak inne do­le­gli­wo­ści. Cza­sem, gdy Oko sta­wa­ło się nad­zwy­czaj ak­tyw­ne, mia­ła wra­że­nie, że coś się dzie­je z jej zmy­sła­mi. Czu­ła dziw­ne sma­ki, za­pa­chy, ko­lo­ry na­bie­ra­ły głę­bi, albo wręcz prze­ciw­nie, bla­dły do pa­ste­lo­wych cie­ni. I wszyst­ko w ryt­mie na­rzu­ca­nym przez po­ło­żo­ny po­środ­ku Domu Ognia krąg wy­pa­lo­nej zie­mi.

Tak wła­śnie od­po­wie­dzia­ła­by na py­ta­nie, co się z nią dzie­je, tyl­ko że by­ła­by to za­le­d­wie ka­le­ka pró­ba ubra­nia w sło­wa cze­goś, cze­go, jak po­dej­rze­wa­ła, nie do­świad­czał nikt poza nią.

Pra­wie za­czy­na­ła od tego wa­rio­wać.

I pra­wie tę­sk­ni­ła do chwil, gdy Ma­ahir wo­ził ją wo­kół Świą­ty­ni Ognia, a roz­hi­ste­ry­zo­wa­ny tłum wzno­sił okrzy­ki na cześć Pło­mie­nia Aga­ra. Jego ryk za­głu­szał te dziw­ne sen­sa­cje, tłu­mił je, mimo że Oko mia­ła nie­mal na wy­cią­gnię­cie ręki. Lecz Evi­kiat nie zgo­dzi się, by pa­ra­dy na cześć Pani Pło­mie­ni urzą­dza­no co­dzien­nie, poza tym mu­sia­ła­by mu wy­ja­wić, dla­cze­go o to pro­si.

Nie była pew­na, czy po­wie­dzia­ła­by o tym na­wet La­we­ne­re­so­wi.

Od­wró­ci­ła się i spoj­rza­ła na nie­przy­tom­ne­go męż­czy­znę. Swo­je­go męż­czy­znę. Jak za­re­ago­wał­by na wieść o tym, co się z nią dzie­je? Miał w so­bie mą­drość, szla­chet­ność i uczci­wość rzad­ko spo­ty­ka­ne wśród lu­dzi jego po­cho­dze­nia. Ale czy to wy­star­czy­ło­by, by za­ak­cep­to­wał bez sprze­ci­wu jej emo­cje i uczu­cia?

Była Pie­śniar­ką Pa­mię­ci, więc wie­dzia­ła, że więk­szość lu­dzi i zwie­rząt jest wy­czu­lo­na na na­głe zmia­ny po­ten­cja­łu Mocy, aspek­to­wa­nej lub nie, a trud­no o bar­dziej tęt­nią­ce Mocą miej­sce niż Oko. Wciąż pa­mię­ta­ła mo­ment, gdy przed wal­ką z Ob­ra­rem we­szła do środ­ka. Jak­by w jed­nej chwi­li spło­nę­ła, za­mie­ni­ła się w garść po­pio­łu, a w na­stęp­nej od­two­rzo­no ją z tego pyłu w naj­drob­niej­szym szcze­gó­le. Pro­blem po­le­gał jed­nak na tym, że na te­raź­niej­sze fe­no­me­ny nie zwra­cał uwa­gi nikt, poza nią. Ob­ser­wo­wa­ła to wie­le razy, gdy moc Pana Ognia sza­la­ła, a ona mia­ła wra­że­nie, że lada chwi­la coś wy­rwie się z jej pier­si i po­mknie w stro­nę przy­kry­te­go ko­pu­łą krę­gu, gdy ko­lo­ry bla­kły, a usta wy­peł­niał smak pa­lo­nych mig­da­łów, wszy­scy wo­kół za­cho­wy­wa­li się zaś jak­by ni­g­dy nic. Lu­dzie nie zwra­ca­li uwa­gi na Dom Ognia, prze­cho­dzą­ce po pla­cu wo­kół świą­ty­ni ko­nie nie pło­szy­ły się, sta­do go­łę­bi, jak­by ni­g­dy nic, sia­da­ło na ko­pu­la­stym da­chu, a bez­pań­ski pies prze­bie­gał przez plac, za­ję­ty swo­imi spra­wa­mi.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)