Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 210
Перейти на страницу:

Co wię­cej – i ta myśl wy­peł­nia­ła jej ko­ści lo­dem – co­raz czę­ściej wy­da­wa­ło jej się, że Agar prze­ma­wia nie tyle do niej, ile do ro­sną­ce­go w jej ło­nie dziec­ka.

Nie chcia­ła tego, więc znów po­mo­dli­ła się bez­gło­śnie. O Pani, Mat­ko nas wszyst­kich, prze­mów do swe­go syna, niech Agar od Ognia zdej­mie swój do­tyk z tej du­szy, niech od­wró­ci od niej wzrok. Zro­bi­łam swo­je, za­gra­łam w jego grę, oca­li­łam księ­stwo dla tu­tej­szej dy­na­stii, ode­bra­łam ży­cie Ob­ra­ro­wi, księ­ciu Kam­be­hii, sta­łam się Pło­mie­niem Aga­ra, któ­ry oczy­ścił Bia­łe Ko­no­we­ryn z bru­du i zgni­li­zny, więc pro­szę, zwróć mi zwy­kłe ży­cie. Bym mo­gła uro­dzić i wy­cho­wać dziec­ko w spo­ko­ju.

Już koń­cząc, uśmiech­nę­ła się, roz­ba­wio­na na­iw­no­ścią tej mo­dli­twy.

Zwy­kłe ży­cie. Też coś. Zwy­kłe ży­cie skoń­czy­ło się, gdy rada osa­dy ka­za­ła jej po­ślu­bić ostat­nie­go syna Len­ga­ny h’Lenns. Nie. Zwy­kłe ży­cie skoń­czy­ło się, gdy jej brat po­wró­cił do ro­dzin­nej afra­agry. Jego po­wrót po­krył plac ćwi­czeń pla­ma­mi czer­wie­ni, a on sam… od­szedł. Po czym po­wró­cił, ra­tu­jąc jej ży­cie set­ki mil od ro­dzin­nych stron. Wi­dzia­ła wte­dy jego oczy. Stud­nie wy­peł­nio­ne pust­ką i roz­pa­czą. Po­peł­ni­ła wów­czas błąd, po doj­ściu do sie­bie po­win­na na­tych­miast po­rzu­cić Bia­łe Ko­no­we­ryn i wy­ru­szyć na po­szu­ki­wa­nie tej sko­ru­py, któ­rą stał się Yatech, by przy­nieść jej spo­kój.

Wes­tchnę­ła. Na za­ję­cie się tą spra­wą przyj­dzie czas. Te­raz była brze­mien­na, a ten stan zwal­niał ko­bie­tę Is­sa­ram z więk­szo­ści obo­wiąz­ków poza pod­sta­wo­wy­mi, za­pi­sa­ny­mi w Pra­wach. Ze­msta, spła­ta dłu­gów, przy­nie­sie­nie spo­ko­ju cia­łu po­zba­wio­ne­mu du­szy mogą za­cze­kać. Poza tym te­raz mo­gła wy­ko­rzy­stać do po­szu­ki­wań bra­ta całą po­tę­gę Bia­łe­go Ko­no­we­ryn, zło­to, szpie­gów, cza­row­ni­ków. I zro­bi to, gdy już upo­ra się z cią­żą, po­li­ty­ką, po­wsta­niem nie­wol­ni­ków oraz tym, że La­we­ne­res wciąż leży nie­przy­tom­ny. Co praw­da gdy­by tam, na pu­sty­ni, od razu wy­ru­szy­ła na po­szu­ki­wa­nie Yate­cha, omi­nę­ły­by ją wszyst­kie te pro­ble­my… ale wte­dy nie mia­ła­by tego.

Do­tknę­ła brzu­cha. Jesz­cze nie był zbyt duży, praw­dę mó­wiąc, luź­na sza­ta kry­ła jej stan, ona jed­nak czu­ła, jak zmie­nia się jej cia­ło. Mimo ćwi­czeń przy­ty­ła kil­ka fun­tów, zwłasz­cza na tył­ku, uro­sły jej też pier­si, na ra­zie nie­wie­le, ale Va­ra­la, któ­ra sta­ła się za­ska­ku­ją­co czę­stym go­ściem w jej kom­na­tach, bez­ce­re­mo­nial­nie ob­ma­ca­ła ją już kil­ka razy i stwier­dzi­ła, że De­ana bę­dzie mieć dużo po­kar­mu, a to do­brze dla dziec­ka. W ta­kich mo­men­tach czu­ła się jak klacz roz­pło­do­wa i szcze­rze ża­ło­wa­ła, że przy pierw­szym spo­tka­niu z tą ko­bie­tą nie uży­ła sza­bli.

Ale tyl­ko przez chwi­lę.

I ni­g­dy na po­waż­nie, bo Va­ra­la w grun­cie rze­czy nie była ani pro­tek­cjo­nal­na, ani wy­nio­sła, lecz w taki na wpół szorst­ki spo­sób tro­skli­wa i opie­kuń­cza. Cią­ża zresz­tą zmie­nia­ła nie tyl­ko cia­ło De­any. Jej my­śli ska­ka­ły z miej­sca na miej­sce, mia­ła kło­pot ze skon­cen­tro­wa­niem się na zwy­kłych czyn­no­ściach, mo­dli­twie, ćwi­cze­niach, me­dy­ta­cji. Bez po­wo­du wpa­da­ła w złość albo w smu­tek. Gdy­by nie lata po­świę­co­ne ćwi­cze­niom – tre­no­wa­niu pa­mię­ci, by prze­cho­wać w niej hi­sto­rię ple­mie­nia, oraz szko­le­niu cia­ła, by umieć obro­nić ten dar Mat­ki przed prze­ciw­no­ścia­mi losu – chy­ba by zwa­rio­wa­ła.

Bło­go­sła­wio­ny stan.

Z pew­no­ścią to okre­śle­nie wy­my­ślił ja­kiś męż­czy­zna.

Gdy nie­opatrz­nie zdra­dzi­ła swo­je emo­cje przed Va­ra­lą, ta uśmiech­nę­ła się tyl­ko pół­gęb­kiem i stwier­dzi­ła, że to do­pie­ro po­czą­tek czwar­te­go mie­sią­ca, a naj­cie­kaw­sze jesz­cze przed De­aną, bo pierw­szy try­mestr wspo­mi­na się za­zwy­czaj z roz­rzew­nie­niem. Po czym mi­mo­cho­dem za­py­ta­ła, czy Pło­mień Aga­ra, Pani Bia­łe­go Ko­no­we­ryn, nie od­da­ła­by jej swo­ich tal­he­rów na prze­cho­wa­nie. Za­nim ko­goś nimi za­rżnie.

To jed­nak nie wcho­dzi­ło w grę.

Su­chi uświa­do­mił jej to dość ja­sno. W Ko­no­we­ryn brze­mien­ne ko­bie­ty ota­cza­ło coś po­mię­dzy uwiel­bie­niem a po­wszech­nym za­wsty­dze­niem. Wszyst­kie „ko­bie­ce” spra­wy, mie­siącz­ka, cią­ża, po­ród, nie mia­ły pra­wa wkro­czyć w prze­strzeń pu­blicz­ną. W nie­któ­rych re­jo­nach Da­le­kie­go Po­łu­dnia, zwłasz­cza na pro­win­cji, pa­no­wa­ła re­gu­ła, że gdy brzuch ro­bił się na tyle duży, że nie moż­na go już było ukryć pod sza­tą, ko­bie­ta zni­ka­ła z ży­cia, nie wy­cho­dzi­ła z domu, nie przyj­mo­wa­ła go­ści; nie­kie­dy na­wet od­bie­ra­no brze­mien­nej imię, zwra­ca­jąc się do niej eu­wa­ga­ria, co po­noć zna­czy­ło „na­czy­nie Aga­ra”. Zresz­tą, po co da­le­ko szu­kać, w sa­mym ro­dzie ksią­żę­cym ko­biet uży­wa­no jak roz­pło­do­wych sa­mic. Przy­by­wa­ły do pa­ła­cu z za­sło­nię­ty­mi twa­rza­mi, by ksią­żę­ta je „po­bło­go­sła­wi­li” swym na­sie­niem, po czym je­śli ro­dzi­ły cór­kę, wra­ca­ły z nią do ro­dzi­ny, a je­śli mia­ły nie­szczę­ście uro­dzić chłop­ca, za­bie­ra­no im dziec­ko, a je same od­sy­ła­no do domu.

Bar­ba­rzyń­skie oby­cza­je bar­ba­rzyń­skie­go kra­ju.

Ale ona nie mo­gła iść dro­gą zwy­kłej ko­bie­ty. Była Pło­mie­niem Aga­ra, więc mu­sia­ła kro­czyć wą­ską ścież­ką mię­dzy po­wszech­nym zwy­cza­jem a wła­sną, dziw­ną i w grun­cie rze­czy chwiej­ną po­zy­cją.

Chwiej­ną ni­czym ta­niec na ostrzu szty­le­tu. Była zo­bo­wią­za­na zna­leźć so­bie miej­sce w ba­gnie tu­tej­szych zwy­cza­jów i jed­no­cze­śnie wciąż mu­sia­ła pod­kre­ślać swój sta­tus nie­po­skro­mio­nej „gór­skiej lwi­cy”. A broń – na­wet je­śli trze­ba bę­dzie po­sze­rzać pasy tal­he­rów, by mo­gły opiąć jej ro­sną­cy brzuch – oka­za­ła się jed­nym z ele­men­tów, któ­re mia­ły ją wy­róż­niać spo­śród in­nych cię­żar­nych.

De­ana uśmiech­nę­ła się bez cie­nia ra­do­ści. Wpraw­dzie nie wy­pru­ła jesz­cze z ni­ko­go fla­ków, ale to się ła­two mo­gło zmie­nić, je­śli ko­mu­kol­wiek przyj­dzie do gło­wy za­su­ge­ro­wać, że za­raz po po­ro­dzie po­win­na od­dać dziec­ko i znik­nąć jak inne mat­ki. Bo prze­cież na­wet je­śli zo­sta­nie po­bło­go­sła­wio­na dziew­czyn­ką, za­pew­ne znaj­dą się tacy, któ­rzy uzna­ją, że nie może jej za­trzy­mać. Nie, je­śli cho­dzi o ta­kie dziec­ko.

1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)