Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
Na pierwszy rzut oka nic nie wskazywało na to, że jest to kardynał, i ci, co nie widzieli go nigdy, nie mogli odgadnąć, przed kim się znajdują.
Biedny Bonacieux stał przy drzwiach, podczas gdy oczy osobistości, którą opisywaliśmy, wpatrywały się w niego uważnie, jak gdyby chciały odgadnąć wszystko, nawet przeszłość kramarza.
— Więc to jest imć Bonacieux? — zapytał po chwili milczenia.
— Tak, Wasza Dostojność — odparł oficer.
— Dobrze, podaj mi papiery i zostaw nas.
Oficer wziął ze stołu potrzebne papiery, podał je i skłoniwszy się aż do ziemi, wyszedł.
Bonacieux rozpoznał protokoły swoich przesłuchań z Bastylii. Od czasu do czasu mężczyzna przy kominku podnosił oczy znad papierów i wbijał je niczym dwa sztylety w serce biednego kramarza.
Po dziesięciu minutach lektury i dziesięciu sekundach obserwacji kardynał wiedział już, co sądzić o sprawie.
— Ten człowiek nie spiskował nigdy — mruknął. — Przekonajmy się jednak.
— Jest pan oskarżony o zdradę stanu — rzekł powoli kardynał.
— Powiedziano mi już o tym, Wasza Dostojność — zawołał Bonacieux, nadając swemu rozmówcy tytuł zasłyszany u oficera — ale przysięgam, że nie wiem zgoła o niczym.
Kardynał powstrzymał uśmiech.
— Spiskowałeś ze swoją żoną, z panią de Chevreuse i księciem Buckingham.
— W samej rzeczy, Wasza Dostojność, słyszałem wszystkie te nazwiska.
— Przy jakiej sposobności?
— Moja żona mówiła, że kardynał Richelieu ściągnął księcia Buckinghama do Paryża, by go zgubić, a wraz z nim zgubić królową.
— Tak mówiła! — zawołał kardynał gwałtownie.
— Tak, Wasza Dostojność, ale powiedziałem jej, że źle czyni mówiąc w ten sposób i że Jego Eminencja nie mógłby...
— Zamilknij pan, jesteś głupcem — rzekł kardynał.
— To samo odpowiedziała mi żona, Wasza Dostojność.
— Czy wiesz, kto porwał twoją żonę?
— Nie, Wasza Dostojność.
— Jednakże podejrzewasz kogoś?
— Tak, Wasza Dostojność, ale te podejrzenia wydały się niewłaściwe panu komisarzowi i już się ich pozbyłem.
— Czy wiesz, że twoja żona uciekła?
— Nie, Wasza Dostojność, dowiedziałem się o tym dopiero w więzieniu, dzięki uprzejmości pana komisarza, bardzo godnego człowieka.
Kardynał po raz wtóry powściągnął uśmiech.
— Nie wiesz zatem, co stało się z twoją żoną po jej ucieczce?
— Nic zgoła, Wasza Dostojność, ale powinna była wrócić do Luwru.
— O pierwszej nad ranem jeszcze jej tam nie było.
— Ach, mój Boże, co się z nią mogło stać?
— Dowiemy się o tym, możesz być spokojny, nic nie ukryje się przed kardynałem: kardynał wie wszystko.
— A czy Wasza Dostojność przypuszcza, że kardynał raczy mi powiedzieć, co się stało z moją żoną?
— Być może; ale naprzód musisz powiedzieć wszystko, co wiesz o stosunkach twej żony z panią de Chevreuse.
— Wasza Dostojność, nic nie wiem; nigdy jej nie widziałem.
— Kiedy udawałeś się po żonę do Luwru, czy wracaliście od razu do domu?
— Prawie nigdy; zazwyczaj szła jeszcze do handlarzy płótnem, a ja jej towarzyszyłem.
— Ilu było tych handlarzy?
— Dwóch, Wasza Dostojność.
— Gdzie mieszkają?
— Jeden przy ulicy Vaugirard, drugi przy ulicy La Harpe.
— Czy wchodziłeś z nią razem?
— Nigdy, Wasza Dostojność, czekałem przy bramie.
— Pod jakim pozorem wchodziła tam sama?
— Nic mi nie mówiła; kazała mi czekać i ja czekałem.
— Jesteś wyrozumiałym mężem, mój drogi panie Bonacieux! — rzekł kardynał.
“Nazywa mnie drogim panem — rzekł do siebie kramarz. — Do licha, sprawy przybierają dobry obrót”.
— Czy rozpoznałbyś te bramy?
— Tak.
— Czy znasz ich numery?
— Tak.
— Jakież to numery?
— Numer 25 przy ulicy Vaugirard i numer 75 przy ulicy La Harpe.
— Dobrze — rzekł kardynał.
Mówiąc te słowa wziął do ręki srebrny dzwonek i zadzwonił; wszedł oficer.
— Idź — powiedział półgłosem — i znajdź mi Rocheforta; niech zjawi się tu natychmiast.
— Hrabia czeka właśnie i prosi, by Wasza Eminencja przyjął go zaraz.
— Niech więc wejdzie — rzekł żywo Richelieu.
Oficer wybiegł z pokoju z największym pośpiechem: rozkazy kardynała wypełniano błyskawicznie.
— Wasza Eminencja! — powtórzył szeptem Bonacieux tocząc dokoła błędnym wzrokiem.
Nie minęło pięć sekund od wyjścia oficera, kiedy drzwi się otworzyły i do gabinetu weszła nowa osoba.
— To on! — zawołał Bonacieux.
— Kto taki? — zapytał kardynał.
— Ten, co mi porwał żonę.
Kardynał zadzwonił po raz wtóry. Zjawił się oficer.
— Oddaj tego człowieka w ręce strażników. Niech czeka, aż go wezwę do siebie.
— Nie, Wasza Dostojność, nie, to nie on! — zawołał Bonacieux — omyliłem się; to kto inny i wcale go nie przypomina. Ten pan jest zacnym człowiekiem!
— Zabierz mi tego głupca! — rzekł kardynał.
Oficer wziął pana Bonacieux za ramiona i wyprowadził do przedpokoju, gdzie czekali na niego strażnicy.
Nowo przybyły niecierpliwie wodził oczami za kramarzem, póki go nie wyprowadzono. Ledwie drzwi się zamknęły, powiedział zbliżając się do kardynała:
— Widzieli się.
— Kto? — zapytał Jego Eminencja.
— Ona i on.
— Królowa i książę! — zawołał Richelieu. — Gdzie?
— W Luwrze.
— Jesteś pan tego pewien?
— Tak jest.
— Kto ci to powiedział?
— Pani de Lannoy[*], która, jak o tym wie Jego Eminencja, jest mu oddana całą duszą.
— Dlaczego nie powiedziała o tym wcześniej?
— Czy to przez przypadek, czy z braku zaufania królowa kazała pani de Surgis[*] spać w swoim pokoju i przez cały dzień nie rozstawały się obie.
— Jesteśmy więc pobici. Spróbujmy wziąć odwet.
— Dopomogę ze wszystkich sił, Jego Eminencja może być tego pewien.
— Jak się odbyło spotkanie?
— W pół godziny po północy królowa była ze swymi damami...
— Gdzie?
— W sypialni...
— Tak.
— Gdy wręczono jej chusteczkę przyniesioną przez bieliźniarkę...
— Co dalej?
— Królowa okazała wielkie wzruszenie i choć miała róż na twarzy, bardzo przybladła.
— Dalej! Dalej!
— Wstała jednak i rzekła niepewnym głosem: “Moje panie, poczekajcie tu, za dziesięć minut wrócę”. Otworzyła drzwi do alkowy, po czym wyszła.
— Dlaczego pani de Lannoy nie uprzedziła cię natychmiast?
— Nie wiedziała jeszcze nic pewnego; zresztą królowa powiedziała: “Moje panie, zaczekajcie na mnie”; a ona nie śmiała nie usłuchać królowej.
— Jak długo królowa była nieobecna?
— Trzy kwadranse.
— Żadna z dam jej nie towarzyszyła?
— Tylko doña Estefana.