Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 167
Перейти на страницу:

Na pierwszy rzut oka nic nie wskazywało na to, że jest to kardynał, i ci, co nie widzieli go nigdy, nie mogli odgadnąć, przed kim się znajdują.

Biedny Bonacieux stał przy drzwiach, podczas gdy oczy osobistości, którą opisywaliśmy, wpatrywały się w niego uważnie, jak gdyby chciały odgadnąć wszystko, nawet przeszłość kramarza.

— Więc to jest imć Bonacieux? — zapytał po chwili milczenia.

— Tak, Wasza Dostojność — odparł oficer.

— Dobrze, podaj mi papiery i zostaw nas.

Oficer wziął ze stołu potrzebne papiery, podał je i skłoniwszy się aż do ziemi, wyszedł.

Bonacieux rozpoznał protokoły swoich przesłuchań z Bastylii. Od czasu do czasu mężczyzna przy kominku podnosił oczy znad papierów i wbijał je niczym dwa sztylety w serce biednego kramarza.

Po dziesięciu minutach lektury i dziesięciu sekundach obserwacji kardynał wiedział już, co sądzić o sprawie.

— Ten człowiek nie spiskował nigdy — mruknął. — Przekonajmy się jednak.

— Jest pan oskarżony o zdradę stanu — rzekł powoli kardynał.

— Powiedziano mi już o tym, Wasza Dostojność — zawołał Bonacieux, nadając swemu rozmówcy tytuł zasłyszany u oficera — ale przysięgam, że nie wiem zgoła o niczym.

Kardynał powstrzymał uśmiech.

— Spiskowałeś ze swoją żoną, z panią de Chevreuse i księciem Buckingham.

— W samej rzeczy, Wasza Dostojność, słyszałem wszystkie te nazwiska.

— Przy jakiej sposobności?

— Moja żona mówiła, że kardynał Richelieu ściągnął księcia Buckinghama do Paryża, by go zgubić, a wraz z nim zgubić królową.

— Tak mówiła! — zawołał kardynał gwałtownie.

— Tak, Wasza Dostojność, ale powiedziałem jej, że źle czyni mówiąc w ten sposób i że Jego Eminencja nie mógłby...

— Zamilknij pan, jesteś głupcem — rzekł kardynał.

— To samo odpowiedziała mi żona, Wasza Dostojność.

— Czy wiesz, kto porwał twoją żonę?

— Nie, Wasza Dostojność.

— Jednakże podejrzewasz kogoś?

— Tak, Wasza Dostojność, ale te podejrzenia wydały się niewłaściwe panu komisarzowi i już się ich pozbyłem.

— Czy wiesz, że twoja żona uciekła?

— Nie, Wasza Dostojność, dowiedziałem się o tym dopiero w więzieniu, dzięki uprzejmości pana komisarza, bardzo godnego człowieka.

Kardynał po raz wtóry powściągnął uśmiech.

— Nie wiesz zatem, co stało się z twoją żoną po jej ucieczce?

— Nic zgoła, Wasza Dostojność, ale powinna była wrócić do Luwru.

— O pierwszej nad ranem jeszcze jej tam nie było.

— Ach, mój Boże, co się z nią mogło stać?

— Dowiemy się o tym, możesz być spokojny, nic nie ukryje się przed kardynałem: kardynał wie wszystko.

— A czy Wasza Dostojność przypuszcza, że kardynał raczy mi powiedzieć, co się stało z moją żoną?

— Być może; ale naprzód musisz powiedzieć wszystko, co wiesz o stosunkach twej żony z panią de Chevreuse.

— Wasza Dostojność, nic nie wiem; nigdy jej nie widziałem.

— Kiedy udawałeś się po żonę do Luwru, czy wracaliście od razu do domu?

— Prawie nigdy; zazwyczaj szła jeszcze do handlarzy płótnem, a ja jej towarzyszyłem.

— Ilu było tych handlarzy?

— Dwóch, Wasza Dostojność.

— Gdzie mieszkają?

— Jeden przy ulicy Vaugirard, drugi przy ulicy La Harpe.

— Czy wchodziłeś z nią razem?

— Nigdy, Wasza Dostojność, czekałem przy bramie.

— Pod jakim pozorem wchodziła tam sama?

— Nic mi nie mówiła; kazała mi czekać i ja czekałem.

— Jesteś wyrozumiałym mężem, mój drogi panie Bonacieux! — rzekł kardynał.

“Nazywa mnie drogim panem — rzekł do siebie kramarz. — Do licha, sprawy przybierają dobry obrót”.

— Czy rozpoznałbyś te bramy?

— Tak.

— Czy znasz ich numery?

— Tak.

— Jakież to numery?

— Numer 25 przy ulicy Vaugirard i numer 75 przy ulicy La Harpe.

— Dobrze — rzekł kardynał.

Mówiąc te słowa wziął do ręki srebrny dzwonek i zadzwonił; wszedł oficer.

— Idź — powiedział półgłosem — i znajdź mi Rocheforta; niech zjawi się tu natychmiast.

— Hrabia czeka właśnie i prosi, by Wasza Eminencja przyjął go zaraz.

— Niech więc wejdzie — rzekł żywo Richelieu.

Oficer wybiegł z pokoju z największym pośpiechem: rozkazy kardynała wypełniano błyskawicznie.

— Wasza Eminencja! — powtórzył szeptem Bonacieux tocząc dokoła błędnym wzrokiem.

Nie minęło pięć sekund od wyjścia oficera, kiedy drzwi się otworzyły i do gabinetu weszła nowa osoba.

— To on! — zawołał Bonacieux.

— Kto taki? — zapytał kardynał.

— Ten, co mi porwał żonę.

Kardynał zadzwonił po raz wtóry. Zjawił się oficer.

— Oddaj tego człowieka w ręce strażników. Niech czeka, aż go wezwę do siebie.

— Nie, Wasza Dostojność, nie, to nie on! — zawołał Bonacieux — omyliłem się; to kto inny i wcale go nie przypomina. Ten pan jest zacnym człowiekiem!

— Zabierz mi tego głupca! — rzekł kardynał.

Oficer wziął pana Bonacieux za ramiona i wyprowadził do przedpokoju, gdzie czekali na niego strażnicy.

Nowo przybyły niecierpliwie wodził oczami za kramarzem, póki go nie wyprowadzono. Ledwie drzwi się zamknęły, powiedział zbliżając się do kardynała:

— Widzieli się.

— Kto? — zapytał Jego Eminencja.

— Ona i on.

— Królowa i książę! — zawołał Richelieu. — Gdzie?

— W Luwrze.

— Jesteś pan tego pewien?

— Tak jest.

— Kto ci to powiedział?

— Pani de Lannoy[*], która, jak o tym wie Jego Eminencja, jest mu oddana całą duszą.

— Dlaczego nie powiedziała o tym wcześniej?

— Czy to przez przypadek, czy z braku zaufania królowa kazała pani de Surgis[*] spać w swoim pokoju i przez cały dzień nie rozstawały się obie.

— Jesteśmy więc pobici. Spróbujmy wziąć odwet.

— Dopomogę ze wszystkich sił, Jego Eminencja może być tego pewien.

— Jak się odbyło spotkanie?

— W pół godziny po północy królowa była ze swymi damami...

— Gdzie?

— W sypialni...

— Tak.

— Gdy wręczono jej chusteczkę przyniesioną przez bieliźniarkę...

— Co dalej?

— Królowa okazała wielkie wzruszenie i choć miała róż na twarzy, bardzo przybladła.

— Dalej! Dalej!

— Wstała jednak i rzekła niepewnym głosem: “Moje panie, poczekajcie tu, za dziesięć minut wrócę”. Otworzyła drzwi do alkowy, po czym wyszła.

— Dlaczego pani de Lannoy nie uprzedziła cię natychmiast?

— Nie wiedziała jeszcze nic pewnego; zresztą królowa powiedziała: “Moje panie, zaczekajcie na mnie”; a ona nie śmiała nie usłuchać królowej.

— Jak długo królowa była nieobecna?

— Trzy kwadranse.

— Żadna z dam jej nie towarzyszyła?

— Tylko doña Estefana.

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)