Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Szpital kosmiczny - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Szpital kosmiczny

Электронная книга - «Szpital kosmiczny». Краткое содержание книги:

Szpital kosmiczny
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 58
Перейти на страницу:

Zrobił miejsce Conwayowi, który poczuwszy na ramieniu coś jakby dotknięcie ołówka, domyślił się, że Prilicla również pochyla się, by spojrzeć na SRTT.

VI

Stworzenie pod kloszem wymykało się wszelkim próbom opisu z tego prostego powodu, że od rozpoczęcia rozpadu usiłowało jednocześnie przybrać wiele różnych postaci. Były tam wyrostki zarówno stawowe, jak i mackowate, połacie ciała pokryte łuskami, skórą i zrogowaceniami, zmarszczona powłoka obok zaczątków otworów gębowych i skrzelowych, co łącznie dawało przeraźliwą mieszaninę. Jednak szczegóły fizjologiczne były niewyraźne, cała bowiem zwiotczała masa ciała była miękka, rozpływająca się niczym figura woskowa zbyt długo pozostawiona w ciepłym pomieszczeniu. Przez cały czas na dno klosza z ciała pacjenta wyciekał płyn, jego poziom sięgał już piętnastu centymetrów.

Conway przełknął ślinę.

— Zważywszy na zdolność adaptacyjną tego gatunku — powiedział — i jego odporność na urazy, a także mając na uwadze ów niesamowity, powikłany stan ciała, powiedziałbym, że możemy tu mieć do czynienia z problemem o podłożu psychologicznym.

Mannon popatrzył na niego przeciągle z podziwem.

— Podłoże psychologiczne, co? — odparł sucho. — Cudownie! A cóż innego, jeśli nie awaria mózgownicy, mogłoby spowodować taki stan u pacjenta, który jest niewrażliwy zarówno na urazy, jak i na zakażenia bakteryjne? Nie zechciałby pan sprecyzować swojej hipotezy?

Conway poczuł, że uszy i szyja pieką go ze wstydu. Nie odezwał się.

Mannon mruknął coś, po czym mówił dalej:

— Ten płyn, w którym roztapia się jego ciało, to zwykła woda plus parę niegroźnych mikroorganizmów. Próbowaliśmy wszelkich fizycznych i psychologicznych metod leczenia, jakie przyszły nam do głowy, ale bez rezultatu. Niedawno ktoś zasugerował, by pacjenta zamrozić, co zahamowałoby rozpad ciała i dało nam więcej czasu na nowe pomysły. Jednak sprzeciwiono się temu, ponieważ w obecnym stanie taki zabieg mógłby pacjenta natychmiast zabić. Kilka istot z ras telepatycznych usiłowało dostroić się do jego myśli w nadziei, że w ten sposób mu pomogą, O’Mara zaś zabrnął nawet tak daleko w średniowiecze, że próbował elektrowstrząsów. Nic jednak nie skutkuje. W sumie zebraliśmy, pojedynczo i na konsyliach, opinie prawie wszystkich ras galaktyki, a mimo to nie możemy stwierdzić, co mu dolega…

— Skoro podłoże jest psychologiczne — wtrącił się Conway — to, moim zdaniem, telepaci powinni…

— Nie — odrzekł Mannon. — U tej istoty funkcje umysłowe i pamięciowe rozmieszczone są równomiernie w całym ciele, a nie zamknięte w puszce czaszkowej. Inaczej nie mogłaby ona dokonywać tak poważnych zmian swej struktury fizycznej. Obecnie jej umysł zanika, rozpada się na tak małe zespoły, że telepaci nie mogą na nie wpływać. Ten SRTT to istne dziwadło — kontynuował Mannon w zamyśleniu. — Oczywiście, wywodzi się z oceanu, ale potem na jego planecie nastąpiły wybuchy aktywności wulkanicznej, trzęsienia ziemi, powierzchnia pokryła się siarką i kto wie czym jeszcze, w końcu zaś drobne zakłócenie aktywności ich słońca przemieniło cały świat w pustynię, którą jest do dziś. Mieszkańcy musieli mieć wysoką zdolność adaptacyjną, by to wszystko przeżyć. A ich sposób rozmnażania się — przez pączkowanie i podział, w trakcie których rodzic traci znaczną część masy — jest również ciekawy, ponieważ młody osobnik bierze znaczną część ciała i zarazem mózgu rodzica. Noworodek nie przejmuje pamięci świadomej, ale zatrzymuje wspomnienia podświadome, które pozwalają mu przystosować się…

— Ale to oznacza — wybuchnął Conway — że jeśli rodzic przekazuje potomstwu część swego ciała i zarazem mózgu, to pamięć podświadoma poszczególnych osobników sięga…

— A właśnie podświadomość jest siedliskiem wszelkich psychoz — przerwał mu O’Mara, który w tym momencie stanął za nimi. — Niech pan już nic nie mówi. Sama myśl o tym jest dla mnie koszmarem. Już sobie wyobrażam psychoanalizę pacjenta, którego podświadomość sięga wstecz na pięćdziesiąt tysięcy lat…

* * *

Wkrótce potem rozmowa urwała się i Conway, nadal obawiając się o to, co porabia SRTT junior, pospieszył na oddział pediatryczny. W jego okolicy aż roiło się od techników i umundurowanych na zielono Kontrolerów, ale uciekiniera nikt od tamtej pory nie widział. Conway wyznaczył jednej z pielęgniarek — tej, z której Mannon o dziwo tak lubił sobie pokpiwać — dyżur w sali AUGL, spodziewał się bowiem, że w każdej chwili coś się tam może zacząć, sam zaś z Priliclą przygotował się do wejścia do sekcji metanowej.

Tutaj również czekały ich rutynowe czynności przy obchodzie. W ich trakcie Conway zamęczał Priliclę pytaniami o stan emocjonalny starszego SRTT. Jednak Cinrussańczyk nie mógł wiele pomóc — powiedział tylko, że wykrył w nim pragnienie dezintegracji, którego nie potrafił dokładnie opisać, gdyż dotychczas z niczym podobnym się nie zetknął.

Wyszedłszy z sekcji metanowej, zauważyli, że Colinson nie tracił czasu: z głośników dobywał się łoskot zakłóceń, przez które ledwie przedzierały się dźwięki w jakimś nieznanym języku — zapewne nagrania z planety SRTT. Conway pomyślał, że gdyby to on był przestraszonym dzieckiem wsłuchującym się w głos, który usiłuje przekrzyczeć podobny ryk, wcale by go to nie uspokoiło. Poza tym atmosfera tej planety prawie na pewno ma inną gęstość, co jeszcze powiększa zniekształcenia głosu. Nie podzielił się tym z Priliclą, ale pomyślał, że stanie się cud, jeśli ta kakofonia spowoduje skutki zamierzone przez O’Marę.

Jazgot umilkł nagle, przerwany wezwaniem:

— Doktor Conway proszony jest do interkomu.

Następnie rozległ się na nowo z nie słabnącą siłą. Conway pospieszył do najbliższego aparatu.

— Mówi siostra Murchison ze śluzy sekcji AUGL, doktorze — rozległ się zdenerwowany kobiecy głos. — Ktoś… to znaczy coś… przeszło przed chwilą obok mnie do sali głównej. Z początku myślałam, że to pan, ale kiedy to coś zaczęło otwierać zawór wewnętrzny, nie włożywszy skafandra, zdałam sobie sprawę, że musi to być nasz zbieg. — Zawahała się. — Ze względu na stan pacjentów nie chciałam wszczynać alarmu przed porozumieniem się z panem, ale mogę…

— Nie, dobrze pani zrobiła — wtrącił szybko Conway. — Zaraz tam będziemy.

* * *

Pięć minut później, gdy znaleźli się przy śluzie, pielęgniarka miała już przygotowany skafander dla Conwaya. Jej kombinezon nieco osłabiał wrażenie wywoływane przez zespół cech fizjologicznych, który sprawiał, że zatrudnieni w Szpitalu ludzie nie potrafili patrzeć na nią jedynie z zawodową obojętnością. Jednak w tej chwili uwaga Conwaya skupiała się całkowicie na okienku w zaworze wewnętrznym i na tym „czymś”, co za nim pływało.

Bardzo przypominało to Conwaya. Kolor włosów był właściwy, podobnie jak cera i biały strój. Jednak rysy były nieproporcjonalne, a w dodatku zestawione w taki sposób, że sprawiały straszliwe wrażenie, szyja i ręce zaś nie wystawały z kitla — one z niego wyrastały. Przypominało to posąg z ołowiu, niezgrabnie wymodelowany i niedbale pomalowany.

Conway wiedział, że SRTT nie stanowi na razie zagrożenia dla maleńkich pacjentów sekcji, ale nie na długo, bo przechodził już transformację. Jego ramiona i nogi powoli się zrastały, a z ciała zaczynały się wyłaniać długie, wąskie wyrostki, bez wątpienia zaczątki płetw. Pacjenci klasy AUGL, ze względu na swoją szybkość, byli poza zasięgiem istoty ludzkiej klasy DBDG, ale SRTT adaptował się już do środowiska wodnego.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)