Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Vaterland [Fatherland - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Vaterland [Fatherland - pl]

Электронная книга - «Vaterland [Fatherland - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1964. Nazistowskie Niemcy triumfują w Europie oraz Azji i przygotowują się do obchodów 75 urodzin Hitlera. Prezydent USA J.F.Kennedy ma przybyć z oficjalną wizytą do Rzeszy, aby przywrócić stosunki dyplomatyczne miedzy krajami. Wtedy uwagę władz przykuwa seria tajemniczych morderstw. Wszystkie ofiary łączy udział w planie eksterminacji Żydów i Słowian. Śledztwo rozpoczynają agencji niemieckiego wywiadu, szpiedzy i amerykańska dziennikarka. Rozwiązanie okaże się bardziej zaskakujące, niż ktokolwiek przypuszcza.
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 86
Перейти на страницу:

Przycisnął ściereczkę do potylicy i wyprostował się. Robiąc to odkrył nowy bóclass="underline" u podstawy krzyża.

— Tajna operacja? — powtórzyła. — Nie sądzisz, że to mógł być zwykły złodziej?

— Nie. To był profesjonalista. Autentyczny, wyszkolony przez Gestapo profesjonalista.

— A ja dałam mu radę. — Adrenalina dodała blasku jej skórze; w oczach zapaliły się jasne iskierki. Jedynym obrażeniem, jakie odniosła, było zadrapanie na ramieniu. Wydawała mu się teraz bardziej atrakcyjna niż za pierwszym razem. Delikatne kości policzkowe, silny nos, pełne usta, duże piwne oczy. Brązowe, sięgające karku i zaczesane za uszy włosy.

— Gdyby kazano mu cię zabić, z pewnością by to zrobił.

— Naprawdę? W takim razie dlaczego wciąż jeszcze żyję? — W jej głosie zabrzmiała nagła złość.

— Jesteś Amerykanką. Znajdujesz się pod specjalną ochroną, zwłaszcza teraz. — Przyjrzał się ściereczce. Krew przestała płynąć. — Nie lekceważ przeciwnika.

— Nie lekceważ mnie. Gdybym nie wróciła do domu, już byś nie żył.

Wolał zostawić to bez odpowiedzi. Najwyraźniej łatwo było wyprowadzić ją z równowagi.

Apartament przetrząśnięto do góry nogami. Z pootwieranych szuflad zwisały ubrania, na biurku leżały porozrzucane papiery, na podłodze opróżnione walizki. W gruncie rzeczy jednak, pomyślał, bałagan nie był dużo większy niż przedtem: w zlewie poniewierały się brudne naczynia, a w łazience stała bateria w większości pustych butelek. Pod ścianami chwiały się niebezpiecznie stosy pożółkłych egzemplarzy „New York Timesa” i „Time’a”, z kartkami pociętymi przez niemieckich cenzorów. Rewizja w takim mieszkaniu musiała być istnym koszmarem. Przez brudne firanki przeświecało słabe światło. Co parę minut ulicą przejeżdżało metro i wtedy trzęsły się wszystkie ściany.

— To chyba twoje? — Podniosła leżącego pod krzesłem lugera. Trzymając go między palcem wskazującym i kciukiem wyciągnęła w jego stronę.

— Tak, dziękuję. — Schował broń do kabury. Miała wyjątkowy talent do robienia z niego głupka. — Czy coś zginęło?

— Wątpię. — Rozejrzała się po pokoju. — A gdyby nawet, nie jestem pewna, czybym się zorientowała.

— Ta rzecz, którą dałem ci wczoraj w nocy…?

— O to ci chodzi? Postawiłam ją tam. — Wyciągnęła rękę w stronę kominka i nagle zastygła w bezruchu. — Była tam…

March zamknął oczy. Kiedy je otworzył, szczerzyła zęby w uśmiechu.

— Nie przejmuj się. Trzymałam ją przy samym sercu. Niczym miłosny list.

Stanęła do niego tyłem i rozpięła bluzkę. Kiedy odwróciła się z powrotem, w jej ręku tkwiła koperta. Wziął ją i podszedł do okna.

Była ciepła w dotyku.

Długą i wąską kopertę z ręcznie czerpanego, luksusowego kremowobłękitnego papieru pokrywały przypominające plamy wątrobowe drobne cętki. Pachniała inną epoką. Nie widniało na niej żadne nazwisko ani adres.

Wewnątrz znajdował się mały mosiężny kluczyk i gruby niczym tektura, utrzymany w tym samym błękitnym odcieniu arkusz papieru. W prawym górnym rogu mieściła się wydrukowana kwiecistymi literami nazwa banku: Zaugg Cie, Bankiers. Bahnhof Strasse 44, Zurych. Pojedyncze, wystukane pod spodem na maszynie zdanie identyfikowało okaziciela niniejszego dokumentu jako jednego ze współwłaścicieli konta numer 2402. List nosił datę 8 lipca 1942. Podpisał go Hermann Zaugg, dyrektor.

March jeszcze raz dokładnie przeczytał dokument. Nic dziwnego, że Stuckart trzymał go w sejfie; bez specjalnego zezwolenia Reichsbanku niemieckiemu obywatelowi nie wolno było posiadać konta w zagranicznym banku. Naruszającym ten zakaz groziła kara śmierci.

— Martwiłem się o ciebie. Dzwoniłem tutaj kilka godzin temu, ale nikt nie odpowiadał — powiedział.

— Nie było mnie w domu. Wyszłam, żeby zebrać materiały.

— Materiały?

Jej twarz ponownie rozjaśniła się w uśmiechu.

Zgodnie z sugestią Marcha wybrali się na spacer do Tiergarten: tradycyjnego miejsca spotkań berlińczyków, którzy mają do omówienia jakieś sekrety. Nawet Gestapo nie wynalazło jeszcze odpowiednich urządzeń, pozwalających na zainstalowanie podsłuchu w całym parku. W wysokiej, rosnącej pod drzewami trawie sterczały żółte żonkile. Przy Neuer See dzieci karmiły kaczki.

Wydostanie się z domu Stuckarta nie było jej zdaniem zbyt trudne. Wylot przewodu wentylacyjnego wychodził na alejkę prawie na poziomie ziemi. W pobliżu nie było ani jednego esesmana. Wszyscy kręcili się przed głównym wejściem. Pobiegła więc po prostu w stronę tylnej uliczki, gdzie złapała taksówkę do domu. Przez pół nocy nie kładła się spać, czekając na jego telefon i czytając w kółko list, aż nauczyła się go na pamięć. Kiedy nie odezwał się do dziewiątej rano, postanowiła dłużej nie zwlekać.

Chciała wiedzieć, co przydarzyło się jemu i Jaegerowi. Powiedział jej tylko, że przewieziono ich do siedziby Gestapo i zatrzymano aż do rana.

— Masz kłopoty?

— Tak. Teraz powiedz, czego się dowiedziałaś.

Najpierw poszła do biblioteki publicznej przy Nollendorf Platz — teraz, kiedy wycofano jej akredytację, nie miała nic lepszego do roboty. W bibliotece był spis europejskich banków. Firma Zaugg Cie wciąż istniała. Siedziba banku nadal mieściła się przy Bahnhof Strasse. Z biblioteki poszła prosto do amerykańskiej ambasady, żeby zobaczyć się Henrym Nightingale’em.

— Z Nightingale’em?

— Spotkałeś go wczoraj wieczorem.

Xavier przypomniał sobie: opierający dłoń na jej ramieniu młody człowiek w sportowej marynarce i koszuli z przypinanym kołnierzykiem.

— Chyba mu nic nie powiedziałaś?

— Oczywiście, że nie. Ale Nightingale i tak jest dyskretny. Możemy mu zaufać.

— Wolę sam decydować, komu mogę ufać. — Trochę go rozczarowała. — Czy jest twoim kochankiem? Zatrzymała się jak wryta.

— A to co znowu za pytanie?

— Ryzykuję więcej od ciebie. O wiele więcej. Mam prawo wiedzieć.

— Nie masz żadnego prawa. — Była teraz naprawdę wściekła.

— W porządku — odparł, unosząc ręce. Ta kobieta była niemożliwa. — Twoja sprawa.

Ruszyli dalej.

Nightingale, wyjaśniła, zna od podszewki szwajcarski system bankowy. W Stanach Zjednoczonych pomagał kilku niemieckim uciekinierom, którzy próbowali wydobyć swoje pieniądze z banków w Zurychu i Genewie.

Okazało się to prawie niemożliwe.

W roku 1934 Reinhard Heydrich wysłał do Szwajcarii agenta Gestapo o nazwisku Georg Hannes Thomae. Polecono mu odkryć nazwiska Niemców, którzy posiadali konta w tamtejszych bankach. Thomae wynajął dom w Zurychu, nawiązał romanse z kilkoma samotnymi kasjerkami i zaprzyjaźnił się z paroma niższymi urzędnikami. Kiedy Gestapo podejrzewało kogoś o posiadanie nielegalnego konta, Thomae składał wizytę w banku i udając pośrednika próbował wpłacić w imieniu tej osoby pieniądze. W momencie przyjęcia wpłaty

Heydrich zyskiwał pewność, że konto istnieje. Aresztowanego posiadacza zmuszano torturami do wyjawienia wszystkich szczegółów i wkrótce bank otrzymywał depeszę, w której zgodnie z wszelkimi stosownymi przepisami proszono o transfer pieniędzy z powrotem do Rzeszy.

Wojna Gestapo ze szwajcarskimi bankami prowadzona była na coraz szerszą skalę. Podsłuchiwano rozmowy telefoniczne między Szwajcarią i Niemcami. Sprawdzano depesze i listy. Posiadaczy kont skazywano na śmierć albo wysyłano do obozów koncentracyjnych. W Szwajcarii zaczęły się w końcu głośne protesty. Wreszcie szwajcarskie Zgromadzenie Narodowe uchwaliło nowe prawo bankowe, które pod groźbą kary więzienia zakazywało ujawniania przez banki jakichkolwiek informacji na temat wkładów klientów. Georg Thomae został zdemaskowany i wydalony.

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)