Vaterland [Fatherland - pl]
- Автор: Харрис Роберт
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: Ksi
- ISBN: 978-83-245-7646-3
- Переводчик: Adnrzej Szulc
- Жанр: Альтернативная история
Электронная книга - «Vaterland [Fatherland - pl]». Краткое содержание книги:
Szwajcarskie banki doszły jednak do przekonania, że prowadzenie interesów z obywatelami Niemiec jest zbyt niebezpieczne i zabiera za dużo czasu. Setki przerażonych właścicieli porzuciły po prostu swoje konta. Szacowni bankierzy nie mieli ochoty angażować się dalej w te śmiercionośne transakcje. Ich ujawnianie przynosiło same szkody. Do roku 1939 niegdyś lukratywny interes z niemieckimi kontami całkowicie się załamał.
— A potem wybuchła wojna — kontynuowała Charlie.
Doszli do końca Neuer See i ruszyli z powrotem. Zza drzew dobiegał szum jadących Osią Wschód — Zachód samochodów. Wyżej widać było kopułę Wielkiego Pałacu. Berlińczycy żartowali, że tylko osiedlając się w środku, można było oszczędzić sobie jego widoku.
— Po roku 1939 zapotrzebowanie na szwajcarskie konta z oczywistych przyczyn dramatycznie wzrosło. Ludzie starali się desperacko wycofać swoje zasoby z Niemiec. W związku z tym banki takie jak Zaugga wprowadziły nową formę kont depozytowych. Za opłatą dwustu franków otrzymywało się skrytkę, numer, kluczyk oraz upoważnienie.
— Dokładnie tak jak Stuckart.
— Zgadza się. Musiałeś po prostu pojawić się z kluczykiem i upoważnieniem i wszystko należało do ciebie. Żadnych pytań. Do każdej skrytki można było wydać tyle kluczy i upoważnień, za ile był skłonny zapłacić właściciel. Któregoś dnia bank mogła odwiedzić, jeśli tylko zdołała załatwić sobie pozwolenie na wyjazd, przywożąca oszczędności całego życia siwa staruszka. Dziesięć lat później pojawiał się z kluczykiem i upoważnieniem jej syn i wynosił spadek pod pachą.
— Albo pojawiało się Gestapo…
— I jeżeli mieli klucz i upoważnienie, bank oddawał im wszystko. Żadnych kłopotów. Wszystko załatwione po cichu. Zgodnie z prawem bankowym.
— Te konta… wciąż jeszcze istnieją?
— Pod koniec wojny w wyniku nacisków z Berlina rząd szwajcarski zakazał ich otwierania i nikt nie mógł od tej pory założyć nowych. Ale stare istnieją dalej, ponieważ muszą być honorowane oryginalne warunki umowy. Upoważnienia stały się czymś w rodzaju papierów wartościowych. Ludzie sprzedawali je i kupowali. Według Henry’ego Zaugg wyspecjalizował się w tego rodzaju transakcjach. Bóg jeden wie, co trzyma pozamykane w tych skrytkach.
— Czy w rozmowie z Nightingale’em wymieniłaś nazwisko Stuckarta?
— Oczywiście, że nie. Powiedziałam mu, że piszę artykuł do „Fortune” na temat „spadków, które przepadły podczas wojny”.
— Podobnie jak mnie powiedziałaś, że miałaś zamiar porozmawiać ze Stuckartem, żeby napisać artykuł o „młodości Führera”. Przez chwilę się zawahała.
— O co ci właściwie chodzi? — zapytała cicho. Rwała go głowa i wciąż bolały żebra. O co mu chodziło? Zapalił papierosa, żeby zyskać na czasie.
— Ludzie, którzy stykają się z gwałtowną śmiercią… próbują o niej zapomnieć, uciekają. Ale nie ty. Zeszłej nocy bardzo szybko dałaś się przekonać, żeby wrócić ze mną do apartamentu Stuckarta. Otworzyłaś jego listy. Dziś rano błyskawicznie zebrałaś informacje o szwajcarskich bankach…
Przerwał na chwilę. Z naprzeciwka nadchodziła, przypatrując się im uważnie, starsza para. Uświadomił sobie, jak dziwnie razem wyglądają: nie ogolony, posiniaczony Sturmbannführer SS i kobieta, która z całą pewnością była cudzoziemką. Mogła mieć doskonały akcent, ale coś w wyrazie jej twarzy, w sposobie, w jaki się ubierała i chodziła, od razu zdradzało, że nie jest Niemką.
— Chodźmy tędy — powiedział, skręcając ze ścieżki w stronę drzew.
— Czy możesz mnie poczęstować?
Kiedy w cieniu drzew zapalał jej papierosa, zasłoniła dłonią płomień. W jej oczach tańczyły odbite ogniki.
— W porządku. — Dała krok do tyłu i objęła się ramionami, tak jakby nagle zrobiło się jej zimno. — To prawda, że moi rodzice znali Stuckarta przed wojną. To prawda, że poszłam go odwiedzić przed
Bożym Narodzeniem. Ale potem to nie ja do niego zadzwoniłam. On zadzwonił do mnie.
— Kiedy?
— W sobotę. Późnym wieczorem.
— Co powiedział? Roześmiała się.
— O nie, Herr Sturmbannführer. W moim zawodzie informacja ma swoją wymierną cenę, można ją sprzedać lub kupić na wolnym rynku. Chcę pohandlować.
— Co chcesz wiedzieć?
— Wszystko. Dlaczego wczoraj wieczorem włamałeś się do tego mieszkania? Dlaczego trzymasz coś w tajemnicy przed własnymi ludźmi? Dlaczego godzinę temu omal cię nie zamordował agent Gestapo?
— O to ci chodzi… — odparł z uśmiechem. Oparł się plecami o szorstką korę drzewa i popatrzył na park. Przyszło mu do głowy, że właściwie nie ma nic do stracenia.
— Dwa dni temu — zaczął — wyłowiłem ciało z Haweli.
Opowiedział jej wszystko. O śmierci Buhlera i o zniknięciu Luthera. O tym, co widział Jost i co się z nim stało. O Nebem i Globusie, o podziemnym skarbcu i o jego własnym dossier na Gestapo. Opowiedział jej nawet o donosie Pilego. I ciekawe — coś, co zauważył u przyznających się do winy kryminalistów, nawet u tych, których to zeznanie miało zaprowadzić któregoś dnia na szubienicę — kiedy skończył, poczuł się wyraźnie lepiej.
Przez dłuższy czas milczała.
— W porządku — powiedziała w końcu. — Nie wiem, czy to się na coś przyda, ale oto, co mi się przytrafiło.
W sobotę wieczór położyła się wcześnie do łóżka. Pogoda była paskudna — zaczął padać deszcz, który lał z przerwami przez trzy następne dni. Już od kilku tygodni nie miała ochoty się z nikim spotykać. Wiadomo, Berlin może wprowadzić w taki nastrój. Wielkie szare budowle, wszechobecne mundury, ponurzy biurokraci — to wszystko sprawia, że człowiek czuje się mały i bezbronny.
Telefon zadzwonił koło wpół do dwunastej, kiedy właśnie zapadała w sen. Głos mężczyzny, napięty i precyzyjny.
— Naprzeciwko pani bloku jest budka telefoniczna. Niech pani tam idzie. Zadzwonię za pięć minut. Jeśli budka będzie zajęta, proszę zaczekać.
Nie rozpoznała Stuckarta, ale coś w głosie mężczyzny powiedziało jej, że to nie żart. Ubrała się, złapała płaszcz i zakładając w biegu buty popędziła schodami w dół i na ulicę. Na dworze uderzyły ją w twarz strugi deszczu. Po drugiej stronie ulicy, obok stacji U-Bahnu, stała stara drewniana budka — dzięki Bogu, pusta.
Dopiero czekając na telefon przypomniała sobie, kiedy po raz pierwszy usłyszała ten głos.
— Cofnij się trochę — powiedział March. — Jak wyglądało twoje pierwsze spotkanie ze Stuckartem?
To było przed Bożym Narodzeniem. Zadzwoniła do niego i wyjaśniła, kim jest. Opierał się trochę, ale nalegała i w końcu zaprosił ją na herbatę. Miał strzechę białych kręconych włosów i intensywną pomarańczową opaleniznę, tak jakby spędził ostatnio dużo czasu na słońcu albo pod lampą kwarcową. Ta kobieta, Maria, też była w apartamencie, ale zachowywała się jak pokojówka. Podała herbatę i zostawiła ich samych. Zwyczajna pogawędka: jak się miewa pani matka, dziękuję, znakomicie.
To była oczywiście nieprawda.
Strząsnęła popiół z papierosa.
— Kariera mojej matki zakończyła się wraz z wyjazdem z Berlina. Moje narodziny ostatecznie pogrzebały jej nadzieje. Jak pewnie się domyślasz, podczas wojny w Hollywood nie było specjalnego zapotrzebowania na niemieckie aktorki.
A potem, zgrzytając lekko zębami, zapytał o jej ojca. I odczuła wielką przyjemność, mogąc mu odpowiedzieć: dziękuję, ma się świetnie. Odszedł na emeryturę w sześćdziesiątym pierwszym, po dojściu Kennedy’ego do władzy. Zastępca podsekretarza stanu, Michael Maguire. Niech Bóg błogosławi Stany Zjednoczone Ameryki. Stuckart poznał go przez mamę i widywali się czasami, kiedy ojciec pracował w tutejszej ambasadzie.