Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]
- Автор: Новик Наоми
- Год: 2007
- Язык: польский
- Год: Rebis
- ISBN: 978-83-7301-943-0
- Переводчик: Pawel Kruk
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]». Краткое содержание книги:
Kapitan Laurence i Temeraire, nowicjusze w brytyjskim Korpusie Powietrznym, odegrali decydującą rolę w bitwie pod Dover, przyczyniając się do odparcia francuskiej inwazji. Niestety, wkrótce wpadają w kłopoty. Kiedy Chińczycy dowiadują się, że Temeraire — niezwykle rzadki smok, którego podarowali Napoleonowi — dostał się w ręce Anglików, wysyłają do Londynu gotową na wszystko delegację, aby go odzyskać. Laurence jednak odmawia współpracy. Za nieposłuszeństwo grozi mu szubienica, więc wbrew własnej woli musi wyruszyć z Temeraire’em w długą i niebezpieczną podróż na Daleki Wschód. Na dworze chińskiego cesarza czekają go jeszcze bardziej szokujące niespodzianki…
Tym razem nie urządzono przedstawienia po jego przyjściu; od razu go wprowadzono, a Yongxing odesłał nawet Feng Li, żeby mogli być sami, lecz książę nie od razu się odezwał, a tylko stał w ciszy, z rękoma splecionymi za plecami, spoglądając przez okna rufowe. Kiedy Laurence chciał już coś powiedzieć, Yongxing obrócił się niespodziewanie i zagaił:
— Zauważyłem, że darzysz Lung Tien Xianga szczerym uczuciem, i to z wzajemnością. A jednak w twoim kraju traktuje się go jak zwierzę i wystawia na niebezpieczeństwa wojny. Takiego losu dla niego pragniesz?
Laurence był zdumiony bezpośredniością księcia i pomyślał, że Hammond miał rację: Yongxing zmienił taktykę, bo przekonał się, że nie uda mu się przeciągnąć Temeraire’a na swoją stronę. Ale zamiast cieszyć się z faktu, że Yongxing zaniechał prób rozdzielenia go z Temeraire’em, Laurence odczuł jeszcze większy niepokój: niewątpliwie nie istniała żadna płaszczyzna porozumienia między nimi, więc nie miał pojęcia, dlaczego książę jej szukał.
— Nie mogę zgodzić się na pańskie zarzuty o złe traktowanie — rzekł po chwili — a ci, którzy służą krajowi — nieustannie wystawieni są na niebezpieczeństwa wojny. Wasza Wysokość nie może mieć mi za złe, że dokonałem takiego wyboru, i to zupełnie świadomie. Dobrowolnie podjąłem decyzję, a wynikające z niej ryzyko jest dla mnie zaszczytem.
— Ale jesteś człowiekiem o przeciętnej pozycji społecznej i żołnierzem niezbyt wysokim rangą. Takich jak ty jest pewnie w Anglii z dziesięć tysięcy — powiedział Yongxing. — Nie możesz się równać z Niebiańskim. Jeśli zależy ci na jego szczęściu wysłuchaj mojej prośby. Pomóż nam przywrócić należne mu miejsce, a potem rozstań się z nim pogodnie. Niech myśli, że nie jest ci żal odjeżdżać, wtedy łatwiej mu będzie zapomnieć o tobie i znaleźć szczęście w towarzystwie bardziej odpowiedniej osoby. Przecież twoim obowiązkiem jest zadbać o to, aby nie zniżył się do twojego poziomu, lecz wzniósł się ku wszelkim należnym mu przywilejom.
Yongxing nie powiedział tego szyderczo, ale jak najbardziej rzeczowo i poważnie.
— Nie wierzę w taką życzliwość, która polega na okłamywaniu i oszukiwaniu bliskich dla ich własnego dobra — odpowiedział Laurence, niepewny, czy powinien się obrazić czy uznać to za próbę odwołania się do jego lepszej natury.
Lecz jego niepewność została szybko rozwiana, bo Yongxing dodał:
— Wiem, że to, o co proszę, wymaga wielkiego poświęcenia. Być może nie spełnią się nadzieje twojej rodziny albo odbiorą ci nagrodę, którą otrzymałeś za sprowadzenie go do kraju. Nie chcemy cię zrujnować: spełnij moją prośbę, a otrzymasz dziesięć tysięcy taeli w srebrze, a także zaskarbisz sobie wdzięczność cesarza.
Laurence najpierw wytrzeszczył oczy, a potem z zażenowania oblał się silnym rumieńcem. Kiedy wreszcie ochłonął nieco, odpowiedział z urazą:
— Doprawdy, to imponująca suma, ale nie da się mnie kupić za całe srebro w Chinach.
Miał ochotę odwrócić się i wyjść, lecz Yongxing powiedział z prawdziwą złością, odrzuciwszy po tej odmowie maskę cierpliwości, za którą dotąd się chował:
— Jesteś głupi. Nie pozwolimy ci pozostać towarzyszem Lun Tien Xianga i w końcu zostaniesz odesłany do domu. Dlaczego więc nie chcesz przyjąć mojej propozycji?
— Nie wątpię w to, że w waszym kraju możecie nas rozdzielić siłą — powiedział Laurence — ale wy za to będziecie odpowiadać, nie ja, a on do końca będzie wiedział, że jestem wierny, tak jak on. — Zamierzał odejść, ponieważ nie mógł wyzwać Yongxinga na pojedynek ani go uderzyć, a tylko taki gest mógł złagodzić poczucie głębokiej krzywdy, lecz tak doskonałe zaproszenie do kłótni przynajmniej pozwalało mu wyładować gniew, więc dodał z największą możliwą pogardą: — Proszę sobie darować dalsze pochlebstwa, na nic zdadzą się wasze przekupstwa i machinacje, ja zbyt mocno wierzę w Temeraire’a, by wyobrazić sobie, że mógłby wybrać naród, gdzie taką rozmowę uważa się za kulturalną.
— Okazujesz prostackie lekceważenie dla najbardziej znamienitego narodu na świecie — rzekł rozgniewany Yongxing — jak wszyscy twoi ziomkowie, którzy nie szanują tego, co jest lepsze, i obrażają nasze tradycje.
— Za co mógłbym księcia przeprosić, gdyby sam książę tak często nie obrażał mnie i mojego kraju albo okazywał szacunek dla innych tradycji — odparł Laurence.
— Nie pragniemy od was niczego ani nie mamy zamiaru narzucać wam naszych zwyczajów — powiedział Yongxing. — Przybywacie do naszego kraju z tej swojej małej wyspy, a my uprzejmie pozwalamy wam kupować herbatę, jedwab i porcelanę, których tak bardzo pożądacie. Lecz wy wciąż jesteście niezadowoleni; chcecie więcej i więcej, podczas gdy wasi misjonarze próbują rozpowszechniać waszą obcą religię, a wasi kupcy przemycają bezprawnie opium. My nie potrzebujemy waszych świecidełek, waszych zegarów, lamp i pistoletów; nasza ziemia zapewnia nam wszystko. Wobec tak nierównych pozycji powinniście po trzykroć być wdzięczni i okazać uległość wobec cesarza, a zamiast tego wy nieustannie nas obrażacie. Zbyt długo tolerowaliśmy ten brak szacunku.
Yongxing wyrzucił z siebie wszystkie te pretensje, znacznie wykraczające poza bieżący problem, z wielką pasją i werwą. Teraz mówił tak szczerze, jak nigdy przedtem, i całkiem nierozważnie. Zdumienie, które mimowolnie odmalowało się na twarzy Laurence’a, najwyraźniej przywróciło księciu poczucie rzeczywistości. Zamilkł i przez chwilę stali w milczeniu. Laurence wciąż czuł się dotknięty i nie potrafił sformułować odpowiedzi, jakby Yongxing przemówił do niego w ojczystym języku. Całkowicie zaskoczył go opis stosunków między ich krajami, w którym chrześcijańscy misjonarze zostali wrzuceni do jednego worka z przemytnikami i tak absurdalnie pominięto korzyści, jakie czerpią obie strony z wolnego handlu.
— Nie jestem politykiem, więc nie mogę dyskutować o polityce zagranicznej — odezwał się wreszcie Laurence — ale honoru i godności mojego kraju i moich rodaków będę bronił do śmierci. Żadne argumenty nie skłonią mnie do niehonorowego zachowania, szczególnie wobec Temeraire’a.
Yongxing odzyskał panowanie nad sobą, lecz wciąż wyglądał na wielce niezadowolonego. Pokręcił głową, marszcząc brwi.
— Jeśli nie dasz się przekonać przez wzgląd na siebie czy na Lung Tien Xianga, to może chociaż weźmiesz pod uwagę interesy swojego kraju? — zapytał i dodał z wyraźną niechęcią: — Otwarcie portów poza Kantonem nie wchodzi w grę, ale pozwolimy waszemu ambasadorowi pozostać w Pekinie, czego tak bardzo pragniecie, i obiecamy, że nie staniemy do wojny przeciwko wam albo waszym sprzymierzeńcom, dopóki będziecie okazywać cesarzowi szacunek i posłuszeństwo: wszystko to jest możliwe, jeśli tylko ułatwisz powrót Lung Tien Xianga.
Spojrzał na niego wyczekująco, a Laurence stał bez ruchu, blady, z zapartym tchem. W końcu powiedział bardzo cicho:
— Nie.
Nie czekając na kolejną wypowiedź, odwrócił się i wyszedł, odrzucając na bok zasłonę w drzwiach.
Wrócił na pokład i zobaczył, że Temeraire śpi spokojnie, owinięty ogonem. Laurence nie dotknął go, ale usiadł na jednej z szafek na końcu pokładu i spuścił głowę, aby uniknąć spojrzeń innych. Zacisnął mocno dłonie, żeby nikt nie zauważył, że drżą.
— Odmówił pan, mam nadzieję? — powiedział zupełnie nieoczekiwanie Hammond. Laurence, który przygotował się na wściekłą reprymendę, patrzył na niego zdumiony. — Dzięki Bogu. Nie przyszło mi do głowy, że mógłby otwarcie złożyć taką propozycję, i to tak szybko. Muszę pana prosić, kapitanie, żeby pod żadnym pozorem nie przyjmował pan jakichkolwiek ofert, nie skontaktowawszy się wcześniej ze mną, niezależnie od ich atrakcyjności. Ani tutaj, ani po dotarciu do Chin — dodał po chwili namysłu. — A teraz proszę mi to powtórzyć: tak wprost zaproponował neutralność i stałą placówkę w Pekinie?