Biały smok [The White Dragon - pl]
- Автор: Маккефри Энн
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-890-6
- Переводчик: Anna Wojtaszczyk
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:
Ruth wysadził Jaxoma na dziedzińcu i młody Lord co sił w nogach popędził do głównej Sali. Przestraszył sługę, który zamiatał jadalnię, gwałtownym pytaniem, gdzie podziewa się Lytol. Sługa sądził, że Lord Lytol jest z panem Brandera. Jaxom wiedział, że Brand trzyma w swojej kancelarii wino, ale dał nura do przygotowalni, złapał rzemień bukłaka z winem, chwycił w drugą rękę dwie czarki i wielkimi krokami ruszył w kierunku schodów prowadzących do sali wewnętrznej, pokonując je po dwa stopnie naraz. Uderzywszy czubkiem ramienia w ciężkie wewnętrzne drzwi, prawym łokciem nacisnął klamkę i niewiele co zwolniwszy, sunął dalej korytarzem do pomieszczeń Branda.
Akurat kiedy otwierał drzwi, malutki błękitny jaszczur ognisty Branda przyjął dokładnie taką samą pozę nasłuchiwania, jaka obudziła czujność Jaxoma nad jeziorem.
— Co się stało, Lordzie Jaxomie? — zawołał Brand, podnosząc się na nogi. Na twarzy Lytola odmalowała się dezaprobata na takie bezceremonialne wtargnięcie do kancelarii i właśnie miał się odezwać, kiedy Jaxom wskazał na jaszczurkę ognistą.
Błękitny jaszczur usiadł nagle wyprostowany na zadzie, rozłożył skrzydła i rozpoczął to przenikliwe, cienkie zawodzenie, które było żałobnym lamentem jaszczurek ognistych. Kiedy cała krew uciekała Lytolowi z twarzy, mężczyzna usłyszał głębsze, równie przenikliwe ryki smoka — wartownika i Rutha, z których każdy głosił zgon smoczej królowej.
Jaxom chlusnął winem do czarki i wyciągnął ją w kierunku Lytola.
9.
Wczesne lato, siedziba Cechu Harfiarzy i Warownia Ruatha, 15.7.3
Pierwszy zwrócił na to uwagę Zair Robintona, który obudził się nagle z głębokiego, porannego snu na nasłonecznionym parapecie okna i poleciał na ramię swego pana, owijając swój ogon mocno wokół jego szyi. Robinton nie miał serca, żeby skarć swojego przyjaciela, próbował tylko rozluźnić zaciśnięty ogon, żeby uniknąć wrażenia, że się zaraz udusi. Zair nucąc ocierał się policzkiem o Harfiarza.
— Co się z tobą dzieje?
W tej chwili smok — wartownik na wzgórzach ogniowych podniósł się na tylne łapy i zatrąbił. Między niebem a ziemią pojawił się nagle jakiś smok i odpowiedział żywo na wezwanie, zanim zaczął spiralą schodzić do lądowania.
Ktoś zastukał do drzwi i niemal natychmiast je otworzył, prawie, że nieuprzejmie. Robinton właśnie układał piękną reprymendę, kiedy okręcił się na swoim krześle i zobaczył Menolly, z Piękną kurczowo uczepioną jej ramienia i Skałką, Nurkiem i Poliem wykonującymi napowietrzny taniec wokół niej.
— To F’lar i Mnemeth — zawołała.
— Właśnie to zauważyłem, moja droga. Skąd, więc ta panika?
— Panika? Ja wcale me wpadłam w panikę. Wpadłam w podniecenie. Pierwszy raz odkąd zabrano to jajo, Benden zwraca się do ciebie.
— Bądź, więc grzecznym dzieckiem i zobacz, czy Silvina ma jakieś ciastka do naszego klanu. Jest — tu westchnął tęsknie odrobinę za wcześnie, żeby proponować wino.
— Wcale nie jest wcześnie jak na bendeńskie rano — powiedziała Menolly, opuszczając pokój.
Robinton westchnął znowu, ze smutkiem spoglądając na puste drzwi. Bolała nad tym, że rozeszły się drogi Cechu Harfiarzy i Weyru Benden. Na swój sposób bolał i on. Ostro nakazał sobie przestać o tym myśleć. Nie dało się wysłuchać ani odrobiny zmartwienia w tonie odpowiedzi Mnemetha na wyzwanie smoka — wartownika. Co sprowadzało F’lara? A co jeszcze ważniejsze, czy Przywódca Weyru przybył tu za wiedzą Lessy? I za jej zgodą?
Mnemeth już wylądował. F’lar pewnie teraz długimi krokami przechodzi przez łąkę. Robinton aż się skurczył z niecierpliwości większej niż ta, którą odczuwał przez cztery siedmiodni chłodu pomiędzy Weyrem a siedzibą Cechu.
Robinton podniósł się i podszedł do okna akurat w chwili, kiedy F’lar wchodził na wewnętrzny dziedziniec. Szedł długimi krokami, ale F’lar zawsze tak chodził, tak, więc chyba sprawa, z którą przybył nie wymagała pośpiechu. Po co więc przyleciał?
F’lar odezwał się do czeladnika, który obładowywał właśnie biegusa do podróży. Na dachu zebrały się jaszczurki ogniste. Robinton zobaczył, że F’lar podniósł głowę i zauważył je. Przez krótką chwilę Harfiarz rozważał, czy nie powinien poprosić Zaira, żeby oddalił się, kiedy przyjdzie gość. Nawet najmniejsze zaognianie urazy nie miało w tej chwili cienia sensu.
F’lar wszedł do siedziby Cechu. Przez otwarte okno dobiegł Robintona głos Przywódcy Weyru, potem przerwa na odpowiedź. Silvina? Bardziej prawdopodobnie jego czeladniczka, pomyślał uśmiechając się do siebie, czyhająca na Przywódcę Weyru. Tak, miał rację. Słyszał teraz głosy Menolly i F’lara, którzy wchodzili po schodach. W głosach ich nie dało się zauważyć emocji. Dobra dziewczyna! Trzeba łagodnie.
— Robintonie, Menolly powiedziała mi, że jej jaszczurki ogniste określają Mnemetha jako „tego największego” — powiedział F’lar, z lekkim uśmiechem na twarzy wchodząc do pokoju.
— One skąpią na ogół pochwał, F’larze — odpowiedział Robinton, odbierając tacę od Menolly, która wycofała się zamykając drzwi. Nie znaczyło to bynajmniej, żeby przez swoją nieobecność miała nie wiedzieć, co się będzie działo, jako że jej Piękna pozostawała w kontakcie z Zairem.
— Nie macie chyba żadnych problemów w Bendenie, prawda? — zapytał Robinton Przywódcę Weyru, podając mu kubek klanu.
— Nie, nie chodzi o problem. — Robinton czekał. — Ale mamy zagadkę, którą mam nadzieję pomożesz nam rozwiązać.
— Jeżeli tylko będę potrafił — powiedział Harfiarz, gestem zapraszając F’lara, żeby usiadł.
— Nie możemy znaleźć D’rama.
— D’rama? — Robinton niemalże roześmiał się z zaskoczenia. — Czemu to nie możecie znaleźć D’rama?
— Żyje. Tyle wiemy. Nie wiemy gdzie.
— Chyba Ramoth może skontaktować się myślą z Tirothem?
F’lar potrząsnął głową.
— Może powinienem powiedzieć, że nie wiemy kiedy.
— Kiedy? D’ram poleciał pomiędzy czasem? To znaczy, kiedyś?
— To jedyne wytłumaczenie. A jest to niewyobrażalne, żeby mógł się udać z powrotem do swojego Czasu. Nie wierzymy, żeby Tiroth miał tyle sił. Przejście pomiędzy czasem, jak wiesz, jest bardzo wyczerpujące zarówno dla jeźdźca, jak i dla smoka. Ale D’rama nie ma.
— Można się przecież tego było spodziewać — powiedział powoli Robinton, obracając pospiesznie w umyśle możliwości różnych kiedy.
— Tak, można było.
— Nie udałby się chyba do Południowego Weyru?
— Nie, bo ze znalezieniem go tam Ramoth nie miałaby żadnych kłopotów. A G’dened cofnął się dość daleko w czasie w samej Iscie, przed Opad Nici, myśląc, że D’ram zatrzyma się tam, gdzie są jego wspomnienia.
— Lord Warbret proponował D’ram owi dowolną z jaskiń na południe od wyspy Ista. Wydawał się na to zgadzać. — Potem kiedy wzruszenie ramion F’lara zadało kłam tej możliwości, Harfiarz dodał — Tak, był chyba za bardzo zgodny.
F’lar podniósł się, zaczął się niespokojnie przechadzać i wreszcie odwrócił się znowu do Harfiarza.
— Czy nie masz jakiegoś pomysłu, gdzie ten człowiek mógł się udać? Bardzo dużo z nim przebywałeś. Czy nie przypominasz sobie czegoś?
— On pod koniec niewiele mówił. Po prostu siedział tam i trzymał Fannę za rękę. — Robinton przekonał się, że musi przełknąć ślinę. Mimo że był oswojony ze śmiertelnością, bezgraniczne oddanie D’rama dla Władczyni Weyru i jego smutek po jej śmierci, wciąż jeszcze były w stanie wycisnąć mu łzy z oczu. — Przekazałem mu propozycje gościny od Groghego i Sangela. Wydaje mi się, że wszędzie, gdzie tylko by się pojawił na Persie, powitano by go z radością. To oczywiste, że woli on towarzystwo swoich wspomnień. Czy mógłbym zapytać, czy istnieje jakiś szczególny powód, żeby dowiadywać się, gdzie on jest?