Biały smok [The White Dragon - pl]
- Автор: Маккефри Энн
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-890-6
- Переводчик: Anna Wojtaszczyk
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:
Nucenie spiżowych smoków stało się głębsze i Ramoth, wciąż protestując przeciw nieuniknionemu cyklowi życia, powoli odeszła od jaj. Na to jeden z chłopców, który odważnie prowadził pierwszy ich szereg, złożył jej ceremonialny ukłon, a następnie podszedł do pękniętego jaja, z którego wynurzał się młody spiżowy smoczek, pokwikując i starając się utrzymać równowagę na swoich chwiejnych nogach.
— Ten chłopak wykazuje dużą przytomność umysłu — powiedział Robinton, kiwając z aprobatą głową. Bacznie wpatrywał się w scenę na dole. — Tego właśnie trzeba było Ramoth, tej uprzejmości. Oczy jej już są wolniejsze i ściąga skrzydła. Dobrze. Dobrze!
Za przykładem pierwszego chłopca następnych dwóch kandydatów skłoniło się przed Ramoth i szybko podeszło do jaj które zaczęły się gwałtownie kołysać od wysiłków smocząt — żeby przebić ich skorupy. Jeżeli następnych reweransów nawet poskąpiono czy były mało płynne, Ramoth została już udobruchana, chociaż wciąż jeszcze wydawała dziwaczne poszczekiwanie, kiedy kolejne smoczątka Naznaczały.
— Popatrzcie, on ma spiżowego! Należał mu się! — powiedział Robinton klaszcząc, kiedy nowo połączona para ruszyła do wyjścia z Wylęgarni.
— Kto to jest, ten chłopak? — zapytała Menolly.
— Z Warowni Telgar; jest zbudowany jak stary Lord i ma jego koloryt… i jego przytomność umysłu.
— Młody Kirnety z Warowni Fort też ma spiżowego smoka — doniosła Menolly zachwycona. — Mówiłam wam, że będzie miał.
— Już wcześniej zdarzało mi się mylić i jeszcze mi się to nieraz przydarzy, moja kochana dziewczyno.
— Nieomylność byłaby nudna — brzmiała zrównoważona odpowiedź Mistrza Robintona. Czy mamy tu jakichś chłopców z Ruathy, Jaxomie?
— Dwóch, ale nie mogę ich rozpoznać tak z ukosa.
— W tym Wylęgu jest całkiem sporo jaj — odparł Robinton. — Jest z czego wybierać.
Jaxom przyglądał się pięciu chłopcom, którzy krążyli wokół jaja pokrytego zielonymi plamami. Wstrzymał oddech, kiedy wysunęła się głowa smoczątka i, otrzepując z siebie kawałeczki skorupy, zaczęła się kręcić, by przyjrzeć się każdemu z chłopców.
— I wielu zawiedzionych młodzieńców — powiedział Jaxom, kiedy malutki brązowy smok przepchnął się między pięcioma przyszłymi jeźdźcami na piasek, zawodząc żałośnie i majtając głową z boku na bok.
A gdybym tak, pomyślał Jaxom i zimno ucisnęło mu wnętrzności, nie odpowiadał Ruthowi? Niemal wszyscy kandydaci opuścili już teren Wylęgarni, kiedy uwolnił Rutha jego nadmiernie twardej skorupy.
Poszukujące smoczątko potknęło się, zagrzebując nosem ciepły piasek. Podniosło się, kichnęło i znowu zapłakało. Ramoth wykrzyknęła ostrzeżenie i najbliżsi niej chłopcy cofnęli się pospiesznie. Jeden z nich, ciemnowłosy, długonogi, którego kościste kolana pokryte były bliznami, niemalże potknął się o małego brunatnego smoczka. Złapał równowagę dziko wymachując rękami, zaczął się cofać i następnie zatrzymał się, wpatrując w brunatnego smoka. Zaszło Naznaczenie!
Ja tam byłem. Ty tam byłeś. Jesteśmy teraz razem, powiedział Ruth, reagując na emocję Jaxoma, towarzyszącą tej scenie. Jaxom zamrugał, żeby usunąć z oczu nadmiar wilgoci, który tam się zebrał na to potwierdzenie łączących ich więzi.
— To się tak szybko kończy — powiedziała Menolly głosem rozdrażnionym z żalu. — Szkoda, że to wszystko odbywa się takim pędem!
— Powiedziałbym, że było to niczego sobie popołudnie — oświadczył Robinton, wskazując gestem na Ramoth. Królowa piorunowała teraz wzrokiem oddalające się pary i przestępowała jednej przedniej łapy na drugą.
— Czy nie sądzisz, że teraz, kiedy wszystkie bezpiecznie się Wylęgły i Naznaczyły, to jej się humor poprawi? — zapytała Menolly.
— I Lessy również? — Wargi Robintona drgnęły, by stłumić rozbawienie. — Bez wątpienia, kiedy uda się już namówić Ramoth, żeby coś zjadła, obydwie będą w bardziej życzliwym nastroju.
— Mam nadzieję. — Odpowiedź Menolly była cicha i żarliwa, nie miał jej, jak się Jaxomowi zdawało, usłyszeć Robinton, który już zdążył odwrócić się przodem do widowni i wyraźnie kogoś szukał.
A jednak Robinton usłyszał i szeroko, i ciepło uśmiechnął się do swojej czeladniczki.
— Fatalna sprawa, że nie możemy przełożyć tego spotkania, dopóki nie będą znowu w dobrym humorze.
— Czy nie mogłabym ten jeden jedyny raz ci towarzyszyć?
— Żeby mnie bronić, Menolly? — Harfiarz chwycił ją za ramię, uśmiechając się do niej z miłością. — Nie, to nie jest zebranie ogólne i zabierając tam ciebie mógłbym kogoś urazić.
— On może pójść… — Menolly ostro wskazała kciukiem Jaxoma, patrząc na niego z urazą spode łba.
— Co ja mogę?
— Nie mówił ci Lytol, że zwołano zebranie po Naznaczaniu? — zapytał Harfiarz. — Ruatha musi być obecna.
— Jako Mistrza Harfiarzy nie mogli ciebie wykluczyć — powiedziała Menolly napiętym głosem.
— Czemu mieliby to zrobić? — zapytał Jaxom, zaskoczony niespotykaną u Menolly gotowością do obrony.
— Dlatego, ty ciemniaku…
— Wystarczy, Menolly. Doceniam twoją troskę, ale każda rzecz się spełni, kiedy nadejdzie jej pora. Stanę przed nimi z podniesionym czołem. Kiedy już Ramoth zabije jakąś zdobycz, nie będę się również obawiał, że użyją mnie jako przynęty dla smoków. — Robinton poklepał ją pocieszająco po ramieniu.
Królowa właśnie wychodziła z terenu Wylęgarni i kiedy jej się przyglądali, wzbiła się w powietrze.
— No, widzisz. Poleciała się pożywić — powiedział Harfiarz. — Już się niczego nie muszę bać.
Menolly obdarzyła go przeciągłym, sardonicznym spojrzeniem.
— Żałuję tylko, że nie mogę być z tobą, to wszystko.
— Wiem. Fandarelu! — Harfiarz podniósł głos i pomachał, żeby zauważył go zwalisty Mistrz Kowali. — Chodź, Lordzie Jaxomie, mamy robotę w Sali Obrad.
Lytol musiał mieć to właśnie na myśli mówiąc, że jego obecność na Wylęgu jest konieczna. Ale czy sam Lytol nie powinien tam być, jeżeli to spotkanie jest tak ważne, jak dawała do zrozumienia Menolly? Jaxom czuł się mile połechtany okazanym mu przez opiekuna zaufaniem.
Do obydwu Mistrzów, którzy spotkali się schodząc w dół widowni, dołączyli inni Mistrzowie Cechów, kiwając na powitanie głowami z większą niż zwykle po Wylęgu powagą. Jego przekonanie, że Menolly miała rację napomykając, że ma to być niezwykłe zebranie, uległo wzmocnieniu. I znowu Jaxom dziwił się, że nie ma tu Lytola. Jak wiedział, Lytol zgodził się popierać Robintona.
— Przez moment sądziłem, że Ramoth ma zamiar nie dopuścić do Naznaczenia — powiedział Fandarel, skinąwszy głową Jaxomowi. — Słyszałem, że porzuciłeś mnie dla swojego ukochanego zajęcia, co, chłopcze?
— Tylko ćwiczę, Mistrzu Fandarelu. Wszystkie smoki muszą nauczyć się żuć smoczy kamień.
— Na moją duszę — wykrzyknął Mistrz Nicat. — Nigdy nie sądziłem, że on pożyje na tyle długo, żeby to robić.
Jaxom zauważył ostrzegawczy wyraz twarzy Mistrza Harfiarza, kiedy już miał na końcu języka dosyć ostrą replikę i inaczej dobrał słowa odpowiedzi.
— Ruthowi świetnie to idzie, dziękuję panie.