Biały smok [The White Dragon - pl]
- Автор: Маккефри Энн
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-890-6
- Переводчик: Anna Wojtaszczyk
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:
— Sprawiedliwie to powiedziałeś. — F’lar podniósł się na nogi i uniósł rękę prosząc o ciszę. — Nie wątpię, że G’dened ma wszelkie widoki powodzenia, R’marcie, ale propozycja D’rama w tym krytycznym momencie jest niezmiernie wielkoduszna. Poinformuję wszystkich moich spiżowych jeźdźców, ale ja osobiście zezwolenia udzielę tylko tym, których smoki nie miały jeszcze okazji parzyć się z królową. Nie uważam, żeby słuszne było za bardzo podwyższać stawkę przeciw Barnathowi, czyż nie?
— Czy Caylith nie jest bendeńską królową? — zapytał Lord Corman z Warowni Keroon.
— Nie, Wykluła się z jaj złożonych przez Mirath. To Pirith jest królową. Wylęgłą w Bendenie.
— Caylith jest królową jeźdźców z przeszłości?
— Caylith jest istańską królową — powiedział stanowczo, ale szybko F’lar.
— A G’dened?
— Urodziłem się w czasie jeźdźców z przeszłości — powiedział ten mężczyzna cichym głosem, ale w wyrazie jego twarzy, kiedy odwrócił się do Lorda Cormana, nie było ani śladu przeprosin.
— Jest również synem D’rama — powiedział Lord Warbret z Warowni Ista, zwracając się bezpośrednio do Lorda Cormana, jak gdyby to zastrzeżenie miało ułagodzić milczący sprzeciw tego Pana na Warowni.
— Dobry człowiek; dobra krew — powiedział Corman, z zupełnie niezmąconą pogodą.
— Stawiamy pod znakiem zapytania jego Przywództwo, a nie pochodzenie — powiedział F’lar. — To jest dobry zwyczaj… Jaxom wyraźnie usłyszał, jak ktoś zauważył, że był to jedyny dobry zwyczaj z czasów dawnych Władców, o jakim kiedykolwiek słyszał i miał nadzieję, że ten achy szept nie poniósł się daleko. — D’ram miałby prawo ograniczyć się do swojego Weyru w poszukiwaniu Przywódcy — ciągnął dalej F’lar, zwracając się do Mistrzów Cechów i Lordów Warowni. — Przynajmniej jeśli chodzi o mnie, jestem mu wysoce zobowiązany za jego propozycję i gotowość Weyru do otwarcia lotu godowego.
— Chcę tylko, żeby mój Weyr miał jak najlepszego Przywódcę — powtórzył D’ram. — To jedyny sposób, żeby mieć pewność, że Ista go dostanie. Jedyny sposób, jedyny słuszny sposób.
Jaxom zdusił w sobie impuls, żeby wznieść okrzyk na jego cześć i rozejrzał się po sali, usiłując siłą woli wymusić przychylne reakcje. Wydawało się, że wszyscy Przywódcy Weyrów się zgadzają. I powinni, bo przecież jeden z jeźdźców może na tym zyskać. Jaxom miał nadzieję, że to i tak G’denedowy Barnath dogoni Caylith w locie godowym. Dowiodłoby to, że co młodsi Władcy z przeszłości zrobieni byli z dobrego kruszcu. Nikt nie mógłby szemrać przeciw Przywódcy Isty, który się sprawdzi we współzawodnictwie!
— Przedstawiłem intencje Isty — powiedział D’ram, podnosząc swój zmęczony głos ponad szmer indywidualnych rozmów. — Taka jest wola mojego Weyru. Muszę teraz wracać. Kłaniam się, Lordowie, Mistrzowie, Przywódcy Weyrów, wszyscy.
Skinął szybko wszystkim głową, skłonił się bardziej ceremonialnie przed Lessą, która podniosła się, dotknęła ze współczuciem jego ramienia i pozwoliła mu odejść.
Ku zdumieniu i radosnemu uniesieniu Jaxoma, kiedy D’ram wychodził wszyscy wstali, ale istański Przywódca Weyru głowę miał cały czas spuszczoną. Jaxom zastanawiał się, czy zdawał sobie sprawę z tego spontanicznego okazania szacunku i poczuł jak mu się gardło ściska.
— Także pożegnam się, mogę być potrzebny — powiedział G’dened, kłaniając się ceremonialnie Przywódcom Bendenu i innym.
— G’denedzie? — Lessa w jego imieniu zawarła całą masę pytań.
Mężczyzna potrząsnął powoli głową.
— Powiadomię wszystkie Weyry, kiedy Caylith będzie gotowa do lotu. — Szybko wyszedł za D’ramem.
Kiedy jego kroki cichły w korytarzu, zaczęły podnosić się glosy. Lordowie Warowni,nie byli pewni, czy aprobują taką innowację. Mistrzowie, jak się zdawało, byli podzieleni, chociaż Jaxom sądził, że Robinton wiedział już wcześniej o decyzji D’rama i pozostał neutralny. Przywódcy Weyrów wyrażali pełną aprobatę.
— Mam nadzieję, że Fanna nie wyzionie dzisiaj ducha. Jaxom usłyszał, jak jeden mistrz rzemiosła mruczy do drugiego. Śmierć na Wylęgu to zły znak.
— Poza tym psuje ucztę. Ciekaw jestem, na ile mocny jest spiżowy smok G’deneda. No, gdyby to tak bendeński spiżowy jeździec dostał się do Isty…
Rozmowa o uczcie przypomniała Jaxomowi, że żołądek skręca mu się z głodu. Wstał wcześnie rano na ćwiczenia, a w swojej Warowni nie starczyło mu już czasu na nici, poza tym, żeby się przebrać w porządne ubranie, zaczął więc przesuwać się do wyjścia. Zawsze mógł przymilić się o pasztecik z mięsem czy ciastko do którejś z kobiet z Niższych Jaskiń.
— Czy to już koniec zebrania? — zapytał Lord Begamon z Neratu, a jego zgrzytliwy głos przypadł na chwilową ciszę. Wyglądało na to, że jest zirytowany. — Czy Weyry wciąż jeszcze nie odkryły, kto zabrał to jajo? A nawet kto je zwrócił? Sądziłem, że właśnie to dzisiaj usłyszymy.
— Jajo zostało zwrócone, Lordzie Begamonie — powiedział F’lar, podając ramię Lessie.
— Wiem, że jajo zostało zwrócone. Byłem dokładnie tutaj, kiedy to się stało. Byłem też obecny, kiedy się Wylęgło.
F’lar nadal prowadził Lessę przez salę.
— A teraz znowu mamy Wylęg, Lordzie Begamonie — powiedział F’lar. — Szczęśliwa okazja dla nas wszystkich. Na dole czeka na nas wino. — I para Przywódców Weyru wyszła z sali.
— Nie rozumiem — Begamon zwrócił się stropiony do stojącego obok niego mężczyzny. — Myślałem, że czegoś się dziś dowiemy. — Dowiedziałeś się — powiedział F’nor, prowadząc Brekke obok niego. — że D’ram zrzeka się Przywództwa Weyru Ista.
— To mnie nie dotyczy. — Z każdą z otrzymywanych odpowiedzi Begamon coraz bardziej się denerwował.
— Bardziej to dotyczy ciebie niż łamigłówka z tym jajem — powiedział F’nor, kiedy wychodzili z Brekke z sali.
— Myślę, że żadnej więcej odpowiedzi nie otrzymasz — powiedział do Begamona Robinton z ironicznym uśmiechem na twarzy. — Ale… ale czy oni nie mają zamiaru zrobić czegoś w tej sprawie? Chyba nie pozwolą, żeby jeźdźcy z przeszłości wyrządzili im taką zniewagę i żeby im to uszło płazem?
— W przeciwieństwie do Lordów Warowni — powiedział N’ton, wysuwając się do przodu — jeźdźcy smoków nie mogą pozwolić sobie na to, by swobodnie folgować swoim namiętnościom i honorowi, kosztem swego podstawowego obowiązku, którym jest ochrona całego Pernu przed Nićmi. To jest ważnym zajęciem dla smoczych jeźdźców, Lordzie Begamonie.
— Chodź, Begamonie — powiedział Lord Groghe, biorąc tamtego pod rękę. — To sprawa Weyru, nie nasza, wiesz o tym. Nie można się wtrącać. Nie powinno się. Wiedzą, co robią. A jajo zwrócono. Bardzo mi szkoda tej kobiety D’rama. Przykro mi, że odchodzi. Rozsądny facet. F’lar nic nie mówił, ale to musi być bendeńskie wino.
Jaxom zobaczył, że Lord Groghe rozgląda się po twarzach wokół siebie.
— A, Harfiarzu, powinno tu chyba być bendeńskie wino?
Harfiarz zgodził się i wyszedł z Sali Obrad w towarzystwie obydwu Lordów, przy czym Begamon wciąż jeszcze protestował przeciw brakowi informacji. Jaxom poszedł za nimi, jako że sala pustoszała. Kiedy doszedł na sam dół schodów, rzuciła się na niego Menolly.
— No i co się działo? Czy w ogóle do niego się odezwali?
— Czy kto odezwał się do kogo?
— Czy F’lar i Lessa zwracali się do Harfiarza?
— Nie było ku temu powodów.
— Za to mnóstwo powodów, żeby tego nie zrobić. Co się działo?