Biały smok [The White Dragon - pl]
- Автор: Маккефри Энн
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-890-6
- Переводчик: Anna Wojtaszczyk
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:
— Zapominamy wszyscy o tym, jak szybko mija czas, Mistrzu Nicacie — powiedział Robinton gładko — i o tym, że ci, których pamiętamy jako bardzo młodych, dorastają i dojrzewają. A, Andemonie, jak się masz? — Harfiarz skinął na Mistrza Rolników, żeby przyłączył się do nich, kiedy przechodzili przez gorące piaski.
Nicat chichocząc zrównał krok z Jaxomem.
— Uczysz tego małego białaska żuć smoczy kamień, co? Czy to przypadkiem nie dlatego mamy niekiedy rano niedobory w naszych zapasach?
— Mistrzu Nicacie, ja ćwiczę w Weyrze Fort, a tam jest tyle smoczego kamienia, ile tylko Ruth może zapragnąć.
— Ćwiczysz w Weyrze Fort? — Uśmiech Nicata stal się jeszcze szerszy, kiedy zerknął na policzek Jaxoma, chwilę na niego patrzył i odwrócił wzrok. — Z jeźdźcami smoków, co, Lordzie Jaxomie? — Nicat położył leciutki nacisk na ten tytuł, zanim podniósł wzrok na stopnie prowadzące do Weyru królowej i skalnego progu, na którym zwykle sadowił się Mnemeth.
Spiżowy smok poleciał przyglądać się, jak pożywia się jego królowa na łące poniżej Weyru. Jaxom wypatrywał białej skóry Rutha nad jeziorem i poczuł obecność myśli swego smoka.
— Dobry Wylęg, ale na początku trzymał nas odrobinę w napięciu, co? — powiedział Nicat, podtrzymując rozmowę.
— Czy jacyś chłopcy od was byli na terenie Wylęgarni? — zapytał uprzejmie Jaxom.
— Tym razem tylko jeden. Dwóch udało się już na ostatni Wylęg w Telgarze, więc się nie uskarżamy. Nie, żadnych skarg. Chociaż, jakbyście mieli całą gromadę jaj jaszczurek ognistych błagających, żeby ktoś je wziął, to nie powiedziałbym nie na kilka z nich.
Spojrzenie Nicata było szczere; nie jemu się przecież oberwie za to, że Jaxom zdecydował się uczyć Rutha żuć smoczy kamień i przywłaszczał sobie worki z kopalń.
— Obecnie nie mamy żadnych jajek, ale nigdy nie można przewidzieć, kiedy znajdzie się jakieś gniazdo.
— Tak tylko mimochodem o tym wspomniałem. To czysta śmierć dla tych pierońskich, niszczycielskich węży tunelowych, żeby już nie wspomnieć, jakie są sprytne, gdy chodzi o wynajdywanie baniek gazu, których my nie jesteśmy w stanie wywąchać. A zasadniczo przy kopaniu nie trafiamy teraz na nic ciekawego, poza bańkami z gazem.
Głos Mistrza Górniczego miał przybite i zmartwione brzmienie. Jaxom zastanawiał się, co też takiego było w powietrzu w tych dniach, że wszędzie panował taki ogólny nastrój niepokoju i smutku. Zawsze lubił Mistrza Nicata, a podczas lekcji w kopalniach wzbudził w nim szacunek ten niski, ciężko zbudowany mężczyzna, którego pory na twarzy wciąż jeszcze były czarne od czasu, kiedy pracował pod ziemią jako terminator. Kiedy wspinali się po tych kamiennych stopniach do Weyru królowej, Jaxom pożałował znowu, że wiąże go obietnica dana N’tonowi, że nie będzie latał pomiędzy czasem. Za bardzo obciążały go zwykłe codzienne zajęcia, żeby ryzykować skok pomiędzy na plaże Południowego, chociaż Ruth mógł mieć tyle szczęścia, żeby znaleźć szybko jakieś gniazdo. Z radością wyświadczyłby grzeczność Mistrzowi Nicatowi; chętnie znalazłby również jakieś jajko dla Corany. Nie zaszkodziłoby także pofolgować zachciance gderliwego Teggara, który w tym czasie mógł się nauczyć, jak utrzymać przy sobie jaszczurkę ognistą. Nie było innego sposobu, jedynie przejście pomiędzy czasem mogło pozwolić mu teraz na odbycie podróży na południe.
Akurat kiedy dochodzili do wejścia, nad Gwiezdnymi Kamieniami pojawił się trąbiąc jakiś spiżowy smok. Smok — wartownik odpowiedział. Jaxom zauważył, że wszyscy zastygli w bezruchu, chcąc usłyszeć tę wymianę zdań. Na Skorupy i ich Odłamki, ależ oni tu są nerwowi w Bendenie. Ciekaw był, kto to przyleciał.
Przywódca Weyru z Isty, powiedział mu Ruth.
D’ram? Inni Przywódcy Weyrów nie mieli obowiązku uczestniczyć w Wylęgach, chociaż zwykle, jeżeli nie zagrażał Opad Nici, przybywali, zwłaszcza do Bendenu. Wśród zebranych Jagomowi już udało się wypatrzyć N’tona, R’marta z Weyru Telgar, G’narisha z Igenu, T’bora z Dalekich Rubieży. Potem przypomniał sobie to, co Mistrz Harfiarz mówił o Władczyni Weyru D’rama, Faunie. Może jej się pogorszyło?
Kiedy doszli do Sali Obrad, Nicat rozstał się z nim. Jaxom rzucił jedno spojrzenie na Lessę, zasiadającą na olbrzymim, kamiennym krześle z twarzą napiętą i niezadowoloną, i szybko oddalił się w najdalszy róg sali. Jej bystre oczy nie dadzą rady wypatrzyć Bruzdy na jego policzku z tej odległości.
A Harfiarz twierdził, że to nie będzie liczne zebranie. Jaxom przyglądał się, jak szeregiem wchodzą Mistrzowie Cechów, inni Przywódcy Weyrów, główni Lordowie Warowni, ale nie było żadnych kobiet z innych Weyrów ani zastępców przywódców skrzydeł, oprócz Brekke i F’nora.
D’ram wszedł do sali w towarzystwie F’lara i jeszcze jakiegoś młodego mężczyzny, którego Jaxom nie poznał, chociaż nosił on kolory zastępcy. O ile już wcześniej młodzieńca wytrąciły z równowagi przelotnie dojrzane oznaki starzenia się Mistrza Harfiarza, to zmiana w wyglądzie D’rama przyprawiła go o wstrząs. Wydawało się, jak gdyby przez ostatni Obrót skurczył się, została z niego sama łupina, wyschnięta i krucha. Krok istańskiego Przywódcy Weyru był nierówny, a ramiona miał przygarbione.
Lessa podniosła się jednym ze swoich szybkich, wdzięcznych ruchów i ruszyła powitać Istańczyka z wyciągniętymi rękami i niespodziewanie pełnym współczucia wyrazem twarzy. Jaxom odnosił wrażenie, że uprzednio była całkowicie pogrążona w swoich myślach. W tej chwili cała jej uwaga skupiała się na D’ramie.
— Zebraliśmy się, tak jak prosiłeś, D’ramie — powiedziała Lessa, pociągając go do krzesła obok siebie i nalewając mu czarkę wina.
D’ram podziękował jej za wino i powitanie, pociągnął łyczek, ale zamiast się usadowić, odwrócił się twarzą do zebranych.
Jaxom zobaczył, że twarz jego pożłobiły zmarszczki tak od męczenia, jak i wieku.
— Większość z was orientuje się w mojej sytuacji i wie o… chorobie Farmy — powiedział powolnym, pełnym wahania głosem. Odchrząknął, zaczerpnął powietrza. — Chcę zrzec się teraz przywództwa Weyru Ista. Żadna z naszych królowych nie sposobi się do lotu godowego, ale nie mam już serca ciągnąć dłużej. Twój Weyr zgodził się. G’dened — tu D’ram wskazał na mężczyznę, który mu towarzyszył — prowadził przez ostatnie dziesięć Obrotów na swoim Barnathu. Powinienem zrezygnować wcześniej, ale… — potrząsnął głową smutno się uśmiechając — mieliśmy nadzieję, że ta choroba minie. — Wyprostował z wysiłkiem ramiona. — Caylith jest najstarszą królową, a Cosira jest dobrą Władczynią Weyru. Barnath odbył już lot godowy z Caylith i sprawdzili się, bo mieliśmy liczny, silny Wylęg. — Teraz zawahał się, spoglądając ostrożnie na Lessę. — W dawnych czasach, czasach Władców z przeszłości, mieliśmy taki zwyczaj, że kiedy Weyr był pozbawiony Przywódcy, to do pierwszego lotu królowej w takim Weyrze dopuszczane były wszystkie młode spiżowe smoki. W ten sposób wyboru nowego Przywódcy dokonywano w słuszny i sprawiedliwy sposób. Chciałbym odwołać się teraz do tego zwyczaju. — Powiedział to niemal wojowniczo, ale oczy jego patrzyły na Lessę błagalnie.
— Musisz więc być bardzo pewny Barnatha G’deneda — powiedział R’mart z Weyru Telgar pełnym niesmaku tonem, który wzniósł się nad zaskoczone pomruki.
Szeroko uśmiechniętemu G’denedowi udało się uniknąć spojrzenia komukolwiek w oczy.
— Chcę jak najlepszego Przywódcy dla Isty — powiedział sztywno D’ram, urażony sugestią R’marta, że lot będzie tylko markowany. — G’dened dowiódł swej kompetencji na tyle, że jestem z niego zadowolony. Ale powinien dowieść jej ku zadowoleniu was wszystkich.