Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Oko czasu [Time's Eye - pl]
Oko czasu [Time's Eye - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Oko czasu [Time's Eye - pl]

Электронная книга - «Oko czasu [Time's Eye - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1885. Przebywający na Granicy Północno-Zachodniej młody dziennikarz, Rudyard Kipling, jest świadkiem niezwykłego spotkania brytyjskich żołnierzy z wytworem nieprawdopodobnie zaawansowanej technologii: unoszącą się w powietrzu kulą, która wydaje się obserwować wszystko wokół. Niebawem zza okolicznego wzgórza wyłania się uszkodzony helikopter z 2037 roku…
1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 84
Перейти на страницу:

Grupa posuwała się zdumiewająco szybko naprzód. Jeźdźcy całymi godzinami jechali kłusem i Kola był pewien, że posuwając się w tym tempie zwierzęta szybko się zmęczą, ale konie były najwyraźniej nawykłe do takiej jazdy. Mongołowie posilali się na siodłach i oczekiwali, że kosmonauci uczynią to samo. Nawet nie zatrzymywali się, żeby się załatwić i Sabie i Kola nauczyli się uchylać, kiedy wiatr zwiewał w ich stronę strumień moczu któregoś z jeźdźców.

Kiedy tak podróżowali, Kola od czasu do czasu dostrzegał w oddali jakby iskry unoszące się nieruchomo nad ziemią. Zastanawiał się, czy są to owe „Oczy”, które opisywał Casey. A jeżeli tak, to czy pojawiły się na całym świecie? Chętnie by zbadał jedno z nich, ale ich szlak nigdy nie przebiegał w ich pobliżu, a Mongołowie nie przejawiali żadnego zainteresowania.

Zanim słońce znalazło się w najwyższym punkcie swej drogi, przybyli do czegoś w rodzaju stacji przesiadkowej. Było to zaledwie skupisko jurt na pustym skądinąd stepie, ale na zewnątrz stało uwiązanych kilka koni i Kola dostrzegł w oddali stado innych. Kiedy się zbliżyli, jeźdźcy pociągnęli za dzwonek i właściciele stacji wybiegli na zewnątrz. Jeźdźcy przeprowadzili z nimi szybkie pertraktacje, zmienili konie i ruszyli w dalszą drogę.

Sabie narzekała:

— Mogłam skorzystać z przerwy. Wstrzymywanie się jest dosyć trudne.

Kola popatrzył na oddalającą się stację przesiadkową. — Myślę, że to musi być yarn.

— Co takiego?

— Swego czasu Mongołowie władali całą Eurazją od Węgier po Morze Południowochińskie. Zjednoczenie całości zapewniał szybki system komunikacyjny — układ dróg i stacji przesiadkowych, gdzie można było zmieniać konie. Podobny system mieli Rzymianie. Kurier mógł pokonać dwieście lub trzysta kilometrów dziennie.

— Tu nie ma właściwie żadnej drogi. Podróżujemy otwartym stepem. Więc jak ci faceci odnaleźli to miejsce?

— Mongołowie uczą się jeździć, jeszcze zanim nauczą się chodzić — powiedział Kola. — Żeby pokonywać rozległe równiny, muszą być doskonałymi nawigatorami. Prawdopodobnie nawet nie muszą się nad tym zastanawiać.

Nawet kiedy nadeszła noc, Mongołowie jechali dalej. Spali w siodłach, gdy jeden lub dwóch z nich prowadziło pozostałych. Podskakiwanie wozu sprawiło, że Sabie nie mogła zasnąć. Ale Kola, wyczerpany dwiema bezsennymi nocami, zestresowany, w bogatym w tlen stepowym powietrzu, spał od zmierzchu do świtu.

Czasami jednak jeźdźcy wahali się. Musieli przekraczać osobliwe prostoliniowe granice między nagim, wypalonym stepem a obszarami porośniętymi jasnozieloną trawą oraz innymi, zasłanymi więdnącymi kwiatami i jeszcze innymi, gdzie w zacienionych miejscach leżały zwały topniejącego śniegu.

Dla Koli było oczywiste, że owe podejrzanie prostoliniowe granice to przejścia między dwoma plastrami czasu i że ten step został posklejany z mnóstwa fragmentów, wyrwanych z różnych pór roku, a nawet z różnych epok. Ale tak jak śnieg topił się w cieple, wiosenne kwiaty szybko więdły, a letnia trawa była pokryta plamami i poskręcana. Może po pełnym cyklu pór roku wszystko wróci do normy, pomyślał Kola i te fragmenty zrosną się. Ale podejrzewał, że zbudowanie nowego świata z przemieszczonych w czasie fragmentów starego potrwa więcej niż jeden rok.

Oczywiście mongolscy koczownicy nie byli w stanie nic z tego pojąć. Nawet konie wierzgały i rżały cicho, kiedy pokonywały te dziwne granice.

Raz jeźdźcy, wyraźnie zbici z tropu, zatrzymali się w miejscu, które wydawało się równie puste i niczym niewyróżniające się jak pozostała część stepu. Może, zastanawiał się Kola, przedtem znajdowała się tutaj kolejna stacja przesiadkowa i jeźdźcy nie mogli zrozumieć, dlaczego nie są w stanie jej znaleźć. Stacja przepadła, ale nie w przestrzeni, lecz w czasie. Koczownicy, zdecydowanie praktyczny lud, podeszli do tego spokojnie. Po krótkiej rozmowie pełnej wzruszeń ramionami ruszyli dalej, ale już wolniej; najwyraźniej postanowili, że jeśli nie mogą liczyć na stacje przesiadkowe, muszą oszczędzać konie.

Drugiego dnia po południu charakter krajobrazu zaczął się zmieniać, stając się bardziej nierówny i pagórkowaty. Jechali teraz płytkimi dolinami, przeprawiając się niekiedy przez strumienie i mijając zagajniki porosłe modrzewiami i sosnami. Był to bardziej znajomy krajobraz i Kola poczuł ulgę, że jest z dala od przytłaczającego ogromu niezmiennego stepu. Nawet Mongołowie wydawali się zadowoleni. Kiedy przejeżdżali przez małą kępę drzew, młody człowiek o zwierzęcych rysach twarzy schylił się, żeby zerwać garść dzikiego geranium, które przytroczył do siodła.

Teren był dość gęsto zaludniony. Mijali wiele wiosek, niektóre z nich były duże i rozciągnięte na znacznym obszarze, wszędzie unosił się dym, którego cienkie smużki rozwiewał wiatr. Widać było nawet coś jakby drogi, a przynajmniej pożłobione głębokimi koleinami szlaki. Wydawało się, że ta część imperium Mongołów pozostała prawie nietknięta, choć była pełna dziwnych zderzeń rozmaitych plastrów czasu.

Zbliżyli się do szerokiej, leniwie płynącej rzeki. Był tu prom w postaci platformy ciągnionej przez liny zawieszone nad rzeką. Platforma była wystarczająco duża, aby załadować na nią jeźdźców, kosmonautów, konie, a nawet wóz i przewieźć ich wszystkich za jednym zamachem.

Kiedy znaleźli się na drugim brzegu, skręcili na południe, posuwając się wzdłuż rzeki. Kola zobaczył, że w pobliżu wije się druga wielka rzeka; zmierzali w stronę potężnej konfluencji. Najwyraźniej koczownicy wiedzieli, gdzie jadą.

Ale u stóp wzgórza, w pobliżu wielkiego zakola jednej z tych rzek, natknęli się na kamienną płytę gęsto pokrytą napisami. Koczownicy zwolnili i zaczęli się jej przyglądać.

Kola powiedział ponuro:

— Nie widzieli jej przedtem, to jasne. Ale ja tak.

— Byłeś tutaj?

— Nie. Ale widziałem zdjęcia. Jeżeli mam rację, jest to konfluencja rzek Onon i Balj. A ten pomnik został tu ustawiony w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku, jak sądzę.

— Więc to jest maleńki plasterek czasu. Nic dziwnego, że ci faceci tak się mu przyglądają.

— Napis jest przypuszczalnie w języku staromongolskim. Ale nikt nie wie tego na pewno.

— Myślisz, że nasza eskorta potrafi to przeczytać?

— Prawdopodobnie nie. Większość Mongołów to byli analfabeci.

— Więc to jest pomnik? Dla upamiętnienia czego?

— Osiemsetnych urodzin…

Ruszyli dalej i minęli ostatni grzbiet. I wtedy rozpostarła się przed ich oczyma, położona na porośniętej bujną zielenią równinie, kolejna wioska z mnóstwem jurt, nie, nie wioska, nagle uświadomił sobie Kola, to było miasto.

Musiały tam być tysiące namiotów, tworzących regularną siatkę i zajmujących wiele hektarów ziemi. Niektóre jurty wydawały się nie większe niż te w wiosce Scacataia, w głębi stepu, ale w środku wznosiła się o wiele bardziej okazała konstrukcja, olbrzymi kompleks połączonych ze sobą pawilonów. Wszystko otaczał mur, ale były tam także „przedmieścia”, coś jak dzielnice nędzy, pełne prymitywnych jurt ściśniętych na zewnątrz muru. Brudne drogi przecinały równinę we wszystkich kierunkach, prowadząc do bram w murze. Na drogach panował duży ruch, a wewnątrz samego miasta z jurt wznosił się w niebo dym, mieszając się z jasnobrązowym smogiem wiszącym nad miastem.

— Chryste — powiedziała Sabie. — To jak zbudowany z namiotów Manhattan.

1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 84
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)