Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «W Pogoni Za Rozumem». Краткое содержание книги:

Bohaterka bestselleru DZIENNIK BRIDGET JONES nadal zmaga się z problemami w życiu uczuciowym i zawodowym. Związana w końcu z Markiem Darcym, teraz odkrywa uroki wspólnego życia z mężczyzną marzeń. Bridget, niesłusznie posądzona o przemyt narkotyków, trafia do tajlandzkiego więzienia…
1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 76
Перейти на страницу:

Koszmar.

– Oczywiście wszystko zrobiła Delia Smith, ale Rebecca się nie przyznała.

– Naprawdę? – spytałam podniecona. Przynajmniej to jedno było dobre. Mark nie lubi pretensjonalnych osób. – A jak tam Mark?

– Dobrze. To bardzo fajny facet, nie? Niesamowicie atrakcyjny. – Magda w ogóle nic nie rozumie. W ogóle nic. Nie chwali się byłego faceta przyjaciółki, który ją rzucił. – O, a jeszcze potem podała skórkę pomarańczową w czekoladzie.

– Jasne – powiedziałam cierpliwie. No słowo daję, na jej miejscu Jude albo Shazzer wyłapałyby i zrekonstruowały każdy niuans. – A jak myślisz, czy on chodzi z Rebeccą?

– Hmmm, nie jestem pewna. Mocno z nim flirtowała.

– Był już tam, kiedy przyszłaś? – spytałam powoli i wyrozumiale, jakbym rozmawiała ze skołowanym dwulatkiem.

– Tak.

– A wyszedł razem z innymi?

– Jeremy! – ryknęła nagle z całych sił. – Czy Mark Darcy został jeszcze, kiedy wychodziliśmy?

O Boże.

– Co Mark Darcy?! – usłyszałam ryk Jeremy’ego, a potem coś jeszcze.

– Narobił do łóżka?! – wrzasnęła Magda. – Kupkę czy siusiu? KUPKĘ CZY SIUSIU?! Przepraszam, Bridge, będę musiała kończyć.

– Jeszcze tylko jedno – wymamrotałam.- Wspomniał coś o mnie?

– Wyjmij to z łóżka – rękami! No, przecież możesz je potem umyć, nie? Och, na miłość boską, dorośnij wreszcie. Przepraszam, Bridge, o co pytałaś?

– Czy wspomniał coś o mnie?

– Yyy, eee. Och, odpieprz się, Jeremy.

– No?

– Szczerze mówiąc, Bridge, to chyba nie.

4 maja, niedziela

58 kg, jedn. alkoholu 5, papierosy 9 (muszę przestać się osuwać w przepaść dekadencji), pełne nienawiści plany zgładzenia Rebeki 14, buddyjski wstyd za mordercze myśli: niezmierny, katolickie wyrzuty sumienia (chociaż wcale nie katolickie): rosnące.

W domu. Bardzo zły dzień. Wcześniej, czując się jak zombie, poszłam do Jude. Razem z Shaz w kółko powtarzały, że muszę z powrotem dosiąść jakiegoś tam konia, i zaczęły – co mnie naprawdę uraziło – przeglądać ogłoszenia Klubu Samotnych Serc.

– Nie chcę korzystać z Klubu Samotnych Serc – powiedziałam z oburzeniem. – Nie jest aż tak źle.

– Eee, Bridget – powiedziała zimno Sharon. – Czy to przypadkiem nie ty chciałaś, żeby Tony Blair ustanowił agendy randkowe dla samotnych? Wydawało mi się, że zgodziłyśmy się co do tego, że uczciwość polityczna jest czymś ważnym.

– O Boże, to jest niesamowite. – Jude zaczęła czytać na głos, wrzucając sobie do ust ogromne kawały resztek czekoladowych jajek wielkanocnych. – Naturalny, wysoki, atrakcyjny mężczyzna 57, OPH, CSS, kulturalny, pozna zmysłową panią 20-25 w celu nawiązania dyskretnej znajomości bez zahamowań i zobowiązań”. Co oni sobie wyobrażają, te palanty?

– Co to jest OPH, CSS? – spytałam.

– Obleśny Pryszczaty Hippis, Chudy Smętny Siusiak? – zasugerowała Sharon.

– Osiemnastoletni Prawiczek Harcerz Chce Samczego Seksu? – zadumałam się.

– To znaczy: Ogromne Poczucie Humoru. Chciałby Się Spotkać – odparła Jude, w czym kryła się podejrzana sugestia, że już wcześniej korzystała z tych ogłoszeń.

– Myślę, że faktycznie trzeba mieć spore poczucie humoru, żeby poskąpić kilku pełnych słów – zachichotała Sharon. Okazało się, że Mówiące Serduszka są b. zabawne. Można zadzwonić i usłyszeć, jak ludzie się reklamują, zupełnie jak w Randce w ciemno.

– OK. Mam na imię Barret i jeśli zostaniesz moją kotką, będzie nam razem bardzo słodko. Idiotycznie jest zaczynać swoją reklamę od „OK”, bo to przywodzi na myśl wielkiego mięśniaka i odstrasza od zostawiania wiadomości, co i tak wymaga sporej odwagi.

– Moja praca jest fascynująca, daje mi spełnienie i satysfakcję. Interesuję się zwykłymi rzeczami: magią, okultyzmem, poganizmem.

– Jestem przystojny, bardzo namiętny. Jestem pisarzem i szukam bardzo wyjątkowej, dominującej pani. Mile widziane piękne ciało. Powinienem być przynajmniej dziesięć lat starszy od niej, a jej powinno się to podobać.

– Ba! – parsknęła Shazzer. – Zadzwonię do któregoś z tych seksistowskich drani. Shazzer była w siódmym niebie – włączała głośnik w telefonie, a potem mruczała seksownie:

– Halo, czy to Pierwszy Raz Dający Ogłoszenie na linii? To lepiej z niej zejdź, bo pociąg jedzie. Niewątpliwie niezbyt to było dojrzałe, ale po tylu kieliszkach Chardonnay wydawało nam się niezwykle zabawne.

– „Cześć, jestem Dzikus. Jestem wysokim Hiszpanem o długich, czarnych włosach i, ciemnych oczach, długich, czarnych rzęsach i smukłym, dzikim ciele…” – odczytałam głupim głosem.

– Ooo! – wykrzyknęła radośnie Jude. – Ten może być fajny.

– No to może do niego zadzwonisz? – zaproponowałam.

– Nie! – odparła Jude.

– To dlaczego ciągle mnie namawiasz, żebym zadzwoniła? Wtedy Jude się spłoszyła. Okazało się, że przez cały ten depresyjny, samotny weekend z winy Staceya w końcu wpakowała się w telefon do Podłego Richarda.

– O Boże – powiedziałyśmy jednocześnie z Shazzer.

– Nie chodzę z nim znowu czy coś. Po prostu… jest miło – dokończyła nieporadnie, próbując uniknąć naszego oskarżycielskiego wzroku. Po powrocie do domu zobaczyłam, że miga światełko na sekretarce.

– Cześć, Bridget – powiedział głęboki, seksowny, młodo brzmiący głos z zagranicznym akcentem. – Mówi Dzikus… Te cholerne dziewuchy pewnie podały mu mój telefon.

Przerażona faktem, że jakiś obcy człowiek ma mój numer telefonu, nie podniosłam słuchawki, tylko słuchałam, jak Dzikus mówi, że jutro wieczorem będzie czekał na mnie w 192, z czerwoną różą w ręku. Zaraz potem zadzwoniłam do Shazzer i porządnieją ochrzaniłam.

– Oj, daj spokój – powiedziała Shaz. – Chodźmy wszystkie. Będzie niezły ubaw.

Więc plan jest taki, że wybieramy się tam wszystkie trzy. Co ja mam zrobić z tą dziurą w ścianie i smrodem na schodach? Cholerny Gary! Ma moje 3500 funtów. Dobra. Kurde, zadzwonię do niego.

5 maja, poniedziałek

57,5 kg (hurra!), postępy Gary’ego w łataniu dziury: zero, postępy w zapomnieniu o Marku Darcym poprzez snucie fantazji na temat Dzikusa: średnie (trochę przeszkadzają te jego rzęsy). W domu czekała na mnie wiadomość od Gary’ego. Powiedział, że dorwał inną robotę i że ponieważ się rozmyśliłam, nie ma pośpiechu. Twierdzi, że wszystko załatwi i wpadnie jutro wieczorem. Tak więc zupełnie niepotrzebnie się martwiłam. Mmmm. Dzikus. Może Jude i Shazzer mają rację. Muszę po prostu żyć dalej, a nie ciągle wyobrażać sobie Marka i Rebeccę w różnych miłosnych scenariuszach. Martwię się jednak tymi rzęsami. Dokładnie jak są długie? Fantazje na temat smukłego, dzikiego, diabelskiego ciała trochę mi psuje obraz Dzikusa mrugającego pod ciężarem rzęs długich jak u jelonka Bambi z filmów Walta Disneya.

21…00.

Dotarłam do 192 o 20.05. Parę kroków za mną przyszły Jude i Shaz, które usiadły przy innym stoliku, żeby mieć wszystko na oku. Ani śladu Dzikusa. Jedynym samotnym mężczyzną był jakiś straszliwy stary palant w dżinsowej koszuli, z kucykiem i w okularach przeciwsłonecznych, który cały czas się na mnie gapił. Gdzie Dzikus? Rzuciłam palantowi wrogie spojrzenie. Palant gapił się na mnie tak namolnie, że postanowiłam się przesiąść. I wtedy o mało co mnie szlag nie trafił. Palant podniósł czerwoną różę. Spojrzałam na niego ze zgrozą, a wtedy on z krzywym uśmieszkiem zdjął okulary i moim oczom ukazały się sztuczne rzęsy w stylu Barbary Cartland. Ten palant to był Dzikus. Wybiegłam przerażona, a za mną Jude i Shazzer, zataczające się ze śmiechu.

1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)