Bursztynowa Luneta
- Автор: Пулман Филип
- Серия: Mroczne Materie #3
- Язык: польский
- Переводчик: Danuta Gorska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:
Аннотация
Bursztynowa Luneta– Czarownica powiedziała mi, że wyruszył szukać człowieka nazwiskiem Grumman – oświadczył niedźwiedź.
Will zaczął słuchać uważniej, ponieważ Balthamos i Baruch trochę mu o tym opowiedzieli.
– Co się stało? Kto go zabił? – zapytała Lyra drżącym głosem.
– Zginął w walce. Powstrzymał całą kompanię Rosjan, kiedy tamten człowiek uciekał. Znalazłem jego ciało. Zginął dzielnie. Pomszczę go.
Lyra szlochała, a Will nie wiedział, co powiedzieć, ponieważ to dla ratowania jego ojca poświęcił życie ten obcy człowiek; to Lyra i niedźwiedź, nie on, znali i kochali Lee Scoresby'ego.
Wkrótce Iorek skręcił i skierował się do wylotu jaskini, bardzo ciemnego na tle śniegu. Will nie wiedział, gdzie są szpiedzy, ale miał absolutną pewność, że krążą gdzieś w pobliżu. Chciał porozmawiać po cichu z Lyrą, ale dopiero wtedy, kiedy zobaczy Gallivespian i upewni się, że go nie podsłuchają.
Położył plecak w wejściu jaskini i usiadł ze znużeniem. Za nim niedźwiedź rozniecał ogień, a Lyra przyglądała się, zaciekawiona pomimo smutku. Iorek trzymał w lewej przedniej łapie mały kawałek jakiejś odmiany syderytu i uderzał nim nie więcej niż trzy, cztery razy o podobny kamień na ziemi. Za każdym razem buchał snop iskier i padał dokładnie tam, gdzie Iorek je kierował: na kupkę połamanych gałązek i suchej trawy. Bardzo szybko podpałka zajęła się ogniem, a Iorek spokojnie dołożył polano, potem następne i następne, aż ognisko zaczęło buzować.
Dzieci przyjęły ogień z wdzięcznością, ponieważ zrobiło się bardzo zimno, a potem dostały coś jeszcze lepszego: udziec, chyba z kozy. Iorek oczywiście zjadł swoje mięso na surowo, ale nabił jeden kawałek na ostry patyk i umieścił nad żarem, żeby się upiekł.
– Łatwo jest polować w tych górach, Iorku? – zagadnęła Lyra.
– Nie. Mój lud nie może tutaj mieszkać. Popełniłem błąd, ale to dobrze, skoro dzięki temu cię znalazłem. Co teraz zamierzasz?
Will rozejrzał się po jaskini. Siedzieli blisko ognia, który rzucał ciepłe pomarańczowe i żółte odblaski na futro króla-niedźwiedzia. Will nie widział szpiegów, ale tak czy owak musiał zapytać.
– Królu Iorku – zaczął – mój nóż jest złamany... – a potem spojrzał w przestrzeń obok niedźwiedzia i mruknął: – Nie, zaczekaj.
Wskazał na ścianę.
– Jeśli słuchacie – podjął głośniej – wyjdźcie i słuchajcie otwarcie. Nie szpiegujcie nas.
Lyra i Iorek Byrnison obejrzeli się, żeby zobaczyć, do kogo Will mówi. Mały człowieczek wyszedł z cienia i stanął spokojnie w świetle, na półce ponad głowami dzieci, Iorek warknął.
– Nie poprosiłeś Iorka Byrnisona o pozwolenie na wejście do jaskini – skarcił kawalera Will. – On jest królem, a ty tylko szpiegiem. Powinieneś okazać więcej szacunku.
Lyra słuchała tego z najwyższą przyjemnością. Spojrzała na Willa, żeby napawać się jego surową, pogardliwą miną.
Lecz kawaler miał minę pełną niesmaku.
– Postąpiliśmy z wami uczciwie – oświadczył. – Nie honorowo jest nas oszukiwać.
Will wstał. Jego dajmona, pomyślała Lyra, przybrałaby postać tygrysicy. Odruchowo cofnęła się przed gniewem wyimaginowanej bestii.
– Jeśli was oszukałem, to z konieczności – odparł chłopiec. – Czy zgodzilibyście się tutaj przyjść, gdybyście wiedzieli, że nóż jest złamany? Na pewno nie. Użylibyście swojego jadu, żeby pozbawić nas przytomności, a potem wezwalibyście pomoc, kazali nas porwać i zabrać do Lorda Asriela. Więc musieliśmy cię okłamać, Tialysie, a ty musisz się z tym pogodzić.
– Kto to jest? – zapytał Iorek Byrnison.
– Szpiedzy – wyjaśnił Will. – Wysłani przez Lorda Asriela. Pomogli nam wczoraj uciec, ale jeśli są po naszej stronie, nie powinni się zakradać i podsłuchiwać. A skoro tak robią, nie mają prawa mówić o honorze.
Szpieg wyglądał tak groźnie, jakby chciał rzucić się na samego Iorka, nie licząc nieuzbrojonego Willa; ale był na przegranej pozycji i wiedział o tym. Mógł tylko skłonić się i przeprosić.
– Wasza Wysokość – zwrócił się do Iorka, który natychmiast zawarczał.
Kawaler spoglądał na Willa z błyskiem nienawiści w oku, ostrzegawczo i wyzywająco na Lyrę, zimno i z szacunkiem na Iorka. Jego twarz o czystych rysach odbijała te uczucia jasno i wyraźnie. Obok niego wyłoniła się z cienia lady Salmakia i, całkowicie ignorując dzieci, dygnęła przed niedźwiedziem.
– Wybacz nam – powiedziała do Iorka. – Trudno przełamać nawyk konspiracji, a mój towarzysz, kawaler Tialys, i ja, lady Salmakia, przebywamy wśród wrogów od tak dawna, że wyłącznie z przyzwyczajenia pominęliśmy należne ci formy grzeczności. Towarzyszymy temu chłopcu i dziewczynce, ponieważ musimy dopilnować, żeby bezpiecznie dotarły pod opiekę Lorda Asriela. Nie mamy innych celów i z pewnością nie żywimy złych zamiarów wobec ciebie, królu Iorku Byrnisonie.
Jeśli Iorek wątpił, żeby takie małe stworzonka mogły wyrządzić mu krzywdę, nie okazał tego; nie tylko z natury dysponował ograniczoną mimiką, ale również przestrzegał swoistej grzeczności, a lady zwróciła się do niego uprzejmie.
– Zejdźcie do ogniska – zaprosił ich. – Jedzenia wystarczy dla wszystkich. Will, zacząłeś mówić o nożu.
– Tak – potwierdził Will. – Myślałem, że to niemożliwe, ale nóż pękł. A aletheiometr powiedział Lyrze, że potrafisz go naprawić. Chciałem poprosić cię bardziej uprzejmie, ale rzecz w tym: czy potrafisz go naprawić, Iorku?
– Pokaż nóż.
Will wytrząsnął wszystkie kawałki z pochwy i ułożył starannie na kamiennym podłożu, każdy na swoim miejscu, żeby pokazać, że żadnego nie brakuje. Lyra uniosła płonącą gałąź i w jej świetle Iorek pochylił się nisko, obejrzał dokładnie każdy odłamek, dotykał ich delikatnie wielkimi pazurami, podnosił i obracał na wszystkie strony, badając linie pęknięcia. Will zachwycał się zręcznością tych potężnych czarnych łap.
Potem Iorek znowu usiadł z głową uniesioną wysoko w cieniu.
– Tak – odpowiedział krótko na pytanie i nie dodał nic więcej.
Lyra zrozumiała, co chciał powiedzieć, i zapytała:
– Ach, ale czy go naprawisz, Iorku? Nie uwierzysz, jaki jest ważny... jeśli go nie naprawimy, wpadniemy w straszne kłopoty, i nie tylko my...
– Nie lubię tego noża – oświadczył Iorek. – Boję się tego, co może zrobić. Nigdy nie znałem nic równie groźnego. Najbardziej zabójcze machiny wojenne to zabawki w porównaniu z tym nożem; on potrafi wyrządzić nieograniczone szkody. Byłoby nieskończenie lepiej, gdyby nigdy nie powstał.
– Ale z jego pomocą... – zaczął Will.
Iorek nie pozwolił mu dokończyć, tylko ciągnął:
– Z jego pomocą możesz robić dziwne rzeczy. Tylko że nie wiesz, co robi sam nóż. Możesz mieć dobre intencje. Nóż ma własne intencje.
– Jak to możliwe? – zdziwił się Will.
– Intencje narzędzia to zadania, jakie ono wykonuje. Młot chce uderzać, imadło chce trzymać mocno, lewar chce podnosić. Do tego je stworzono. Czasami jednak narzędzie ma inne zastosowania, których nie znasz. Czasami, realizując własne zamierzenia, nieświadomie wypełniasz również intencje noża. Czy widzisz najostrzejszą krawędź noża?
– Nie – odparł Will, ponieważ naprawdę ostrze rozmywało się w krawędź tak cienką, że oko nie mogło jej uchwycić.
– Więc skąd wiesz, co jeszcze on może robić?
– Nie wiem. Ale muszę go użyć i dołożę wszelkich sił, żeby go użyć dla dobrych celów. Jeśli nic nie zrobię, będę gorzej niż bezużyteczny. Będę winny.
Lyra słuchała z napięciem i widząc, że Iorek nadal nie jest przekonany, powiedziała:
– Iorku, przecież wiesz, jacy źli są ci ludzie z Bolvangaru. Jeśli nie zwyciężymy, oni będą mogli dalej robić takie rzeczy, bez końca. Poza tym, jeśli nie użyjemy noża, oni mogą go zdobyć dla siebie. Nie wiedzieliśmy o nim, kiedy się spotkaliśmy po raz pierwszy, i nikt nie wiedział, ale teraz, kiedy wiemy, sami musimy go użyć... nie możemy po prostu zrezygnować. To byłaby słabość, a także błąd, zupełnie jakbyśmy go im oddali i powiedzieli: proszę, użyjcie go, my was nie powstrzymamy. No dobrze, nie wiemy, co on robi, ale zawsze mogę zapytać aletheiometr, prawda? Wtedy się dowiemy. I nauczymy się go odpowiednio traktować, bez domysłów i strachu.