Bursztynowa Luneta
- Автор: Пулман Филип
- Серия: Mroczne Materie #3
- Язык: польский
- Переводчик: Danuta Gorska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:
Аннотация
Bursztynowa LunetaWill wolał nie wspominać o własnych najpilniejszych powodach: bez naprawionego noża nigdy nie wróci do domu, nigdy więcej nie zobaczy matki; ona nigdy się nie dowie, co się stało; pomyśli, że ją porzucił, jak wcześniej ojciec. Nóż był bezpośrednio odpowiedzialny za dezercje ich obu. Musiał go użyć, żeby do niej wrócić, albo nigdy sobie nie wybaczy.
Iorek Byrnison nie mówił nic przez długi czas, ale odwrócił głowę i spoglądał na zewnątrz w ciemność. Potem wstał powoli, podszedł do wylotu jaskini i podniósł wzrok na gwiazdy: niektóre mu znane, te same co na północy, niektóre dla niego obce.
Za jego plecami Lyra obróciła mięso nad ogniem, a Will oglądał swoje rany, sprawdzając, jak się goją. Tialys i Salmakia siedzieli w milczeniu na swojej półce.
Potem Iorek się odwrócił.
– No dobrze, zrobię to pod jednym warunkiem – powiedział. – Chociaż czuję, że popełniam błąd. Mój lud nie zna bogów, duchów ani demonów. Żyjemy i umieramy, nic więcej. Ludzkie sprawy przynoszą nam tylko smutek i kłopoty, ale mamy język, prowadzimy wojnę i używamy narzędzi; chyba powinniśmy stanąć po czyjejś stronie. Lecz pełna wiedza jest lepsza niż pół wiedzy. Lyro, odczytaj swój instrument. Poznaj to, o co prosisz. Jeśli wtedy dalej będziesz tego chciała, naprawię nóż.
Lyra natychmiast wyjęła aletheiometr i przysunęła się bliżej do ognia, żeby widzieć tarczę. W migotliwym świetle nie mogła skupić wzroku albo dym szczypał ją w oczy, ponieważ odczytywanie zajęło jej więcej czasu niż zwykle. Kiedy zamrugała, westchnęła i wyszła z transu, miała zmartwioną minę.
– Nigdy nie widziałam takiego pomieszania – oznajmiła. – Instrument powiedział mnóstwo rzeczy. Chyba go zrozumiałam. Tak myślę. Najpierw powiedział o równowadze. Powiedział, że nóż może wyrządzić szkodę albo czynić dobro, ale ta równowaga jest tak chwiejna, tak delikatna, że najdrobniejsza myśl albo życzenie mogą przechylić szalę na jedną albo drugą stronę... I chodziło mu o ciebie, Willu, o twoje myśli albo życzenia, tylko że nie określił, co jest złą myślą, a co dobrą. A potem... powiedział: tak – zakończyła, błyskając oczami na szpiegów. – Powiedział, żeby naprawić nóż.
Iorek popatrzył na nią nieruchomym wzrokiem, a potem kiwnął głową.
Tialys i Salmakia zeszli z półki, żeby lepiej się przyjrzeć, a Lyra zapytała:
– Potrzebujesz więcej opału, Iorku? Ja i Will możemy iść po chrust, nie ma sprawy.
Will zrozumiał, o co jej chodziło: z dala od szpiegów mogli porozmawiać.
– Za pierwszym wzniesieniem na szlaku – powiedział Iorek – rosną żywiczne krzaki. Przynieście tyle gałęzi, ile uniesiecie.
Lyra zerwała się natychmiast, a Will dołączył do niej. Księżyc świecił jasno, ścieżka wydeptanych śladów wyraźnie odcinała się w śniegu, powietrze było zimne i ostre. Oboje poczuli ożywienie, przypływ energii i nowej nadziei. Nie rozmawiali, dopóki nie oddalili się od jaskini.
– Co jeszcze powiedział przyrząd? – zapytał Will.
– Powiedział kilka rzeczy, których nie zrozumiałam i ciągle nie rozumiem. Powiedział, że nóż oznacza śmierć pyłu, ale potem dodał, że to jedyny sposób, żeby zachować Pył przy życiu. Nie rozumiem go, Will. Pokazał, że to niebezpieczne, ciągle to powtarzał. Powiedział, że jeśli zrobimy... no wiesz... to, co myślałam...
– Jeśli wejdziemy do świata zmarłych...
– Tak... jeśli tam wejdziemy... możemy już nie wrócić, Will. Możemy stracić życie.
Nie odpowiedział i szli dalej w milczeniu, wypatrując krzaka, o którym wspomniał Iorek, otrzeźwieni myślą o ryzyku, na jakie się porywają.
– A jednak musimy tam pójść, prawda? – odezwał się Will.
– Nie wiem.
– To znaczy teraz, kiedy wiemy. Musisz pomówić z Rogerem, a ja z ojcem. Teraz musimy.
– Boję się – szepnęła.
Wiedział, że nie wyznałaby tego nikomu innemu.
– Czy przyrząd powiedział, co się stanie, jeśli tego nie zrobimy? – zapytał.
– Pokazał pustkę. Nicość. Naprawdę go nie rozumiem, Will. Ale to chyba znaczy, że nawet jeśli to niebezpieczne, powinniśmy spróbować uratować Rogera. Jednak to nie będzie jak wtedy, kiedy uratowałam go z Bolvangaru; wtedy właściwie nie wiedziałam, co robię, po prostu wyruszyłam w drogę i miałam szczęście. Bo inni mi pomagali, Cyganie i czarownice. Tam, dokąd musimy pójść, nikt nam nie pomoże. A ja widzę... Widziałam we śnie... To miejsce było... gorsze niż Bolvangar. Dlatego się boję.
– A ja się boję – powiedział Will po chwili, nie patrząc na Lyrę – że gdzieś utknę i nigdy więcej nie zobaczę matki.
Nie wiadomo, skąd naszło go to wspomnienie: był bardzo mały, zanim jeszcze zaczęły się jej kłopoty, i zachorował. Przez calutką noc, jak mu się zdawało, matka siedziała przy jego łóżku w ciemności, śpiewała mu kołysanki, opowiadała bajki i jak długo słyszał jej kochany głos, wiedział, że jest bezpieczny. Nie mógł jej teraz opuścić. Nie mógł! Chciał opiekować się nią do końca życia, gdyby tego potrzebowała.
Lyra jakby odgadła jego myśli, bo powiedziała ciepło:
– Tak, to prawda, to byłoby straszne... Wiesz, nigdy nie zdawałam sobie sprawy... Wyrosłam właściwie sama, nie pamiętam, żeby ktoś mnie tulił czy głaskał, zawsze byliśmy tylko we dwoje z Pantalaimonem... Nie pamiętam, żeby pani Lonsdale tak mnie traktowała; była gospodynią w Kolegium Jordana i dbała tylko, żebym była czysta. Tego pilnowała, och, i manier... Ale w jaskini, Will, naprawdę poczułam... Och, jakie to dziwne, wiem, że ona robiła straszne rzeczy, ale naprawdę czułam, że mnie kocha i troszczy się o mnie... Pewnie myślała, że umrę, skoro tak długo spałam... Chyba złapałam jakąś chorobę... ale nigdy nie przestała troszczyć się o mnie. Pamiętam, jak się obudziłam raz czy dwa i ona trzymała mnie w objęciach... naprawdę pamiętam... To samo zrobiłabym na jej miejscu, gdybym miała dziecko.
Więc nie wiedziała, dlaczego spała tak długo. Czy powinien jej powiedzieć i zniszczyć wspomnienia, nawet jeśli były fałszywe? Nie, oczywiście, że nie.
– To ten krzak? – zapytała Lyra.
Księżyc świecił dostatecznie jasno, żeby widzieli każdy listek. Will odłamał gałązkę. Na palcach został mu silny sosnowy zapach żywicy.
– I nic nie powiemy tym małym szpiegom – zakończyła Lyra.
Zebrali naręcza gałęzi i zanieśli je do jaskini.
15. Kuźnia