Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #2
- Год: 2010
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788361187165
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:
Kailean zgodnie z poleceniem wyszczerzyła się od ucha do ucha.
– Chcecie dostać gadaniem to, czego nie możecie schwycić rękami. – Laskolnyk uniósł wysoko brwi. – Wymknęliśmy się wam bez trudu.
– Wasze konie rzężą, są spocone, głodne i spragnione. Padną, nim przebiegną dwie mile.
– Wasze padają jeden za drugim, bo Gwent’ress zabija je po kolei. Po dwóch milach żaden nie może już stać na nogach.
Posłaniec uśmiechnął się zimno.
– Mówiłem, że już się domyślasz. Ale my będziemy musieli używać czarów coraz rzadziej...
– Dlatego że nie będzie potrzeby, czy dlatego że wasz Zrebiarz już się zmęczył?
Uśmiech poszerzył się i nagle znikł.
– Nie jestem gadatliwy. Mam przekazać słowa Kanawera Daru Glecha. Poddajcie się, a nikt nie zginie. Nie chcemy wojny z Imperium, więc zatrzymamy Szarego Wilka jako gwarancję, że nikt nie będzie nam przeszkadzał. Reszta odjedzie.
– Jestem tylko kha-darem małego czaardanu. Skąd pewność, że Meekhan posłucha?
– Genno Laskolnyk – w głosie koczownika pojawił się niespodziewany szacunek. – Imperium posłucha. Albo przynajmniej posłuchają jego żołnierze.
– A jeśli się nie zgodzę?
– Ty zostajesz, oni odjeżdżają wolno. To propozycja składana tylko raz. Jeśli ruszysz z tego miejsca, i tak cię schwytamy, ale wtedy twoich ludzi zabijemy. Wszystkich. Powoli. Słowo Kanawera Daru Glech.
Se-kohlandczyk omiótł ich wszystkich wzrokiem, sprawdzając, jakie wrażenie zrobiły te słowa.
– Odważni. – Przeniósł spojrzenie na Laskolnyka. – Jaka odpowiedź?
– Zawróć konia i jedź do swoich, jeźdźcze. Jeśli ruszą, zanim do nich dotrzesz, zastrzelimy cię. Zrozumiałeś? – W rękach kilku ludzi pojawiły się łuki. – Nie zdjąłeś hełmu, nie przekazałeś znaków pokoju. Zapomniałeś o zwyczajach, czy twoje słowa jako posła są gówno warte?
Koczownik pobladł i zacisnął usta.
– Skąd ta odwaga, Szary Wilku? – wycharczał. – Może stąd, że spodziewasz się, że wasz pułk przyjdzie wam z pomocą? Opuścił stanicę równo ze świtem i wjechał między wzgórza.
Kailean poczuła, jak zakwita w niej nadzieja. Byli tu, zgodnie z planem Siódmy ich szukał.
– Na co mieli się kierować, generale? – głos posła był cichy, zimny i jadowity. – Na słup kurzu wzbijany kopytami koni? Widać go z daleka. Podobnie jak ten, ten, ten i tamten.
Wskazywał ręką różne kierunki. Teraz, gdy zwrócił ich uwagę, rzeczywiście dało się zauważyć tumany pyłu bijące w niebo.
– Dwadzieścia koni, każdy ciągnie za sobą pęk krzaków. Wzbijają tyle kurzu co pięć setek jazdy. Wasze posiłki miotają się po okolicy, nie wiedząc, gdzie właściwie jechać. Nie zbliżą się do was bardziej niż na dziesięć mil.
– Chcecie, żeby wasze konie i wasz Źrebiarz mogli odpocząć – przerwał mu Laskolnyk. – Niech odpoczywają. Ale jeśli ruszycie za nami, będziecie umierać. Jeden po drugim, aż nie zostanie nikt. To słowa Genna Laskolnyka dla Kanawera Daru Glecha. Przekaż mu je i powiedz, żeby następnym razem wysłał kogoś znającego obyczaje. Odjedź już.
Se-kohlandczyk przez dwa, trzy uderzenia serca tkwił w miejscu jak skamieniały. Potem ostrym, nerwowym ruchem zawrócił konia i ruszył stępa ku swoim. Po kilkunastu krokach przeszedł w kłus.
– No i co, dzieci, brzmiałem wystarczająco dumnie i groźnie?
Kailean nie musiała patrzeć na kha-dara, żeby wiedzieć, że ten uśmiecha się kwaśno. Jeśli czegoś nie lubił bardziej od długiego gadania, to gadania napuszonego.
– Mogłeś jeszcze wspomnieć coś o honorze i walce do ostatniego tchu, kha-dar – mruknęła.
– Następnym razem nie zapomnę. Słowo. Przygotować się, ruszą, jak tylko do nich dojedzie. Jak koń, Janne?
– Odpoczął trochę, da jeszcze radę. To dobry wierzchowiec.
Oczywiście, pomyślała, najlepszy, jakiego można kupić, ukraść czy zdobyć w walce. Laskolnyk poprawił się w siodle.
– Uwaga. Zaraz do nich dojedzie. Już kręci głową. Teraz!
Zawrócili konie w chwili, gdy ścigający zagon ruszył z miejsca. Kolejny tuman kurzu wykwitł nad Lanwaren.
* * *
– Nie przejmujmy się nimi, kha-dar – wtrącił ktoś, kogo nie rozpoznała po głosie. – To tylko parę a’keerów i trzech szamanów. Nie zaszkodzą, a może i pomogą, bo pewnie wyrżnęli już wszystkie bandy w okolicy.
– To nie trzech szamanów, tylko trzech Źrebiarzy, Kanewen. Każdy z nich jest wart tyle, co wielki bitewny mag. Sądzę, że gdyby chcieli, mogliby już teraz wydać bitwę Siódmemu, bo pułk ma tylko kilku zwykłych wojskowych czarodziejów, niezłych, ale wszyscy razem nie daliby rady jednemu z nich. Źrebiarzowi, znaczy się. Nie. Nie będziemy ryzykować. A poza tym to wciąż jest Meekhan, Imperium, choć niektórzy o tym czasem zapominają. Nie będzie tak, że koczownicy traktują te tereny jak ziemię niczyją. Nie będą tu wjeżdżać i wyjeżdżać, jakby byli u siebie.
Poparł go chór zgodnych pomruków.
– No i nie byłoby też dobrze, żeby Zawyr Heru Lom i Sowynenn Dyrnih zbyt szybko rozwiązali swój konflikt. Zawyr zaryzykował – jeśli mu się uda, zniszczy konkurenta pierwszym ciosem i przejmie jego ziemie, a pewnie i wojska. Urośnie w siłę i będzie dwa razy groźniejszy. Jeśli jednak straci trzech Źrebiarzy i kilkuset Jeźdźców Burzy, może się okazać, że siły będą wyrównane. Walka między tymi dwoma może się wtedy różnie zakończyć. Dlatego chcemy, żeby Zawyr stracił wszystko, co tu wysłał, i dlatego będziemy się z nimi ścigać, dopóki nie znajdziemy wszystkich szamanów. Zrozumiano?
– A potem? Ja tam mogę nawet załatwić jeden czy dwa a’keery, ale co do Źrebiarzy, to nie jestem do końca pewien...
Tym razem rozpoznała głos Niiar. Ale jakoś nikt się nie roześmiał z kiepskiego żartu.
– No właśnie, jak ich znajdziemy, kha-dar, to co? – Kocimiętka podrapał się po głowie, krzywiąc dziwacznie. – Napijemy się piwa? Zaprosimy do domu? Poopowiadamy zabawne historie, jak to przy spotkaniu starych przyjaciół?
Laskolnyk uśmiechnął się pod wąsem.
– Nie. Gdy ich spotkamy, zabijemy wszystkich, i to tak, żeby żywa noga nie uszła. Niech Zawyr z Klahhyrów zastanawia się, co się stało z jego ludźmi. Niech się waha i postępuje ostrożnie, nie wiedząc, co zaszło. Czy Źrebiarze go zdradzili, czy oddziały przeszły na stronę Sowynenna, czy też ten dowiedział się o wszystkim i zmiótł je z powierzchni ziemi? A jeśli się dowiedział, to czy ma tak dobrych szpiegów, że zna wszystkie plany wrogów? I tak dalej. Niech się zadręcza i waha.