Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
Oczy miała wielkie, na wpół obłąkane, ze źrenicami skurczonymi do czarnych kropek, co w połączeniu z twarzą, z której odpłynęła cała krew, nadawało jej wygląd wyjątkowo upiornej lodowej rzeźby. Trzęsła się cała.
Na oczach Kennetha z nosa pociekła jej strużka krwi. A potem z kącików oczu. Jakby coś wyciskało ją od środka.
Pochwycił ją, nim upadła, Olag i ten barczysty, pobliźniony drągal pomogli, razem ułożyli dziewczynę na najbliższych saniach.
— Co to znaczy? Szczurze, co miała na myśli?! Co…
Kennethowi przerwał okrzyk zza pleców. Borehed biegł w ich stronę, jakby ktoś poszczuł na niego tuzin psów Straży.
I w tym momencie rozległ się ogłuszający hałas. Wbijający się w uszy i rezonujący w kościach. Jakby jakiś gigantyczny potwór wielkości góry zazgrzytał zębami, a oni właśnie stali na jego języku.
Ziemia się poruszyła.
Nie. Nie ziemia.
Kenneth wrzasnął.
— Do sań! Wszyscy do sań! Wynosimy się stąd!!!
Lód zaczął pękać.
Rozdział 8
— Zostawmy to — powiedział cesarz z ciężkim westchnieniem. Gentrellowi bardzo nie spodobało się to westchnienie. Pobrzmiewała w nim nuta rozczarowania, a jeśli ktoś taki jak Kregan-ber-Arlens czuje się rozczarowany osobami, którym zaufał, to osoby te bardzo szybko tracą wszystko.
Z własnym życiem włącznie.
Zniknięcie kogoś z Rady Pierwszych, zabójstwo mistrza wielkiego rzemieślniczego cechu czy gildii kupieckiej, nie wspominając już o członkach bractw magów albo ważnych kapłanach, mogło wywołać niezłe zamieszanie. Ludzie o twarzach rozpoznawalnych przez tłumy, twarzach portretowanych przez znanych mistrzów, rzeźbionych w marmurze i odlewanych w brązie, byli bezpieczni przez samą swoją rozpoznawalność. Czasem znienawidzeni, często oddychający powietrzem przesyconym zawiścią, fałszem i obłudą, zawsze jednak połączeni z innymi potężnymi osobami siecią wzajemnych interesów, przysług i kontaktów. Nie dawało się ich usunąć bez wzbudzenia zamieszania i spowodowania kontrakcji. Kan-Owar widział to już nieraz, czasem nawet nienawidzące się koterie jednoczyły siły, gdy poczuły wspólne zagrożenie.
W czasie wojny było łatwiej. Wobec grozy, jaką wzbudzały przynoszone ze wschodu wieści o okrucieństwie koczowniczej hordy, władza cesarza, a tym samym władza jego zaufanych ludzi, była niepodważalna. Nawet najpotężniejsi członkowie Rady Pierwszych, jak książę wer-Ahasyr, wiedzieli, że wystarczy, iż cesarz wskaże ich pałace i krzyknie „zdrajcy”, a rozhisteryzowana tłuszcza zrobi swoje. Milczeli więc i popierali każdy cesarski edykt. Teraz jednak wiele się zmieniło i Nora musiała działać o wiele subtelniej niż kiedyś.
To jednak nie dotyczyło nich samych. Oni, ludzie bez twarzy, nie mieli takiej ochrony. Sam Gentrell znany był większości sąsiadów jako niezbyt bogaty, choć nieźle sobie radzący szlachcic z zachodniego Boshandu, nieżonaty i bezdzietny, co czasem owocowało zabawnymi podchodami miejscowych swatek. Nie miał rodzeństwa, matka zmarła przed wojną, ojcem opiekowała się, za sporą opłatą, jedna z odległych kuzynek. Gdyby teraz, w tej chwili do komnaty weszło kilku ludzi i powlekło go do lochów – albo na szubienicę – nikt z sąsiadów ani nielicznych znajomych nie wszcząłby alarmu. Szlachetny Gentrell-kan-Owar wyruszył do stolicy prowincji w interesach, niestety, w jednym z zajazdów zadławił się ością i zmarł. Majątek przejmą wierzyciele i dalsza rodzina.
Oba wywiady były potężne, ale ich korony zdobiły wyjątkowo kruche klejnoty.
Poszukał wzrokiem Pierwszego. Luwo wyciągnął swoje szlifowane szkiełka i przyglądał im się z taką uwagą, jakby trzymał je w ręku pierwszy raz. Czy on też to poczuł? Własną śmiertelność?
— Zostawmy to — powtórzył cesarz. — Mała Key’la jest tylko jedną z kości toczących się po stole. Szczury i ta kompania Górskiej Straży mają ją odszukać i dostarczyć do stolicy. Żywą. Nie uznam porażki w tej sprawie, nie przełknę wyjaśnienia, że nie udało się jej znaleźć albo zachorowała i zmarła wam po drodze. Jeśli twierdzicie, że ona żyje, chcę ją zobaczyć żywą i w dobrym zdrowiu. Skoro podejmujecie sami decyzje o tak ważnych sprawach, weźmiecie też na barki ciężar niepowodzenia. Do ciebie mówię, Luwo. To twoja osobista odpowiedzialność. Rozumiesz?
— Tak, Wasza Wysokość.
Szpieg skinął głową, wyprostował się i prawie zasalutował. Szkiełka gdzieś znikły z jego dłoni, a twarz straciła rozkojarzony, gapowaty wyraz. Gentrell wiedział, że gdy tylko opuszczą tę komnatę, cała potęga Szczurzej Nory zgromadzona na Północy zostanie skierowana na tę przełęcz i tych żołnierzy. Jeśli będzie trzeba, Pierwszy wyśle z nimi w Mrok nie jedną, lecz pięćdziesiąt bojowych drużyn i wszystkich magów, jakich ma. A może nawet kilka pułków wojska.
Osobista odpowiedzialność. Te słowa rozcinały życie szpiega na połowy. Po jednej stronie nagroda i zaszczyty, po drugiej zimny dół wykopany w ziemi. Żadnych półcieni i niuansów.
Kregan-ber-Arlens odwrócił się ku południowemu krańcowi płaskorzeźby.
— Teraz południe. Dalekie Południe. Nora wysłała tam Laskolnyka bez konsultacji ze mną. To źle, ale stało się. Na wszelki wypadek przygotujecie mu drogę odwrotu. Ilu czarowników potrzeba, by przerzucić go przez pustynię? Najszybciej jak się da.
Pytanie zawisło w powietrzu, bo nikt nie wiedział, do kogo było skierowane. Usta cesarza wygięły się w lekkim uśmiechu.
— Umówmy się, że na takie pytania będzie odpowiadał Trzeci. Ma opinię Szczura z liczydłem w głowie. Mów.
Gentrell już kalkulował.
— Między południową granicą Imperium a Magarhami, które oddzielają Białe Konoweryn od pustyni, jest jakieś tysiąc trzysta mil. Niestety, nie ma dokładnych map tamtych ziem. Najlepsi czarodzieje potrafią otworzyć portal dla jednej osoby na odległość około stu mil. Bezpieczny portal, oczywiście. Ale oazy i źródła nie są na pustyni rozsiane w linii prostej, a i odległości między nimi nie są równe. Dwa tuziny magów, jeśli będziemy chcieli przerzucić generała w jeden dzień. Trasa musi się dublować w najniebezpieczniejszych miejscach.