Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]
Światło się mroczy [Dying of the Light - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]

Электронная книга - «Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]». Краткое содержание книги:

Wezwany przez Gwen, swą dawną ukochaną, na festiwalowy świat Worlorn, Dirk t’Larien przekonuje się, że duma światów zewnętrznych położonych poza Welonem Kusicielki bardzo się zmieniła i jest teraz umierającą planetą. Gwiazdozbiór Kręgu Ognia świeci coraz słabiej i Worlorn ponownie podejmuje samotną wędrówkę przez mrok międzygwiezdnych przestrzeni.
Gwen jest obecnie związana z Jaanem Vikarym, jednym z dumnych Kavalarów, którzy władają Worlornem zgodnie ze swym opartym na przemocy kodeksem. Gdy jednak planeta pogrąża się w mroku, ich brutalna, pusta cywilizacja zaczyna się załamywać.
„Światło się mroczy” to powieść zawierająca piękny opis obcych światów i kultur, to mroczna opowieść o przemocy, złamanych obietnicach, samozniszczeniu i obsesyjnej lojalności.
1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 94
Перейти на страницу:

Dirk zmarszczył brwi.

— Arkin, nie rozumiesz tego. Nie chciałem tej walki. To wszystko jest jakąś pomyłką. Próbowałem przeprosić Bretana, ale on nie chciał mnie słuchać. Co innego mam zrobić?

— Co masz zrobić? Ależ uciec, oczywiście. Zabrać słodką Gwen i opuścić Worlorn tak szybko, jak tylko zdołasz. Jesteś jej to winien, Dirk, wiesz o tym, prawda. Ona cię potrzebuje, tak, nikt inny nie może jej pomóc. A jak masz to zrobić? Będąc tak samo zły jak Jaan? Popełniając samobójstwo? Hę? Powiedz mi, Dirk, powiedz.

Znowu zaczęło mu się mieszać w głowie. Kiedy był z Janackiem i Vikarym, wszystko wydawało mu się jasne i łatwe do zaakceptowania. Teraz jednak Ruark mówił mu, że wszystko to nie jest słuszne.

— No, nie wiem — bronił się Dirk. — Rozumiesz, odrzuciłem opiekę Jaana, więc muszę bronić się sam, nieprawdaż? Kto inny przyjmie na siebie tę odpowiedzialność? Dokonałem wyborów i tak dalej. Pojedynek jest umówiony. Nie mogę się już wycofać.

— Oczywiście, że możesz — zaprzeczył Ruark. — Kto cię powstrzyma? Jakie prawo, hę? Na Worlornie nie ma prawa, żadnego prawa. Czysta prawda! Czy te zwierzęta mogłyby na nas polować, gdyby tu było prawo? Nie, ale prawa nie ma, więc wszyscy mają kłopot, lecz ty nie musisz się pojedynkować, chyba że sam tego chcesz.

Drzwi otworzyły się z cichym stukiem. Dirk odwrócił się i zobaczył wchodzącą do środka Gwen. Przymrużył powieki, lecz Kimdissianin się rozpromienił.

— Ach, Gwen — odezwał się — pomóż mi przemówić do rozsądku temu t’Larienowi. Ten ostatni dureń chce się pojedynkować, prawda, jakby był samym Garseyem.

Gwen podeszła bliżej i zatrzymała się między nimi. Miała na sobie spodnie z kameleonowej tkaniny — teraz ciemnoszarej — oraz czarny pulower, a na włosy założyła zieloną chustkę. Na jej świeżo umytej twarzy rysowała się powaga.

— Powiedziałam im, że zejdę na dół sprawdzić trochę danych — oznajmiła, przesuwając nerwowo koniuszkiem języka między wargami. — Nie wiem, co ci powiedzieć. Pytałam Garse’a o Bretana Braitha Lantry’ego. Dirk, bardzo prawdopodobne, że on cię jutro zabije.

Jej słowa przeszyły go dreszczem. Z jakiegoś powodu w ustach Gwen zabrzmiały one inaczej.

— Wiem o tym — odparł. — Ale to niczego nie zmienia. Gwen, gdybym chciał być bezpieczny, mógłbym po prostu zostać korarielem Ironjade, zgadza się?

Kiwnęła głową.

— Tak. Ale odrzuciłeś tę nazwę. Dlaczego?

— Co mi powiedziałaś w lesie? I potem znowu? O nazwach? Nie chcę być niczyją własnością, Gwen. Nie jestem korarielem.

Przyglądał się jej uważnie. Twarz Gwen pociemniała na bardzo krótką chwilę, a oczy powędrowały ku nefrytowi i srebru.

— Rozumiem — powiedziała głosem, który był niemal szeptem.

— Ale ja nie rozumiem — prychnął ze złością Ruark. — To będziesz korarielem. No i co z tego? To tylko słowo! Ale będziesz żył, hę?

Gwen popatrzyła na siedzącego na stołku Kimdissianina. Wyglądał raczej komicznie w swym długim szlafroku, ze złowrogą miną i szklanką w dłoni.

— Nie, Arkin — zaprzeczyła. — Na tym właśnie polegał mój błąd. Myślałam, że betheyn to tylko słowo.

Zaczerwienił się.

— Dobra, niech będzie! Dirk nie jest korarielem, pięknie. Nie jest niczyją własnością. Ale to nie znaczy, że musi się pojedynkować, nie, czysta nieprawda. Kavalarski kodeks to nonsens, wielka, dumna głupota, tak jest. Czy jesteś zobowiązany być głupi, Dirk? Być głupi i zginąć?

— Nie — zaprzeczył. Słowa Ruarka wzbudziły jego niepokój. Nie wierzył w kodeks Dumnego Kavalaanu. Ale w takim razie, co nim kierowało? Nie był tego pewien. Pomyślał, że chciał coś udowodnić, ale nie wiedział co ani komu. — Po prostu muszę to zrobić i tyle. To słuszny postępek.

— Słowa! — skontrował Ruark.

— Dirk, nie chcę, żebyś zginął — odezwała się Gwen. — Proszę. Nie rób mi tego.

Pulchny Kimdissianin zachichotał.

— Nie, przekonamy go, żeby tego nie robił nam dwojgu, hę? — Wysiorbał głośno łyk wina. — Wysłuchaj mnie, Dirk, czy możesz zrobić dla mnie chociaż tyle?

Dirk kiwnął głową z naburmuszoną miną.

— Świetnie. Najpierw odpowiedz mi, czy wierzysz w kodeks pojedynkowy? Jako instytucję społeczną? Jako normę moralną? Powiedz mi, naprawdę wierzysz?

— Nie wierzę — przyznał Dirk. — Ale sądzę, że Jaan również nie wierzy. Tak przynajmniej sugerują niektóre jego uwagi. Ale mimo to pojedynkuje się, jeśli musi. Nie zrobić tego byłoby tchórzostwem.

— Nie, nikt cię nie uważa za tchórza, ani nawet jego. Jaantony może być Kavalarem, ze wszystkim, co w tym złe, ale nawet ja nie powiem, że jest tchórzem. Ale istnieją różne rodzaje odwagi, nie? Czy gdyby w tej wieży wybuchł pożar, zaryzykowałbyś życie, żeby uratować Gwen i może mnie? Albo nawet Garse’a?

— Mam taką nadzieję — odparł Dirk.

Ruark kiwnął głową.

— Sam widzisz, że jesteś odważny. Nie musisz popełniać samobójstwa, żeby to udowodnić.

Gwen też kiwnęła głową.

— Pamiętaj, co mi powiedziałeś wczorajszej nocy w Kryne Lamiya o życiu i śmierci, Dirk. Po tych słowach nie możesz się teraz zabić, prawda?

Zmarszczył brwi.

— To nie jest samobójstwo, do cholery.

Ruark parsknął śmiechem.

— Nie? Ale coś bardzo zbliżonego. Może wydaje ci się, że go pokonasz?

— Nie, ale…

— Jeśli wypuści miecz z ręki, bo na przykład palce mu się spocą, to czy go zabijesz?

— Nie — zapewnił Dirk. — Ale…

— To byłby niesłuszny postępek, tak, prawda? Tak! No więc, pozwolić, żeby on ciebie zabił, byłoby tak samo niesłuszne. Nawet dać mu na to szansę. To głupota. Nawet nie jesteś Kavalarem, więc nie mów mi o Jaantonym. On może mieć wątpliwości, ale nadal pozostaje zabójcą. Ty jesteś lepszy od niego, Dirk. I on ma też usprawiedliwienie, bo wydaje mu się, że walczy o to, by zmienić swoich rodaków. Ma potężny kompleks zbawcy, nasz Jaan, ale nie będziemy z niego drwić, nie. Ty nie masz nawet takiego powodu. Prawda?

— Pewnie nie mam. Ale, do cholery, Ruark, to, co on robi, jest słuszne. Nie miałeś zbyt pewnej miny, kiedy powiedział ci na górze, że Braithowie upolowaliby cię, gdyby nie jego opieka.

— Nie miałem i nie czułem się zbyt pewnie, nie przeczę. Ale to nic nie zmienia. Może jestem korarielem, może Braithowie są gorsi od Ironjade’ów, a Jaan używa przemocy po to, by powstrzymać jeszcze gorszą przemoc, możliwe. Czy to słuszne? Ach, nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. To trudny moralny dylemat, czysta prawda! Może pojedynki Jaana pomagają w czymś jego ludowi i nam, hę? Ale twój pojedynek to czyste szaleństwo. To nic nie da, jeśli zginiesz. A Gwen zostanie z Jaanem i Garse’em na zawsze, chyba że przegrają pojedynek, a wtedy nie czeka jej przyjemny los.

Ruark przerwał na chwilę, dopił wino i obrócił się na stołku, by znowu sobie nalać. Dirk siedział nieruchomo. Gwen nie spuszczała z niego wzroku, czuł na sobie jej ciężkie spojrzenie. W głowie mu się kłębiło. Ponownie pomyślał, że Ruark doszczętnie mu w niej zamieszał. Musiał wybrać słuszną drogę, ale która droga była słuszna? Wszystkie jego decyzje i intuicyjne przekonania przestały mieć sens. W pracowni zapadła głęboka cisza.

— Nie ucieknę — oznajmił wreszcie Dirk. — Ale nie będę się też pojedynkował. Pójdę tam i oznajmię im moją decyzję, odmówię walki.

1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 94
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)