Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]
Światło się mroczy [Dying of the Light - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]

Электронная книга - «Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]». Краткое содержание книги:

Wezwany przez Gwen, swą dawną ukochaną, na festiwalowy świat Worlorn, Dirk t’Larien przekonuje się, że duma światów zewnętrznych położonych poza Welonem Kusicielki bardzo się zmieniła i jest teraz umierającą planetą. Gwiazdozbiór Kręgu Ognia świeci coraz słabiej i Worlorn ponownie podejmuje samotną wędrówkę przez mrok międzygwiezdnych przestrzeni.
Gwen jest obecnie związana z Jaanem Vikarym, jednym z dumnych Kavalarów, którzy władają Worlornem zgodnie ze swym opartym na przemocy kodeksem. Gdy jednak planeta pogrąża się w mroku, ich brutalna, pusta cywilizacja zaczyna się załamywać.
„Światło się mroczy” to powieść zawierająca piękny opis obcych światów i kultur, to mroczna opowieść o przemocy, złamanych obietnicach, samozniszczeniu i obsesyjnej lojalności.
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 94
Перейти на страницу:

— Ale najbardziej nierozsądny byłeś ty, Jaan. Zrozum mnie, nie obawiam się pojedynku z Bretanem Braithem i Chellem Pustorękim, ale można go było uniknąć. To była celowa prowokacja. Po tym, co powiedziałeś, Braith musiał rzucić wyzwanie. Inaczej nawet jego własny teyn miałby prawo na niego splunąć.

— Nie wyszło to tak, jak liczyłem — przyznał Vikary. — Myślałem, że Bretan się nas boi i zrezygnuje z pojedynku z t’Larienem, żeby uniknąć starcia z nami. Nie zrobił tego.

— To prawda — potwierdził Janacek. — Nie zrobił. Powiedziałbym ci że tak będzie, gdybyś tylko mnie zapytał. Naciskałeś na niego zbyt mocno i niebezpiecznie zbliżyłeś się do złamania kodeksu.

— Kodeks na to pozwala.

— Być może. Ale Bretan miał rację. To byłby dla niego wielki wstyd, gdyby zignorował przewinienie t’Lariena ze strachu przed tobą.

— Nie — sprzeciwił się Vikary. — Tu właśnie się mylisz, a wraz z tobą cały nasz lud. Unikanie pojedynku nie powinno być wstydem. Jeśli mamy kiedykolwiek zrealizować swe przeznaczenie, musimy się tego nauczyć. W pewnym sensie masz jednak rację. Biorąc pod uwagę, kim jest Bretan Braith, nie mógł zareagować inaczej. Błędnie go oceniłem.

— To był poważny błąd — stwierdził Janacek, uśmiechając się przez rudą brodę. — Lepiej było pozwolić t’Larienowi się pojedynkować. Dopilnowałem, żeby walczyli na miecze, czyż nie tak? Braith nie zabiłby go za tak drobną zniewagę. Kogoś takiego jak Dirk, ach, w tym nie byłoby honoru. Sądzę, że skończyłoby się na jednym cięciu. To by wyszło t’Larienowi na dobre. Stałoby się dla niego nauczką, nauczką na temat błędów. Mała blizna dodałaby jego twarzy charakteru. — Popatrzył na Dirka. — Teraz oczywiście Bretan Braith cię zabije.

Nadal się uśmiechał i wypowiedział tę ostatnią uwagę z niedbałą werwą. Dirk omal się nie zakrztusił winem.

— Co takiego? — zapytał.

Janacek wzruszył ramionami.

— Wyzwano cię najpierw, więc będziesz musiał bić się pierwszy. Nie możesz liczyć na to, że Jaan i ja załatwimy się z nimi, zanim dobiorą się do ciebie. Bretan Braith Lantry słynie ze swych umiejętności pojedynkowych równie szeroko, jak z uderzającej urody. Prawdę mówiąc, znają go wszędzie. Przypuszczam, że przyleciał tu z Chellem, by polować na niby-ludzi, ale polowania niezbyt go interesują. Sądząc z tego, co o nim słyszałem, lepiej czuje się w kwadracie śmierci niż w głuszy. Nawet jego kethi uważają, że trudno go przełknąć. Nie dosyć, że jest brzydki, to jeszcze wziął sobie za teyna Chella fre-Braitha. Chell był ongiś wpływowym związanym dumą, otaczanym powszechnym szacunkiem. Przeżył swą betheyn oraz pierwszego teyna i teraz jest przesądnym sklerotykiem o ciasnym umyśle i wielkim majątku. Po schronieniach krążą plotki, że to właśnie bogactwo Chella jest powodem, dla którego Bretan Braith nosi jego żelazo i ogień. Rzecz jasna, nikt nie powie tego Bretanowi prosto w twarz. Podobno jest dosyć drażliwy. Do tego Jaan go teraz rozgniewał i być może również trochę przestraszył. Nie będzie miał dla ciebie litości. Mam nadzieję, że zdołasz go choć lekko skaleczyć, zanim zginiesz. To ułatwi nam zadanie w następnym pojedynku.

Dirk przypomniał sobie pewność siebie, jaka ogarnęła go na dachu. Był wówczas przekonany, że żaden z Braithów nie jest poważnym zagrożeniem. Rozumiał ich i było mu ich żal. Teraz zaczynał żałować samego siebie.

— Czy on mówi prawdę? — zapytał Vikary’ego.

— Garse żartuje i przesadza — odparł Kavalar — ale faktycznie jesteś w niebezpieczeństwie. Z pewnością Bretan spróbuje cię zabić, jeśli mu na to pozwolisz. Ale nie musi się tak stać. Zasady twojego trybu i broni są proste. Arbiter narysuje kredą na ulicy kwadrat, pięć metrów na pięć. Ty i twój przeciwnik staniecie w przeciwległych narożnikach i na słowo arbitra ruszycie ku środkowi, trzymając miecze. Kiedy się spotkacie, zaczniecie walczyć. By zaspokoić wymogi honoru, musisz zadać i odebrać po jednym uderzeniu. Radzę, byś celował w stopę albo w inną część nogi. To będzie świadczyło, że nie pragniesz pojedynku na śmierć i życie. Potem, kiedy już odbierzesz pierwsze uderzenie, spróbuj odbić je mieczem, jeśli zdołasz, będziesz mógł wrócić do granicy kwadratu. Nie biegnij. W ucieczce nie ma honoru. W takim przypadku arbiter ogłosi śmiertelne zwycięstwo Bretana i Braithowie będą mogli cię zabić. Musisz się oddalić spokojnym krokiem. Gdy już przekroczysz granicę kwadratu, będziesz bezpieczny.

— Ale w tym celu musiałbyś najpierw do niej dotrzeć — wskazał Janacek. — Bretan wcześniej cię zabije.

— A czy jeśli zadam jeden cios i odbiorę jeden, będę mógł odrzucić miecz i odejść? — zapytał Dirk.

— W takim przypadku Bretan zabije cię z bardzo zdziwioną miną na twarzy albo na tym, co z niej zostało — odpowiedział Janacek.

— Nie radziłbym tego robić — ostrzegł Vikary.

— Sugestie Jaana to szaleństwo — dorzucił Janacek. Wrócił powoli do kanapy, wziął szklankę i nalał sobie jeszcze wina. — Powinieneś zatrzymać miecz i walczyć. Pomyśl, on jest ślepy na jedno oko. Z pewnością powinieneś go atakować z tej właśnie strony! Może zauważyłeś też, jak niezgrabnie porusza głową?

Szklanka Dirka również była już pusta. Uniósł naczynie i Janacek napełnił je winem.

— A jak wy będziecie się z nimi pojedynkować? — zapytał.

— Zasady naszego trybu i broni są inne — zaczął Vikary. — Musimy we czterech stanąć w czterech rogach kwadratu śmierci, uzbrojeni w lasery pojedynkowe albo pistolety innego rodzaju. Nie wolno nam się ruszać. Możemy tylko cofnąć się o krok i wyjść za kwadrat, w bezpieczne miejsce, a i to jest dozwolone dopiero wtedy, gdy każdy ze stojących w kwadracie odda już po jednym strzale. Wtedy wybór należy do nas. Ci, którzy zostaną w kwadracie, jeśli nadal trzymają się na nogach, mogą strzelać dalej. Ten tryb może być nieszkodliwy albo śmiercionośny, zależnie od intencji walczących.

— Jutro musi być śmiercionośny — zapowiedział Janacek, pociągając kolejny łyk.

— Wolałbym, żeby było inaczej — odparł Vikary, potrząsając ze smutkiem głową — ale obawiam się, że masz rację. Braithowie są na nas zbyt wściekli, by strzelać w powietrze.

— W rzeczy samej — zgodził się Janacek, uśmiechając się półgębkiem. — Nazbyt poważnie potraktowali tę zniewagę. Chell Pustoręki z pewnością nam jej nie wybaczy.

— A czy nie możecie spróbować tylko ich zranić? — zasugerował Dirk. — Albo rozbroić?

Te słowa z łatwością wychodziły z jego ust, ale słysząc je, czuł się dziwnie. Sytuacja całkowicie wykraczała poza jego doświadczenie, lecz mimo to akceptował ją, czuł się osobliwie swobodnie w towarzystwie obu Kavalarów z ich winem oraz cichą rozmową o śmierci i kaleczeniu. Być może to właśnie znaczyło być jednym z kethi, być może dlatego jego niepokój zanikał. Dirk wiedział tylko tyle, że czuje się spokojnie jak w domu.

— Zranić? — zapytał Vikary z zakłopotaną miną. — Też mógłbym tego pragnąć, ale to niemożliwe. Łowcy boją się nas i z uwagi na ten strach oszczędzają korarieli Ironjade. Ratujemy życie wielu ludzi. Jeśli jutro potraktujemy Braithów zbyt łagodnie, to przestanie być możliwe. Inni mogą zacząć polować, jeśli pomyślą, że wskutek tego ryzykują tylko niewielką ranę. Niestety, uważam, że musimy jutro zabić Chella i Bretana, jeśli zdołamy.

— Zdołamy — stwierdził z pewnością w głosie Janacek. — I, mój przyjacielu t’Larien, zranić przeciwnika w pojedynku nie jest tak łatwo ani tak rozsądnie, jak pewnie ci się wydaje. A jeśli chodzi o ich rozbrojenie, to chyba z nas szydzisz. To jest praktycznie niemożliwe. Używamy laserów pojedynkowych, przyjacielu, nie broni wojennej. Takie pistolety strzelają półsekundowymi impulsami, a potem potrzebują pełnych piętnastu sekund, żeby się naładować. Rozumiesz? Ten, kto pośpieszy się ze strzałem albo bez potrzeby utrudni sobie celowanie, kto strzela po to, by rozbroić przeciwnika, wkrótce zginie. Nawet z odległości kilku metrów można chybić, a przeciwnik spokojnie zdąży cię zabić, nim twój laser będzie gotowy do drugiego strzału.

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 94
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)