Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]
Światło się mroczy [Dying of the Light - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]

Электронная книга - «Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]». Краткое содержание книги:

Wezwany przez Gwen, swą dawną ukochaną, na festiwalowy świat Worlorn, Dirk t’Larien przekonuje się, że duma światów zewnętrznych położonych poza Welonem Kusicielki bardzo się zmieniła i jest teraz umierającą planetą. Gwiazdozbiór Kręgu Ognia świeci coraz słabiej i Worlorn ponownie podejmuje samotną wędrówkę przez mrok międzygwiezdnych przestrzeni.
Gwen jest obecnie związana z Jaanem Vikarym, jednym z dumnych Kavalarów, którzy władają Worlornem zgodnie ze swym opartym na przemocy kodeksem. Gdy jednak planeta pogrąża się w mroku, ich brutalna, pusta cywilizacja zaczyna się załamywać.
„Światło się mroczy” to powieść zawierająca piękny opis obcych światów i kultur, to mroczna opowieść o przemocy, złamanych obietnicach, samozniszczeniu i obsesyjnej lojalności.
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 94
Перейти на страницу:

— Trzeba dokonać czterech wyborów, t’Larien — wyjaśnił Dirkowi Janacek. — Jako wyzwany, ty wybierasz pierwszy. Radzę ci, byś zdecydował się na wybór broni i wybrał miecze.

— Miecze — zgodził się cicho Dirk.

— Wybór trybu — wychrypiał Bretan. — Wybieram kwadrat śmierci.

Janacek kiwnął głową.

— Trzeci wybór również należy do ciebie, t’Larien. Ponieważ nie masz teyna, wybór liczby jest z góry określony. Będziecie walczyć w pojedynkę. Musisz to oznajmić albo dokonać wyboru miejsca.

— Stara Ziemia? — zapytał z nadzieją w głosie Dirk.

Janacek wyszczerzył zęby w uśmiechu.

— Nie. Obawiam się, że to musi być ten świat. Inne wybory nie są dozwolone.

Dirk wzruszył ramionami.

— Niech będzie tutaj.

— Mnie został wybór liczby — stwierdził Bretan. Zrobiło się już zupełnie ciemno. Na czarnym niebie świeciła tylko garstka gwiazd światów zewnętrznych. Oko Braitha gorzało jasnym blaskiem, odbijającym się w jego bliznach wilgotną poświatą. — Z konieczności wybieram walkę w pojedynkę.

— A więc wszystko ustalone — skwitował Janacek. — Musicie się jeszcze zgodzić co do arbitra i…

Jaan Vikary uniósł wzrok. Jego skryta w cieniu twarz połyskiwała słabo w blasku świecików. Obrzmiała żuchwa nadawała jej dziwny wygląd.

— Chell — odezwał się bardzo cicho i spokojnie.

— Słucham — odparł stary Braith.

— Jesteś głupcem, że wierzysz w niby-ludzi — oznajmił Vikary. — Wszyscy, którzy w nich wierzą, są głupcami.

Gdy Vikary wypowiedział te słowa, Dirk nadal patrzył na Bretana Braitha. Naznaczona bliznami twarz zadrżała raz, drugi i trzeci.

— Czuję się urażony, Jaantony high-Ironjade, fałszywy Kavalarze, niby-człowieku. — Chell wypowiadał te słowa jak w transie. — Wyzywam cię.

Bretan odwrócił się błyskawicznie i spróbował krzyknąć. Jego głos odmówił mu jednak posłuszeństwa. Jednooki Kavalar zaciął się i zaczął krztusić.

— Ty… zdrajco kodeksu! Ironjade…

— Kodeks na to pozwala — odparł bez głębszego przekonania Vikary. — Choć jeśli Bretan Braith zechciałby wybaczyć nieświadomemu pozaświatowcowi jego drobne przewinienie, być może zdobyłbym się na to, by błagać Chella fre-Braitha o wybaczenie.

— Nie — sprzeciwił się złowrogim tonem Janacek. — W błaganiu nie ma honoru.

— Nie — powtórzył echem Bretan. Jego twarz przypominała teraz czaszkę. Osadzony w oczodole klejnot gorzał jasno, a policzek wykrzywił się w grymasie furii. — Ugiąłem się już dla ciebie tak daleko, jak tylko mogłem, fałszywy Kavalarze. Nie będę szydził z całej mądrości swego schronienia. Mój teyn miał więcej racji ode mnie. Prawdę mówiąc, popełniłem straszliwy błąd, starając się uniknąć pojedynku z tobą, kłamco. Niby-człowieku. To okryło mnie wielkim wstydem. Ale teraz się oczyszczę. Zabijemy was, Chell i ja. Zabijemy wszystkich trzech.

— Być może tak się stanie — odparł Vikary. — Wkrótce się przekonamy.

— I twoją sukę-betheyn też — dodał Bretan. Nie mógł krzyczeć. Kiedy próbował, głos mu się załamywał. Dlatego mówił tak samo cicho jak zawsze. Ochrypły głos wiązł mu w gardle i Kavalar nie mógł nad nim zapanować. — Kiedy już z wami skończymy, obudzimy nasze psy i zapolujemy na nią i na jej grubego Kimdissianina w lasach, które tak dobrze znają.

Jaan Vikary zignorował go.

— Słyszałem twoje wyzwanie — rzekł do Chella fre-Braitha. — Pierwszy z czterech wyborów należy do mnie. To będzie wybór liczby. Będziemy walczyć parami teynów.

— Ja dokonam wyboru broni — oznajmił Chell. — Wybieram pistolety.

— Wybór trybu — kontynuował Vikary. — Kwadrat śmierci.

— Został wybór miejsca — zakończył Chell. — Niech będzie tutaj.

— Arbiter nakreśli tylko jeden kwadrat — zdecydował Janacek. Z pięciu obecnych na dachu mężczyzn on jeden nadal się uśmiechał. — Nadal potrzebujemy arbitra. Ten sam dla obu pojedynków?

— Jeden wystarczy — zgodził się Chell. — Sugeruję Lorimaara high-Braitha.

— Nie — zaprotestował Janacek. — Nie dalej jak wczoraj przyszedł do nas z honorową skargą. Kirak Redsteel Cavis.

— Nie — sprzeciwił się Bretan. — On pisze piękną poezję, ale zbytnio za nim nie przepadam.

— Jest tu dwóch mężczyzn ze Związku Shanagate — zasugerował Janacek. — Nie jestem pewien, jak się nazywają.

— Wolelibyśmy Braitha — zaoponował Bretan. Jego twarzą szarpnął kolejny tik. — Braith będzie sądził sprawiedliwie i w pełni zachowa honor kodeksu.

Janacek zerknął na Vikary’ego, który wzruszył ramionami.

— Zgoda — rzekł Janacek. — Niech będzie Braith. Pyr Braith Oryan.

— Nie Pyr Braith — zaprotestował Bretan.

— Niełatwo cię zadowolić — zauważył z przekąsem teyn Jaana Vikary’ego. — To jeden z twoich kethi.

— Miałem nieporozumienia z Pyrem Braithem — odparł Bretan.

— Lepszym wyborem byłby związany dumą — wtrącił stary Chell. — Ktoś mądry i z pozycją. Roseph Lant Banshee high-Braith Kelcek.

Janacek wzruszył ramionami.

— Zgoda.

— Poproszę go — oznajmił Chell. Pozostali kiwnęli głowami.

— A więc jutro — stwierdził Janacek.

— Wszystko uzgodnione — zakończył Chell.

Dirk patrzył, czując się zagubiony i nie na miejscu, jak czterej Kavalarzy żegnają się ze sobą. Co dziwne, przed rozstaniem każdy z nich pocałował lekko w usta obu przeciwników.

A Bretan Braith Lantry, naznaczony bliznami, jednooki i pozbawiony z jednej strony warg — Bretan Braith Lantry pocałował Dirka.

Po odejściu Braithów pozostali zeszli na dół. Vikary otworzył drzwi do swego mieszkania i zapalił światło. Potem, bez słowa, metodycznie, przystąpił do rozpalania ognia w wielkim kominku, przynosząc czarne, powykręcane kłody ze schowka ukrytego w pobliskiej ścianie. Dirk usiadł na końcu kanapy z zasępioną miną, a Garse Janacek zajął miejsce na jej przeciwległym końcu, uśmiechając się niewyraźnie. Palcami pociągał się machinalnie za pomarańczoworudą brodę. Nikt się nie odzywał.

Ogień zapłonął jasno. Jego pomarańczowe języki o niebieskich koniuszkach zatańczyły na kłodach i Dirk poczuł nagle ciepło na twarzy i dłoniach. Pokój wypełniła woń przypominająca zapach cynamonu. Vikary wstał i wyszedł.

Po chwili wrócił, trzymając w rękach trzy szklanki do brandy, czarne jak obsydian. Pod pachą ściskał butelkę. Jedną szklankę wręczył Dirkowi, drugą Garse’owi, trzecią postawił na pobliskim stole i wyciągnął korek zębami. Wino miało ciemnoczerwony kolor i bardzo ostry zapach. Vikary wypełnił wszystkie trzy szklanki aż po brzegi. Dirk przesunął sobie swoją pod nosem. Opary go paliły, lecz ich woń wydała mu się dziwnie przyjemna.

— A teraz — zaczął Vikary, nim któryś z nich zdążył spróbować wina. Postawił butelkę na stole i uniósł własną szklankę. — Teraz poproszę was obu o coś bardzo trudnego. O to, byście wyszli na pewien czas poza ciasne granice własnej kultury, stali się czymś, czym przedtem nie byliście, czymś, co jest dla was nowe. Garse, proszę cię, dla dobra nas wszystkich, byś stał się przyjacielem Dirka t’Lariena. Wiem, że po starokavalarsku nie ma na to słowa. Na Dumnym Kavalaanie nie potrzeba takich określeń, bo mężczyzna ma tam schronienie, kethi, a przede wszystkim teyna. My jednak jesteśmy na Worlornie, a jutro mamy się pojedynkować. Być może nie będziemy walczyć razem, niemniej jednak mamy wspólnych wrogów. Dlatego proszę cię jako mojego teyna, byś przyjął nazwę i więzy przyjaciela Dirka t’Lariena.

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 94
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)