Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Muzyka duszy [Soul Music - pl]
Muzyka duszy [Soul Music - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Muzyka duszy [Soul Music - pl]

Электронная книга - «Muzyka duszy [Soul Music - pl]». Краткое содержание книги:

Inne dzieci dostawały w prezencie cymbałki. Susan musiała tylko prosić dziadka, żeby zdjął kamizelkę…

Tak. Ma Śmierć w rodzinie.
Trudno jest normalnie dorastać, kiedy dziadek jeździ na białym koniu i dzierży kosę — zwłaszcza gdy trzeba przejąć rodzinny interes, a jedyny pomocnik mówi tylko po szczurzemu.
A już szczególnie wtedy, kiedy ma się do czynienia z nową, uzależniającą muzyką, która pojawiła się w Świecie Dysku.
Jest bezprawna. I zmienia ludzi.
Nazywana jest „Muzyką z wykrokiem”.
Ma rytm i można przy niej tańczyć, ale…
Jest… żywa.
I nie chce ucichnąć.
1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 79
Перейти на страницу:

— Myślę, że tym razem prawie to miałem — stwierdził Crash.

Pyl zbożowy opadał ze stryszku, a korniki wyruszały na poszukiwanie lepszego domu.

— To nie był taki dźwięk, jaki słyszeliśmy wczoraj Pod Bębnem — ocenił krytycznie Jimbo. — Trochę podobny, ale coś się nie zgadza… znaczy, nie gra.

Jimbo był najlepszym przyjacielem Crasha i bardzo chciał się stać jednym z równych gości.

— Na początek wystarczy — odparł Crash. — Ty i Noddy weźmiecie gitary. A Scum… Scum zagra na bębnach.

— Nie wiem jak — poskarżył się Scum. Naprawdę miał tak na imię.

— Nikt nie wie, jak się gra na bębnach. Tu nie ma nic do wiedzenia — tłumaczył cierpliwie Crash. — Po prostu walisz w nie pałeczkami.

— No tak, ale co będzie, jeśli tak jakby spudłuję?

— To usiądź bliżej. — Crash wyprostował się. — Ale najważniejsze, takie naprawdę ważne jest… jak będziemy się nazywać.

* * *

Klif rozejrzał się.

— Chyba żeśmy obejrzeli wszystkie domy i niech mnie licho, jeśli żem gdzieś widział imię „Dibbler” — burknął. Buddy pokiwał głową. Większą część placu Sator zajmował front Niewidocznego Uniwersytetu, pozostało jednak dość miejsca na kilka innych budynków. Należały do rodzaju mającego przy wejściu mosiężne tabliczki. Rodzaju sugerującego, że nawet wytarcie butów o słomiankę będzie człowieka drogo kosztować.

— Witajcie, chłopcy.

Odwrócili się wszyscy. Dibbler uśmiechał się do nich znad tacy prawdopodobnie kiełbasek i bułek. Obok stało kilka worków.

— Przepraszamy za spóźnienie — powiedział Buog. — Ale nigdzie nie mogliśmy znaleźć pańskiego biura.

Dibbler szeroko rozłożył ręce.

— To jest moje biuro — oświadczył z dumą. — Plac Sator! Tysiące stóp kwadratowych powierzchni! Znakomita komunikacja! Kwitnący handel! Przymierzcie je — dodał, otwierając jeden z worków. — Musiałem rozmiar ocenić na oko.

Były czarne, uszyte z taniej bawełny. Jedna miała rozmiar XXXXL.

— Koszulka ze słowami? — zdziwił się Buddy.

— „Grupa z Wykrokiem” — odczytał powoli Klif. — Zaraz, to przecież my!

— Po co nam to potrzebne? — spytał Buog. — Przecież wiemy, kim jesteśmy.

— Reklama — wyjaśnił Dibbler. — Zaufajcie mi. — Włożył do ust brązowy wałek i zapalił koniec. — Noście je dziś wieczorem. Czy nie znalazłem wam lokalu?

— Znalazł pan? — spytał Buddy.

— Przecież powiedziałem.

— Nie, pan nas zapytał — odparł Buog. — A skąd mamy wiedzieć?

— Czy jest tam ta cała liberia po bokach? — upewnił się Klif. Dibbler znowu nabrał tchu.

— To świetne miejsce i zbierze się świetna publiczność. A poza tym dostaniecie… — Spojrzał na ich szczere, otwarte twarze. — Dziesięć dolarów powyżej stawek gildii. Co wy na to?

Buog rozciągnął wargi w radosnym uśmiechu.

— Znaczy, na każdego?

Dibbler raz jeszcze przyjrzał się im z satysfakcją.

— Ależ… nie — powiedział. — Tak nie można. Dziesięć dolarów do podziału. Znaczy, bądźcie poważni. Musicie się pokazywać…

— Już o tym żeśmy mówili — przypomniał sobie Klif. — Gildia Muzykantów skoczy nam do gardła.

— Nie w tym lokalu. Gwarantuję.

— Więc gdzie to jest? — chciał wiedzieć Buog.

— A jesteście gotowi?

Zamrugali niepewnie. Dibbler uśmiechnął się radośnie i dmuchnął kłębem brudnego dymu.

— Grota!

* * *

„Rytm nie ustawał…

Oczywiście, nieuniknione byty pewne mutacje…”

— Gortlick i Hammerjug byli autorami piosenek, członkami Gildii Muzykantów z terminowo opłaconymi składkami. Pisali pieśni dla krasnoludów na wszelkie okazje.

Niektórzy twierdzą, że nie jest to trudna praca — wystarczy zapamiętać, jak się pisze „złoto”, jednak to nieco cyniczna opinia. Teksty wielu krasnoludzich pieśni zawierają głównie wersy w rodzaju „Złoto, złoto, złoto”*, ale wszystko polega na intonacji. Krasnolu-dy znają tysiące słów oznaczających „złoto”, ale użyją dowolnego z nich w trudnej sytuacji — na przykład kiedy zobaczą złoto, które nie należy do nich.

Mieli niewielkie biuro przy alei Blaszanej Pokrywki, gdzie zwykle siedzieli po dwóch stronach kowadła i tworzyli popularne piosenki, przy których wesoło się kopie.

— Gort…

— Co?

— Co powiesz na to? Hammerjug odchrząknął.

„Jestem twardy i zły, i jestem twardy i zły, i jestem twardy i zły, i jestem twardy i zły, I ja razem z kolegami możemy zbliżać się do was w kapeluszach włożonych tyłem do przodu, bardzo groźnie, Yo!”

Gortlick w zadumie przygryzł koniec swego kompozytorskiego młotka.

— Niezły rytm — pochwalił. — Ale nad tekstem trzeba popracować.

— Chodzi ci o więcej „złoto, złoto, złoto”?

— Ta-ak. Myślałeś już, jak to nazwiesz?

— No… eee… rab. Muzyka rabowa.

— Dlaczego rabowa? Hammerjug zrobił zakłopotaną minę.

— Trudno powiedzieć — przyznał. — Taka myśl jakoś mnie naszła.

Gortlick pokręcił głową. Krasnoludy były rasą ryjącą i kopiącą. Rabunek to często stosowana technika pracy, ale czy to się nada na muzykę? Chyba wiedział, co lubią jego rodacy.

— Dobra muzyka musi mieć w sobie coś wybuchowego — stwierdził. — Bez wybuchu nic nie osiągniesz.

— No dobrze — teksty wszystkich krasnoludzich pieśni. Oprócz tej o Hejho.

* * *

— Ale spokojnie, tylko spokojnie — mówił Dibbler. — To przecież największy lokal w Ankh-Morpork. Dlatego tam. Nie bardzo rozumiem, o co wam chodzi…

— Grota? — wrzasnął Buog. — Należy do trolla Chryzopraza, o to nam chodzi!

— Mówią, że jest ojcem chrzestnym w Brekcji — dodał Klif.

— Chwileczkę… nikf mu niczego nie udowodnił…

— Tylko dlatego, że ciężko coś udowadniać, kiedy wydłubią ci dziurę w głowie i wcisną do niej twoje stopy!

— Ależ skąd te uprzedzenia? Tylko dlatego, że jest trollem… — zaczął Dibbler.

— Ja żem jest trollem! Dlatego mogę być uprzedzony do trolli, jasne? A z niego jest twarda żyła macierzysta! Podobno jak znaleźli gang d’Olomita, żaden z nich nie miał zębów.

— Ale co to jest Grota? — dopytywał się Buddy.

— Miejsce trolli — wyjaśnił Klif. — Mówią…

— Będzie świetnie — przerwał mu Dibbler. — Po co te zmartwienia?

— To również kasyno gry![20]

— Za to gildia tam nie zagląda. Przynajmniej jeżeli wie, co jest dla niej dobre.

— A ja też wiem, co jest dla mnie dobre! — krzyknął Buog. — Jestem prawdziwym ekspertem w tej kwestii. I dla mnie dobre jest niezaglądanie do trollowej nory!

— Pod Bębnem rzucali w ciebie toporami — przypomniał rozsądnie Dibbler.

— Tak, ale tylko dla zabawy. Nikt tak naprawdę nie celował.

— Zresztą — dodał Klif — tylko trolle i strasznie głupi młodzi ludzie tam zaglądają. Oni myślą, że sprytnie jest pić w trollowym barze. Nie zbierzemy publiczności.

Dibbler postukał palcem w bok nosa.

— Wy gracie — rzekł. — Ja załatwiam publiczność. To-moja robota.

— Drzwi nie są dość duże, żebym się w nich zmieścił — burknął Buog.

вернуться

20

Gry hazardowe trolli są jeszcze prostsze od australijskich. Do najpopularniejszych należy Jedna w Górę, polegająca na rzucaniu w górę monety i obstawianiu, czy dnie z powrotem.

1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)