Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Muzyka duszy [Soul Music - pl]
Muzyka duszy [Soul Music - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Muzyka duszy [Soul Music - pl]

Электронная книга - «Muzyka duszy [Soul Music - pl]». Краткое содержание книги:

Inne dzieci dostawały w prezencie cymbałki. Susan musiała tylko prosić dziadka, żeby zdjął kamizelkę…

Tak. Ma Śmierć w rodzinie.
Trudno jest normalnie dorastać, kiedy dziadek jeździ na białym koniu i dzierży kosę — zwłaszcza gdy trzeba przejąć rodzinny interes, a jedyny pomocnik mówi tylko po szczurzemu.
A już szczególnie wtedy, kiedy ma się do czynienia z nową, uzależniającą muzyką, która pojawiła się w Świecie Dysku.
Jest bezprawna. I zmienia ludzi.
Nazywana jest „Muzyką z wykrokiem”.
Ma rytm i można przy niej tańczyć, ale…
Jest… żywa.
I nie chce ucichnąć.
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 79
Перейти на страницу:

— Nie. Muzyka powinna być za darmo. Tak jak powietrze i niebo. Buog odwrócił głowę. W głosie Buddy’ego pobrzmiewała delikatna sugestia rezonansu.

— Pewnie, pewnie, zawsze to mówiłem — zgodził się Dibbler. — Gildia…

Buddy wyprostował nogi i wstał.

— Przypuszczam, że ludzie musieli płacić, żeby się tu dostać. Prawda? — zapytał.

Buog zerknął na pozostałych. Nikt chyba tego nie zauważył, ale słowa Buddy’ego pobrzękiwały, dźwięczały jak struny.

— Ach, to… Oczywiście. Trzeba pokryć wydatki. Są wasze honoraria… i podłoga się zużywa… ogrzewanie i oświetlenie… amortyzacja…

Ryk rozlegał się coraz głośniej. Pojawiła się w nim dodatkowa składowa tupania.

Dibbler przełknął ślinę. Jego twarz przybrała wyraz człowieka, który gotów jest ponieść najwyższą ofiarę.

— Mógłbym… może zapłacić wam więcej… może dolara… — wykrztusił, a każde słowo, musiało walczyć, by wydostać się z twierdzy jego umysłu.

— Jeśli teraz wejdziemy na scenę, to chce, żebyśmy wystąpili jeszcze raz — oświadczył Buddy.

Buog podejrzliwie przyglądał się gitarze.

— Co? Żaden problem. Szybko załatwię… — zaczął Dibbler. — Za darmo.

— Za darmo? — Słowa przemknęły się poza zęby Dibblera, nim zdążył zamknąć usta. Zmobilizował się błyskawicznie. — Nie chcecie zapłaty? Oczywiście, jeśli to…

Buddy nie poruszył się nawet.

— Chodzi mi o to, że my nie dostajemy pieniędzy, a ludzie nie muszą płacić za to, że słuchają. Tylu ludzi, ile to tylko możliwe.

— Za darmo?

— Tak!

— A gdzie tu miejsce na zysk?

Pusta butelka po piwie zadygotała na stoliku i roztrzaskała się o podłogę. Troll zajrzał przez drzwi — a przynajmniej jego część zajrzała. Nie mógłby wejść do środka, nie wyrywając przy tym futryny, ale nie wyglądał, jakby miał się przed tym zawahać.

— Pan Chryzopraz mówić: Co się dzieje? — warknął groźnie.

— Ehm…

— Pan Chryzopraz nie lubić czekać.

— Wiem, już…

— On być smutny, kiedy czekać…

— No dobrze! — wrzasnął Dibbler. — Za darmo! Ale gardło sobie tym podrzynam. Zdajecie sobie sprawę?

Buddy zagrał jakiś akord. Zdawało się, że muzyka pozostawia za sobą w powietrzu drobne iskierki.

— Idziemy — rzucił cicho.

— Znam to miasto — mamrotał do siebie Dibbler, kiedy Grupa z Wykrokiem ruszyła na wibrującą scenę. — Wystarczy powiedzieć, że coś jest za darmo, a zlecą się ich tysiące…

Będą chcieli coś zjeść, odezwał się głos w jego głowie. Aż brzęk-nął.

Będą chcieli się napić.

Będą chcieli kupić koszulki Grupy z Wykrokiem.

Wargi Dibblera bardzo powoli rozciągnęły się w uśmiechu.

— Darmowy festiwal — stwierdził. — Oczywiście! To nasz obywatelski obowiązek. Muzyka powinna być za darmo. A kiełbaski w bułce będą po dolarze, musztarda dodatkowo. Może po dolar pięćdziesiąt. A i tak gardło sobie przy tym podrzynam.

* * *

Za kulisami krzyki publiczności tworzyły lity mur dźwięku.

— Dużo ich tam — stwierdził Buog. — Jeszcze nigdy w życiu nie grałem dla tylu naraz. Asfalt układał na scenie kamienie Klifa. Dostał burzliwe oklaski i sporo gwizdów.

Buog zerknął na Buddy’ego. Chłopak ani na chwilę nie wypuścił z rąk gitary. Krasnoludy nie mają skłonności do głębokich przemyśleń, ale Buog uświadomił sobie nagłe, że chciałby się znaleźć daleko stąd, najlepiej w jaskini.

— Powodzenia, chłopaki — odezwał się cichy głos za jego plecami. Jimbo bandażował Crashowi rękę.

— Eee… Dzięki — odpowiedział Klif. — Co ci się stało?

— Czymś w nas rzucili — wyjaśnił Crash. — Czym?

— Chyba Noddym.

Widoczny fragment twarzy Crasha rozpromienił się nagle w szerokim i strasznym uśmiechu.

— Ale dokonaliśmy tego! Zagraliśmy im muzykę z wykrokiem! A ten kawałek, kiedy Jimbo roztrzaskał gitarę… Uwielbiali to!

— Roztrzaskał gitarę?

— Tak — potwierdził Jimbo z dumą prawdziwego artysty. — O Scuma.

Buddy zamknął oczy. Klif miał wrażenie, że widzi otaczające go bardzo delikatne lśnienie, jakby rzadką mgiełkę. Unosiły się w niej maleńkie punkciki światła.

Czasami Buddy wydawał się bardzo elfi.

Ze sceny zszedł Asfalt.

— Wszystko gotowe.

Spojrzeli na Buddy’ego.

Stał nieruchomo z zamkniętymi oczami, jakby zasnął na stojąco.

— Czyli… Wychodzimy tam, prawda? — upewnił się Buog.

— Tak, wychodzimy — powtórzył Klif. — Zgadza się, Buddy? Powieki Buddy’ego uniosły się nagle.

— Zróbmy krok — szepnął.

Klif sądził dotąd, że jest głośno, ale kiedy wyszedł na scenę, hałas uderzył go niczym maczuga.

Buog chwycił róg. Klif usiadł i uniósł młotki.

Buddy stanął na środku i — ku zdumieniu Klifa — znieruchomiał, wpatrzony we własne stopy.

Oklaski zaczęły przycichać.

Aż wreszcie umilkły zupełnie. Wielką salę wypełniła cisza setek ludzi równocześnie wstrzymujących oddech.

Buddy poruszył palcami.

Zagrał trzy proste akordy.

Uniósł głowę.

— Witaj, Ankh-Morpork!

Klif poczuł, że muzyka wzbiera w nim, że pcha go do tunelu ognia, iskier i podniecenia. Uderzył młotkami. I zabrzmiała muzyka z wykrokiem.

* * *

G.S.P. Dibbler stał na ulicy, żeby nie słyszeć wykrokowej muzyki. Palił cygaro i obliczał zyski na odwrocie zaległego rachunku za czerstwe bułki. Po kolei. Przede wszystkim musi to być gdzieś na dworze, żeby nie płacić za najem… Jakieś dziesięć tysięcy ludzi, jedna kiełbaska w bułce na każdego po dolar pięćdziesiąt, nie, powiedzmy dolar siedemdziesiąt pięć, musztarda dziesięć pensów dodatkowo… dziesięć tysięcy koszulek Grupy z Wykrokiem po pięć dolarów sztuka, nie, lepiej po dziesięć dolarów… i jeszcze wynajem miejsca pod stragany innych handlarzy, bo przecież ludzi, którzy lubią wykrokową muzykę, można namówić, żeby kupili wszystko…

Słyszał, że ulicą zbliża się koń. Nie zwracał na niego uwagi, dopóki nie zabrzmiał damski głos.

— Jak się tam dostać?

— Nie ma szans — odparł Dibbler, nie odwracając głowy. Nawet plakaty Grupy z Wykrokiem. Ludzie proponowali po trzy dolary za same plakaty, a troll Kreduła może wypuścić setkę za…

Uniósł głowę. Koń, wspaniały biały rumak, przyglądał mu się bez zainteresowania.

Dibbler rozejrzał się niespokojnie.

— Gdzie ona poszła?

* * *

Paru trolli stało tuż za drzwiami wejściowymi. Susan ich zignorowała. Oni też ją zignorowali.

* * *

Na widowni Stibbons rozejrzał się w obie strony i ostrożnie otworzył drewnianą skrzynkę.

Naciągnięta wewnątrz struna zaczęła wibrować.

— To się nie zgadza! — krzyknął Ridcully’emu do ucha. — To wbrew prawom rozchodzenia się dźwięku!

— Może to nie są prawa! — wrzasnął Ridcully. Ludzie oddaleni o stopę już go nie słyszeli. — Może to tylko wskazówki!

— Nie! Muszą być jakieś prawa!

Ridcully spostrzegł, że rozentuzjazmowany dziekan próbuje wdrapać się na scenę. Wielkie trollowe stopy Asfalta wylądowały mu ciężko na palcach.

— O… dobry ruch, nie ma co — stwierdził.

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)