Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Muzyka duszy [Soul Music - pl]
Muzyka duszy [Soul Music - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Muzyka duszy [Soul Music - pl]

Электронная книга - «Muzyka duszy [Soul Music - pl]». Краткое содержание книги:

Inne dzieci dostawały w prezencie cymbałki. Susan musiała tylko prosić dziadka, żeby zdjął kamizelkę…

Tak. Ma Śmierć w rodzinie.
Trudno jest normalnie dorastać, kiedy dziadek jeździ na białym koniu i dzierży kosę — zwłaszcza gdy trzeba przejąć rodzinny interes, a jedyny pomocnik mówi tylko po szczurzemu.
A już szczególnie wtedy, kiedy ma się do czynienia z nową, uzależniającą muzyką, która pojawiła się w Świecie Dysku.
Jest bezprawna. I zmienia ludzi.
Nazywana jest „Muzyką z wykrokiem”.
Ma rytm i można przy niej tańczyć, ale…
Jest… żywa.
I nie chce ucichnąć.
1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 79
Перейти на страницу:

— Co? Tak. — Myślak cofnął się. — To chyba nic złego, prawda? Znaczy… przecież jesteśmy na uniwersytecie.

Ridcully podrapał się za uchem. Ten młodzik ma rację, naturalnie. Trzeba wpuszczać tych drani, nie da się tego zakazać. Osobiście starał się ich unikać, gdy tylko mógł — podobnie jak reszta wykładowców. Czasem nawet uciekali przed nimi albo chowali się za drzwiami, gdy tylko ich widzieli. Podobno wykładowca run współczesnych wolał raczej ukryć się w szafie, niż rozpocząć wykład.

— Lepiej ich sprowadź — polecił. — Chyba straciłem swoje ciało.

— Nigdy bym się nie domyślił, nadrektorze — odparł uprzejmie Myślak.

— Co?

— Słucham?

Spojrzeli na siebie z pełnym niezrozumieniem — dwa umysły podążające w przeciwnych kierunkach i czekające, żeby ten drugi ustąpił.

— Ciało profesorskie — wyjaśnił w końcu Ridcully. — Dziekana i całą resztę. Zupełnie wypadli z trasy. Nie kładli się całą noc, grali na gitarach i co tam jeszcze. Dziekan zrobił sobie płaszcz ze skóry.

— Cóż, skóra to bardzo praktyczny i funkcjonalny materiał…

— Nie kiedy on go używa — rzekł posępnie Ridcully.

[…Dziekan odstąpił. Wypożyczył manekin krawiecki od pani Whitlow, gospodyni.

Dokonał pewnych zmian w projekcie jarzącym mu się w myślach. Przede wszystkim mag z samej głębi swej duszy czuje niechęć do noszenia szat, które nie sięgają przynamniej do kostek. Dlatego miał do dyspozycji całkiem dużo skóry. Dość miejsca na wszystkie ćwieki.

Zaczął od: DZIEKAN.

To ledwie zaczęło wypełniać przestrzeń. Po krótkim namyśle dodał: ZRODZONY BY i zostawił wolne miejsce, bo nie był całkiem pewien, do czego został zrodzony. ZRODZONY BY JEŚĆ SOLIDNE KOLACJE jakoś nie wydawało się odpowiednie.

Po dłuższym namyśle spróbował ŻYĆ SZYBO KUM RŻEĆ MO-DOŁ. Widział, że nie jest to całkiem poprawnie; przygotowując dziury pod ćwieki, odwrócił materiał na lewą stronę i trochę stracił orientację, w jakim kierunku się przesuwa.

Oczywiście, nie miało znaczenia, w jakim kierunku się człowiek porusza, byle nie stać w miejscu. O to właśnie chodzi w muzyce wykrokowej…]

— …A runy współczesne siedzi w swoim pokoju i wali w bębny. Cała reszta kupiła sobie gitary, a to, co kwestor zrobił z dołem swojej szaty, jest naprawdę dziwaczne — opowiadał Ridcully. — Jeszcze bibliotekarz. Włóczy się wszędzie i podkrada różne rzeczy, i nikt w ogóle nie słucha, co mówię.

Przyjrzał się studentom. Był to niepokojący widok, nie tylko z powodu naturalnego wyglądu studentów. Oto bowiem miał przed sobą ludzi, którzy — kiedy ta przeklęta muzyka zmuszała wszystkich do tupania nogami — przez całą noc siedzieli tu i pracowali.

— A co wy właściwie robicie? — zainteresował się nagle. — Ty… jak ci na imię?

Przyszły mag, wskazany oskarżycielskim palcem nadrektora, skulił się nerwowo.

— Eee… Um… Wielki Wariat Drongo — odparł, mnąc w dłoniach rondo kapelusza.

— Wielki. Wariat. Drongo — powtórzył Ridcully. — Tak się nazywasz, co? To masz wyszyte na koszuli?

— Em… Nie, panie nadrektorze.

— A co?

— Adrian Rzepiszcz, nadrektorze.

— Więc dlaczego mówią o panu Wielki Wariat Drongo, panie Rzepiszcz?

— Eee… Tego…

— Raz wypił cały kufel shandy — wyjaśnił Stibbons, który miał dość przyzwoitości, by zrobić zakłopotaną minę.

Ridcully obrzucił go wystudiowanie obojętnym wzrokiem. Cóż, muszą wystarczyć.

— No dobrze, moi drodzy — rzekł. — Co o tym powiecie? Wyjął spod szaty kufel po piwie z Załatanego Bębna, z podstawką umocowaną do otworu kawałkiem sznurka.

— Co pan tam ma, nadrektorze? — zdziwił się Stibbons.

— Kawałek muzyki, mój chłopcze.

— Muzyki? Przecież nie można w ten sposób złapać muzyki.

— Chciałbym być takim mądrym spryciarzem jak ty i wszystko wiedzieć — burknął Ridcully. — Ta wielka kolba… Ta, co tam stoi. Ty, Wielki Wariacie Adrianie, otwórz ją i bądź gotów zatrzasnąć pokrywkę, kiedy powiem. Gotów, Wariacki Adrianie? Już!

Gdy tylko Ridcully zerwał podstawkę, zabrzmiał krótki, gniewny akord. Nadrektor szybko opróżnił kufel. Wariat Drongo Adrian, absolutnie przerażony, zatrzasnął pokrywkę.

Wtedy usłyszeli… Usłyszeli uparty cichy rytm odbijający się od wewnętrznych ścian szklanej kolby.

Studenci zajrzeli do środka.

Coś tam było… Jakby ruch powietrza…

— Złapałem ją wczoraj wieczorem Pod Bębnem.

— To niemożliwe — stwierdził Myślak. — Nie można w ten sposób chwytać muzyki.

— Przecież to nie klatchiańska mgła, mój chłopcze.

— I od wczoraj znajdowała się w tym kuflu?

— W samej rzeczy.

— Ale tak się nie da!

Myślak wyglądał na całkiem załamanego. Istnieją ludzie, którzy rodzą się z instynktowną wiarą, że wszechświat jest wytłuma-czalny.

Ridcully poklepał go po ramieniu.

— Nie sądziłeś chyba, że życie maga będzie łatwe, co?

Myślak popatrzył na kolbę, po czym z determinacją zacisnął wargi.

— Słusznie! Rozpracujemy to! Pewnie ma to jakiś związek z częstotliwością. Tak jest! Stęż Straszny, przynieś kryształową kulę! Skazz, skocz po szpulkę stalowego drutu! To musi być częstotliwość!

* * *

Grupa z Wykrokiem przespała noc w schronisku dla samotnych mężczyzn w bocznej alejce przy Błyskotnej. Fakt ten zainteresowałby z pewnością czterech egzekutorów Gildii Muzykantów siedzących przed fortepianokształtną dziurą w ścianie przy Drodze Fedry.

* * *

Susan szła przez komnaty Śmierci, wrząc nieco z gniewu i odrobiny lęku, która czyni gniew jeszcze gorszym. Jak ktoś w ogóle może nawet myśleć w ten sposób? Jak może komuś wystarczać rola personifikacji ślepej mocy? Nadeszła pora na pewne zmiany…

Jej ojciec starał się dokonać zmian. Ale tylko dlatego, że był — szczerze mówiąc — trochę ckliwy.

Królowa Keli ze Sto Lat nadała mu tytuł diuka Sto Helit. Susan wiedziała, co to znaczy: diuk pochodził od dawnego określenia „wodza wojennego”. Ale jej ojciec z nikim nie walczył. Miała wrażenie, że cały swój czas poświęcał na podróże od jednego nędznego miasta-państwa do drugiego, na całych Równinach Sto, i tylko rozmawiał z ludźmi, starając się ich przekonać do rozmów z innymi ludźmi. O ile Susan pamiętała, nigdy nikogo nie zabił, choć mógł kilku polityków zagadać na śmierć. Jej zdaniem nie było to zajęcie odpowiednie dla wodza. To prawda, ostatnio nie wybuchały te wszystkie głupie drobne wojny, ale to… jak by tu… to nie był sposób na bohaterskie życie.

Przeszła przez salę życiomierzy. Nawet te na najwyższych półkach grzechotały cicho, gdy je mijała.

Będzie ratować życia. Dobrych można ocalić, źli mogą umierać młodo. I wszystko się jakoś wyrówna. Jeszcze mu pokaże. A co do odpowiedzialności, cóż… ludzie zawsze dokonywali zmian. Na tym polega bycie człowiekiem.

Otworzyła kolejne drzwi i wkroczyła do biblioteki.

To pomieszczenie było nawet większe niż sala życiomierzy. Regały wyrastały niczym skalne urwiska, a sklepienie kryło się we mgle.

Oczywiście, tłumaczyła sobie, dziecinną byłaby wiara, że może wkroczyć, machając kosą niby czarodziejską różdżką, i w ciągu jednej nocy uczynić świat lepszym. To wymaga czasu. Dlatego zacznie od czegoś małego i będzie posuwać się coraz wyżej.

Wyciągnęła rękę.

1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)