Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Muzyka duszy [Soul Music - pl]
Muzyka duszy [Soul Music - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Muzyka duszy [Soul Music - pl]

Электронная книга - «Muzyka duszy [Soul Music - pl]». Краткое содержание книги:

Inne dzieci dostawały w prezencie cymbałki. Susan musiała tylko prosić dziadka, żeby zdjął kamizelkę…

Tak. Ma Śmierć w rodzinie.
Trudno jest normalnie dorastać, kiedy dziadek jeździ na białym koniu i dzierży kosę — zwłaszcza gdy trzeba przejąć rodzinny interes, a jedyny pomocnik mówi tylko po szczurzemu.
A już szczególnie wtedy, kiedy ma się do czynienia z nową, uzależniającą muzyką, która pojawiła się w Świecie Dysku.
Jest bezprawna. I zmienia ludzi.
Nazywana jest „Muzyką z wykrokiem”.
Ma rytm i można przy niej tańczyć, ale…
Jest… żywa.
I nie chce ucichnąć.
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 79
Перейти на страницу:

— Dobrze — rzucił Buddy.

— Świetnie! Wspaniale! Razem stworzymy znakomitą muzykę. A przynajmniej wy, chłopcy, stworzycie.

Dibbler wyciągnął kartkę papieru i ołówek. W jego oczach za-ryczał lew.

* * *

Gdzieś wysoko w Ramtopach Susan wjechała na Pimpusiu ponad warstwę chmur.

— Jak on może tak mówić? — zapytała. — Bawi się ludzkim życiem, a potem opowiada o obowiązku.

* * *

W Gildii Muzykantów paliły się wszystkie światła. Butelka ginu zagrała werbel na krawędzi szklanki. Potem zabębniła krótko na blacie, kiedy Satchmon ją odstawił.

— Czy ktoś wie, kim oni są, do wszystkich piekieł? — spytał pan Clete, kiedy przy drugiej próbie Satchmon zdołał chwycić szklankę.

— Ktoś przecież musi wiedzieć!

— Chłopaka nie znam — odparł Satchmon. — Nikt go tu wcześniej nie widział. A ten… ten… No, zna pan trolle. Może być każdym.

— Jeden z nich to z całą pewnością bibliotekarz z uniwersytetu — stwierdził Herbert „Klawesyn” Szurnoog, bibliotekarz Gildii Muzykantów.

— Na razie możemy dać sobie z nim spokój — uznał Clete. Jego towarzysze pokiwali głowami. Nikt nie miał ochoty próbować pobić bibliotekarza, jeśli miał pod ręką kogoś mniejszego.

— Co z krasnoludem?

— Hm…

— Ktoś mówił, że to chyba Buog Buogsson. Mieszka gdzieś przy Drodze Fedry…

— Weźcie paru chłopców i idźcie tam natychmiast — warknął Clete. — Trzeba im wyjaśnić obowiązki muzyków w tym mieście. Natychmiast. Hat, hat, hat.

* * *

Muzycy szli spiesznie przez mrok, oddalając się od gwaru Załatanego Bębna.

— Bardzo był miły — stwierdził Buog. — Nie tylko dostaliśmy nasze honorarium, ale dodał nam jeszcze dwadzieścia dolarów a konto przyszłej setki, którą zarobimy.

— On chyba powiedział — wtrącił Klif — że daje nam dwadzieścia dolarów, a oddamy z odsetkami.

— To przecież na jedno wychodzi, prawda? I mówił, że załatwi nam inne występy. Czytaliście kontrakt?

— A ty?

— Były tam bardzo małe literki — mruknął Buog. I natychmiast się rozpromienił. — Za to było ich bardzo dużo. To musi być dobry kontrakt, skoro tak dużo jest na nim napisane.

— Bibliotekarz uciekł — przypomniał Buddy. — Strasznie dużo uukał, a potem uciekł.

— Cha, cha! Potem będzie żałował. Ludzie go kiedyś zapytają, a on powie: Wiecie, odszedłem, zanim stali się sławni.

— Powie: Uuk.

— Zresztą i tak fortepian wymaga napraw.

— Jasne — zgodził się Klif. — Wiecie, kiedyś żem widział gościa, co skleja różne rzeczy z zapałek. On by to mógł naprawić.

Parę dolarów zmieniło się w dwie porcje baraniej korma i smołowe yindaloo w Ogrodach Curry, plus butelka wina tak zmieszanego z chemikaliami, że nawet Klif mógł je pić.

— Potem — rzekł Buog, kiedy siedzieli, czekając na zamówione dania — znajdziemy sobie nowe mieszkanie.

— A co ci się nie podoba w starym?

— Ma w drzwiach dziurę w kształcie fortepianu.

— Przecie żeś ją sam wyrąbał.

— Co z tego?

— Gospodarz nie będzie narzekał?

— Pewnie że będzie. Od tego są gospodarze. Zresztą wspinamy się na szczyty, chłopaki. Czuję to w swojej wodzie.

— Myślałem, że jesteś szczęśliwy, kiedy ci płacą — wtrącił Buddy.

— Owszem. Zgadza się. Ale jestem jeszcze szczęśliwszy, kiedy mi płacą dużo.

Gitara zabrzęczała. Buddy sięgnął po nią i trącił strunę. Buog upuścił nóż.

— To brzmiało jak fortepian! — zawołał.

— Myślę, że potrafi brzmieć jak cokolwiek — odparł Buddy. — A teraz zna już fortepian.

— Magia — uznał Klif.

— Oczywiście, magia — zgodził się Buog. — Cały czas to powtarzam. Niezwykły instrument znaleziony w zakurzonym starym sklepie w burzliwą noc…

— Nie była burzliwa — przypomniał mu Klif.

— …musi być… No tak, rzeczywiście… Ale trochę padało. Musi być choć odrobinę magiczny. Założę się, że gdybyśmy teraz wrócili, sklepu już by nie było. To by was przekonało. Wszyscy wiedzą, że rzeczy kupione w sklepach, których nie ma już następnego dnia, są wściekle tajemnicze i zesłane przez Los. Los uśmiecha się do nas. Może.

— Coś z nami robi — rzekł Klif. — Mam nadzieję, że się uśmiecha.

— A pan Dibbler obiecał, że na jutro załatwi nam wyjątkową salę.

— To dobrze — stwierdził Buddy. — Musimy grać.

— Jasne — zgodził się Klif. — Gramy. To nasza praca.

— Ludzie powinni słyszeć muzykę.

— Jasne. — Klif trochę się zdziwił. — Pewno. Oczywiście. Tego właśnie chcemy. I jeszcze żeby płacili.

— Pan Dibbler nam pomoże — zapewnił Buog, zbyt pochłonięty myślami, by zauważyć dziwny ton głosu Buddy’ego. — Musi mu się dobrze powodzić. Ma biuro przy placu Sator. Tylko najlepsze firmy mogą sobie na to pozwolić.

* * *

Wstał nowy dzień.

Ledwie zdążył zakończyć wstawanie, gdy Ridcully przeszedł szybko po zroszonej trawie uniwersyteckiego ogrodu i zastukał mocno do drzwi budynku Magii Wysokich Energii.

Na ogół unikał tego miejsca. Nie dlatego że nie rozumiał, czym naprawdę zajmują się tam młodzi magowie, ale mocno podejrzewał, że oni też nie rozumieją. Miał wrażenie, że bardzo się cieszą, kiedy mają coraz mniej i mniej pewności co do świata. Przychodzili na przykład na kolację i mówili coś w stylu: „O rany, właśnie obaliłem teorię thaumicznej imponderabilności Marrowleafa”, jakby to był powód do dumy, a nie wyjątkowa nieuprzejmość.

W dodatku cały czas opowiadali o rozbiciu thaumu, najmniejszej cząstki magii. Nadrektor nie widział w tym sensu. Tyle że wszędzie dookoła będą odłamki. Co komu z tego przyjdzie? Wszechświat i tak jest marnie skonstruowany, nawet bez ludzi, którzy starają się w nim grzebać. Drzwi się uchyliły.

— Ach, to pan, nadrektorze.

Ridcully pchnął drzwi i otworzył je szerzej.

— Dzień dobry, Stibbons. Cieszę się, że tak wcześnie już pracujesz.

Myślak Stibbons, najmłodszy członek ciała profesorskiego, zamrugał, patrząc na jasne niebo.

— To już rano? — zdziwił się.

Ridcully przecisnął się obok niego do wnętrza MWE. Dla tradycyjnego maga było to obce terytorium. Nigdzie nie widział ani czaszki, ani cieknącej świecy; ten akurat pokój wyglądał jak laboratorium alchemika, które uległo nieuniknionemu wybuchowi i wylądowało w kuźni.

Nie podobała mu się też szata Stibbonsa. Miała odpowiednią długość, ale kolor spranej bladej zieleni, mnóstwo kieszeni, kołków i kaptur z brzegiem obszytym króliczym futrem. Nie było na niej żadnych cekinów, klejnotów ani mistycznych symboli. Ani jednego… tylko ciemna plama w miejscu, gdzie przeciekało pióro.

— Wychodziłeś ostatnio? — spytał Ridcully.

— Nie, nadrektorze. Ehm… A powinienem? Byłem zajęty pracą przy moim urządzeniu Zrób To Większe. Wie pan, pokazywałem przecież…[19]

— Tak, tak. — Ridcully rozejrzał się niespokojnie. — Kto tu jeszcze pracuje?

— No… jestem ja, Stęż Straszny, Skazz i Wielki Wariat Drongo. Chyba…

Ridcully zamrugał niepewnie.

— Co to za jedni? — zdziwił się. A potem z głębin pamięci wypłynęła przerażająca odpowiedź. Tylko pewien bardzo szczególny gatunek używał takich imion. — Studenci?

вернуться

19

Chociaż bez oszałamiających rezultatów. Stibbons przez cale tygodnie szlifował soczewki i dmuchał szkło, aż w końcu zbudował urządzenie, które pokazywało gigantyczną liczbę maleńkich zwierzątek żyjących w kropli wody z rzeki Ankh. Nadrektor popatrzył i stwierdził, że wszystko, w czym może istnieć tak wiele życia, musi być zdrowe.

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)