Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Muzyka duszy [Soul Music - pl]
Muzyka duszy [Soul Music - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Muzyka duszy [Soul Music - pl]

Электронная книга - «Muzyka duszy [Soul Music - pl]». Краткое содержание книги:

Inne dzieci dostawały w prezencie cymbałki. Susan musiała tylko prosić dziadka, żeby zdjął kamizelkę…

Tak. Ma Śmierć w rodzinie.
Trudno jest normalnie dorastać, kiedy dziadek jeździ na białym koniu i dzierży kosę — zwłaszcza gdy trzeba przejąć rodzinny interes, a jedyny pomocnik mówi tylko po szczurzemu.
A już szczególnie wtedy, kiedy ma się do czynienia z nową, uzależniającą muzyką, która pojawiła się w Świecie Dysku.
Jest bezprawna. I zmienia ludzi.
Nazywana jest „Muzyką z wykrokiem”.
Ma rytm i można przy niej tańczyć, ale…
Jest… żywa.
I nie chce ucichnąć.
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 79
Перейти на страницу:

— Nie będę mówiła głosem — oznajmiła. — To tylko zbędny efekt dramatyczny, właściwie trochę głupi. Po prostu chcę dostać księgę Impa y Celyna. Dziękuję bardzo.

Wokół niej trwała biblioteczna krzątanina. Miliony książek wciąż się pisało, budząc tym szelest jakby stada karaluchów.

„Pamiętała, jak siedziała na kolanach, a raczej na poduszce leżącej na kolanach, bo same kolana były wykluczone. Patrzyła, jak kościsty palec sunie za literami tworzącymi się na stronicy. Nauczyła się czytać własne życie…”

— Czekam — powiedziała z naciskiem. Zacisnęła pięści.

IMP YCELYN, rozkazała.

Książka zmaterializowała się przed nią. Susan zdążyła ją złapać, zanim upadła na podłogę.

— Dziękuję.

Przerzuciła strony jego życia, do ostatniej. Potem cofnęła się szybko, aż znalazła jego szczegółowo opisany zgon w Bębnie. Wszystko tam było, i było nieprawdziwe. On nie zginął. Książka kłamała. Albo też — wiedziała, że to o wiele dokładniejsza interpretacja sytuacji — książka mówiła prawdę, ale rzeczywistość kłamała.

Ważniejsze jednak, że od chwili jego śmierci książka pisała muzykę. Stronę po stronie pokrywały równe pięciolinie. Gdy Susan patrzyła, serią starannych pętli wyrysował się klucz wiolinowy.

Czego chciała? Dlaczego ocaliła mu życie?

Było niezwykle ważne, by to Susan go ocaliła. Czuła tę pewność niczym igłę kompasu w umyśle. To było absolutnie konieczne. Nigdy nie spotkała go twarzą w twarz, nie zamieniła z nim ani słowa, był tylko przypadkową osobą, ale to jego musiała uratować.

Dziadek mówił, że nie powinna robić takich rzeczy. Ale co on mógł wiedzieć o czymkolwiek? Nigdy nie żył…

* * *

Blert Wheedown robił gitary. Była to spokojna praca dająca wiele satysfakcji. Na wyprodukowanie przyzwoitego egzemplarza on i Gibbsson, jego uczeń, potrzebowali około pięciu dni, jeśli tylko dysponował właściwie leżakowanym drewnem. Był człowiekiem sumiennym, który wiele lat poświęcił doskonaleniu jednego typu instrumentu muzycznego. Sam zresztą był nieprzeciętnym gitarzystą.

Według jego obserwacji, gitarzyści dzielili się na trzy kategorie. Byli więc tacy, których uważał za prawdziwych muzyków; pracowali w Operze albo w jednej z niewielkich prywatnych orkiestr. Byli śpiewacy ludowi, którzy nie umieli grać, ale to w niczym nie przeszkadzało, gdyż śpiewać też zwykle nie umieli. I wreszcie byli — hm, hm… — trubadurzy i inne zawadiackie typy; uważali, że gitara, podobnie jak czerwona róża w zębach, pudełko czekoladek czy strategicznie umieszczona para skarpet, jest tylko kolejną bronią w wojnie płci. Ci w ogóle nie grali, jeśli nie liczyć jednego czy dwóch akordów, ale byli stałymi klientami. Skacząc przez okno sypialni w ucieczce przed rozwścieczonym mężem, kochanek zwykle najmniej przejmuje się pozostawionym za sobą instrumentem.

Blert sądził, że widział już wszystkie odmiany.

Chociaż… dzisiaj z samego rana sprzedał kilka gitar magom. To niezwykłe. Niektórzy kupili nawet podręcznik gitarzysty Blerta.

Brzęknął dzwonek.

— Słucham… — Blert spojrzał na klienta i dokonał gigantycznego wysiłku umysłowego — …pana?

Nie chodziło tylko o skórzaną kamizelę. Nie chodziło tylko o bransolety z ćwiekami. Nie chodziło tylko o miecz. Nie chodziło tylko o hełm z kolcami. Chodziło o skórę i ćwieki, i miecz, i hełm. Ten klient w żaden sposób nie mógł należeć do pierwszej ani drugiej kategorii, uznał Blert.

Przybysz wszedł niepewnie, konwulsyjnie zaciskając i prostując palce. Wyraźnie nie czuł się swobodnie w sytuacjach wymagających dialogu.

— Tu sklep z gitarami? — spytał.

Blert spojrzał znacząco na produkty wiszące na ścianach i pod sufitem.

— Eee… tak?

— Chcem jednom.

Co do kategorii trzeciej, nie wyglądał na kogoś, kto przejmuje się czekoladkami i różami. Czy nawet „cześć”.

— Ehm… — Blert chwycił pierwszą z brzegu i wyciągnął przed siebie. — Taką?

— Chcem takom, co robi blam-Blam-blamma-BLAM-blammm-oooiiieee. Wiesz?

Blert spojrzał na gitarę.

— Nie jestem pewien, czy to potrafi.

Dwa wielkie łapska z czarnymi obwódkami za paznokciami wyjęły mu gitarę z rąk.

— Przepraszam, trzymają pan odwrotnie…

— Masz lustro?

— Eee… Nie.

Włochata łapa uniosła się wysoko, a potem opadła na struny.

Blert nie chciałby nigdy więcej przeżywać tych dziesięciu sekund po raz drugi. Ludziom nie powinno się pozwalać na takie traktowanie bezbronnych instrumentów muzycznych. Czuł się jak ktoś, kto wychował małego kucyka, karmił go i oporządzał jak należy, zaplatał mu ogon w warkoczyki, wypuszczał na łąkę z króliczka-mi i stokrotkami, a teraz patrzy, jak dosiada zwierzaka pierwszy jeździec z ostrogami i pejczem.

Zbir grał tak, jakby czegoś szukał. Nie znalazł, ale kiedy ucichł ostatni fałszywy akord, jego twarz przybrała desperacki wyraz człowieka, który postanowił szukać nadal.

— Dobra — stwierdził. — Ile?

Gitara kosztowała piętnaście dolarów. Ale muzyczna dusza Blerta zbuntowała się. Warknął.

— Dwadzieścia pięć dolarów. To właśnie warknął.

— Taa, dobra. To wystarczy?

Gdzieś z kieszeni został wydobyty nieduży rubin.

— Nie mam reszty — rzekł Blert. Jego muzyczna dusza wciąż protestowała, ale umysł człowieka interesu wkroczył do akcji i rozprostował ramiona. — Ale… ale dorzucę mój podręcznik gitarzysty, pasek i parę kostek, zgoda? — zaproponował. — Są tu obrazki, gdzie położyć palce i w ogóle. Bierze pan?

— Taa. Dobra.

Barbarzyńca wyszedł. Blert przyglądał się leżącemu na dłoni rubinowi.

Zadzwonił dzwonek.

Ten nie był aż tak tragiczny. Mniej ćwieków i hełm tylko z dwoma kolcami.

Blert ukrył klejnot w dłoni.

— Nie powiesz chyba, że chcesz kupić gitarę.

— Tak. Take, co robi uouiiooouuiiioouuuungngngng.

Blert rozejrzał się nerwowo.

— Tutaj mam taką — rzekł, chwytając najbliższy instrument. — Nie wiem nic o uooiiioouuiii, ale to jest mój podręcznik gitarzysty, a tutaj pas i kilka kostek, razem trzydzieści dolarów, i wiesz co jeszcze? Dorzucę za darmo miejsce między strunami. I co?

— Biere. Eee… Masz lustro? Dzwonek zadzwonił.

I znowu.

Godzinę później Blert oparł się o futrynę drzwi swego warsztatu. Na twarzy miał maniakalny uśmiech, a rękami podtrzymywał pas, by ciężar pieniędzy w kieszeniach nie ściągnął mu spodni.

— Gibbsson!

— Tak, szefie?

— Pamiętasz te gitary, które robiłeś? Kiedy dopiero się uczyłeś?

— Te, o których pan mówił, że brzmią jak kot, co wychodzi do toalety z zaszytym zadkiem, szefie?

— Wyrzuciłeś je?

— Nie, szefie. Pomyślałem, że je zachowam, a za pięć lat, kiedy będę potrafił już zrobić porządny instrument, wyciągnę je, by się porządnie pośmiać.

Blert otarł czoło. Z chusteczki wypadło kilka drobnych złotych monet.

— A gdzie je schowałeś, tak z ciekawości?

— W szopie, szefie. Razem z tym wypaczonym drewnem, co to pan mówił, że przyda się nam jak syrena w balecie.

— Przynieś je tutaj, dobrze? I to drewno.

— Ale pan mówił…

— Przynieś też piłę. A potem skocz na miasto i kup, boja wiem, parę garnców czarnej farby. I cekiny.

— Cekiny, szefie?

— Dostaniesz je w warsztacie krawieckim pani Cosmopilite. Sprawdź też, czy nie ma tych błyszczącyh ramtopowych kryształów. Aha, zapytaj, czy mogłaby nam pożyczyć swoje największe lustro.

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)