Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Muzyka duszy [Soul Music - pl]
Muzyka duszy [Soul Music - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Muzyka duszy [Soul Music - pl]

Электронная книга - «Muzyka duszy [Soul Music - pl]». Краткое содержание книги:

Inne dzieci dostawały w prezencie cymbałki. Susan musiała tylko prosić dziadka, żeby zdjął kamizelkę…

Tak. Ma Śmierć w rodzinie.
Trudno jest normalnie dorastać, kiedy dziadek jeździ na białym koniu i dzierży kosę — zwłaszcza gdy trzeba przejąć rodzinny interes, a jedyny pomocnik mówi tylko po szczurzemu.
A już szczególnie wtedy, kiedy ma się do czynienia z nową, uzależniającą muzyką, która pojawiła się w Świecie Dysku.
Jest bezprawna. I zmienia ludzi.
Nazywana jest „Muzyką z wykrokiem”.
Ma rytm i można przy niej tańczyć, ale…
Jest… żywa.
I nie chce ucichnąć.
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 79
Перейти на страницу:

— To wielkie drzwi.

— Ale dla mnie za małe, bo jeśli spróbuje mnie pan tam zawlec, musi pan wciągnąć też całą ulicę, tak się będę jej trzymał.

— Bądźcie rozsądni…

— Nie! — wrzasnął Buog. — I wrzeszczę w imieniu nas wszystkich! Gitara jęknęła.

Buddy przerzucił ją z pleców tak, żeby chwycić normalnie, i zagrał kilka akordów. To ją trochę uspokoiło.

— Wydaje mi się, że… tego… jej się podoba ten pomysł.

— Podoba jej się ten pomysł — powtórzył Buog, odrobinę ciszej. — To świetnie. A wiesz, co robią z krasnoludami, które trafią do Groty?

— Potrzebujemy pieniędzy — przypomniał mu Buddy. — A nie zrobią nam chyba nic gorszego niż gildia, jeśli zagramy gdziekolwiek indziej. I musimy grać.

Popatrzyli na siebie.

— Wiecie, chłopcy… — Dibbler wypuścił kółko z dymu. — Powinniście teraz znaleźć jakieś miłe, spokojne miejsce i posiedzieć tam do wieczora. Odpocząć trochę.

— Racja — stwierdził Klif. — Ja żem nie myślał, że przez cały czas będę nosił te kamienie…

Dibbler uniósł palec.

— Aha — rzekł. — O tym też pomyślałem. Nie chcecie chyba marnować waszych talentów na wleczenie za sobą sprzętu. Tak sobie powiedziałem. I wynająłem wam pomocnika. Bardzo tanio, tylko dolar dziennie, odciągnę to bezpośrednio z waszych wypłat, więc nie musicie się przejmować. Poznajcie Asfalta.

— Kogo? — zdziwił się Buddy.

— To ja — odezwał się worek obok Dibblera.

Rozchylił się trochę i nagle okazało się, że to wcale nie worek, ale jakiś… jak gdyby pognieciony… jakby ruchomy stos…

Buddy poczuł, że oczy mu łzawią. To coś wyglądało na trolla, ale było niższe od krasnoluda. Nie było jednak mniejsze od krasnoluda — niedostatki wzrostu Asfalt nadrabiał szerokością oraz — skoro już o tym mowa — zapachem.

— Dlaczego on taki niski? — zdziwił się Klif.

— Słoń na mnie usiadł — wyjaśnił ponuro Asfalt. Buog wytarł nos.

— Tylko usiadł?

Asfalt miał już na sobie koszulkę z napisem „Grupa z Wykro-kiem”. Była trochę ciasna na piersi, ale za to sięgała prawie do ziemi.

— Asfalt się wami zaopiekuje — poinformował Dibbler. — Nie ma takiej rzeczy, której by nie wiedział o show biznesie.

Asfalt uśmiechnął się szeroko.

— Ze mną nic wam nie grozi — zapewnił. — Pracowałem już ze wszystkimi, nie bujam. Byłem wszędzie, robiłem wszystko.

— Moglibyśmy przejść się na Fronty — zaproponował Klif. — Będzie pusto, bo uniwersytet ma wakacje.

— Dobry pomysł — pochwalił Dibbler. — Ja mam jeszcze to i owo do zorganizowania. Zobaczymy się wieczorem. W Grocie, o siódmej.

I odszedł.

— Wiecie, co w nim było zabawnego? — zapytał Buog.

— Co?

— To, jak palił tę kiełbaskę. Ciekawe, czy wiedział.

Asfalt chwycił torbę Klifa i bez wysiłku przerzucił ją sobie przez ramię.

— Idziemy, szefie.

— Słoń na tobie usiadł? — spytał Buddy, kiedy szli przez plac.

— Tak. W cyrku. Czyściłem im boksy.

— I od tego zrobiłeś się taki niski?

— Nie. Nie zrobiłem się, dopóki słoń nie usiadł na mnie trzy, cztery razy — wyjaśnił niski, płaski troll. — Nie wiem czemu. Sprzątałem po nich spokojnie, aż nagle zapadła ciemność.

— Ja tam rzuciłbym taką robotę już po pierwszym razie — stwierdził Buog.

— Nie. — Asfalt uśmiechnął się z satysfakcją. — Nie mogłem tak postąpić. Show-biznes mam w duszy.

* * *

Myślak przyjrzał się temu, co zbudowali.

— Ja też tego nie rozumiem — przyznał. — Ale… wygląda na to, że możemy ją złapać w tę strunę, a dzięki temu struna odgrywa muzykę od nowa. Taki jakby ikonograf dla dźwięku.

Umieścili strunę w drewnianym, pięknie rezonującym pudle. Wygrywało w kółko te same kilka taktów.

— Skrzynka muzyki! — zawołał Ridcully. — A niech mnie!

— Chciałbym przekonać muzyków — mówił dalej Stibbons — żeby zagrali przed całym zestawem takich strun. Może wtedy uda nam się schwytać całą muzykę.

— Ale po co? Po co?

— No… gdyby odtwarzać muzykę ze skrzynek, muzycy nie byliby więcej potrzebni.

Ridcully zawahał się. Ta wizja miała liczne zalety. Świat bez muzyków rzeczywiście wydawał się bardziej interesujący. Wjego opinii byli bandą niechlujów. Bardzo niehigieniczni…

Z ociąganiem pokręcił głową.

— Nie ten rodzaj muzyki — rzekł. — Tę muzykę chcemy powstrzymać, a nie robić jej więcej.

— A co właściwie jest w niej groźnego? — zaciekawił się Myślak.

— Jest… Nie widać tego? — zdziwił się Ridcully. — Powoduje, że ludzie dziwnie się zachowują. Noszą śmieszne ubrania. Są nieuprzejmi. Nie robią tego, co się im powie. Tak nie może być. Poza tym… pamiętaj o panu Hongu.

— Na pewno jest wyjątkowo niezwykła — przyznał Stibbons. — Możemy zdobyć jej trochę więcej? W celach badawczych? Nad-rektorze?

Ridcully wzruszył ramionami.

— Pójdziemy za dziekanem.

* * *

— Na miłość bogów — szepnął Buddy w ogromnej, pełnej ech pustce. — Nic dziwnego, że nazywają to Grotą. Jest wielka.

— Czuję się tu jak krasnolud — stwierdził Buog. Asfalt przeszedł na front sceny.

— Raz, dwa, raz, dwa — zawołał. — Raz. Raz. Raz, dwa, raz, dw…

— Trzy — podpowiedział uprzejmie Buddy. Asfalt przerwał, wyraźnie zakłopotany.

— Robiłem próbę, no wiecie, żeby sprawdzić… Próbę — mamrotał. — Próbę… tego.

— Nigdy nie wypełnimy takiej hali — zaniepokoił się Buddy. Buog zajrzał do pudła stojącego z boku sceny.

— My nie, ale one mogą — powiedział. — Popatrzcie tylko. Rozwinął afisz. Pozostali zbliżyli się zaciekawieni.

— To jest obraz nas — zdziwił się Klif. — Ktoś nas namalował.

— Wściekle wyglądamy.

— Nieźle wyszedł Buddy — zauważył Asfalt. — Kiedy tak wywija gitarą.

— Skąd się tam wzięła błyskawica i cała reszta? — zapytał Buddy.

— Nigdy nie wyglądam tak wściekle, nawet kiedy naprawdę jestem wściekły — poskarżył się Buog.

— „Nowe brzmienie na naszej scenie” — odczytał Klif, marszcząc czoło z wysiłku.

— „Grupa z Wykrokiem” — jęknął Buog. — No nie! Tam piszą, że będziemy tutaj i w ogóle! Jesteśmy zgubieni.

— „Bądź tam, jeśli nie jesteś miękkim stworzeniem w skorupie” — dokończył Klif. — Tego żem nie zrozumiał.

— W pudle są dziesiątki takich rolek — oznajmił Buog. — To afisze. Wiecie, co to znaczy? Że kazał je porozlepiać w różnych miejscach. A skoro już o tym mowa, to kiedy Gildia Muzykantów nas dorwie…

— Muzyka jest wolna — przerwał mu Buddy. — Musi być za darmo.

— Co? Nie w tym krasnoludzim mieście.

— Przynajmniej powinna być. — Buddy ustąpił trochę. — Ludzie nie powinni płacić, żeby grać muzykę.

— Racja! Chłopak ma rację! Zawsze to powtarzam. Czy nie to zawsze powtarzam? Zawsze powtarzam, nie ma co.

Dibbler wynurzył się z cienia za kulisami. Towarzyszył mu troll, który — jak odgadł Buddy — musiał być Chryzoprazem. Nie był specjalnie duży ani nawet urwisty. Wyglądał wręcz gładko i ślisko, jak kamyk znaleziony na plaży. Nie pozostał na nim nawet ślad mchu.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)