Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]
Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]

Электронная книга - «Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]». Краткое содержание книги:

Kolejna książka o Świecie Dysku. Magowie z tajnego uniwersytetu w Ankh-Morpork słyną z mądrości, talentów magicznych i zamiłowania do popołudniowej herbatki. Z całą pewnością jednak nie ceni się ich jako sportowców. Lord Vetinari, lokalny tyran, sugeruje rektorowi, że uniwersytet powinien przywrócić popularną niegdyś tradycję footballową i skomponować drużynę składającą się z kadry akademickiej i studentów. Profesorowie mają twardy orzech do zgryzienia. Muszą ustalić, dlaczego ich rodacy — niezależnie od wieku i statusu społecznego — przepadają za footballem. Muszą nauczyć się w niego grać. A następnie muszą wygrać mecz, nie korzystając z magii…
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 106
Перейти на страницу:

— DLACZEGO, CHŁOPCY, NIE PRZYNIEŚLIŚCIE STROJÓW?

Wzdłuż całego gwizdka rozjarzyły się fluorescencyjne ognie. Niebo pociemniało, a lęk pochwycił wszystkich patrzących, gdy czas się cofnął i przed nimi stanął ogromny, wrzeszczący obłąkańczo Evans Pasiasty, prowokator marnie podrabianych usprawiedliwień od matki, entuzjasta długich przebieżek w deszczu, promotor wspólnych pryszniców jako lekarstwa na młodzieńczą nieśmiałość oraz ten, który — kiedy ktoś zapomniał właściwego stroju — zmuszał go, by GRAĆ W MAJTKACH! Szacowni magowie, którzy przez dziesięciolecia stawali wobec najstraszniejszych potworów, dygotali w dziecięcym przerażeniu, a ten ryk trwał i trwał… by urwać się tak nagle, jak się zaczął.

Ridcully upadł twarzą na murawę.

— Bardzo za to przepraszam — powiedział doktor Hix, opuszczając laskę. — Nieco zły uczynek, przyznaję, ale zgodzicie się z pewnością, że w tych okolicznościach był konieczny. Pierścień z czaszką, pamiętacie? Statut uczelni… A jeśli mogę ocenić, był to ewidentny przypadek opętania przez artefakt.

Zebrani magowie, czując, że zimny pot zaczyna już wysychać, mądrze pokiwali głowami. O tak, zgodzili się, to było konieczne. Trzeba było to zrobić.

Ten werdykt zatwierdził sam Ridcully, kiedy już otworzył oczy.

— Co to było, u demona? — zapytał.

— Ehm… Dusza Evansa Pasiastego, nadrektorze — odparł Myślak. — Tak myślę.

— Tkwiła w tym gwizdku, tak? — Ridcully potarł głowę.

— Tak przypuszczam.

— A kto mnie uderzył?

Powszechne szuranie nogami i pomrukiwania wskazywały, że według demokratycznej ugody, na to pytanie najlepiej może odpowiedzieć doktor Hix.

— Była to akceptowalna zdrada, zgodna ze statutem uczelni, nadrektorze. I chętnie przyjmę ten gwizdek do Mrocznego Muzeum, jeśli nikt nie ma nic przeciw temu.

— Pewnie, pewnie — zgodził się Ridcully. — Zauważył problem i go rozwiązał. Zuch chłopak.

— Myśli pan, nadrektorze, że uprawnia mnie to do złośliwego chichotu?

Ridcully się otrzepał.

— Nie. Zrezygnujemy z gwizdka, panie Stibbons. A teraz, panowie, niech rozpocznie się mecz.

I tak, po krótkiej sprzeczce, zaczął się pierwszy od dziesięcioleci mecz piłki nożnej na Niewidocznym Uniwersytecie. I natychmiast — z punktu widzenia Stibbonsa — pojawiły się problemy. Najważniejszy polegał na tym, że wszyscy magowie byli ubrani jak magowie, inaczej mówiąc: podobnie. Zarządził, by drużyny grały w kapeluszach albo bez, co wywołało nową kłótnię. Ten konkretny problem uległ dalszemu zaostrzeniu, ponieważ w efekcie licznych kolizji nawet ci oficjalnie w kapeluszach tracili je. Mecz został następnie przerwany, ponieważ uznano, że posąg upamiętniający odkrycie blitu przez nadrektora Scrubbsa jest w rzeczywistości o trzy cale szerszy niż szacowny posąg nadrektora Flankera odkrywającego trzecie śniadanie, co dawało nieuczciwą przewagę zespołowi bezkapeluszników.

Kłopoty te jednak, przewidywalne i nieuniknione, bladły i traciły na znaczeniu wobec problemu piłki. Była to oficjalna piłka — Myślak dopilnował tego. Ale szpiczaste buty, nawet posiadające bardzo długie szpice, nie potrafią zabsorbować uderzenia ludzkiej stopy o coś, co — kiedy wszystko już zostanie powiedziane i wykrzyczane — jest kawałkiem drewna cienko owiniętym płótnem i skórą. W końcu, kiedy kolejnego maga odprowadzono na bok ze zwichniętą kostką, nawet Ridcully musiał stwierdzić:

— To przecież nonsens, Stibbons! Musi być jakieś lepsze rozwiązanie!

— Większe buty? — zasugerował wykładowca run współczesnych.

— Buty, jakich trzeba do kopania czegoś takiego, bardzo nas spowolnią — zauważył Myślak.

— A poza tym ci ludzie z urny nie mają na nogach niczego. Proponuję rozważyć ten kierunek badań. Czego nam trzeba, Stibbons?

— Lepszej piłki, nadrektorze. Przynajmniej próby biegania po polu gry. Ogólnej zgody, że nie jest dobrym pomysłem, by w środku gry stawać i zapalać fajkę. Lepszych goli, bo zderzenie z kamiennym posągiem jest bolesne. Pewnego opanowania, choćby pobieżnego, koncepcji gry zespołowej w sytuacji meczu. Postanowienia, by nie uciekać, kiedy zawodnik drużyny przeciwnej biegnie w naszą stronę. Przyswojenia faktu, że w żadnych okolicznościach nie dotykamy piłki rękami; chciałbym przypomnieć, że zrezygnowałem z przerywania gry z tego powodu, ponieważ panowie w meczowym zapale upierali się, by ją chwytać, a w jednym przypadku także chować za plecami i stawać na niej. W tym miejscu chciałbym również zauważyć, że warto rozwijać wyczucie kierunku, zwłaszcza z uwzględnieniem gola, który należy do nas, i gola przeciwników. Sugerowałbym też, że nie ma sensu kopanie piłki do własnego gola, nie powinniście też poklepywać i gratulować komuś, kto tego dokonał. Z trzech goli w tym meczu liczba własnych, trafionych przez kopiących wyniosła… — zajrzał do notatek — … trzy. To imponująco wysoki wynik w stosunku do meczów, jakie rozgrywa się obecnie, choć raz jeszcze chciałbym podkreślić, że kwestie kierunku i przynależności gola mają tu kluczowe znaczenie. Taktyka, co do której przyznaję, że wyglądała obiecująco, polegała na otoczeniu przez graczy własnego gola tak, by nic nie miało możliwości przedostać się poza nich. Z żalem jednak muszę stwierdzić, że jeśli obie drużyny tak zrobią, nie mamy do czynienia z meczem, lecz z żywym obrazem. Bardziej rozsądna taktyka, którą stosowało chyba dwóch z was, polegała na krążeniu w pobliżu przeciwnego gola, więc gdyby piłka nadleciała w ich kierunku, byliby w idealnej pozycji, by przerzucić ją poza strażnika gola. Fakt, że w kilku przypadkach gracz i strażnik przeciwników stali przyjaźnie, oparci o gola, razem palili papierosa i obserwowali grę w polu, dowodzi sportowego ducha i może być ewentualnie punktem wyjścia do bardziej zaawansowanej taktyki, ale nie sądzę, by takie zachowanie było godne pochwały. W tym samym ogólnym wątku musimy założyć, że zejście z pola na wezwanie natury albo żeby odetchnąć jest dopuszczalne, jednakże schodzenie na przekąskę takie nie jest. Mam wrażenie, nadrektorze, że typowe pragnienie naszych kolegów, by nigdy nie znaleźć się dalej niż dwadzieścia minut od jakichś przystawek, może być pomyślnie spełnione przez przerwę w połowie meczu. Dodatkowo, gdyby w czasie tej przerwy zmienili strony, skończyłyby się skargi na to, że jeden gol jest większy od drugiego. Tak, słucham?

Ostatnie słowa skierowane były do kierownika studiów nieokreślonych.

— Jeśli zmienimy strony… — zaczął kierownik, który przed chwilą podniósł rękę — … czy to znaczy, że gole kopnięte w nasz własny gol będą teraz golami strzelonymi przeciwnej drużynie, ponieważ ten gol fizycznie będzie teraz ich?

Myślak rozważył metafizykę odpowiedzi na to pytanie i w końcu zdecydował się na:

— Nie, oczywiście, że nie. Mam tu całą listę innych uwag, nadrektorze, i niestety wynika z nich tyle, że nie jesteśmy dobrzy w piłce.

Magowie umilkli.

— Zacznijmy od piłki — zdecydował Ridcully. — Mam pewien pomysł w sprawie piłki.

— Tak, nadrektorze. Domyślałem się, że pan ma.

— Więc proszę do mnie zajrzeć po kolacji.

* * *

Juliet została wessana w obłąkańczy cyrk, jakim stało się pomieszczenie za sceną w Shwatcie, i nikt już nie zwracał na Glendę żadnej uwagi. W tej chwili była utrudnieniem, nadwyżką, całkiem dla wszystkich bezużyteczną, przeszkodą do omijania, widzem na zawodach. Kawałek dalej przystojna młoda krasnoludka z brodą spiętą w podwójny kucyk czekała cierpliwie, aż prowizoryczny nit zostanie wbity w coś, co wyglądało jak srebrna zbroja. Otaczali ją asystenci — podobnie jak giermkowie otaczają rycerza, którego muszą ubrać do bitwy. W pobliżu stały dwa wyższe krasnoludy, a ich broń wyglądała na nieco bardziej funkcjonalną niż piękną. Byli mężczyznami. Glenda odgadła to, gdyż dowolna kobieta z dowolnego rozumnego gatunku potrafi poznać minę mężczyzny, który nie ma za wiele do roboty, w otoczeniu, które zostało opanowane przez kobiety i najwyraźniej znalazło się pod ich całkowitą władzą. Wydawało się, że stoją na straży.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)