Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]

Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:

Zabójstwa sędziów Sądu Najwyższego. FBI i CIA są bezradne. Śledztwo stoi w miejscu. Na trop sprawców wpada studentka prawa. Swoje podejrzenia przedstawia w specjalnym raporcie. I staje się celem płatnych morderców i służb specjalnych.
1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 97
Перейти на страницу:

Alice rozejrzała się nonszalancko, jakby wszystko było w porządku. Potem przeniosła wzrok na przyjaciółkę. Poznały się na kursie przygotowawczym i od razu zaprzyjaźniły. Uczyły się razem, wymieniały notatki, pociły wspólnie na egzaminach, tworzyły zespół podczas inscenizowanych procesów, plotkowały o chłopcach. Alice była zapewne jedyną osobą, która wiedziała o związku Darby z Callahanem.

– Chcę ci pomóc, Darby. Niczego się nie boję.

Darby nie tknęła piwa. Powoli obróciła butelkę.

– Cóż, jestem przerażona. Byłam tam, kiedy zginął… Posłuchaj, Alice. Ziemia usunęła mi się spod stóp. Bomba rozerwała go na kawałki, a ja miałam umrzeć razem z nim.

– Zgłoś się na policję.

– Jeszcze nie teraz. Może później. Boję się. Thomas rozmawiał z FBI i po upływie dwóch dni zginął…

– Szuka cię FBI?

– Nie sądzę. Ale ludzie z Biura zaczęli mówić i ktoś tego słuchał… Ktoś, kto nie powinien o niczym wiedzieć!

– O czym zaczęli mówić?! Darby, nie wygłupiaj się! Przecież wiesz, z kim rozmawiasz. Jestem twoją najlepszą przyjaciółką. Nie musisz się mnie obawiać.

Darby upiła maleńki łyk piwa. Unikała wzroku Alice. Patrzyła w blat stołu.

– Alice, daj mi, proszę, trochę czasu. Nie mogę ci nic powiedzieć, bo mogłabyś zginąć. – Umilkła na długą chwilę. – Jeśli chcesz mi pomóc, idź jutro na pogrzeb. Miej oczy szeroko otwarte. Szepnij tu i ówdzie, że wyjechałam do Denver i mieszkam u ciotki, której nazwiska nie znasz. Możesz dodać, że biorę urlop na ten semestr, ale wrócę wiosną. Postaraj się, żeby zaczęto o tym mówić. Myślę, że parę osób będzie nadstawiało ucha.

– Dobrze. W gazetach pisali o białej kobiecie w pobliżu miejsca zamachu. Wyglądało to tak, jakby była podejrzana czy coś w tym rodzaju…

– Coś w tym rodzaju. Byłam tam i również miałam zostać ofiarą. Trzeba czytać między wierszami. Gliny o niczym nie mają pojęcia.

– W porządku, Darby. Jesteś mądrzejsza ode mnie. Jesteś najmądrzejsza ze wszystkich moich znajomych. Ale co dalej?

– Przede wszystkim musimy się stąd wydostać. Wyjdziesz tylnymi drzwiami. Na końcu korytarza obok toalet są białe drzwi. Prowadzą na zaplecze i do kuchni, skąd można wyjść na zewnątrz. Znajdziesz się w zaułku. Nie zatrzymuj się. Zaułek wychodzi na Royale. Złap taksówkę i wróć do samochodu. Oglądaj się za siebie.

– Mówisz poważnie?

– Spójrz na moje włosy, Alice. Czy oszpeciłabym się, gdybym grała w ciuciubabkę?

– No tak… A potem?

– Jutro bądź na pogrzebie, rozpuść plotki, a ja zadzwonię za jakieś dwa dni.

– Gdzie mieszkasz?

– Tu i tam.

Alice wstała, cmoknęła Darby w policzek i wyszła.

Verheek przez dwie godziny krążył po pokoju; przeglądał pisma, rzucał je na podłogę, dzwonił do obsługi, rozpakowywał się i znów krążył. Przez kolejne sto dwadzieścia minut siedział na łóżku, sączył ciepłe piwo i gapił się w telefon. “Poczekam do północy – mówił sobie. – A potem? No właśnie, co potem?”

Powiedziała, że zadzwoni.

Mógł uratować jej życie, gdyby zadzwoniła!

O północy rzucił jakimś magazynem o podłogę i wyszedł. Pewien agent z placówki Biura w Nowym Orleanie okazał się na tyle pomocny, że podał mu nazwy paru barów w pobliżu uniwersytetu, w których przesiadywali studenci prawa. Pojedzie tam, wtopi się w tłum, wypije piwo i posłucha, co mówią ludzie. Studenci zostali w mieście z powodu meczu. Na pewno nie znajdzie tam Darby, bo nie wie, jak wygląda. Może jednak uda mu się coś usłyszeć, może sam zagai rozmowę na jej temat, może zostawi wiadomość, może wreszcie pozna kogoś, kto zna ją albo jakąś znającą ją osobę. Będzie poruszał się po omacku, lecz spędzi czas bardziej produktywnie niż gapiąc się w cholerny telefon.

Znalazł miejsce przy barze w przybytku o nazwie Mecenas, oddalonym o trzy przecznice od uniwersytetu. W środku panowała miła akademicka atmosfera. Na ścianach wisiały terminarze rozgrywek futbolowych i nagie dziewczyny z rozkładówek. Goście zachowywali się hałaśliwie; w większości byli przed trzydziestką. Zamawiali po dwa piwa i wychodzili grupami. Po chwili napływała kolejna fala.

Verheek pił już trzecią butelkę. Było wpół do drugiej.

– Studiujesz prawo? – spytał barmana.

– Obawiam się, że tak.

– Chyba nie jest tak źle?

Zagadnięty wycierał kontuar obok miski z orzeszkami.

– Są miejsca, w których lepiej się bawiłem.

Verheek przypomniał sobie barmanów, którzy podawali mu piwo, gdy sam był studentem. Tamci faceci wiedzieli, na czym polega sztuka konwersacji. Po jednym piwie przestawali być nieznajomymi. Rozmawiali na każdy temat.

– Ja też jestem prawnikiem – rzucił rozpaczliwie Verheek.

– O rany, coś takiego! Facet jest prawnikiem! Niesamowite! Cóż to za honor dla naszego baru – zakpił chłopak.

Mały sukinsyn! “Mam nadzieję, że oblejesz najbliższą sesję!” – życzył mu w duchu Verheek. Chwycił butelkę i odwrócił się od kontuaru. Czuł się jak dziadek pośród wnucząt. Co prawda sam nienawidził prawa, a nawet wspomnień ze studiów, lecz mimo to brakowało mu długich piątkowych wieczorów spędzanych z Callahanem w barach Georgetown. To były dobre czasy.

– Jakim prawnikiem? – zainteresował się barman.

– Radcą prawnym. W FBI – rzucił Gavin przez ramię.

Facet wciąż wycierał blat.

– Więc jest pan z Waszyngtonu?

– Tak, przyjechałem na niedzielny mecz. Mam zajoba na punkcie Redskinów.

Nienawidził Redskinów, podobnie jak wszystkich innych zawodowych drużyn piłkarskich. Lepiej, żeby chłopak nie zaczął dyskusji o futbolu.

– Gdzie studiujesz?

– Tutaj. W Tulane. Kończę w maju.

– A potem co?

– Wrócę chyba do Cincinnati. W ciągu roku albo dwóch zrobię aplikanturę, a potem się zobaczy.

– Musisz być dobrym studentem.

Zbył uwagę wzruszeniem ramion.

– Jeszcze jedno piwo?

– Nie, dzięki. Miałeś zajęcia z Thomasem Callahanem?

– Jasne. Znał go pan?

– Studiowałem z nim w Georgetown. – Wyciągnął z kieszeni wizytówkę i podał barmanowi. – Nazywam się Gavin Verheek.

Chłopak spojrzał na biały prostokącik, a potem położył go z szacunkiem obok pojemnika z lodem. W barze ucichło, ale barman nie miał ochoty na pogaduszki.

– Znasz taką dziewczynę z prawa, która nazywa się Darby Shaw?

Chłopak spojrzał w kierunku stołów.

– Nie, ale wiem, która to jest. Studiuje chyba na drugim roku. – Długa, pełna podejrzliwości pauza. – A dlaczego?

– Musimy z nią porozmawiać. Musimy! My, ludzie z FBI. Nie żaden Gavin Verheek, tylko my! – Zabrzmiało to bardzo poważnie. – Przychodzi tu czasami?

– Widziałem ją parę razy. Trudno jej nie zauważyć.

– Słyszałem, że jest ładna. – Gavin spojrzał w stronę stołów. – A tamci faceci mogą ją znać?

– Wątpię. Wszyscy są z pierwszego roku. Nie słyszy pan, o czym dyskutują? Prawo własności, rewizje i konfiskaty.

Boże, jakież to typowe! Gavin wyciągnął z kieszeni tuzin wizytówek i położył je na barze.

– Przez parę dni będę w Hiltonie. Jeśli ją zobaczysz albo usłyszysz coś, zadzwoń do mnie.

– Jasne. Wczoraj był tu gliniarz i wypytywał o nią. Chyba nie sądzi pan, że Darby miała coś wspólnego ze śmiercią Callahana?

– Skądże! Musimy z nią po prostu porozmawiać.

– Będę miał oczy otwarte.

Zapłacił za piwo, podziękował i wyszedł na ulicę. Przeszedł dwie przecznice i znalazł się przed “Połową Skorupy”. Dochodziła druga. Był śmiertelnie zmęczony i lekko podpity. W chwili gdy przekraczał próg, rozległy się dźwięki muzyki. W środku było ciemno i tłoczno. Pięćdziesięciu korporacyjnych wyjadaczy tańczyło z połową żeńskiego akademika. Przedarł się przez plątaninę ciał i znalazł bezpieczne miejsce z tyłu sali, obok baru, przed którym stały ramię w ramię trzy nieruchome rzędy gości. Rozpychając się łokciami, dotarł do kontuaru, zamówił dla rozluźnienia piwo i znów zdał sobie sprawę, że jest najstarszy spośród obecnych. Ukrył się w mrocznym, zatłoczonym kącie. Było beznadziejnie. Podsłuchiwanie nie wchodziło w grę. Nie słyszał nawet własnych myśli.

1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 97
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)