Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
- Автор: Гришэм Джон
- Язык: польский
- Жанр: Другие детективы
Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:
Zbliżała się druga nad ranem i dyrektorowi bardzo się spieszyło. Nie spojrzał nawet w kierunku recepcji i pomaszerował prosto do windy. Towarzyszący mu ludzie otworzyli przed nim drzwi i wszyscy w milczeniu pojechali na piąte piętro.
W narożnym pokoju czekało trzech agentów. Jeden z nich otworzył drzwi i Gminski wszedł do środka, z nikim się nie witając. Zdjął marynarkę i rzucił ją na krzesło.
– Gdzie ona jest? – warknął do agenta nazwiskiem Hooten.
Inny agent, o nazwisku Swank, szarpnął zasłony, gdy Gminski podszedł do okna. Swank wskazał ręką Marriotta stojącego naprzeciwko Sheratona, pół przecznicy dalej.
– Na czternastym piętrze. Trzeci pokój od lewej. Tam, gdzie pali się światło.
– Jesteście pewni?
– Tak. Widzieliśmy, jak wchodziła. Zapłaciła kartą kredytową.
– Biedaczka… – Gminski odwrócił się od okna. – Gdzie spędziła wczorajszą noc?
– W Holliday Inn przy Royale.
– Czy ktoś ją śledził? – spytał dyrektor.
– Nie.
– Daj mi trochę wody – zwrócił się Gminski do doradcy, który usłużnie sięgnął po wiaderko z lodem i zagrzechotał kostkami.
Gminski usiadł na brzegu łóżka, splótł dłonie, aż zatrzeszczały wszystkie stawy.
– Co o tym sądzisz? – spytał Hootena, najstarszego z trójki agentów.
– Ścigają ją. Zaglądają pod każdy kamień. Za czterdzieści osiem godzin będzie już tylko wspomnieniem.
– Jest niegłupia – orzekł Swank. – Obcięła włosy i przefarbowała je na czarno. Ciągle się przemieszcza. Z pewnością na razie nie ma zamiaru wyjechać z miasta. Daję jej siedemdziesiąt dwie godziny, zanim ją znajdą.
Gminski sączył wodę.
– To znaczy, że jej mały raporcik trafił w sedno i nasz przyjaciel trzęsie się ze strachu. Gdzie on jest?
– Nie mamy pojęcia – odparł szybko Hooten.
– Musimy go znaleźć.
– Nie widziano go od trzech tygodni.
Gminski odstawił szklankę na biurko i wziął z niego klucze.
– Co o tym sądzisz? – spytał ponownie Hootena.
– Mamy ją zgarnąć? – odpowiedział pytaniem agent.
– To nie takie proste – włączył się Swank. – Może być uzbrojona. Ktoś mógłby oberwać.
– Na pewno boi się jak wszyscy diabli – stwierdził Gminski. – Jest zwykłą obywatelką, a nie członkiem organizacji terrorystycznej. Pamiętajcie, że nie wolno nam zgarniać zwykłych obywateli.
– No to długo nie pożyje – stwierdził Swank.
– Hmm, jak chcecie ją zgarnąć? – spytał Gminski.
– Są różne sposoby – odparł Hooten. – Można ją wziąć z ulicy albo z hotelu. Gdybyśmy teraz zaczęli, byłbym u niej za dziesięć minut. To nie jest trudne. Dziewczyna nie ma doświadczenia.
Gminski spacerował po pokoju, a jego ludzie wodzili za nim wzrokiem. Spojrzał na zegarek.
– Wolałbym z tym zaczekać. Prześpijmy się ze cztery godziny. Spotkamy się o wpół do siódmej. Może sen przyniesie nam odpowiedź. Jeśli potem przekonacie mnie, że trzeba ją zgarnąć, wyrażę zgodę. W porządku?
Skinęli posłusznie głowami.
Wino zadziałało. Zasnęła w fotelu, a potem przeniosła się na łóżko i spała twardym snem. Dzwonił telefon. Narzuta zwisała z łóżka, stopy Darby leżały na poduszce. Telefon nie przestawał dzwonić. Gdzieś w głębi odrętwiałego mózgu czuwał jakiś splot, który poinformował Darby, że dzwoni telefon. Otworzyła oczy, lecz widziała niewiele. Na dworze było jasno, w pokoju paliło się światło, a przed nią falował rozmazany kształt aparatu telefonicznego. Nie, nie zamawiała budzenia. Zastanawiała się nad tym przez chwilę i z całą pewnością stwierdziła: nie było żadnego budzenia! Usiadła na krawędzi łóżka i przetarła oczy. Telefon dzwonił bez przerwy. Pięć, dziesięć, piętnaście, dwadzieścia razy. Ktoś nie dawał za wygraną. Może to pomyłka. Powinien już dać sobie spokój.
Nie, to nie była pomyłka. Dziewczyna potrząsnęła głową i stanęła nad aparatem. Oprócz recepcjonisty – może również jego szefa – i kelnera nikt z obsługi hotelowej nie miał prawa wiedzieć, że mieszka w tym pokoju. Zamawiała jedzenie i to wszystko. Do nikogo nie dzwoniła.
Telefon umilkł. A więc pomyłka! Gdy weszła do łazienki, rozdzwonił się znowu. Zaczęła liczyć. Po czternastym sygnale podniosła słuchawkę.
– Tak?
– Darby! Mówi Gavin Verheek. Nic ci się nie stało?
Usiadła na łóżku.
– Skąd masz ten numer?
– Mamy swoje sposoby. Czy…
– Zaczekaj, Gavin! Nie tak szybko. Muszę pomyśleć… Karta kredytowa! Tak?
– Tak, karta kredytowa. Plastikowy ślad. Pracuję w FBI, Darby. Biuro wiele może.
– Więc tamci też mogą mnie znaleźć.
– Niewykluczone. Zatrzymuj się w małych hotelikach i płać gotówką.
Poczuła ukłucie w żołądku. Ból był tak silny, że opadła na łóżko. A więc to takie proste! Plastikowy ślad. Chryste, przecież mogli ją dopaść tej nocy! I zabić przez ten cholerny plastik!
– Darby, jesteś tam?
– Tak. – Zerknęła na drzwi, sprawdzając, czy rygle są zasunięte. – Jestem.
– Nic ci nie grozi?
– Tak mi się wydawało.
– Słuchaj, mam wieści: jutro o trzeciej uniwersytet organizuje uroczystości żałobne, potem pogrzeb w mieście. Rozmawiałem z bratem Thomasa. Rodzina chce, żebym niósł trumnę. Przylatuję wieczorem do Nowego Orleanu. Uważam, że powinniśmy się spotkać.
– Dlaczego?
– Musisz mi zaufać, Darby. Twoje życie wisi na włosku!
– O co chodzi facetom z Biura?
Pauza.
– Co masz na myśli?
– Co powiedział dyrektor Voyles?
– Nie rozmawiałem z nim.
– Wydawało mi się, że jesteś jego radcą prawnym, jeśli u was to cokolwiek znaczy. Co się dzieje, Gavin?
– Na razie Biuro nie podejmuje żadnych czynności.
– Co to znaczy? Odpowiedz!
– Musimy się spotkać. Wtedy ci wytłumaczę. Nie chcę rozmawiać o tym przez telefon.
– Świetnie cię słyszę, a na spotkanie nie licz. Więc wyduś to z siebie, Gavin.
– Dlaczego mi nie ufasz? – spytał urażony.
– Odkładam słuchawkę. Nie podoba mi się to. Jeśli wy wiecie, gdzie jestem, to niewykluczone, że w holu już ktoś na mnie czeka.
– To nonsens, Darby. Rusz głową, dziewczyno! Mam twój numer od godziny, a przez tę godzinę nic ci się nie stało! Dzwonię do ciebie i zapewniam, że jesteśmy po twojej stronie… Przysięgam, Darby…
Rozważała jego słowa. Rzeczywiście, był w nich jakiś sens, ale za łatwo ją odnaleźli.
– Dobra, słucham. Nie rozmawiałeś z dyrektorem, ale za to FBI nie podejmuje na razie żadnych czynności. I to wszystko. Dlaczego?
– Nie wiem, Darby. Voyles postanowił wczoraj wycofać raport “Pelikana”. Polecił odstąpić od śledztwa. Tylko tyle mogę ci powiedzieć.
– To niewiele. Czy Voyles wie o Thomasie? Czy orientuje się, że powinnam nie żyć, bo napisałam ten raport? Czy ktoś wspomniał mu o tym, że po upływie czterdziestu ośmiu godzin od chwili, gdy Callahan przekazał raport w twoje ręce, ręce starego kumpla, dokonano zamachu na nasze życie? Czy on wie o tym wszystkim?
– Nie sądzę.
– To znaczy, że nie wie, prawda?
– Tak, to znaczy, że nie wie.
– Posłuchaj: czy według ciebie zabito Thomasa z powodu raportu?
– Zapewne.
– To znaczy, że tak, prawda?
– Owszem.
– Dzięki. Jeśli Thomas został zamordowany z powodu raportu, to wiemy, kto to zrobił. A jeśli wiemy, kto zabił Thomasa, wiemy również, kto zamordował Rosenberga i Jensena. Zgadza się?