Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]

Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:

Zabójstwa sędziów Sądu Najwyższego. FBI i CIA są bezradne. Śledztwo stoi w miejscu. Na trop sprawców wpada studentka prawa. Swoje podejrzenia przedstawia w specjalnym raporcie. I staje się celem płatnych morderców i służb specjalnych.
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 97
Перейти на страницу:

Chudy spędził w kaplicy nie więcej niż dziesięć minut. Za krótko, by przyjrzeć się dwustu twarzom i stwierdzić, że nie ma jej wśród żałobników. A może rozglądał się tylko za rudymi? Albo blondynkami? Nie… Na pewno mieli swoich ludzi w środku. Siedzieli w ławkach, modlili się, udawali smutek, a spod oka obserwowali twarze, wypatrując tej jednej. Chudy tylko odbierał od nich umówione znaki: skinięcie głową albo mrugnięcie okiem…

Chryste, aż się od nich roiło!

Hawana była doskonałą kryjówką. Kubańczycy nie przejmowali się tym, że dziesięć, a może już sto państw nałożyło cenę na jego głowę. Fidel podziwiał go i czasami korzystał z jego usług. Pili razem, dzielili się kobietami, palili te same markowe cygara. Miał tu wszystko, czego mu było trzeba: przytulne mieszkanko przy Calle de Torre na hawańskim Starym Mieście, samochód z kierowcą, księgowego dokonującego inwestycyjnych cudów na całym świecie, flotyllę łodzi, jachtów i kutrów dowolnych rozmiarów i przeznaczenia, wojskowy samolot – gdyby przyszła mu chętka latać – oraz mnóstwo młodych kobiet. Mówił po hiszpańsku i nie różnił się kolorem skóry od tubylców. Uwielbiał Kubę.

Swego czasu zgodził się dokonać zamachu na Fidela, ale nie potrafił tego zrobić. Już był na miejscu, do godziny “zero” pozostały tylko dwie godziny, gdy odstąpił od wykonania zlecenia. Za bardzo podziwiał przywódcę. W tamtych czasach nie zabijał wyłącznie dla pieniędzy. Przeszedł na stronę komunistów i wyznał wszystko Fidelowi. Sfingowano zasadzkę i w świat poszła wiadomość, że wielki Khamel poległ na ulicach Hawany.

Już nigdy nie poleci zwykłymi liniami lotniczymi. Afera ze zdjęciami w Paryżu przynosiła wstyd takiemu profesjonaliście jak on. Czyżby wychodził z wprawy? Czyżby u schyłku kariery zaczynał być nieostrożny? Opublikowali jego zdjęcia na pierwszych stronach wszystkich gazet w Ameryce. Wstyd! Klient nie był zadowolony.

Na czterdziestostopowym jachcie było dwóch członków załogi i dziewczyna – wszyscy pochodzili z Kuby. Dziewczyna siedziała w kabinie pod pokładem. Skończył z nią, zanim na horyzoncie pojawiły się światła Biloxi. Teraz myślał wyłącznie o zadaniu: sprawdzał ponton, pakował torbę i nie odzywał się. Kubańczycy przykucnęli na pokładzie i trzymali się od niego z daleka.

Dokładnie o dziewiątej spuścił ponton na wodę. Wrzucił do niego torbę i zniknął. Jeszcze przez chwilę załoga słyszała cichnący terkot silnika. Mieli pozostać na kotwicy aż do świtu, a potem popłynąć z powrotem do Hawany.

Morze było spokojne. Omijał latarnie na bojach i trzymał się z daleka od łodzi i kutrów pojawiających się niekiedy w zasięgu wzroku. Miał doskonale podrobione papiery i trzy sztuki broni w torbie.

Minęły lata, odkąd zdarzyło mu się uderzyć dwukrotnie w ciągu miesiąca. Zwykle podejmował się nowego zadania mniej więcej po roku. Po historii w Hawanie przyczaił się na pięć lat. Cierpliwość stanowiła jego siłę.

Czekająca go robota nie należała do spektakularnych, prawdopodobnie nikt nie zauważy zniknięcia ofiary, a co za tym idzie, nikt nie będzie go podejrzewał. Dla niego był to drobiazg, ale klient bardzo się niecierpliwił. Znajdował się akurat w pobliżu, stawka była niezła, więc się nie wahał. Miał tylko nadzieję, że jego kumpel Luke nie przebierze się i tym razem za farmera, lecz domyśli się, że powinien wyglądać jak wędkarz.

Po tej robocie miał zamiar zrobić sobie długie wakacje, może w ogóle się wycofać. Pieniędzy mu nie brakowało – tego, co ma, z pewnością nie zdoła wydać, nawet gdyby szastał forsą na prawo i lewo. Jednak głównym powodem rozważań o emeryturze było to, że zaczynał popełniać niedopuszczalne błędy.

W oddali ujrzał nabrzeże i zmienił kurs. Miał w zapasie trzydzieści minut. Popłynął ćwierć mili wzdłuż linii brzegu, a potem zwrócił dziób ku plaży. W odległości dwustu jardów od lądu zgasił motor, zdjął go z rufy i wrzucił do wody. Położył się na dnie pontonu, który dryfował na fali, wspomagany lekkimi ruchami plastikowego wiosła. Kierował się ostrożnie ku ciemnej plamie ceglanych baraków, stojących rzędem w odległości trzydziestu stóp od brzegu. Po chwili wskoczył do sięgającej pasa wody i małym scyzorykiem przedziurawił ponton. Gumowy wrak nabrał wody i zatonął. Plaża była pusta.

Luke stał sam na końcu nabrzeża. Była jedenasta. Czekał na przybysza, zaopatrzony w wędkę z kołowrotkiem. Na głowie miał białą czapkę z daszkiem.

Nagle stanął obok niego jakiś mężczyzna, który pojawił się znikąd, niczym duch.

– Luke? – spytał cicho przybysz.

Hasło brzmiało inaczej. Luke przeraził się. W pudełku z haczykami miał ukryty pistolet, ale nie zdążyłby po niego sięgnąć.

– Sam? – rzucił niepewnie. Może o czymś zapomniał? Może Khamel nie mógł znaleźć nabrzeża?

– Tak, to ja. Wybacz tę drobną zmianę. Miałem problemy z pontonem.

Luke odetchnął z ulgą. Serce przestało mu łomotać.

– Gdzie samochód? – spytał Khamel.

Luke omiótł go szybkim spojrzeniem. Tak, na pewno stał przed nim Khamel, choć miał ciemne okulary i odwracał głowę ku morzu.

Wskazał głową jeden z baraków.

– Obok monopolowego. Czerwony pontiac.

– Daleko stąd do Nowego Orleanu?

– Pół godziny drogi – odparł Luke kręcąc kołowrotkiem.

Khamel cofnął się o pół kroku i dwukrotnie uderzył łącznika w kark. Najpierw lewą, potem prawą ręką. Pęknięty kręgosłup przerwał rdzeń. Luke upadł ciężko i jęknął. Tylko raz. Khamel przyglądał się, jak umiera, a potem odszukał kluczyki w kieszeni zabitego, po czym kopnięciem zrzucił ciało do wody.

Edwin Sneller – czy jak mu tam – nie otworzył drzwi. Bez słowa wsunął pod nie klucz. Khamel podniósł go i wszedł do sąsiedniego pokoju. Szybko znalazł się przy łóżku, na którym położył torbę. Potem podszedł do okna, za którym w oddali widać było rzekę. Przez chwilę spoglądał na światła Dzielnicy Francuskiej, a potem zasunął zasłony.

Stanął przy telefonie i wystukał numer Snellera.

– Opowiedz mi o niej.

– W aktówce znajdziesz dwie fotografie.

Khamel otworzył teczkę i wyjął zdjęcia.

– Mam je.

– Są ponumerowane. Pierwsze pochodzi z tableau studentów przyjętych na prawo. Zdjęcie było robione kilkanaście miesięcy temu, ale nic aktualniejszego nie znaleźliśmy. Nie jest zbyt wyraźne, bo zrobiliśmy powiększenie. Drugie ma dwa lata. Też powiększenie z tableau absolwentów Uniwersytetu Stanowego Arizony.

Khamel podniósł zdjęcia do oczu.

– Piękna kobieta.

– Owszem. Dosyć ładna. Jednak weź pod uwagę, że zmieniła tę wspaniałą fryzurę. Czwartkową noc spędziła w hotelu. Płaciła kartą kredytową. W piątek rano już ją prawie mieliśmy. Na podłodze w hotelu znaleźliśmy długie pasemka włosów i plamkę czegoś, co zostało zidentyfikowane jako czarna farba. Bardzo czarna.

– Co za strata!

– Nie widzieliśmy jej od środy wieczorem. Okazała się sprytna: w środę płaciła kartą za hotel, w czwartek podobnie, z tym że zmieniła lokum, w piątek po południu podjęła z konta pięć tysięcy w gotówce i gdzieś się zaszyła.

– Może uciekła.

– Nie da się tego wykluczyć, choć wszystko wskazuje na to, że wciąż jest w mieście. Wczoraj wieczorem ktoś był w jej mieszkaniu. Założyliśmy tam podsłuch, ale spóźniliśmy się o dwie minuty.

– Wolno biegacie, chłopaki.

– To duże miasto. Nasi ludzie obstawiali lotnisko i dworzec kolejowy. Obserwujemy dom jej matki w Idaho. Bez rezultatu. Dlatego przypuszczam, że wciąż jest tu.

– Ale gdzie?

– Chodzi po mieście, zmienia hotele, dzwoni z automatów, nie pokazuje się w miejscach, do których wcześniej chodziła. Szuka jej policja. Rozmawiali z nią po tym zamachu w środę, potem im uciekła. My jej szukamy, oni szukają, ktoś ją w końcu znajdzie.

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 97
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)