Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
- Автор: Гришэм Джон
- Язык: польский
- Жанр: Другие детективы
Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:
L. Matthew Barr urzędował w ciasnym pokoiku na drugim piętrze brzydkiego i od dawna nie odnawianego biurowca przy ulicy M w Georgetown. Na drzwiach gabinetu nie umieszczono żadnej tabliczki informacyjnej. Obok windy stał uzbrojony strażnik, ubrany po cywilnemu, który zawracał nieproszonych gości. W biurze leżał wytarty dywan i stały mocno podniszczone meble. Pokrywał je kurz – było jasne, że delegatura nie marnuje pieniędzy na sprzątanie.
Barr był szefem delegatury – nieoficjalnej, utajnionej komórki Komitetu na Rzecz Reelekcji Prezydenta. Sam komitet zajmował obszerne, komfortowo urządzone biura w Rosslyn, po drugiej stronie rzeki. W oficjalnej siedzibie KNRRP otwierały się wszystkie okna, pracowały uśmiechnięte sekretarki i sprzątały schludne panie. Tutaj było inaczej.
Fletcher Coal wysiadł z windy i skinął głową strażnikowi, który skłoniwszy się nieznacznie dalej trwał w bezruchu. Znali się doskonale. Labiryntem zatęchłych pokoików Coal dotarł przed zamknięte drzwi. Szef gabinetu szczycił się tym, że potrafi być wobec siebie szczery; szczerze przyznawał w duchu, że nie boi się nikogo w całym Waszyngtonie, z jednym małym wyjątkiem: Matthew Barra. Szef delegatury napawał go strachem i zawsze budził podziw.
W przeszłości Barr służył w piechocie morskiej, pracował dla CIA – był szpiegiem, dwukrotnie skazanym za naruszenie tajemnicy służbowej i niesubordynację. Dzięki różnym machinacjom zarobił miliony, a pieniądze ukrył przed wymiarem sprawiedliwości. Spędził kilka miesięcy w więzieniu o złagodzonym rygorze – prawdziwym klubie sportowym dla przestępców zza biurek – i kara nie zrobiła na nim żadnego wrażenia. Coal osobiście zwerbował go do kierowania nie istniejącą oficjalnie delegaturą, której roczny budżet wynosił cztery miliony w gotówce, pochodzące głównie z nielegalnych funduszy. Barr nadzorował niewielką grupę doskonale wyszkolonych bandytów, którzy wykonywali wszystkie tajne misje delegatury.
Drzwi prowadzące do gabinetu były zawsze zamknięte. Barr otworzył je osobiście i Coal wszedł do środka. Spotkanie będzie krótkie – jak zwykle.
– Pozwól, że zgadnę – zaczął Barr. – Chcesz znaleźć przeciek.
– W pewnym sensie. Chcę, żebyś śledził tego reportera, Granthama. Miej go na oku przez całą dobę i sprawdź, z kim rozmawia. Dostaje same najsmaczniejsze kąski i obawiam się, że ktoś od nas podaje mu je na talerzu.
– Przeciekacie jak stara balia.
– No właśnie. I dlatego ta historia z Khamelem była przynętą. Sam ją zarzuciłem.
– Tak myślałem. Za ładnie to wygląda – uśmiechnął się Barr.
– Miałeś kiedyś do czynienia z Khamelem?
– Nie. Dziesięć lat temu wszyscy byli pewni, że nie żyje. On sam kolportował tę plotkę. Facet jest elastyczny; nigdy go nie złapią. Potrafi pół roku przemieszkać w kartonowej budzie w Sao Paulo, jeść szczury i korzonki, a potem polecieć do Rzymu i zabić dyplomatę, po czym zaszyć się gdzieś w Singapurze. Nie zbiera wycinków prasowych na swój temat.
– Ile ma lat?
– Dlaczego pytasz?
– Fascynuje mnie. Chyba wiem, kto go wynajął do załatwienia Rosenberga i Jensena.
– Czyżby? A nie podzielisz się ze mną tą cenną plotką?
– Nie. Jeszcze nie teraz.
– Ma jakieś czterdzieści do czterdziestu pięciu lat, więc nie jest jeszcze taki stary. Kiedy był piętnastolatkiem, zabił libańskiego generała. Jak widzisz, siedzi w tym interesie od dawna. Oczywiście to legendy, sam rozumiesz. Potrafi zabijać gołą ręką, zarówno prawą jak i lewą, a także stopami, kluczykami do samochodu, ołówkiem – czymkolwiek. Doskonale zna się na wszystkich typach broni. Mówi dwunastoma językami. Musiałeś słyszeć te bzdury…
– Owszem, ale mów dalej. Podoba mi się to.
– Uważa się go za najskuteczniejszego i najdroższego zabójcę na świecie. W młodości był tylko zwykłym terrorystą, ale miał tak wielki talent, że podrzucanie bomb przestało mu wystarczać. Postanowił zostać płatnym mordercą. Z wiekiem zapomniał o terroryzmie i zabija wyłącznie dla pieniędzy.
– Ile bierze?
– Dobre pytanie. Jakieś dziesięć do dwudziestu milionów za każdą robotę. W tej klasie jest ich tylko dwóch: Khamel i jeszcze jeden facet, o którym słyszałem. Według pewnej teorii Khamel dzieli się pieniędzmi z grupami terrorystycznymi, ale nikt nie potrafi tego potwierdzić. Pozwól, że zgadnę… Mam go odnaleźć i sprowadzić żywego?
– Masz dać sobie z nim spokój. Wypytuję cię, bo podoba mi się to, co zrobił tutaj.
– Jest bardzo utalentowany.
– Na razie zajmij się Grayem Granthamem. Dowiedz się, z kim rozmawia.
– Podejrzewasz kogoś?
– Parę osób. Mam na oku pewnego gościa… Nazywa się Milton Hardy i pracuje jako posługacz w zachodnim skrzydle. – Coal rzucił na biurko zamkniętą kopertę. – Siedzi w Białym Domu od bardzo dawna i udaje gamonia, ale według mnie doskonale wszystko widzi i słyszy. Zajmij się nim. Jeśli to on jest kapusiem, pozbędziemy się go.
– Cudownie, Coal! Mamy marnować forsę na szpiclowanie ślepego czarnucha!
– Zrobisz to, co mówię. Daję ci trzy tygodnie. – Coal wstał i ruszył do drzwi.
– Więc wiesz, kto wynajął mordercę? – rzucił za nim Barr.
– Jesteśmy na tropie.
– Delegatura z chęcią pomoże ci we wszystkim.
– Nie wątpię.
ROZDZIAŁ 19
Pani Chen była właścicielką bliźniaka, którego połowę od piętnastu lat wynajmowała studentkom prawa. Była drobiazgowa, a przy tym dyskretna i dopóki wszystko grało, nie wtrącała się. Bliźniak oddalony był o sześć przecznic od uniwersytetu.
Było już ciemno, kiedy otworzyła drzwi. Osobą stojącą na progu okazała się ładna młoda kobieta, o krótko obciętych, ciemnych włosach i z nerwowym uśmiechem na ustach. Bardzo nerwowym.
Pani Chen zmarszczyła brwi i czekała.
– Nazywam się Alice Stark i jestem przyjaciółką Darby. Czy mogę wejść? – Dziewczyna zerknęła przez ramię. Ulica była cicha i pusta.
Pani Chen mieszkała sama w dobrze zabezpieczonym domu. Nie otwierała obcym, ale dziewczyna była tak ładna i miała tak niewinną buzię, że postanowiła ją wpuścić. Chyba mogła zaufać przyjaciółce Darby… Otworzyła szerzej drzwi i Alice weszła do środka.
– Czy coś się stało? – spytała pani Chen.
– Tak. Darby wpadła w tarapaty, ale nie mówmy o tym. Dzwoniła do pani?
– Owszem, po południu. Powiedziała mi, że pewna młoda dama zechce przejrzeć jej mieszkanie.
Alice wzięła głęboki oddech. Chciała wyglądać na opanowaną.
– Zabierze mi to minutkę. Darby wspominała o jakichś drzwiach prowadzących do niej z pani mieszkania. Wolałabym nie korzystać z drzwi frontowych.
Pani Chen ponownie zmarszczyła brwi, a w jej oczach kryło się pytanie: dlaczego? Nie odezwała się jednak.
– Czy ktoś przychodził tutaj w ciągu ostatnich dwóch dni? – spytała Alice. Szła wąskim korytarzykiem za panią Chen.
– Nikogo nie widziałam. Wczoraj przed świtem ktoś pukał do jej drzwi, ale nie wiem, kto to był. – Odsunęła stół stojący przed drzwiami łączącymi oba mieszkania i przekręciła klucz.
Alice wysunęła się przed nią.
– Darby prosiła, żebym weszła tam sama, jeśli pani pozwoli.
Pani Chen była ciekawa, co się dzieje w wynajmowanym mieszkaniu, ale skinęła głową i wpuściła Alice do środka. Za drzwiami zaczynał się mały korytarzyk. Wszędzie było ciemno. Z lewej strony był pokój Darby i włącznik światła, z którego nie wolno jej skorzystać. Alice zamarła bez ruchu. Bała się ciemności, mdliło ją od ciężkiego zaduchu rozkładających się śmieci. Wiedziała, że będzie sama, ale – do wszystkich diabłów! – była tylko studentką drugiego roku prawa, a nie jakimś gotowym na wszystko prywatnym detektywem.