Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 137
Перейти на страницу:

— Oczywiście, proszę — rzekł młody człowiek. Zdjął mocne, nieco przyciemnione okulary, żeby je przetrzeć, i Wiktor po raz pierwszy zobaczył jego oczy. Malutkie, zupełnie bezbarwne i puste jak wyłączone żaróweczki na skomplikowanym urządzeniu. — Proszę iść — powtórzył. — I rada na odchodnym, Baniew. Niech się pan nie pcha tam, gdzie nie trzeba. My mamy swoją pracę, pan swoją. Pańska praca jest teraz bardzo ważna. Pisał pan kuplety, powieści, nawet scenariusze. Teraz niech pan będzie orędownikiem, czy jak się tam mówi: tubą? Życzę sukcesów.

Wiktor wylazł z wozu bez pożegnania i trzasnął drzwiami. Właściwie po co się żegnać, skoro się nie witał?

Dlaczego w ogóle zaczął tę rozmowę? Po co mu to? Odwieczna ochota, by wszystko rozumieć, czy też chęć zemsty na Dumbelu? Czy zwykły strach?

Na ulicy zrobiło się jeszcze goręcej, jeśli to w ogóle było możliwe. Ile to było — pięćdziesiąt, sześćdziesiąt stopni Celsjusza? Na termometr nikt ostatnio nie patrzył, żeby nie zwariować. Ale grzało już nie jak na Saharze, grzało jak w Dolinie Śmierci, a może i mocniej — niczym w fińskiej saunie.

Skoro o fińskiej saunie mowa, pomyślał Wiktor. Dobrze by teraz zrobił kieliszeczek fińskiej mentolówki, a wieczorkiem skoczę do Seleny na daczę, aby się wykąpać.

Pod merostwem zatrzymał się bezradny. Wejścia, jak to teraz wszędzie było przyjęte, bronili policjanci wraz z weteranami. Młodzi z RWOW bardzo lubili nazywać się weteranami i — rzecz jasna — szczególnie lubili to ci, którzy nie wąchali prochu. Przy wejściu, jak mu się wydało, stali właśnie tacy. Był pewien: nie wpuszczą go za żadne skarby.

Była za dwie piąta, więc Wiktor pewnie by znowu narobił głupstw, ale podjechał wspaniały, ultranowoczesny, japoński jeep, chyba toyota runner, z której wysiadł w towarzystwie dwóch ochroniarzy Abe Bon-Chafiis. Wiktor nie poznał go: nieksazitelny garnitur, biała koszula z krawatem, szpilka, chyba z brylantem. Tylko kosmata bródka przypominała o beduińskim pochodzeniu.

— Dzień dobry, panie Baniew. Czeka pan na mnie? Chodźmy na górę.

Weszli do pustego gabinetu mera i Chafiis, zwolniwszy ochronę, pewnie zajął fotel gospodarza.

— Czy teraz pan będzie tu merem? — ostrożnie zapytał Wiktor. — Ależ skąd! To po prostu wygodny fotel. Nie zajmuję się

polityką w takich konkretnych wymiarach. A poza tym czy pan nie rozumie, że ten poziom to dla mnie za mało? — Ja, panie Chafiis, w ogóle nic nie rozumiem.

— Niech pan nie będzie taki skromny. Co tu rozumieć! Merem pewnie będzie Selena.

— Selena? — zapytał Wiktor. — A Farim?

— Farim! — uśmiechnął się Chafiis. — Farim będzie prezydentem.

— Naprawdę? — Wiktor również uśmiechnął się uprzejmie.

— Żartuję. Chociaż w każdym żarcie… rozumie pan. Właściwie nie po to pana zaprosiłem, lecz po to, by porozmawiać o pańskim wystąpieniu w telewizji.

— Z taką gębą?

— Nieważne — machnął ręką Chafiis. — Mają tam świetnych charakteryzatorów. Poza tym niech pan powie widzom, że ucierpiał pan w starciu z siłami reakcji.

— A Medalu Odwagi za to mi nie dadzą?

— To zależy, jak pan wypadnie na wizji — zakpił złośliwie Chafiis.

— Przepraszam, czy to, że będę występował, zostało postanowione?

— Ma pan jakieś wątpliwości?

— Nie mam jasności.

— No to zaraz będzie pan miał jasność — obiecał z pewnością siebie beduiński ideolog. — Pan nie wie, co konkretnie musi pan powiedzieć. — Chafiis wstał i zaczął przemierzać gabinet. — A nie musi pan nic. Niech pan mówi, co się panu żywnie podoba, co pan naprawdę myśli, wszystko, co pan już pojął i czego pojąć nie potrafi. Najważniejsze, żeby się pan trzymał wybranego tematu. I piętnastu minut. Temat to nasza przyszłość, problemy narodowościowe. Problemy religijne. Opór kompleksu militarnego. Władza i wolność. Rola służb specjalnych w tym wszystkim. Mniej więcej to.

— Ale dlaczego właśnie ja?

— Wynik badania opinii publicznej.

— Baz żartów!

— Naprawdę — zapewnił go Chafiis. — Oczywiście nie było to jedyne kryterium, sonda przyniosła wiele nazwisk, ale mamy prócz tego ekspertów.

— Wy macie?

— Proszę posłuchać, Baniew, nie chciałbym teraz otwartym kodem mówić, kim jesteśmy. Za wcześnie na to. Nie jest pan jeszcze gotów. — Zamilkł na chwilę. — Wierzy pan Golemowi?

— Tak.

— A Selenie?

— Wie pan, że też.

— No i bardzo dobrze. Oboje są z nami. Czy to na razie wystarczy?

— Na razie wystarczy — niczym echo powtórzył Wiktor. — Ale i tak nie rozumiem, dlaczego właśnie ja?

— Pamięta pan — powiedział Chafiis — że jak zmienił się prezydent, noworoczne życzenia przekazała narodowi gwiazda rocka?

— Nie jestem gwiazdą rocka — uśmiechnął się Wiktor. — 1 nie mamy Nowego Roku.

— Jest pan niemal gwiazdą rocka, Baniew. A Nowy Rok nadejdzie tak szybko, że nawet pan sobie nie wyobraża.

— Dzisiaj mam to zrobić?

— No nie, to przesada. Pańskie wystąpienie przewidywane jest na jutro wieczorem, przed dziennikiem.

— Czyli jutro… Aha, panie Chafiis, jeszcze jedno! Dlaczego każda tajniacka gnida uważa, że musi mi życzyć powodzenia w tym wystąpieniu?

— Niech pan na to nie zwraca uwagi. Kiedy w przeszłości pańskie dobre, uczciwe książki chwalił jakiś podlec z przy-dwornych krytyków, zwracał pan na to uwagę?

— Zwracałem — krótko przyznał Wiktor.

— Niepotrzebnie, kochany, niepotrzebnie. Trzeba oszczędzać zdrowie. Ja swego czasu nauczyłem się nie zwracać uwagi na szczekanie, ani na pochlebne miauczenie.

— Pana książki są inne — zauważył Wiktor.

— Zgoda, inne — przyznał Chafiis i znowu zamilkł. — A pyta pan o honorarium?

— Po prostu akurat teraz nieźle stoję z pieniędzmi. Poza po przewrocie, jak rozumiem, zaproponujecie mi fotel… powie my, ministra kultury w nowym rządzie. Czy nie mam racji?

— Wątpię — poważnie powiedział Chafiis. — Chciałby pan”! — Nie.

— No i dobrze. Po prostu damy panu możliwość pisania. I wydawania. I najważniejsze, że będzie miał kto pana czytać.

— Skąd się wezmą ci czytelnicy? Z kosmosu?

— Ależ nie. Są tu, jest ich dużo. Pan to świetnie wie. Po pr stu dzisiaj nie mają wcale na to czasu. I nie mają potrzeb A stanie się tak, że ludzie będą znowu mieli czas i ochotę czytać pańskie książki.

— Jest pan, jak widzę, optymistą! Zupełnie jak mój zięć.

— Wcale nie. Pański zięć jest optymistą abstrakcyjnym. Aja konkretnym. Chce pan wypić za konkretny optymizm? Mam świetny koniak Davidoff.

— A pan chce wypić? — Tak, oczywiście!

— Przecież jest pan muzułmaninem.

— Ale nie do tego stopnia — powiedział Chafiis.

Wiktor wychodził z merostwa z poczuciem, że wszystko to już kiedyś się wydarzyło. Trochę inaczej, ale się wydarzyło. Zresztą najbardziej chciał teraz zobaczyć Selenę.

Zadzwonił do niej z lokalu Teddy’ego:

— Seleno, niczego teraz tak nie pragnę, jak się wykąpać. Słyszysz mnie?

— Przyjeżdżaj, spotkamy się w biurze przepustek. O której będziesz?

— Teraz jest wpół do dziewiątej. Przyjadę o wpół… nie, umówmy się o dziesiątej, żebyś nie musiała czekać.

— Okej, Wiktorze.

Nagle poczuł się młody i silny. Był potrzebny Selenie i jej zwariowanym chłopcom, i Beduinom był potrzebny, i nawet służbom specjalnym (to, akurat, nie nowość). Ale najważniejsze — najważniejsze! — że był potrzebny Selenie. To było świetne — czuć się jej potrzebnym.

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)