Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Bursztynowa Luneta
Bursztynowa Luneta - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bursztynowa Luneta

Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:

Аннотация

Bursztynowa Luneta
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 112
Перейти на страницу:

Okno, wychodzące na ocieniony krzak, wyglądało dziwnie na tle pustyni – kwadrat bujnej zielonej roślinności zawieszony w rozpalonym powietrzu jak obraz. Gallivespianie chcieli mu się przyjrzeć i zdumiewali się, że z tyłu go nie widać i że wskakuje w pole widzenia, kiedy je obchodzą dookoła.

– Muszę je zamknąć, jak już przejdziemy na drugą stronę – oznajmił Will.

Lyra próbowała ścisnąć razem krawędzie, ale nie mogła ich namacać palcami; podobnie szpiedzy, chociaż mieli takie delikatne dłonie. Tylko Will dokładnie wyczuwał położenie krawędzi i zamknął okno sprawnie i szybko.

– Ile światów możesz otworzyć tym nożem? – zapytał Tialys.

– Tyle, ile istnieje – odparł Will. – Nikt nigdy ich nie policzy.

Zarzucił plecak na ramiona i poprowadził ich leśną ścieżką. Ważki cieszyły się świeżym, wilgotnym powietrzem i pędziły jak strzały przez snopy słonecznego blasku. Gałęzie nad głowami kołysały się mniej gwałtownie, było chłodno i spokojnie; tym większy wstrząs wywołał widok poskręcanego wraku giroptera tkwiącego wśród konarów, z ciałem afrykańskiego pilota zaplątanym w pas bezpieczeństwa i na wpół wychylonym z drzwi; oraz zwęglone szczątki zeppelina trochę dalej – czarne jak sadza strzępy tkaniny, okopcone żebrowania i rury, potłuczone szkło, a potem ciała: trzej mężczyźni spaleni na żużel, o kończynach powyginanych i sterczących w górę, jakby wciąż próbowali walczyć.

I to byli tylko ci, którzy spadli w pobliżu ścieżki. Wyżej na skałach i niżej wśród drzew leżały następne zwłoki. Dwójka dzieci szła zszokowana i milcząca, natomiast szpiedzy na ważkach rozglądali się chłodniejszym okiem, przyzwyczajeni do walki, oceniając jej przebieg i straty po obu stronach.

Kiedy dotarli do wylotu doliny, gdzie drzewa rzedły i zaczynały się tęczowe wodospady, zatrzymali się i napili do syta lodowato zimnej wody.

– Mam nadzieję, że tej dziewczynce nic się nie stało – westchnął Will. – Nie moglibyśmy cię uwolnić, gdyby cię nie obudziła. Specjalnie poszła do świętego męża po ten proszek.

– Ona jest w porządku – oznajmiła Lyra – bo wczoraj wieczorem pytałam o to aletheiometr. Ale uważa nas za diabły. Boi się nas. Pewnie żałuje, że się w to wmieszała. Ale jest całkiem bezpieczna.

Wspięli się na górę obok wodospadów i napełnili manierkę Willa, zanim wyruszyli przez płaskowyż w stronę pasma górskiego, gdzie według aletheiometru odszedł Iorek.

Czekał ich cały dzień trudnego marszu: żaden kłopot dla Willa, ale mordęga dla Lyry, osłabionej po długim śnie. Prędzej jednak odgryzłaby sobie język, niż przyznała, że nie daje rady; utykając, drżąc, zaciskając usta, dotrzymywała kroku Willowi i nie mówiła ani słowa.

Dopiero kiedy usiedli w południe, pozwoliła sobie na jęk, i tylko wtedy, kiedy Will odszedł za potrzebą. Lady Salmakia powiedziała:

– Odpocznij. Zmęczenie to żadna hańba.

– Ale ja nie chcę zawieść Willa! Nie chcę, żeby myślał że jestem słaba i opóźniam marsz.

– On nigdy tak nie pomyśli.

– Skąd wiesz? – burknęła Lyra. – Wcale go nie znasz, ani mnie.

– Rozpoznaję impertynencję, kiedy ją słyszę – odparła spokojnie lady. – Teraz posłuchaj mojej rady i odpoczywaj. Oszczędzaj energię na drogę.

Lyra miała ochotę się zbuntować, ale ostrogi Salmakii błyszczały bardzo jasno w słońcu, więc zmilczała.

Kawaler, jej towarzysz, otwierał pudełko z magnetytowym rezonatorem. Ciekawość pokonała niechęć i Lyra zaczęła się przyglądać. Instrument przypominał krótki ołówek z matowego szaroczarnego kamienia, spoczywający na drewnianej podstawce. Kawaler przeciągnął po jednym końcu maleńkim smyczkiem jak skrzypek, przyciskając palce do różnych punktów na powierzchni. Punkty nie były oznaczone, więc dotykał instrumentu pozornie na chybił trafił, lecz z jego skupionej miny i płynnych ruchów Lyra wywnioskowała, że ten proces wymagał nie mniejszej precyzji i wprawy niż odczytywanie aletheiometru.

Po kilku minutach szpieg odłożył smyczek i sięgnął po parę słuchawek, nie większych niż paznokieć małego palca Lyry. Ciasno owinął jeden koniec drutu wokół kołka na końcu kamienia, a drugi umocował do kołka z drugiej strony. Manipulując dwoma kołkami i regulując naprężenie drutu pomiędzy nimi, najwyraźniej potrafił odczytać odpowiedź na swoją wiadomość.

– Jak to działa? – zapytała Lyra, kiedy skończył. Tialys zmierzył ją wzrokiem, jakby oceniał stopień jej zainteresowania, zanim odpowiedział:

– Wasi naukowcy, jak ich nazywacie, eksperymentalni teolodzy, znają zjawisko zwane powiązaniem kwantowym. To znaczy, że mogą istnieć dwie cząsteczki posiadające tylko wspólne właściwości, więc cokolwiek stanie się z jedną, w tej samej chwili staje się z drugą, nieważne, jaka odległość je dzieli. No więc w naszym świecie znamy sposób, żeby wziąć zwykły magnetyt i powiązać wszystkie jego cząsteczki, a potem rozszczepić go na pół tak, że jedna część rezonuje z drugą. Odpowiednik tego kamienia jest u Lorda Roke, naszego dowódcy. Kiedy gram smyczkiem na tym tutaj, druga część dokładnie odtwarza dźwięk i w ten sposób się komunikujemy.

Schował wszystko i powiedział coś do Salmakii. Odeszli parę kroków, rozmawiając zbyt cicho, żeby Lyra mogła słyszeć, chociaż Pantalaimon zmienił się w sowę i nastawił wielkie uszy w ich kierunku.

Wkrótce wrócił Will i ruszyli dalej, coraz wolniej w miarę, jak mijał dzień; podejście robiło się strome i zbliżała się granica śniegów. Zatrzymali się jeszcze raz na odpoczynek u wylotu skalistej doliny, ponieważ Will widział, że Lyra jest wykończona: twarz miała szarą i mocno kulała.

– Pokaż mi stopy – poprosił – bo jeśli masz pęcherze, posmaruję je maścią.

Miała okropne pęcherze i krzywiąc się, z zaciśniętymi zębami, pozwoliła, żeby wtarł w nie balsam z pięciornika.

Tymczasem kawaler zajmował się komunikacją. Po paru minutach odłożył magnetyt i powiedział:

– Podałem Lordowi Roke naszą pozycję. Wysyłają giropter, żeby nas zabrać, jak tylko porozmawiacie ze swoim przyjacielem.

Will kiwnął głową. Lyra nie zwróciła na te słowa uwagi. Naciągnęła skarpetki i buty i znowu wyruszyli w drogę.

Upłynęła kolejna godzina, większość doliny okryła się cieniem i Will zastanawiał się, czy znajdą jakieś schronienie przed nadejściem nocy, kiedy Lyra wykrzyknęła radośnie i z ulgą:

– Iorek! Iorek!

Zobaczyła go wcześniej niż Will. Król niedźwiedzi znajdował się jeszcze daleko, jego białe futro zlewało się z bielą śniegu, lecz kiedy głos Lyry rozległ się echem, Iorek odwrócił głowę, zawęszył i pogalopował w dół zbocza na ich spotkanie.

Ignorując Willa, pozwolił, żeby Lyra objęła go za szyję i zanurzyła twarz w jego futrze. Mruczał tak basowo, że Will czuł wibrację w stopach, ale Lyra znajdowała w tym przyjemność i natychmiast zapomniała o pęcherzach i zmęczeniu.

– Och, Iorku, kochany, tak się cieszę, że cię widzę! Myślałam, że już nigdy cię nie zobaczę... po tym rozstaniu na Svalbardzie... po tym wszystkim, co się wydarzyło... Czy pan Scoresby jest bezpieczny? Jak twoje królestwo? Mieszkasz tu sam jeden?

Mali szpiedzy znikli; teraz stali tylko w trójkę na górskim zboczu pod ciemniejącym niebem, chłopiec, dziewczynka i wielki biały niedźwiedź. Lyra, jakby nigdy o niczym innym nie marzyła, wdrapała się na grzbiet Iorka i siedziała dumna i szczęśliwa, kiedy przyjaciel zaniósł ją ostatni kawałek drogi do swojej jaskini.

Will, pochłonięty własnymi myślami, nie słuchał rozmowy Lyry z Iorkiem, chociaż w pewnej chwili dotarł do niego jej żałosny okrzyk i słowa:

– Pan Scoresby... o nie! Och, to straszne! Naprawdę nie żyje? Jesteś pewien, Iorku?

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 112
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)