Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
Porucznik próbował ocenić, kto jest kim w tej grupce. Najpilniej strzeżone sekrety Nory, to znaczy te, o których wszyscy wiedzieli, głosiły, że bojowe drużyny Szczurów składają się z zabójców szkolonych od dziecka w miejscach tak tajnych, że sam cesarz nie znał ich położenia, z czarowników władających aspektami tak specyficznymi, że właściwie poza zabijaniem nie nadawały się do niczego innego, ale przy okazji tak parszywymi, że nawet armia nie chciała ich używać, oraz ze skazańców odciętych od stryczka, związanych z Norą potężnymi zaklęciami. I z opętanych żądzą zabijania morderców, dotkniętych przez Mrok, właściwie niewiele różniących się od Pomiotników, którzy mogą w tej służbie realizować swoje najmroczniejsze pragnienia.
W sumie o jego ludziach wcale nie mówiono lepiej.
Oba dowództwa, i Straży, i Nory, doceniały potęgę opowieści, powodujących, że przeciwnik pocił się na samą myśl o tym, z kim przyjdzie mu się zmierzyć.
Z tego, co wiedział na pewno, drużyna Szczurów zawsze posiadała maga, choć nie zawsze bojowego, a oprócz niego ta jedenastka powinna mieć też dwóch lub trzech prawdziwych zabójców, to znaczy ludzi wyszkolonych w używaniu trucizn, zakładaniu pułapek, skradaniu się i skrytym mordowaniu. To był rdzeń każdej szczurzej drużyny, mordercy, którzy wysyłali swoje ofiary w objęcia Matki cicho i bez rozgłosu. Reszta zapewniająca im wsparcie to najpewniej znudzeni dawni żołnierze, najemnicy, kłusownicy czy złodzieje, bo Nora starała się, by w jej bojowych drużynach znajdowali się ludzie różnych talentów.
Kenneth uśmiechnął się w myślach. To także mu coś przypominało.
No ale teraz, patrząc na tuzin zakutanych w futrzane stroje postaci, miał zgryz. Każdy z nich – pomijając rzecz jasna Onelię – mógł pełnić dowolną funkcję. Czy ten wysoki, barczysty mężczyzna z twarzą poharataną starymi bliznami to czarodziej, czy zimnokrwisty zabójca? Albo tych dwóch, wyglądających jak bliźniacy knypków, którzy stali bez ruchu kilka kroków za swoim dowódcą. Kim są? Czego można od nich oczekiwać? A ta krótko ostrzyżona blondynka z ustami zaciśniętymi w ponurym grymasie? Kobieta w drużynie Nory. Posługuje się magią czy kuszą?
Szczury jeszcze się nie uzbroiły, co mogłoby ułatwić mu rozpoznanie, kto jest kim. Zupełnie jakby ich dowódca uważał, że cała ta sprawa ich nie dotyczy.
Trzeba było wyprowadzić go z błędu.
— Gdzie wasz mag?
— Nie mamy maga.
Odpowiedź hes-Brenda padła tak szybko, że Kenneth tylko się uśmiechnął.
— Ustalmy jedno, Szczurze trzeciej klasy. Ja mam pięćdziesięciu ludzi, a ty jedenastu i… damę, którą musisz się opiekować. Ja znam teren, ja związałem się Węzłem Krwi z aherskim szamanem i ja mam coś w rodzaju nadziei, że ujdziemy stąd z życiem. Więc ja tu dowodzę. Nie! — rzucił tak ostro, że Olag niemal z trzaskiem zamknął usta. — To nie zabawa w pokazywanie, kto ma większe jaja. Albo będę wiedział, czego można się spodziewać po waszej drużynie, albo w ogóle o was zapomnę. A wtedy nie obozujemy razem, nie trzymamy wspólnych wart i nie walczymy ramię w ramię. Radzicie sobie sami. Także z powrotem za Wielki Grzbiet.
— Sądzisz, że nie damy sobie z tym rady?
— Jeśli nie macie maga, to nie. Borehed nie jest jedynym szamanem w tamtym obozowisku.
Blondynka uniosła rękę, wykonała powolny gest dłonią, a Kenneth poczuł smak żółci na języku i na chwilę ujrzał wszystko zamglone, jakby oglądał świat przez kawałek przydymionego szkła. Zamrugał.
— Ja nim jestem. Moiwa Samreh. Mój aspekt to Parząca Igła. Nowy. Mało zbadany.
— Co potrafisz?
Zawahała się, zerkając na swojego dowódcę. Ten niechętnie skinął głową.
— Umiem wyczuć, czy ktoś nas obserwuje i jakie ma intencje. I jaką broń, to znaczy… do walki z bliska czy na dystans. Potrafię rozpoznać, czy ktoś świadomie kłamie. — Uśmiechnęła się blado. — Nieźle strzelam z kuszy i dobrze radzę sobie z mieczem.
Porucznik przyjrzał jej się uważnie. To ona przy spotkaniu na przełęczy wyczuła, że część kompanii czeka w zasadzce. A jej aspekt, nowy i mało zbadany, rzeczywiście nie na wiele mógł się przydać poza służbą w armii lub wywiadzie. Czasem los obdarzonych Talentem bywa wyjątkowo złośliwy.
— Ktoś nas teraz obserwuje?
Pokręciła głową.
— Nikt, kto zwracałby na nas jakąś szczególną uwagę. Poza tym aspekty w tym miejscu… Ledwo czuję własny.
Kenneth spojrzał na Olaga-hes-Brenda. Szczur miał tak obojętną minę, jakby ktoś zamroził mu twarz. Jeśli był takim kiepskim aktorem, nic dziwnego, że Nora przydzieliła go do drużyny bojowej. W prawdziwej szpiegowskiej robocie na pewno by sobie nie poradził.
— Kto jeszcze? Nie powiesz mi, że wysłano cię z tak ważną misją w towarzystwie maga — nawet nie starał się, by nie zabrzmiało to sarkastycznie — który potrafi wykryć zasadzkę i rozpoznać, czy ktoś kłamie. Czyli umie to, co dobrze wyszkolony zwiadowca i każda teściowa.
Blondynka ukryła twarz w kapturze i warknęła coś głucho. Kenneth uśmiechnął się tylko. Narastała w nim ponura, zaciekła złość i gówno go obchodziło, czy zrani czyjeś uczucia.
Szczur trzeciej klasy patrzył na niego ponuro, wyzywająco, a porucznik zrozumiał, że doszli do ściany. Tym razem szpieg się nie złamie i oficer w przebłysku zrozumienia pojął dlaczego. Nieaspektowana magia. Czarownik, którego Nora powinna wydać świątynnym inkwizytorom albo zamknąć w jakiejś wieży, gdzie spędziłby resztę życia, wyjąc do kamiennych ścian. Ale Szczury traktowały czasem Wielki Kodeks niczym zbiór umownych porad, które można interpretować na różne sposoby. Niemniej prędzej wszyscy doczekają tu wiosny, niż czarnobrody szpieg zdradzi coś takiego oficerowi Straży.
W sumie nie było sensu dalej naciskać.
I wtedy się zaczęło.
Czarodziejka jęknęła, zawarczała głośniej, nagle podeszła do porucznika i złapała go za ramię. Nawet przez kolczugę i pikowaną kurtkę poczuł uścisk. Jakby pochwyciła mu rękę imadłem.
— Paaaaaa… — zacięła się, jakby coś odcięło jej dopływ powietrza. — Paaaatrzy…