Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 210
Перейти на страницу:

Po­rucz­nik pró­bo­wał oce­nić, kto jest kim w tej grup­ce. Naj­pil­niej strze­żo­ne se­kre­ty Nory, to zna­czy te, o któ­rych wszy­scy wie­dzie­li, gło­si­ły, że bo­jo­we dru­ży­ny Szczu­rów skła­da­ją się z za­bój­ców szko­lo­nych od dziec­ka w miej­scach tak taj­nych, że sam ce­sarz nie znał ich po­ło­że­nia, z cza­row­ni­ków wła­da­ją­cych aspek­ta­mi tak spe­cy­ficz­ny­mi, że wła­ści­wie poza za­bi­ja­niem nie nada­wa­ły się do ni­cze­go in­ne­go, ale przy oka­zji tak par­szy­wy­mi, że na­wet ar­mia nie chcia­ła ich uży­wać, oraz ze ska­zań­ców od­cię­tych od strycz­ka, zwią­za­nych z Norą po­tęż­ny­mi za­klę­cia­mi. I z opę­ta­nych żą­dzą za­bi­ja­nia mor­der­ców, do­tknię­tych przez Mrok, wła­ści­wie nie­wie­le róż­nią­cych się od Po­miot­ni­ków, któ­rzy mogą w tej służ­bie re­ali­zo­wać swo­je naj­mrocz­niej­sze pra­gnie­nia.

W su­mie o jego lu­dziach wca­le nie mó­wio­no le­piej.

Oba do­wódz­twa, i Stra­ży, i Nory, do­ce­nia­ły po­tę­gę opo­wie­ści, po­wo­du­ją­cych, że prze­ciw­nik po­cił się na samą myśl o tym, z kim przyj­dzie mu się zmie­rzyć.

Z tego, co wie­dział na pew­no, dru­ży­na Szczu­rów za­wsze po­sia­da­ła maga, choć nie za­wsze bo­jo­we­go, a oprócz nie­go ta je­de­nast­ka po­win­na mieć też dwóch lub trzech praw­dzi­wych za­bój­ców, to zna­czy lu­dzi wy­szko­lo­nych w uży­wa­niu tru­cizn, za­kła­da­niu pu­ła­pek, skra­da­niu się i skry­tym mor­do­wa­niu. To był rdzeń każ­dej szczu­rzej dru­ży­ny, mor­der­cy, któ­rzy wy­sy­ła­li swo­je ofia­ry w ob­ję­cia Mat­ki ci­cho i bez roz­gło­su. Resz­ta za­pew­nia­ją­ca im wspar­cie to naj­pew­niej znu­dze­ni daw­ni żoł­nie­rze, na­jem­ni­cy, kłu­sow­ni­cy czy zło­dzie­je, bo Nora sta­ra­ła się, by w jej bo­jo­wych dru­ży­nach znaj­do­wa­li się lu­dzie róż­nych ta­len­tów.

Ken­neth uśmiech­nął się w my­ślach. To tak­że mu coś przy­po­mi­na­ło.

No ale te­raz, pa­trząc na tu­zin za­ku­ta­nych w fu­trza­ne stro­je po­sta­ci, miał zgryz. Każ­dy z nich – po­mi­ja­jąc rzecz ja­sna One­lię – mógł peł­nić do­wol­ną funk­cję. Czy ten wy­so­ki, bar­czy­sty męż­czy­zna z twa­rzą po­ha­ra­ta­ną sta­ry­mi bli­zna­mi to cza­ro­dziej, czy zim­no­krwi­sty za­bój­ca? Albo tych dwóch, wy­glą­da­ją­cych jak bliź­nia­cy knyp­ków, któ­rzy sta­li bez ru­chu kil­ka kro­ków za swo­im do­wód­cą. Kim są? Cze­go moż­na od nich ocze­ki­wać? A ta krót­ko ostrzy­żo­na blon­dyn­ka z usta­mi za­ci­śnię­ty­mi w po­nu­rym gry­ma­sie? Ko­bie­ta w dru­ży­nie Nory. Po­słu­gu­je się ma­gią czy ku­szą?

Szczu­ry jesz­cze się nie uzbro­iły, co mo­gło­by uła­twić mu roz­po­zna­nie, kto jest kim. Zu­peł­nie jak­by ich do­wód­ca uwa­żał, że cała ta spra­wa ich nie do­ty­czy.

Trze­ba było wy­pro­wa­dzić go z błę­du.

— Gdzie wasz mag?

— Nie mamy maga.

Od­po­wiedź hes-Bren­da pa­dła tak szyb­ko, że Ken­neth tyl­ko się uśmiech­nął.

— Ustal­my jed­no, Szczu­rze trze­ciej kla­sy. Ja mam pięć­dzie­się­ciu lu­dzi, a ty je­de­na­stu i… damę, któ­rą mu­sisz się opie­ko­wać. Ja znam te­ren, ja zwią­za­łem się Wę­złem Krwi z aher­skim sza­ma­nem i ja mam coś w ro­dza­ju na­dziei, że uj­dzie­my stąd z ży­ciem. Więc ja tu do­wo­dzę. Nie! — rzu­cił tak ostro, że Olag nie­mal z trza­skiem za­mknął usta. — To nie za­ba­wa w po­ka­zy­wa­nie, kto ma więk­sze jaja. Albo będę wie­dział, cze­go moż­na się spo­dzie­wać po wa­szej dru­ży­nie, albo w ogó­le o was za­po­mnę. A wte­dy nie obo­zu­je­my ra­zem, nie trzy­ma­my wspól­nych wart i nie wal­czy­my ra­mię w ra­mię. Ra­dzi­cie so­bie sami. Tak­że z po­wro­tem za Wiel­ki Grzbiet.

— Są­dzisz, że nie damy so­bie z tym rady?

— Je­śli nie ma­cie maga, to nie. Bo­re­hed nie jest je­dy­nym sza­ma­nem w tam­tym obo­zo­wi­sku.

Blon­dyn­ka unio­sła rękę, wy­ko­na­ła po­wol­ny gest dło­nią, a Ken­neth po­czuł smak żół­ci na ję­zy­ku i na chwi­lę uj­rzał wszyst­ko za­mglo­ne, jak­by oglą­dał świat przez ka­wa­łek przy­dy­mio­ne­go szkła. Za­mru­gał.

— Ja nim je­stem. Mo­iwa Sam­reh. Mój aspekt to Pa­rzą­ca Igła. Nowy. Mało zba­da­ny.

— Co po­tra­fisz?

Za­wa­ha­ła się, zer­ka­jąc na swo­je­go do­wód­cę. Ten nie­chęt­nie ski­nął gło­wą.

— Umiem wy­czuć, czy ktoś nas ob­ser­wu­je i ja­kie ma in­ten­cje. I jaką broń, to zna­czy… do wal­ki z bli­ska czy na dy­stans. Po­tra­fię roz­po­znać, czy ktoś świa­do­mie kła­mie. — Uśmiech­nę­ła się bla­do. — Nie­źle strze­lam z ku­szy i do­brze ra­dzę so­bie z mie­czem.

Po­rucz­nik przyj­rzał jej się uważ­nie. To ona przy spo­tka­niu na prze­łę­czy wy­czu­ła, że część kom­pa­nii cze­ka w za­sadz­ce. A jej aspekt, nowy i mało zba­da­ny, rze­czy­wi­ście nie na wie­le mógł się przy­dać poza służ­bą w ar­mii lub wy­wia­dzie. Cza­sem los ob­da­rzo­nych Ta­len­tem bywa wy­jąt­ko­wo zło­śli­wy.

— Ktoś nas te­raz ob­ser­wu­je?

Po­krę­ci­ła gło­wą.

— Nikt, kto zwra­cał­by na nas ja­kąś szcze­gól­ną uwa­gę. Poza tym aspek­ty w tym miej­scu… Le­d­wo czu­ję wła­sny.

Ken­neth spoj­rzał na Ola­ga-hes-Bren­da. Szczur miał tak obo­jęt­ną minę, jak­by ktoś za­mro­ził mu twarz. Je­śli był ta­kim kiep­skim ak­to­rem, nic dziw­ne­go, że Nora przy­dzie­li­ła go do dru­ży­ny bo­jo­wej. W praw­dzi­wej szpie­gow­skiej ro­bo­cie na pew­no by so­bie nie po­ra­dził.

— Kto jesz­cze? Nie po­wiesz mi, że wy­sła­no cię z tak waż­ną mi­sją w to­wa­rzy­stwie maga — na­wet nie sta­rał się, by nie za­brzmia­ło to sar­ka­stycz­nie — któ­ry po­tra­fi wy­kryć za­sadz­kę i roz­po­znać, czy ktoś kła­mie. Czy­li umie to, co do­brze wy­szko­lo­ny zwia­dow­ca i każ­da te­ścio­wa.

Blon­dyn­ka ukry­ła twarz w kap­tu­rze i wark­nę­ła coś głu­cho. Ken­neth uśmiech­nął się tyl­ko. Na­ra­sta­ła w nim po­nu­ra, za­cie­kła złość i gów­no go ob­cho­dzi­ło, czy zra­ni czy­jeś uczu­cia.

Szczur trze­ciej kla­sy pa­trzył na nie­go po­nu­ro, wy­zy­wa­ją­co, a po­rucz­nik zro­zu­miał, że do­szli do ścia­ny. Tym ra­zem szpieg się nie zła­mie i ofi­cer w prze­bły­sku zro­zu­mie­nia po­jął dla­cze­go. Nie­aspek­to­wa­na ma­gia. Cza­row­nik, któ­re­go Nora po­win­na wy­dać świą­tyn­nym in­kwi­zy­to­rom albo za­mknąć w ja­kiejś wie­ży, gdzie spę­dził­by resz­tę ży­cia, wy­jąc do ka­mien­nych ścian. Ale Szczu­ry trak­to­wa­ły cza­sem Wiel­ki Ko­deks ni­czym zbiór umow­nych po­rad, któ­re moż­na in­ter­pre­to­wać na róż­ne spo­so­by. Nie­mniej prę­dzej wszy­scy do­cze­ka­ją tu wio­sny, niż czar­no­bro­dy szpieg zdra­dzi coś ta­kie­go ofi­ce­ro­wi Stra­ży.

W su­mie nie było sen­su da­lej na­ci­skać.

I wte­dy się za­czę­ło.

Cza­ro­dziej­ka jęk­nę­ła, za­war­cza­ła gło­śniej, na­gle po­de­szła do po­rucz­ni­ka i zła­pa­ła go za ra­mię. Na­wet przez kol­czu­gę i pi­ko­wa­ną kurt­kę po­czuł uścisk. Jak­by po­chwy­ci­ła mu rękę ima­dłem.

— Pa­aaaaa… — za­cię­ła się, jak­by coś od­cię­ło jej do­pływ po­wie­trza. — Pa­aaatrzy…

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)