Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Czas żyć czas zabijać
Czas żyć czas zabijać - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czas żyć czas zabijać

Электронная книга - «Czas żyć czas zabijać». Краткое содержание книги:

Czas żyć czas zabijać
1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 111
Перейти на страницу:

Koharow wiedział, że książę Dask prowadził z imperium zaciekły, potajemny bój - sam był jednym z pionków na tej szachownicy. Nie przypuszczał jednak, że ktokolwiek byłby zdolny planować na aż tyle ruchów naprzód. Przez chwilę siedział tylko w milczeniu i rozmyślał.

- I właśnie dlatego żaden z najemników za żadną cenę nie może się dowiedzieć, że Wotta nie istnieje - ostrzegł ich Bakly.

Koharow skinął głową. Nagle pomyślał, że Bakly umyślnie zignorował próbę gwałtu. Zależało mu na tym, aby miejscowi za bardzo nie bratali się z najemnikami, a jeśli będą się ich bać, to nie będą chcieli z nimi rozmawiać w ogóle. Zaplanował to wszystko właśnie w ten sposób czy to los przez przypadek poszedł mu na rękę?

Nie wiedział, ale pytać nie chciał. Inna sprawa, że nawet by w tej chwili nie mógł, bo do izby wszedł właśnie Craig. Był w dobrym humorze, który w widocznym stopniu zawdzięczał spożytemu winu.

- I jak tam idzie narada wojenna? - zawołał głośno. - Znaleźliśmy jeszcze piętnaście osób. Trzech staruchów, ale oprócz nich same baby. Niektóre nawet niczego sobie!

- Z naradą wojenną czekamy na was - odpowiedział cicho Bakly i spojrzał na Sierżanta. - Ile zdołamy zabrać ze sobą wody?

- Dużo. - Sierżant dojadł ostatni kąsek i zaczął wyliczać: - Znaleźliśmy trzy woły i siedem krów, cztery konie, ale za to tylko dwa wozy, aczkolwiek oprócz nich mamy też pięć lekkich dwukółek. Bukłaków i innych pojemników na wodę mają tutaj całe sterty, widać, że w przeszłości dużo handlowali.

- Nie możemy im przecież zabrać wszystkiego! - zaprotestował Koharow.

- Pójdą z nami, nikogo tu nie zamierzam zostawiać - zwrócił się do niego z poważną miną Bakly.

Koharowa aż zatkało. Co by się stało, gdyby tu i teraz zdradził sekret Baklego? Czy olbrzym zabiłby go? Najprawdopodobniej.

- A po co? - dopytywał się Craig, popijając z glinianego dzbana, który ze sobą przyniósł. - Będą nas tylko spowalniać.

- Pomogą z ładunkiem. A poza tym ciągną za nami Czarni Jeźdźcy. Naprawdę chcecie się tu z nimi spotkać w drodze powrotnej? Wystarczyłoby, żeby się tu rozsiedli i tylko na nas poczekali.

- Wypalimy oazę? - zaskoczył natychmiast Craig.

- Nie. Nie chcę, żeby wiedzieli, kiedy stąd wyruszyliśmy. A poza tym wypaleniem osady nie zniszczymy wody, więc nic byśmy tak naprawdę nie zyskali. Dlatego zamiast tego zatrujemy źródło.

Koharow przełknął z trudem ślinę i poczuł, jak jego ciało drętwieje z niedowierzania. Tak przecież nie można! Ani on, ani żaden z jego ludzi nigdy na coś takiego nie zezwolą. Nikt nie ma prawa niszczyć tego, co na pustyni najcenniejsze!

- A przy odrobinie szczęścia otrujemy też paru naszych nieprzyjaciół.

Craig zauważył, jakie wrażenie ta informacja wywarła na Koharowie, i rzucił z rozbawieniem:

- Szkoda takiego kawałka ziemi, nie? Słyszałem, że niektóre z tych trucizn są w stanie utrzymać się w glebie całymi latami.

- Dokładnie taką mam - powiedział Bakly.

Reszty narady Koharow nie zarejestrował. Nie pozwoli zniszczyć oazy i skazać jej mieszkańców na śmierć z pragnienia. On sam może i był gotów umrzeć. Jeśli się nad tym zastanowić, prawdopodobnie byłby również gotów poprowadzić na śmierć swoich ludzi. Ale na coś takiego zgodzić się absolutnie nie mógł. Po zmroku poszedł się przejść wśród drzew, rozmyślając, jak nakłonić Baklego do tego, by zarzucił swój potworny plan. Zbliżywszy się do nieukończonego muru, usłyszał ciche łkanie. Ostrożnie wyjrzał przez bramę. Ciało zabitego mężczyzny pozostało na miejscu, ale ktoś usypał nad nim z kamieni mogiłę. Ten ktoś siedział teraz obok mogiły i płakał. Wnioskując z brzmienia głosu i rozmiaru sylwetki - dziecko. Nad nim stał Bakly.

- Sam go pogrzebałeś? - zapytał wielki mężczyzna.

- Tak - zabrzmiała cicha odpowiedź.

- Nikt ci nie pomógł?

- Nie. Jestem tu obcy, przybyliśmy niedawno. Tata z nikim za dużo nie gadał, nie mieliśmy przyjaciół.

Koharow słuchał. W swoim życiu widział już wiele śmierci, boleści, ale nie czyniło go to ani trochę bardziej odpornym. Nosił w sobie i swój własny ból, lecz z tym nauczył sobie radzić, w odróżnieniu od cierpienia innych.

- Te kamienie są małe, a w okolicy na pewno żyją jakieś zwierzęta. Wygrzebią go.

- Tych większych nie ruszę.

Było słychać, że chłopak połyka łzy, jednak z całej siły stara się nie rozpłakać. Bakly odszedł, pozostawiając go sam na sam z jego smutkiem.

Kiedy nadszedł poranek, Koharow był już zdecydowany. Umówił się z pięcioma ludźmi, do których miał największe zaufanie, i postanowił, że spróbują powstrzymać Baklego.

Nie było się z czym ociągać. Im szybciej karty zostaną wyłożone na stół, tym lepiej. Słońce nie wzniosło się jeszcze nad horyzont, ale już się rozwidniło. W bezpośrednim sąsiedztwie jeziorka czuć było w powietrzu posmak wilgoci. Na liściach rosnących najbliżej drzew dostrzegł nawet kropelki rosy! Co za wspaniały widok! Koharow otrząsnął się i spróbował skoncentrować na czekającym go zadaniu. Zakładał, że Bakly z rana pójdzie się umyć. Miejscowi z pewnością na nic podobnego by się nie poważyli, ale nieobeznany ze zwyczajami obcy zapewne tak. Po raz ostatni przyjrzał się swoim ludziom. Nawet jeśli mieli wątpliwości, nie dawali tego po sobie poznać. Bardzo dobrze, to znaczyło, że mógł na nich liczyć.

Wciąż panowała cisza, cykady poszły spać, a w oazie najwyraźniej nie mieszkały żadne ptaki. Suche, martwe połacie okazały się dla nich zbyt rozległe, aby się tu mogły dostać. Chrzęst żwiru zdradził przybycie Baklego na długo, zanim go jeszcze dojrzeli. Stali na ścieżce, nie kryli się. Koharow chciał chociaż spróbować jakoś się dogadać. Wreszcie go dostrzegł i nerwowo przełknął ślinę. Bakly szedł w samych tylko spodniach, resztę swoich rzeczy miał zawiniętą w gruby kożuch. Koharow instynktownie dotknął miecza. To nie był człowiek, to był jakiś wynaturzony stwór. Olbrzymi potwór opancerzony mięśniami nieludzkich rozmiarów i proporcji. Wyglądał, jakby gołymi rękoma potrafił łupać skały. Poruszał się leniwie, czy może raczej oszczędnie, jednak Koharow dobrze pamiętał, że każdy fragment jego ciała skrywał w sobie iście wybuchowy potencjał.

Bakly też ich już dostrzegł, ale nie zwolnił ani w żaden inny sposób nie dał po sobie poznać, że przejęła go ich obecność. Jeden z ludzi Koharowa chciał dobyć miecza, lecz Koharow go powstrzymał. Jego samego świerzbiły ręce, mimo to chciał jednak spróbować porozmawiać.

Na całe szczęście Bakly nie spróbował obok nich przejść. Zatrzymał się i odłożył swój tobołek w trawę.

- Bardzo byśmy nie chcieli, abyś skazał na zagładę tę oazę i wszystko, co żywe - powiedział cicho, lecz stanowczo Koharow. Miał przygotowane całe przemówienie, ale póki co czekał. Coś mu mówiło, że stojącego przed nim półnagiego olbrzyma i tak nie przekona.

Bakly przyglądał im się z twarzą nieruchomą i nieprzeniknioną. W końcu rozwiązał przyniesiony tobołek, a z niego wyłuskał mieszek, który Koharow już wcześniej widział. Był zawiązany na supeł, aby kamień z niego przypadkiem nie wypadł.

- Oto Czerwona Gwiazda - powiedział spokojnie. - Z jej użyciem można by zniszczyć za jednym zamachem całe państwa. Na karku siedzi nam tysięczna armia. Cesarz nie zawaha się poświęcić jej w całości, co do żołnierza, byle tylko zdobyć artefakt.

- Nie powiodę ludzi na śmierć. - Koharow pokręcił głową. - Nie kobiety i dzieci.

- Ściga nas czarodziej, który uczyni absolutnie wszystko, aby zdobyć Czerwoną Gwiazdę - kontynuował Bakly, jakby go w ogóle nie słyszał. - Jest to czarodziej, który również doskonale wie, czego z jej pomocą może dokonać.

1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 111
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)