Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Czas żyć czas zabijać
Czas żyć czas zabijać - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czas żyć czas zabijać

Электронная книга - «Czas żyć czas zabijać». Краткое содержание книги:

Czas żyć czas zabijać
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 111
Перейти на страницу:

Coverfly uświadomił sobie ze zdziwieniem, że zbroje się na jego oczach zmieniły. To wręcz nie były już zbroje, jak przedtem rozwieszone na stelażach, to były jednolite, olbrzymie, żelazne, archaicznie wyglądające posągi, z których każdy musiał ważyć dobre trzysta kilogramów, jeśli nie więcej.

Czarodziej stał w bezruchu przed magicznymi zbrojami. Z ich wnętrza zaczęły dobiegać stłumione dźwięki zmagań uwięzionych w nich ludzi. Może się właśnie ocknęli, przyszło do głowy baronowi. Teraz, kiedy już i tak nie mogą się wydostać.

Czarodziej włożył dłonie do kieszeni płaszcza, a kiedy je wyjął, trzymał w nich, między kciukiem a palcem wskazującym, małe kryształy. W świetle okolicznych ognisk wydawały się zielone. Evan wzniósł ręce ku górze i w tej pozie zastygł. Coverfly czuł jednak, że coś się dzieje, włosy na przedramionach stanęły mu dęba, a do tego strasznie mu się nagle zachciało kichać. Po dziesięciu uderzeniach serca, które wydały mu się ogłuszającym dudnieniem wielkiego bębna, nieprzyjemne uczucie zniknęło i wszystko wróciło do normy. I tylko poprzez zasłony hełmów widać było jakby ciemnoczerwony blask bijący od jakiegoś wewnętrznego ognia. Coverfly początkowo myślał, że może mu się przywidziało, ale po chwili musiał przyznać, że widział dobrze, a jedynie nie chciał do siebie dopuścić świadomości, że to prawda. Uwięzionych wewnątrz ludzi nie było już słychać. Zastanawiał się, co się z nimi stało, ale jedno było pewne, nie znajdowali się już między żywymi.

- Weźcie broń - rozkazał im Evan i pierwszy z żelaznych wojowników się poruszył.

Coverfly przełknął ślinę i instynktownie cofnął się o krok, tak jak i wszyscy pozostali. Jeśli wcześniej targały nim jeszcze jakieś wątpliwości, teraz miał przed oczami najlepszy dowód na to, że magia zaiste powróciła. Igły mogły jeszcze być artefaktami z przeszłości, ale to… Grigor Evan był bez wątpienia czarodziejem. Coverfly już wiedział, skąd się brała pewność siebie młodzieńca. Z rzeczy straszniejszych, niż on sam byłby sobie w stanie wyobrazić.

Zafascynowany dalej śledził nieprawdopodobne widowisko. Po pancernych wojownikach oczekiwał ociężałości i niezgrabności ruchów, tymczasem przypominali raczej olbrzymie tygrysy - poruszali się płynnie, a w każdym ruchu czaiła się groźba szybkości i siły. Olbrzymy spełniły rozkaz swego pana i znów zastygły w bezruchu. Ognie, o których wszyscy wydawali się zapomnieć, przygasły i było teraz widać wyraźnie, że z wnętrza hełmów rzeczywiście biła jakaś tajemnicza jasność.

- Idźcie ich tropem i zabijcie wszystkich i wszystko w promieniu pięciu kilometrów od swego celu - wydał kolejny rozkaz Evan.

Bez najmniejszego zawahania, bez żadnej zwłoki, jak tylko wybrzmiały słowa czarodzieja, żelaźni wojownicy obrócili się na piętach w tym samym kierunku i długimi krokami ruszyli w ciemność. Jeden z nich stanął przy tym nogą w ognisku, ale nijak na ten fakt nie zareagował. Była to demonstracja siły czy też po prostu ogień znajdował się poza spektrum percepcji? Jak nic nieznaczący otoczak na drodze, który się omija bez zwrócenia uwagi… Z rozmyślań wyrwało barona pojawienie się czarodzieja. W jakiś sposób Evan zdołał go wypatrzyć wśród gapiów, ale nie komentował tego w żaden sposób. Wyglądał na zadowolonego ze swojej pracy.

- Chodźmy do środka czegoś się napić. Zgłodniałem i jest mi zimno. To ze zmęczenia.

Coverfly kiwnął głową i bez słowa zawrócił w kierunku domostwa, które obrał na swoją kwaterę. Czarodziej ruszył za nim. Wewnątrz baron bez zwłoki nalał sobie pełen kielich wina, pomimo iż wiedział, że rano będzie tego żałować. Siadł na niewygodnym krześle i wyciągnął nogi na stół. Lekkie jeździeckie buty już dawno zamienił na bardziej wytrzymałe, do podróżowania pieszo. Kwestie mody, kariera, to wszystko zostało daleko poza linią piasków pustyni. Tutaj i teraz szło już tylko o przetrwanie jego, jego ludzi i młodego czarodzieja, który z szerokim uśmiechem zasiadł po drugiej stronie stołu.

- Patrzycie na mnie z obrzydzeniem - przerwał wreszcie ciszę Evan.

- A nie powinienem? - Coverfly wzruszył ramionami. - Wojna z natury swojej jest okrutna, ale ma swoje reguły. Tymczasem wyście właśnie nie tylko dla czarów zabili cywilów, ale w dodatku cywilów, którzy nie byli naszymi wrogami. Mało tego, gdybym wam tylko na to pozwolił, to samo gotowiście uczynić z moimi własnymi ludźmi.

Evan nie zaprzeczył. Ku zaskoczeniu barona z poważnym wyrazem twarzy przytaknął wręcz, jakby się z nim zgadzał.

- Nie zamierzam twierdzić, że całe to gadanie o prowadzeniu wojny w sposób cywilizowany to tylko takie pieprzenie.

Czarodziej ostatnie słowo zaakcentował szczególnie, przez co Coverfly zaczął mu się bacznie przyglądać. Do tej pory Evan wysławiał się niezwykle poprawnie, a do tego prawie nigdy nie zdradzał się ze swymi poglądami na żadne kwestie niezwiązane z magią.

- Ilu straciliśmy ludzi od momentu, kiedy zapuściliśmy się w to koszmarne piekło? - zapytał czarodziej.

- Dziesięciu - odpowiedział mu zgodnie z prawdą Coverfly. - Pięciu otruło się tutaj, jeden chłop spadł z wozu i przejechało po nim koło i do tego jest jeszcze zwiad, który nam się zawieruszył. A ponieważ nie wrócili w ciągu trzech dni, to możemy ich raczej uznać za martwych.

- Gdybyście na początku dali mi tych ludzi, zaoszczędziłoby to wam życie siedmiu kolejnych - stwierdził Evan. - Z drugiej jednak strony, to się nawet dobrze złożyło, że udało mi się zmienić czar i w miejsce jednego silnego człowieka użyć dwóch o słabszej sile życiowej. Wydaje mi się, że dzięki temu moi wojownicy okazali się silniejsi, a zaklęcie mocniejsze.

- Do tego przecież nie można podchodzić w ten sposób! - wybuchł Coverfly. - Nie da się tak przeliczać śmierci za śmierć. Przecież liczy się jeszcze, jak się umiera! Mogę wysyłać ludzi do ataku, gdzie będą ginąć setkami, ale nigdy nie zgodzę się na to, aby choć jednego poświęcić na to wasze… - Już chciał powiedzieć „kuglarstwo”, ale powstrzymał się w ostatniej chwili. W świetle ostatnich wydarzeń było przecież jasne, że o żadnym kuglarstwie nie mogło być mowy. - Na to wasze czarowanie.

- Czasy się zmieniają, sire. - Evan nie krył drwiny. - Przeżyją tylko ci, którzy się zdołają przystosować. Nawet też nie. Przeżyją ci spośród przystosowanych, którzy będą mieli szczęście. Nie uwierzylibyście, gdybyście wiedzieli, ile osób łamie sobie głowy nad tym, jak będzie wyglądać następna wielka wojna. Moi trzej wojownicy to jedynie drobny przedsmak.

Była to wizja, która baronowi wcale nie przypadła do gustu. Lubił o sobie myśleć jako o szczupaku, który najlepiej czuje się w wodzie walki. Jednak kiedy wyobraził sobie więcej takich Evanów, czuł, jak ze szczupaka zmienia się w małą brzankę.

- W jaki sposób ci żelaźni wojownicy odnajdą naszych nieprzyjaciół? - Postanowił skierować rozmowę na bardziej przyziemne kwestie.

- Są dostrojeni do wodnych igieł, które podarowałem Trimitriemu. Odnajdą je bez najmniejszego problemu.

- I zabiją wszystko w promieniu pięciu kilometrów - uzupełnił za niego Coverfly. Rozkaz czarodzieja zapamiętał bardzo dobrze.

- Dokładnie tak. W cywilizowanych okolicach musiałbym, ma się rozumieć, być znacznie dokładniejszy. Nie wiem dokładnie, czy Jeźdźcy złodziejów Gwiazdy zdołali już dopaść, ale na ile wyczuwam Gwiazdę oraz Czarnych Jeźdźców, są bardzo blisko siebie.

- A gdybyśmy przez przypadek sami znaleźli się w tym pięciokilometrowym promieniu? - drążył dalej Coverfly. - Wszak twierdzicie, że wyczuwacie pozycję Gwiazdy, tylko kiedy jest w ruchu, a w tej chwili przecież nie jest.

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 111
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)