Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Czas żyć czas zabijać
Czas żyć czas zabijać - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czas żyć czas zabijać

Электронная книга - «Czas żyć czas zabijać». Краткое содержание книги:

Czas żyć czas zabijać
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 111
Перейти на страницу:

- Najemnicy nigdy by na coś takiego się nie zgodzili. Craig i dla nas parę razy wyciągał kasztany z ognia i mogę zapewnić, że to cholernie ostrożny gość - uzupełnił Hoovery.

- Czegoś nie dostrzegamy, coś nam musiało umknąć. Jeżeli zostawią Czerwoną Gwiazdę w oazie lub jej okolicy, zapewniam was, że ją odnajdę, i to bez wysiłku - oznajmił czarodziej.

Coverfly czuł wyraźnie, że niniejszym wyczerpali temat i dalsze ślęczenie nad mapą nie przyniesie już nic nowego. Skinął na swych ludzi, aby się oddalili, i czekał na czarodzieja, żeby wziął z nich przykład i udał się do swojego, znacznie wygodniejszego namiotu. Dopiero wtedy uświadomił sobie, że przez cały ten czas towarzyszył im jeden ze strażników Evana. Zachowywali się tak cicho, że łatwo przestawało się rejestrować ich obecność.

Czarodziej nadal nie miał zamiaru odejść, więc baron nalał sobie kolejny kielich wina. Wraz z pierwszymi oddziałami, które ich dogoniły, dotarły zapasy, pośród których dzięki obrotności Sedrika znalazły się również prywatne rzeczy barona. Popijał trunek z prawdziwą rozkoszą, ale i ze smutkiem, wiedząc, że na więcej nie będzie sobie mógł już dziś pozwolić. Kac i upał, jaki ich niechybnie od rana czekał, to kombinacja, której za wszelką cenę chciał uniknąć.

- Potrzebuję mężczyzny - odezwał się cicho Evan.

Coverfly w pierwszej chwili myślał, że się przesłyszał. Spojrzał na czarodzieja i zrozumiał, że jednak nie. Nie bardzo wiedział, jak ma zareagować. Spędzili już całkiem sporo czasu z dala od cywilizacji, to prawda, a w dodatku przy takim tempie, w jakim się przemieszczali, markietanki nie zdołały - albo nie chciały - dotrzymać im kroku. Ludzie w oddziale radzili sobie z pokusami na najróżniejsze sposoby, ale młodego, w porównaniu z szorstkimi żołnierzami wręcz nieco zniewieściale wyglądającego Evana o coś takiego by nie podejrzewał.

- Mojej pomocy nie potrzebujecie tutaj. Wystarczy że się z pierwszym lepszym napijecie wina. Chyba żebyście chcieli, żeby robił za dziewczynę, wtedy lepiej jednak dla pewności dosypać mu jakichś narkotyków. U konowała możecie nawet dostać taką maść, dzięki której łatwiej…

Czarodziej gwałtownie poczerwieniał, Coverfly był pewien, że ze wstydu. Zrozumiał swoją pomyłkę, kiedy tamten eksplodował.

- Z czym wy mi tu, do jasnej cholery, wyskakujecie?! Co wy sobie myślicie? Że ja tu się będę gzić z tymi waszymi śmierdzącymi, durnymi ciołkami? Gdyby mi na tym zależało, mógłbym w każdej chwili mieć tyle kobiet, ile tylko zapragnę.

Uderz w stół, a nożyce się odezwą? - zastanawiał się Coverfly. Reakcja czarodzieja wydawała się stanowczo przesadzona. A może po prostu nie był zwykły, żeby tak po prostu wykładać kawę na ławę?

- Potrzebuję człowieka do czarów, do tego, żeby odzyskać Czerwoną Gwiazdę, jeśli wam się nie powiedzie! Wystarczy mi jakikolwiek skazaniec, byle młody i silny - wysyczał Evan, próbując nad sobą zapanować. - A sodomitą żadnym nie jestem!

Muszę posprawdzać te wszystkie plotki na jego temat, pomyślał Coverfly. Było nie było, nie ma dymu bez ognia. Wyraz twarzy zachował przy tym idealnie obojętny. Podjął też natychmiastową decyzję, że temu napuszonemu, rozkapryszonemu gówniarzowi z pewnością żadnego ze swoich ludzi nie wyda. Skazać kogoś na śmierć albo wysłać na stracenie cały oddział przeciwko wrogowi to co innego. Ale żaden z jego ludzi nie zostanie zarżnięty jak prosię na ofiarnym stole czy jak to też ci magowie to robili.

- Obawiam się, że posiadane przeze mnie kompetencje jako dowódcy w armii cesarskiej nie zezwalają na spełnienie waszego życzenia. Jeżeli uda nam się pochwycić w niewolę jakichś nieprzyjaciół, być może wtedy da się coś z tym zrobić - odpowiedział bez ogródek.

Evan zrozumiał, że swoim wybuchem zatrzasnął przed sobą drzwi. Obrócił się bez słowa i energicznie wymaszerował z namiotu. Za nim podążył jego strażnik, cichy i nieobecny, jakby niczego, co tu miało miejsce, w ogóle nie zauważył.

Wczesny poranek zastał obóz w ruchu i gwarze. Organizacja wyprawy w pustynię bez wcześniejszego odpowiedniego przygotowania była nie lada orzechem do zgryzienia i wynikające z tego napięcie zaczynało się dawać we znaki zarówno żołnierzom, jak i oficerom. Coverfly przechadzał się między swymi ludźmi niespiesznie, kontrolując, czy wszyscy przykładają się do zadań, które im poprzedniego wieczora poprzydzielał. Niedopełnienie inspekcji groziło błędami i chaosem, a te oznaczały opóźnienia. Baron uznawał powierzone mu jednostki za jedno ciało, jeden organizm, całkowicie posłuszny jego woli. Wierzył, że dowodząc tym organizmem, zdolny jest osiągnąć wszystko albo przynajmniej prawie wszystko - zdawał sobie sprawę, że istniały organizmy o podobnej strukturze, lecz nieporównanie większe. Gdyby przyszło mu się spotkać z wrogiem pięcio-, dziesięciokrotnie liczniejszym, musiałby zginąć tak, jak mniejszy drapieżnik ulega większemu.

Jednak w promieniu setek, a może nawet tysięcy kilometrów drugiego takiego krwiożerczego mastodonta być nie mogło, co pozwalało baronowi wierzyć, iż nic nie może stanąć mu na przeszkodzie. Jedyni jego przeciwnicy to pustynia i garstka ludzi. Może i byli to ludzie głęboko oddani swojej sprawie, jednak przeciwko dobrze zorganizowanej, przeważającej sile nawet najgłębszy fanatyzm nie miał przecież szans. Na rękę było mu również i to, że Evan musiał się, widać, zadowolić faktem, iż Czerwoną Gwiazdę tropili dla niego Czarni Jeźdźcy, i nie stawiał już żadnych dodatkowych żądań. Jedyne, o co poprosił, to aby móc wyruszyć z pierwszym oddziałem. Coverfly chętnie zostałby w obozie jeszcze trochę, żeby móc dopilnować wszystkich niezbędnych przygotowań, jednak z drugiej strony chciał mieć nad czarodziejem nieustanną pieczę.

- Sire, dotarło pierwszych pięć wozów, wszystkie wypełnione zapasami wody. Kolejnych piętnaście jest już w drodze - poinformował go kapitan, któremu Coverfly przydzielił to właśnie zadanie.

- W porządku. Wiecie, co robić dalej. - Baron skinął głową, po czym dał znak stajennemu, który czekał w otwartych wrotach stajni, że ma mu przyszykować wierzchowca.

Niedługo potem jechał już na czele stuosobowego oddziału pozostawiającego za sobą plamy pożółkłej wegetacji znaczące granicę zamieszkałych terenów.

- To myśmy czekali tylko na te wozy? Widzę, że ludzie, którzy jadą z nami, już tu byli - niespokojnie napomknął czarodziej, który ciężko znosił każde, najdrobniejsze nawet opóźnienie.

- Woda. Bez niej się nie obejdziemy w podróży ani nie założymy pierwszego obozu.

- A to po co? Ten obóz? - spytał Evan bez entuzjazmu.

Wjechali na szczyt pierwszego pagórka. Przed nimi rozpostarł się widok na nieskończone morze wyprażonego słońcem pustkowia. Jak okiem sięgnąć, wszędzie roiło się od ciemnych kształtów poszarpanych skał, wystających niczym pogruchotane kości z połaci żwiru, piachu i porozrzucanych wszędzie większych kamieni.

- Oddział czołowy wymaga nieprzerwanych dostaw wody. Do tego celu potrzebujemy łańcucha pomniejszych, dobrze strzeżonych obozów zaopatrzeniowych. Dzięki nim woda może być stopniowo przesyłana z pobrzeża pustyni, pozwalając nam zapuścić się tak głęboko, jak tylko będzie to potrzebne.

Coverfly uświadomił sobie, iż użył terminu „pobrzeże pustyni”. Bronił się jak mógł przed przyjęciem terminologii miejscowych, ale i tak niektóre słowa oraz sformułowania przesączyły się do jego słownika. Pobrzeże, nurkowanie, głębina… Jakby to rzeczywiście był jakiś ocean. I rzeczywiście, był, tyle że składający się z kamieni, piasku i upału. Postanowił skoncentrować się na kwestiach praktycznych, żeby odegnać niepokojące przemyślenia.

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 111
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)