Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Czas żyć czas zabijać
Czas żyć czas zabijać - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czas żyć czas zabijać

Электронная книга - «Czas żyć czas zabijać». Краткое содержание книги:

Czas żyć czas zabijać
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 111
Перейти на страницу:

- Co ty sobie, kurwa, myślisz, ty obesrany obrońco wieśniactwa? - warknął.

Koharow udał, że nie słyszy. Już wiedział, czemu nikt nie ruszył najemnikowi na pomoc. Sierżant zagradzał im drogę z dłonią na rękojeści miecza.

- Znajdę cię później, masz jak w banku. A ty uważaj, oczu z tyłu głowy nie masz - najemnik rzucił groźbę i obrócił się, by odejść. Koharow uderzył. Był to ciężki hak mierzony w szczękę, który dosięgnął celu perfekcyjnie. Mężczyzna padł na ziemię nieprzytomny.

- Pilnujcie go - Koharow odezwał się do reszty ludzi Craiga. - Jeśli tylko zauważę, że się koło mnie kręci, skończę z nim.

Uznawszy sprawę za zakończoną, Koharow obrócił się do mieszkańców oazy.

- Gdzie są pozostali? Wiem, że was tu musi być więcej, nie ma sensu się ukrywać.

Odpowiedziała mu cisza.

- Naprawcie wozy i bukłaki - rzucił nagle Bakly, nie patrząc na nikogo konkretnego. - Zdobądźcie konie w miejsce zabitych, jutro wyruszamy. Zabierzemy tyle wody, ile damy radę. I nie chcę tu żadnych pożarów, żadnych dymów, które będą zdradzały naszą obecność.

Koharow dostrzegł, jak jego ludzie wymieniają ukradkowe spojrzenia. Doskonale wiedział, nad czym się zastanawiali. Dokąd, do jasnej cholery, Bakly zamyśla iść. Znajdowali się na samej granicy nadających się do życia obszarów. Dalej czekały już tylko pustynia i niechybna śmierć.

- Za godzinę zbierzemy się tam. - Bakly popatrzył na Koharowa i Craiga i wskazał ręką najbliższy dom. Sam ruszył jednak w innym kierunku, ku temu, co oaza miała najcenniejsze - otoczonemu trzciną małemu, ale głębokiemu jeziorku, jedynemu tutejszemu źródło wody.

Koharow przydzielił swym ludziom rozmaite zadania i przyglądał się Craigowi, który zajęty był tym samym pośród najemników. Po historii z Koharowem jego autorytet wśród własnych ludzi nieco jakby podupadł. Też sobie z tego musiał zdawać sprawę, bo gonił ich do roboty ostrzej niż kiedykolwiek wcześniej.

- Zacny cios - odezwał się Sierżant, który wrócił właśnie z oględzin jeziorka.

- Odgrywałem tylko swą rolę. - Koharow wzruszył ramionami i roztarł bolącą pięść. - Rolę obrońcy wieśniactwa.

- Coś już o tym słyszałem - roześmiał się Sierżant. - Bakly obchodzi granice oazy, zanim wróci, moglibyśmy coś przegryźć. Przypuszczam, że czeka nas harówka do nocy, skoro musimy się przygotować na poranny wymarsz.

- Bardzo bym chciał tę sprawę z Baklym przedyskutować - wyznał Koharow. - Nie mogę się doczekać porządnego dzbana zimnej, źródlanej wody - dodał.

Jeść i pić dostali w domu, który Bakly wybrał na kwaterę dla dowództwa. Posługiwała im kobieta, której pomógł Koharow. Pozostali mieszkańcy osady trzymali się od przybyszy na odległość, ale niewiele im to pomogło. Ludzie Craiga może i niczego nie podpalili, ale bez problemu znaleźli inne sposoby na narobienie szkód.

- Nie wyglądał mi na człowieka, który pozwoli, aby ludzie, którym przewodzi, dosłownie przed nim hańbili kobietę - zastanawiał się na głos Koharow, równocześnie napychając się świeżym chlebem, szynką i daktylami, a wszystko to zapijając pierwszorzędnym miejscowym winem i jeszcze lepszą wodą.

- Mnie też nie, ale on jednak jest dość dziwny. Myśli inaczej niż my. Czasem może i na to nie wygląda, ale w głowie ma wszystko w najdrobniejszych szczegółach poukładane - odparł Sierżant.

- Chciałbym z nim porozmawiać sam, bez Craiga w pobliżu.

- No to właśnie masz okazję. - Sierżant wskazał nożem wejście do izby.

Bakly wkroczył do wnętrza i nagle dość przestronna, wydawałoby się, kuchnia i przylegająca do niej izba wyczuwalnie się zmniejszyły.

- Dlaczego zostawiliście tego człowieka tam, gdzie leżał? - spytał kobietę wprost. - Dlaczego go nie pochowacie?

- Bo to obcy. To znaczy był obcy. Przyszedł tu przed kilkoma tygodniami z Klatenu, co to go podobno wypalili. Przyjęliśmy go, bo nas mało teraz. Mnóstwo ludzi pomarło albo odeszło z oazy - odpowiedziała.

- Wygląda na to, żeście go za bardzo nie polubili - rzucił Sierżant z przekąsem.

- Z nikim nie chciał gadać, tylko gonił wszystkich do roboty. To on nas namówił, żeby zniszczyć szlak, żeby nikt się do nas nie mógł dostać. I jeszcze twierdził, że ze wszystkich sił musimy walczyć, żeby oazy bronić, inaczej spotka nas to, co spotkało ich.

- No to miał rację - zgodził się Sierżant.

- No i dużo nam to pomogło - odgryzła się gospodyni.

- Boście nie walczyli - wypomniał jej.

Na to odpowiedzi już nie miała i odeszła naburmuszona.

- Powiedzieliście, że wyruszamy jutro - zaczął Koharow.

Bakly złapał za dzban z wodą i jednym haustem opróżnił go do połowy.

- Owszem.

- Dokąd?

- Do Wotty. To mała oaza piętnaście razgów stąd, dalej w głąb pustyni. Tam będę mógł ukryć Gwiazdę.

- Żadna Wotta nie istnieje - odpowiedział Koharow cicho.

Bakly chwilę mu się badawczo przyglądał, ale zmilczał i usiadł przy stole.

- Dalej jest już tylko pustynia bez powrotu. Rozpalona pustka, piach, kamienie. Żadnej wody. Ta oaza, w której teraz jesteśmy, to najdalsze miejsce, w którym jeszcze tli się jakieś życie - nie ustępował Koharow. - Każdy, kto wejdzie głębiej, umrze. Z pragnienia, z gorąca, z opętania.

Bakly nie zaprzeczył.

- Muszę zanieść Czerwoną Gwiazdę tak daleko, jak tylko będzie to możliwe. Muszę ją ukryć tak, aby nie zdołał się do niej dostać nikt inny - powiedział tylko.

Koharow przyglądał mu się bacznie i po raz kolejny, dysponując tym wszystkim, co o Baklym słyszał i co zdążył już sam zaobserwować, próbował wielkoluda rozgryźć. Kim on był tak naprawdę? Co się w nim skrywało?

- A my wszyscy przy tym zginiemy.

Koharow sam nie wiedział, czy było to pytanie, czy konstatacja.

- Jeśli będzie trzeba…

- Więc jak to możliwe, że Craig i jego ludzie w ogóle z nami pojadą? - zaciekawił się Sierżant, jakby wzmianką o niechybnej śmierci zupełnie się nie przejął. - Nie wyglądają mi na typków, którzy za marne trzy stówki zgodzą się umierać.

- Mają mapę, taką samą jak moja - odpowiedział Bakly i wyciągnął z zanadrza pojemnik, a z niego zrolowaną mapę i położył na stole.

Koharow rozwinął rulon z ciekawością. Była to najdoskonalsza mapa południowo-wschodniej części Pustyni Gutawskiej, jaką kiedykolwiek widział. Opisana w najdrobniejszym szczególe, z całą masą dodatkowych użytecznych informacji. Niektóre obszary miały swoje oddzielne, jeszcze bardziej szczegółowe opracowania. O piętnaście razgów w głąb pustyni od miejsca, w którym się znajdowali, na mapie widniał mały rysunek palmy, a przy nim nazwa Wotta.

- Mało jest ludzi, którzy w pustyni czuliby się jak u siebie w domu, tak jak ja - zaczął Koharow po kwadransie uważnego studiowania. - Ta mapa jest niesamowita. Zgadza się we wszystkich szczegółach, o których sam wiem. Ale o tej oazie łże. - Popukał palcem w Wottę.

- Owszem, ta oaza nie istnieje - potwierdził Bakly, a Koharow poczuł, jak ściska mu się serce.

W głębi duszy liczył jednak na jakąś fantastyczną historyjkę, która pozwoliłaby mu uwierzyć w istnienie schronienia w bezlitosnym sercu pustyni.

- Parę tygodni temu Craig kupił okazyjnie identyczną mapę. Trochę wcześniej spotkał w gospodzie człowieka, który rozprawiał o daktylach z Wotty. Trafił również na kogoś, kto twierdził, że sam stamtąd pochodził.

- To wszystko było ukartowane?

- Jedna z ewentualności przyszykowana przez pana Łasiczkę. Jedna z ewentualności prowadzących do tego, aby pozbawić cesarza możliwości urośnięcia w potęgę za sprawą magicznego artefaktu. Oczywiście byłoby lepiej dostarczyć artefakt K. No, ale co poradzić, jeśli się nie da, musimy go przynajmniej dobrze ukryć - dokończył swoje wyjaśnienia Bakly.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 111
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)