Pamięć Światłości
- Автор: Джордан Роберт, Сандерсон Брендон
- Серия: Kolo czasu #14
- Язык: польский
- Переводчик: Jan Karłowski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:
– Na pewno chcesz to zrobić? – zapytał cicho Androl.
– Tak czy siak, już za późno, żeby się wycofać – odparła Pevara, podwiązując strumienie Powietrza.
Rachuby z pozoru wydają się poprawne. Im bardziej oddany Światłości był człowiek, zanim został przemocą nawrócony na Cień, tym potem głębsza jest jego wiara w Cień. Zatem…
Zatem tego człowieka, którego poświęcenie wydawało w najlepszym razie letnie, będzie łatwiej złamać, przekupić lub nawrócić niż innych. Sprawa ta wydawała się zasadniczej wagi, ponieważ sługusy Taima zorientują się, co się stało, gdy tylko…
– Dobser? – rozległ się znienacka czyjś głos. W drzwiach zamajaczyły dwie sylwetki. – Masz to wino? Uznaliśmy, że nie warto pilnować wejścia, ta kobieta…
To był Welyn i kolejny poplecznik Taima, Leems.
Pevara zareagowała odruchowo, rzucając sploty na obu mężczyzn i równocześnie splatając strumienie Ducha. Uniknęli wprawdzie oddzielenia tarczą od Źródła – to był za każdym razem niełatwy zabieg wobec osoby dzierżącej właśnie Jedyną Moc – ale kneble trafiły w ich usta, tłumiąc okrzyki.
Tymczasem sama poczuła na sobie strumienie Powietrza i tarczę, która wciskała się między nią a Źródło. Smagnęła Duchem w miejsce, gdzie, jak się spodziewała, były sploty. Przecięła je.
Leems zatoczył się w tył, zaskoczony. Jego sploty zniknęły. Pevara rzuciła się naprzód, w skoku splatając kolejną tarczę i tym razem odcinając Leemsa od Źródła w tej samej chwili, gdy się z nim zderzyła. Razem runęli na ścianę. Udało się. Androl zobaczył, jak zniknęła otaczająca Leemsa poświata Mocy.
Spróbowała tego samego z Welynem, ale on kontratakował własnym splotem Powietrza. Cios cisnął nią skroś pomieszczenia. Zanim uderzenie w ścianę pozbawiło ją tchu, zdołała sama spleść Powietrze. Z trudem łapiąc oddech i zmagając się z oszołomieniem, trzymała się tego cieniutkiego splotu, a potem instynktownie zarzuciła go przed siebie, łapiąc Welyna za kostkę, gdy ten usiłował wybiec z magazynu.
Podłoga leciutko zadrżała pod upadającym ciałem.
„To Welyn się przewrócił?” Kręciło się jej w głowie, nie bardzo widziała, co się dzieje przed nią.
Wreszcie jakoś usiadła, mimo protestów obolałego ciała, wciąż trzymając te cienkie strumienie Powietrza, którymi kneblowała tamtym usta. Jeżeli one znikną, będą się darli wniebogłosy. A wtedy koniec. Śmierć. Albo coś jeszcze gorszego.
Zamrugała, próbując oczyścić załzawione bólem oczy i zobaczyła Androla, który stał nad dwoma Asha’manami z pałką w ręku. Wyglądało na to, że niezdolny stworzyć tarczę, odwołał się do prostszego sposobu i po prostu ich ogłuszył. I dobrze się stało, ponieważ jej druga tarcza nie poskutkowała. Teraz wyraźnie to było widać.
Dobser wciąż wisiał w powietrzu tam, gdzie go zostawiła, z oczami jeszcze szerzej rozwartymi niż przed chwilą. Zobaczyła, że Androl też się jej przygląda.
– Światłości! – powiedział. – Pevara, to było niesamowite. Praktycznie rzecz biorąc, w pojedynkę powaliłaś dwóch Asha’manów!
Uśmiechnęła się z satysfakcją, a potem ujęła podaną przez Androla rękę i chwiejnie wstała.
– A twoim zdaniem czym zajmują się przez cały czas Czerwone Ajah, Androl? Siedzą i narzekają na mężczyzn? Szkolimy się do walki z przenoszącymi Moc.
W więzi poczuła przypływ szacunku dla niej, a równocześnie Androl zakrzątnął się wokół tamtych: wciągnął ciało nieprzytomnego Welyna do środka, zamknął drzwi i wyjrzał przez okno, żeby się upewnić, iż zamieszanie nie przyciągnęło niczyjej uwagi. Następnie spuścił rolety i przeniósł Moc, żeby oświetlić pomieszczenie.
Pevara odetchnęła głęboko kilka razy, podniosła rękę i oparła się o ścianę.
Androl uniósł wzrok.
– Musimy cię zaprowadzić do któregoś z naszych, żeby cię Uzdrowił.
– Nic mi nie będzie – zapewniła go. – Po prostu oberwałam w głowę i wszystko mi wiruje przed oczyma. To minie.
– Niech ci się przyjrzę – powiedział, podchodząc bliżej. Kula światła kołysała się nad jego głową. Pevara pozwoliła mu się obejrzeć: zajrzał w oczy, obmacał głowę. Potem zaświecił jej kulą światła prosto w oczy. – Boli?
– Tak – poznała, odwracając wzrok.
– Mdłości?
– Lekkie.
Mruknął coś nieartykułowanego, po czym wyciągnął z kieszeni chusteczkę i zmoczył ją wodą z manierki. Na jego twarzy odmalował się wyraz skupienia, a światło nad jego głową zgasło. Chusteczka zachrzęściła cicho, a kiedy ją jej podał, okazała się zamarznięta.
– Przyłóż ją do rany – polecił. – I powiedz mi, jeżeli zaczniesz się robić senna. Nie wolno ci zasnąć, bo to może tylko pogorszyć twój stan.
– Martwisz się o mnie? – zapytała rozbawiona, ale postąpiła, jak jej kazał.
– To tylko… jak to określiłaś? Dbałość o zasoby?
– Nie wątpię – powiedziała, przyciskając lodowaty materiał do głowy. – A więc znasz się i na medycynie?
– Przez jakiś czas terminowałem u Mądrej Kobiety w niewielkim miasteczku – wyjaśnił z roztargnieniem, przyklękając obok leżących. Pevara z ulgą wypuściła kneblujące ich sploty Powietrza, niemniej tarcze dalej utrzymywała.
– Mądra Kobieta wzięła sobie mężczyznę na terminatora?
– Z początku nie chciała – rzekł Androl. – To długa historia.
– Znakomicie. Opowiesz mi długą historię, dzięki czemu nie zasnę do czasu, aż po nas przyjdą. – Emarin i pozostali otrzymali instrukcje, aby powłóczyć się trochę po terenach Czarnej Wieży, tworząc alibi na wypadek, gdyby nieobecność Dobsera została zauważona.
Androl zmierzył ją wzrokiem, kula światła znów rozbłysła nad jego głową.
– Wszystko zaczęło się w chwili, gdy gorączka zabiła mi przyjaciela podczas połowów na srebrawy w okolicach Mayene. Gdy wróciłem na stały ląd, nie mogłem przestać myśleć, że moglibyśmy go uratować, gdybyśmy tylko wiedzieli, co robić. Więc udałem się na poszukiwania kogoś, kto mnie nauczy…
4
Owoce Więzi zobowiązań.
– No i tak to się skończyło – powiedziała siedząca pod ścianą Pevara.
Androl czuł jej emocje pulsujące w więzi. Wciąż znajdowali się w magazynie, gdzie pokonali ludzi Taima i czekali na Emarina, który twierdził, iż potrafi zmusić Dobsera do mówienia. Androl nie miał zielonego pojęcia, jak się przesłuchuje więźnia. Woń ziarna do niedawna wisząca w powietrzu stała się wonią zgnilizny. Ostatnimi czasy jedzenie potrafiło się zepsuć w jednej chwili.
Pevara przycichła, zarówno na zewnątrz, jak w środku i półszeptem opowiadała Androlowi o tym, jak starzy przyjaciele wymordowali jej rodzinę.
– Wciąż ich nienawidzę – mówiła. – Moją rodzinę potrafię już wspominać bez bólu, ale tych Sprzymierzeńców Ciemności… Nienawidzę ich. Pociesza mnie tylko myśl, że nie uszło im to na sucho, bo Czarny z pewnością o nich się nie upomniał. Spędzić całe życie, czcząc go, karmiąc się nadziejami na miejsce w jego nowym świecie i do śmierci nie doczekać się Ostatniej Bitwy… Podejrzewam, że tych, którzy żyją obecnie, wcale nie czeka lepszy los. Kiedy zwyciężymy w Ostatniej Bitwie, on porwie ich dusze. Mam nadzieję, że będą długo cierpieć.
– Pewna jesteś, że zwyciężymy? – zapytał Androl.
– Oczywiście, że zwyciężymy. Dla mnie to nie jest otwarte pytanie. Nie stać mnie, żeby tak myśleć o całej sprawie.
– Masz rację. Mów dalej.