Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 296
Перейти на страницу:

Znalazł to, gdy przybył do Czarnej Wieży.

Siłą woli stłumił w sobie strach. Niech sczezną cienie! Znowu pochwycił saidina, zalała go Moc. Wyprostował się, spojrzał Coterenowi prosto w oczy.

Tamten uśmiechnął się i też sięgnął do Źródła. Mezar również, a pośrodku wspólnej sali stał jeszcze Welyn… Przerażony Nalaam mamrotał coś pod nosem, rozglądając się wokół rozbieganymi oczyma. Wokół Canlera też rozbłysła poświata Jedynej Mocy, ale na jego twarzy widać było rezygnację.

Androla zalał strumień Mocy, wszystko, co potrafił zaczerpnąć, wspinając się na szczyt swoich możliwości. Ale było tego doprawdy niewiele w porównaniu z tamtymi. Był najsłabszym mężczyzną spośród wszystkich zgromadzonych – najświeżsi rekruci radzili sobie lepiej.

– A więc jednak chcesz spróbować? – cichym głosem zapytał Coteren. – Wiedziałem, że w końcu nie wytrzymasz, dlatego prosiłem ich, aby cię zostawili w spokoju. Chciałem dla siebie zachować tę satysfakcję, listonoszu. No, już. Dawaj. Zobaczymy, na co cię stać.

Androl zaczerpnął ze Źródła, próbując stworzyć jedyną rzecz, którą umiał, czyli bramę do Podróżowania. Stworzyć, a nie spleść w ścisłym sensie słowa, ponieważ dla niego Jedyna Moc była czymś, co nie ograniczało się wyłącznie do splotów. Była Moc i był on, połączeni czymś intymnym, instynktownym.

Ale nawet proste sploty Podróżowania zdawały mu się w tej chwili czymś niemożliwym do osiągnięcia, jakby wspinał się po stustopowej szklanej ścianie, opierając wyłącznie na czubkach palców. Podskakiwał, szarpał się, próbował. Na nic. A przecież był tak blisko, gdyby tylko jeszcze bardziej się wytężył, mógłby…

Cienie wokół niego wydłużyły się. Panika wezbrała w głowie. Androl zgrzytnął zębami, sięgnął do kołnierza i wyszarpnął odznakę. Potem cisnął ją na podłogę pod stopy Coterena. Zadzwoniła cicho. W pomieszczeniu zapadło milczenie.

Wtedy Androl, grzebiąc swój wstyd pod falą determinacji, wypuścił Jedyną Moc, przepchnął się obok Mezara i wyszedł w noc. Nalaam, Canler i Pevara przygnębieni powlekli się za nim.

Poczuł na twarzy strugi deszczu. Czuł ból po utraconej odznace, jak ból po stracie ręki.

– Androl… – zaczął Nalaam. – Przykro mi.

Po niebie niosło się echo grzmotu. Szli po niewybrukowanej ulicy, rozbryzgując stopami wodę z kałuż.

– Nieważne – rzekł Androl.

– Może jednak trzeba było walczyć – zauważył Nalaam. – Niektórzy z chłopaków w sali mogliby nas wesprzeć, nie wszyscy siedzą u Taima w kieszeni. Przypomniało mi się, jak pewnego razu walczyliśmy z ojcem z szóstką Psów Czarnego… niech Światłość nie spływa na mój grób, jeśli kłamię. Skoro wtedy udało mi się ocalić skórę, poradziłbym sobie i z tymi asha’mańskimi psami.

– Zarżnęliby nas jak szczeniaki – stwierdził Androl.

– Ale…

– To byłaby rzeź! Nie możemy dopuścić, żeby to oni dyktowali warunki walki, Nalaam.

– Ale będziemy walczyć? – zapytał Canler, zajmując miejsce przy drugim boku Androla.

– Oni schwytali Logaina – wyjaśnił Androl. – W przeciwnym razie Welyn nie mówiłby tego, co mówił. Jeżeli stracimy Logaina, będzie to oznaczało koniec wszystkiego: naszego buntu, naszych szans na zjednoczenie Czarnej Wieży.

– Tak więc…

– Tak więc musimy go uwolnić – podsumował Androl, nie ustając w marszu. – Jeszcze dziś.

Rand pracował przy miękkim, niemrugającym świetle kuli saidina. Przed Górą Smoka wzdragał się w ten pospolity sposób wykorzystywać Moc. Od saidina mdliło go, a im więcej go czerpał, tym większe mdłości odczuwał.

To się zmieniło. Saidin stał się jego częścią, nie musiał już więcej się go obawiać, w końcu skaza przecież zniknęła. Ale najważniejsze, że nauczył się nie traktować go wyłącznie jako broni; co zresztą w równym stopniu odnosiło się do tego, jak nauczył się traktować samego siebie.

Teraz miał zamiar przyświecać sobie kulami światła, kiedy się tylko da. Zamierzał poprosić Flinna, żeby go wprowadził w tajniki Uzdrawiania. Nie miał szczególnych Talentów w tym kierunku, ale nawet odrobina umiejętności może ocalić komuś życie. Zbyt często używał tych cudownych Talentów – tego daru – żeby niszczyć i zabijać. I potem się dziwił, że ludzie reagowali nań strachem. Co Tam powiedziałby na ten temat?

„Może go zapytać?” – pomyślał z roztargnieniem, notując odpowiednią uwagę na leżącej przed nim kartce papieru. Wciąż nie mógł się nadziwić, że Tam był tu, obok, w sąsiednim obozie. Jakiś czas temu zjedli razem obiad. Z początku spotkanie było nieco krępujące, ale nie bardziej, niż gdyby jakiś król, ot tak sobie, przysłał Tamowi na głęboką wieś zaproszenie „na obiad”. Pośmiali się z tego trochę, co uczyniło atmosferę zdecydowanie swobodniejszą.

Po obiedzie pozwolił ojcu najnormalniej w świecie wrócić do obozu Perrina. Nie było mowy o żadnych zaszczytach czy kosztownych prezentach. Tam nie chciał w oczach ludzi uchodzić wyłącznie za ojca Smoka Odrodzonego. Chciał być tym, kim był zawsze – Tamem al’Thorem, solidnym i godnym zaufania człowiekiem, ale nigdy żadnym lordem.

Rand wrócił do pracy nad leżącym przed nim dokumentem. Z urzędnikami z Łzy konsultował stosowne wyrażenia, ale treść była w całości jego dziełem. Pod tym względem nie ufał nikomu, nikomu też nie chciał zdradzać przedwcześnie idei, jakie miał zamiar ogłosić.

Może przesadzał z tą ostrożnością? Ale czego wrogowie nie będą w stanie przewidzieć, temu nie będą w stanie zaradzić. Po tym, jak omalże nie znalazł się w mocy Semirhage, stał się nieufny. Zresztą doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Ten, kto długo skrywa sekrety, ma potem kłopoty z dzieleniem się nimi.

Wrócił do początku dokumentu, zaczął czytać od nowa. Dawno temu Tam posłał raz Randa, żeby sprawdził stan płotu. Rand skrupulatnie wywiązał się z zadania, ale kiedy wrócił do domu, Tam posłał go po raz wtóry do tej samej pracy.

Dopiero za trzecim razem Rand znalazł luźne sztachety, które domagały się naprawy. Do dziś nie wiedział, czy Tam od początku zdawał sobie sprawę z ich istnienia, czy zwyczajnie doszła tu do głosu jego obsesyjna dokładność.

Dokument, który miał przed sobą, był ważniejszy niż jakiś tam płot. Dzisiejszej nocy przyjdzie mu wrócić do niego jeszcze dziesiątki razy i w nieskończoność zastanawiać, czy czegoś nie przeoczył.

Problem polegał na tym, że trudno mu było się skupić. Nie mógł przestać myśleć o tym, co knuły te kobiety. Czuł ich obecność w tych zbitkach emocji w głębi głowy. Wszystkie cztery – również Alannę gdzieś na północy. Pozostałe trzy spędziły tę noc niedaleko od siebie, w chwili obecnej znajdowały się chyba w jednym namiocie? Co one knuły?

Chwila. Oto któraś zostawiła pozostałe dwie. Poza tym zbliżała się szybko, już prawie była na miejscu. Aviendha?

Rand wstał, podszedł do wyjścia z namiotu, odsunął klapy.

Zamarła, jakby przyłapana na ukradkowej próbie wślizgnięcia się i zaskoczenia go. Następnie dumnie uniosła głowę i spojrzała mu w oczy.

I w tym samym momencie pośród nocy podniosły się krzyki. A Rand zorientował się, że jego wartowników nie ma w pobliżu. Panny Włóczni były, ale zgromadzone bezładnie krzyczały coś w jego stronę. I to nie z radości, jak można by się spodziewać. Krzyczały okropne rzeczy. Słyszał pojedyncze zdania, w których opisywały, co zrobią z różnymi członkami jego ciała, gdy wpadnie im w ręce.

– Co tu się dzieje? – mruknął.

– One tego nie mówią poważnie – wyjaśniła Aviendha. – To taki rytuał towarzyszący sytuacji, gdy jakiś mężczyzna wybiera sobie jedną z Panien Włóczni. Z drugiej strony, nie wiem, czy to właściwy nań czas i miejsce, skoro już dawno przestałam być Panną i stałam się Mądrą. W każdym razie to oznaka szacunku. Gdyby cię nie lubiły, nie zachowywałyby się w ten sposób.

1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)