Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 296
Перейти на страницу:

Zobaczył, jak po przeciwnej stronie sali do Nalaama przyłączył się Evin, skinieniem głowy nakazał mu udać się za Jonnethem. Nikt nie powinien pozostawać sam. Załatwiwszy tę sprawę, wsłuchał się znów w przechwałki Welyna. Kątem oka zauważył, że Lind zmierza w jego stronę.

Lind Taglien była niska, ciemnowłosa; dziś występowała w pięknie haftowanej sukni. Patrząc na nią, zawsze miał wrażenie, że jest uosobieniem tego, czym Czarna Wieża mogłaby być. Cywilizowana. Wykształcona. Znacząca.

Mężczyźni ustępowali jej z drogi. Wiedzieli, że w jej karczmie nie ma miejsca na kałuże rozlanych napitków ani bójki. Mądry człowiek rozumiał, że lepiej nie zaznać na własnej skórze skutków gniewu Lind. Z drugiej strony nie miała innego wyjścia, jak przestrzegać surowego reżimu. W mieścinie pełnej mężczyzn zdolnych przenosić Moc zwykła bójka w tawernie mogła się skończyć naprawdę, ale to naprawdę paskudnie.

– Niepokoi cię to w tym samym stopniu, co mnie? – zapytała cicho, kiedy już znalazła się przy nim. – Czy to nie ten sam człowiek, który ledwie kilka tygodni temu domagał się dla Taima sądu i egzekucji za jakieś rzeczy, które ten miał rzekomo zrobić?

Androl nie odpowiedział. Cóż było do powiedzenia? Że człowiek, którego wszyscy znali jako Welyna, najpewniej już nie istnieje? Że cała Czarna Wieża stanie się wkrótce wyłącznym domem dla potworów o złych oczach, fałszywych uśmiechach i martwych duszach?

– Nie wierzę w ani jedno słowo, które powiedział na temat Logaina – podjęła Lind, nie doczekawszy się odpowiedzi. – Tu się dzieje coś złego, Androl. Każę Fraskowi śledzić go dzisiaj w nocy, zobaczymy, dokąd…

– Nie – wszedł jej w słowo Androl. – Nie rób tego. – Frask był mężem Lind, Czarna Wieża wynajęła go do pomocy Henre Haslinowi w lekcjach szermierki. Taim uważał wprawdzie, że sztuka walki mieczem nie jest do niczego Asha’manom potrzebna, niemniej Lord Smok się uparł, aby jej nauczano.

Zmierzyła go wzrokiem.

– Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że wierzysz…

– Chcę powiedzieć tylko tyle, Lind, że moim zdaniem znajdujemy się w poważnym niebezpieczeństwie, a udział Fraska mógłby całą sprawę tylko pogorszyć. Zrób mi przysługę. Przysłuchuj się uważnie temu, co Welyn będzie dzisiaj mówił. Może coś ważnego wyjdzie na jaw.

– Dobrze – zgodziła się, ale w jej głosie brzmiało powątpiewanie.

Androl skinął głową Nalaamowi i Canlerowi, a po chwili tamci wstali i ruszyli w jego stronę. Z zewnątrz dobiegał grzechot deszczu o dach i ganek. Welyn nie przestawał mówić, a ludzie słuchali. Tak, zupełnie niewiarygodna wydawała się tego rodzaju radykalna zmiana poglądów i z pewnością niejeden będzie się zastanawiał, jak do niej mogło dojść. Niemniej Welyn cieszył się szacunkiem, a nieznaczne na pozór wahania charakteru mogły ujść uwadze wszystkich, którzy nie znali go dostatecznie blisko.

– Lind – powiedział Androl, gdy tamta zbierała się do odejścia.

Obejrzała się.

– Chcę ci jeszcze powiedzieć… żebyś na noc zawarła to miejsce na głucho. A potem razem z Fraskiem zeszła do piwnicy. Masz tu porządną piwnicę na zapasy, tak?

– Tak – odparła. – Chociaż nie wiem, po co… – Miała rację: na nic grube drzwi, gdy puka ktoś władający Jedyną Mocą.

Nalaam i Canler dotarli wreszcie do niego. Androl odwrócił się, żeby wyjść… i nadział na mężczyznę stojącego w drzwiach tuż za nim. Zupełnie nie zauważył, jak tamten wszedł. Czarny kaftan Asha’mana ociekał wodą, w wysokim kołnierzu błyszczał Miecz i Smok. Atal Mishraile od początku był człowiekiem Taima. Inaczej niż u pozostałych, z jego twarzy nie wyzierały puste oczy – jego zło było całkowicie własnym złem. Wysoki, złotowłosy, z uśmiechem wykrzywiającym usta.

Na jego widok Pevara omalże nie podskoczyła. Nalaam zaklął cicho i sięgnął po Jedyną Moc.

– Spokojnie – odezwał się czyjś głos. – Nie ma się co ciskać. – Zza pleców Atala, spośród strumieni deszczu wyłonił się Mezar i stanął obok niego. Siwiejący Domani był niski, mimo przemiany, którą i on przeszedł, promieniowała od niego jakby… mądrość.

Androl spojrzał w jego oczy i poczuł się, jakby zaglądał w bezdenne szczeliny. Do miejsca, gdzie światło nigdy nie dociera.

– Witaj, Androl – mówił dalej Mezar, kładąc dłoń na ramieniu Atala, jakby łączyła ich stara przyjaźń. – Dlaczegóż to uważasz, że Poczciwa Lind powinna się czegoś obawiać do tego stopnia, aby się przed tym zamykać w piwnicy? Przecież nigdzie nie jest tak bezpiecznie jak w Czarnej Wieży?

– Obawiam się ciemnych nocy, pośród których szaleją burze – odpowiedział Androl.

– Zapewne masz rację – rzekł Mezar. – A jednak opuszczasz jasne i cieple wnętrze. Dlaczegóż? Chętnie wysłuchałbym jednej z twoich niesamowitych opowieści, Nalaam. Może o tym, jak z ojcem odwiedziliście Sharę?

– To nie jest szczególnie niesamowita opowieść – wymigiwał się Nalaam. – Poza tym niewiele pamiętam.

Mezar roześmiał się w głos, a tymczasem Androl kątem oka zobaczył, jak z tyłu zbliża się do nich Welyn.

– Ach, tu jesteś! Przed chwilą im obiecałem, że opowiesz o fortyfikacjach Arafel.

– Chodźcie i posłuchajcie – zaproponował Mezar towarzyszom Androla. – Nie da się przecenić roli, jaką odegrają w Ostatniej Bitwie.

– Może wrócę i posłucham – powiedział Androl. – Kiedy już zrobię, co mam do zrobienia.

Przez dłuższą chwilę patrzyli sobie prosto w oczy. Z boku Nalaam wciąż trzymał Źródło. Jedynej Mocy potrafił zaczerpnąć równie dużo jak Mezar, ale przeciwko niemu i Mishraile nie miał szans – zwłaszcza wśród tych wszystkich zgromadzonych w tawernie ludzi, którzy zapewne wzięliby stronę Asha’manów.

– Nie marnuj czasu na tego listonosza, Welyn – dobiegł go zza pleców tamtej dwójki głos Coterena. Mishraile odsunął się na krok, żeby zrobić miejsce nowo przybyłemu. Tamten, przysadzisty mężczyzna o paciorkowatych oczach, wszedł do środka, po drodze odpychając Androla. – Ach, czekaj. Już nie jesteś listonoszem, prawda?

Androl wszedł w pustkę i objął Źródło.

W pomieszczeniu natychmiast zatańczyły wydłużające się cienie.

Czemu tu tak ciemno? Czemu nie zapalą więcej lamp? Ciemność wabiła cienie, cienie, które on widział! Były prawdziwe. Niczym czarne macki sięgały w jego stronę. Żeby go wciągnąć, zadusić.

„Och, Światłości. Oszalałem. Oszalałem…”

Pustka pierzchła i cienie – na szczęście! – wycofały się. Zorientował się, że drży. Oparł się o ścianę, ciężko dysząc. Pevara przyglądała mu się wzrokiem pozbawionym wyrazu, ale w więzi czuł jej niepokój.

– Tak na marginesie – ciągnął dalej Coteren. Był jednym z najważniejszych sługusów Taima. – Słyszałeś?

– Co niby miałem słyszeć? – zdołał wykrztusić z siebie Androl.

– Zostałeś zdegradowany, listonoszu – powiedział Coteren, gestem dłoni wskazując odznakę w kołnierzu Androla. – Osobisty rozkaz Taima. Wchodzi w życie z dniem dzisiejszym. Z powrotem jesteś żołnierzem, Androl.

– Ach, tak! – zawołał Welyn ze środka sali. – Przepraszam, że zapomniałem o tym wspomnieć, ale obawiam się, że rzecz została uzgodniona z Lordem Smokiem. Zresztą tak naprawdę nigdy nie zasługiwałeś na ten tytuł, Androl. Przykro mi.

Androl uniósł dłoń i sięgnął do odznaki w kołnierzu. Nie powinna mieć dlań żadnego znaczenia, bo przecież czymże niby była?

Ale emocje, które w sobie czuł, mówiły coś innego. Przez całe swoje życie czegoś szukał. Poczynając od czeladnika, uczył się najróżniejszych zawodów. Walczył w rewolucjach, przepłynął dwa morza. I przez cały czas szukał, nie wiedząc dokładnie czego.

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)