Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 296
Перейти на страницу:

Aielowie.

– Czekaj – powiedział. – Chcesz powiedzieć, że sobie ciebie wybrałem?

Aviendha spojrzała mu prosto w oczy, na jej policzki wypełzł rumieniec. Aviendha? Żeby się rumieniła? To było zupełnie niespodziewane.

– Powinieneś już wiedzieć – powiedziała. – Gdybyś uważniej słuchał tego, co ci o nas mówiłam…

– Nieszczęśliwie się złożyło, że twój uczeń jest wełnianogłowym idiotą.

– Dla niego zaś szczęśliwie się złożyło, że postanowiłam udzielić mu kilku dodatkowych lekcji. – Dała krok w jego stronę. – Jest wiele rzeczy, których muszę cię jeszcze nauczyć.

Światłości. Ależ była piękna. Ale przecież Elayne też była… i Min… i…

– Aviendha – zaczął przez ściśnięte gardło. – Kocham cię. Naprawdę. Ale to nie jest takie proste, żebym sczezł! Ponieważ kocham was wszystkie. Wszystkie trzy. I nie potrafię się z tym pogodzić i wybrać…

Znienacka zorientował się, że ona się śmieje.

– Naprawdę jesteś głupi, nieprawdaż, Randzie al’Thor?

– Zdarza mi się. Ale co…

– Elayne i ja zostałyśmy pierwszymi siostrami, Randzie al’Thor. Kiedy już ją lepiej poznamy, Min do nas dołączy. I będziemy dzielić się wszystkim.

„Pierwsze siostry?” Już od momentu, gdy nałożyły mu więzi zobowiązań, powinien się czegoś domyślić. Uniósł rękę do skroni. „Podzielimy się tobą”, powiedziały wtedy.

Więzi zobowiązań łączące go z czterema kobietami mogły zrodzić tyle bólu, gdyby mu się coś stało, ale biorąc dodatkowo pod uwagę to, że trzy z nich go kochały? Światłości, za nic nie chciał przysparzać im takiego cierpienia!

– Powiadają, że się zmieniłeś – ciągnęła dalej Aviendha. – Tyle się o tym nasłuchałam od czasu mego powrotu, że już mam dreszcze za każdym razem, gdy słyszę twoje imię. Cóż, faktycznie, oblicze masz spokojne, ale uczucia w tobie szaleją. Cóż jest takiego okropnego w fakcie, że wszystkie trzy chcemy być z tobą?

– Ja tego też chcę, Aviendha. Równocześnie czując, że ze wstydu powinienem się schować. Jednak ból…

– Poradziłeś sobie z bólem, czyż nie?

– To nie swojego bólu się obawiam, ale waszego.

– Uważasz nas więc za tak słabe, że nie damy rady znieść tego, co ty zniosłeś?

Spojrzenie, jakim go zmierzyła, było co najmniej niepokojące.

– Oczywiście, że nie – bronił się. – Ale jak mogę spokojnie myśleć o tym, że sprawiam ból tym, które kocham?

– Nasz ból jest naszą sprawą – zapewniła go, dumnie zadzierając podbródek. – Randzie al’Thor, masz do podjęcia prostą decyzję, którą niepotrzebnie starasz się skomplikować. Tak czy nie? Wiedz jednak, że to jest wybór między wszystkimi trzema a żadną. Nie pozwolimy, abyś stanął między nami.

Zawahał się, a potem, czując się jak bezecny rozpustnik, pocałował ją. Z tyłu Panny, o których obecności tymczasem zupełnie zapomniał, zaczęły znów wykrzykiwać swe pogróżki, jeszcze głośniej niż poprzednio, aczkolwiek teraz już słyszał w ich głosach radość nieprzystającą do ich treści. Odchylił na moment głowę do tyłu i ujął w dłoń policzek Aviendhy.

– Przeklęte idiotki. Wszystkie trzy.

– Wobec tego wszystko się zgadza. Jesteśmy na tym samym poziomie. Poza tym, powinieneś wiedzieć, że jestem teraz Mądrą.

– W takiej sytuacji zdecydowanie nie stoimy na równi, ponieważ ja dopiero zaczynam rozumieć, jak niewiele mądrości posiadam.

Aviendha prychnęła.

– Dość gadania. Zabierzesz mnie teraz do łóżka.

– Światłości! – jęknął. – To dość bezpośrednia propozycja, nie sądzisz? Czy to też jest część obyczajów Aielów?

– Nie – odpowiedziała i znowu się zarumieniła. – Tylko… ja nie bardzo się znam na tych sprawach.

– Umówiłyście się, tak? Zdecydowałyście we trzy, która dziś w nocy do mnie przyjdzie?

Wahała się przez moment, potem skinęła głową.

– Nigdy tak naprawdę nie będę mógł wybierać, nieprawdaż?

Pokręciła głową.

Roześmiał się i przytulił ją. Z początku była sztywna, ale po chwili roztopiła się w jego objęciach.

– Nie powinienem najpierw z nimi walczyć? – Ruchem głowy wskazał Panny.

– To ma miejsce tylko w wypadku małżeństwa i najpierw trzeba zdecydować, czy jesteś wart tego, żeby cię poślubić, głupcze. Poza tym obejmuje członków naszych rodzin, nie społeczności. Naprawdę w ogóle nie słuchałeś tego, co mówiłam?

Spojrzał jej w oczy.

– Cóż, cieszę się, że muszę walczyć. Nie wiem, ile czasu nam zostało, a chciałem się jeszcze trochę wyspać. Mimo to… – Urwał na widok spojrzenia, jakim go obrzuciła. – Nie… nie wyśpię się dziś w nocy, co?

Pokręciła głową.

– No, dobrze. Przynajmniej tym razem nie będę się musiał zamartwiać, że zamarzniesz na śmierć.

– Tak. Ale może się zdarzyć, że umrę z nudów, Randzie al’Thor, jeśli nie przestaniesz tyle gadać.

Wzięła go pod ramię i delikatnie, lecz zdecydowanie pociągnęła w stronę namiotu – równocześnie okrzyki Panien z każdą chwilą stawały się coraz głośniejsze, bardziej obraźliwe i entuzjastyczne.

– Domyślam się, że przyczyną jest działanie jakiegoś ter’angreala – mówiła Pevara. Ona i Androl siedzieli w kucki na zapleczu jednego z magazynów Czarnej Wieży, pozycja była bardzo niewygodna. Wnętrze pomieszczenia pachniało kurzem, ziarnem i drewnem. Większość budowli Czarnej Wieży wzniesiono całkiem niedawno i budynek magazynu nie był wyjątkiem. Cedrowe belki stropu nad ich głowami wyglądały, jakby wyszły wprost z tartaku.

– Słyszałaś o ter’angrealu, który uniemożliwiałby Podróżowanie? – zapytał Androl.

– Nie, przynajmniej nic jednoznacznego – odpowiedziała Pevara, zmieniając nieco pozycję. – Ale panuje ogólne przekonanie, że wszystko, co wiemy o ter’angrealach, stanowi jedynie drobny ułamek wiedzy, jaka kiedyś istniała. Są zapewne tysiące rozmaitych rodzajów ter’angreali, a jeżeli Taim faktycznie jest Sprzymierzeńcem Ciemności, to ma dostęp do Przeklętych, a oni mogą mu opowiedzieć takie rzeczy na temat ich funkcji i konstrukcji, o jakich nam nawet się nie śniło.

– Musimy więc znaleźć ten ter’angreal – zdecydował Androl. – I go dezaktywować, a w najgorszym razie przynajmniej zrozumieć, jak działa.

– A potem co? Uciekać? – zapytała Pevara. – Wydawało mi się, że zdecydowałeś, iż ucieczka nie wchodzi w grę?

– Cóż, dalej tak uważam – przyznał.

Skoncentrowawszy się odpowiednio, mogła wychwycić echa jego myśli. Słyszała z ust sióstr, że więź zobowiązań ze Strażnikiem stanowi coś w rodzaju bezpośredniego związku uczuciowego. Jednak to, co czuła, wydawało się głębsze. Teraz czuł autentycznie głęboki żal, że nie wychodzi mu z bramami Podróżowania. Bez tej umiejętności czuł się bezbronny.

– Na tym polega mój Talent – wyznał z oporami. Ale zdawał sobie sprawę, że wcześniej czy później domyśli się powodów. – Potrafię tworzyć bramy. Przynajmniej potrafiłem.

– Naprawdę? Dysponując taką zdolnością czerpania Mocy?

– Może raczej jej brakiem? – zauważył.

Czuła uczucia towarzyszące jego myślom. Choć pogodził się z własną słabością, równocześnie obawiał się, że czyni go ona niezdolnym do przewodzenia innym. Osobliwa mieszanina pewności siebie i wątpliwości pod swoim adresem.

– Tak – kontynuował. – Podróżowanie wymaga ogromnych ilości Jedynej Mocy, jednak ja potrafię tworzyć wielkie bramy. Zanim wszystko przestało działać, udało mi się raz utworzyć bramę szeroką na trzydzieści stóp.

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)