Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 296
Перейти на страницу:

Pevara aż mrugnęła, zaskoczona.

– Z pewnością przesadzasz.

– Udowodniłbym ci, gdyby to było możliwe. – Czuła, że mówi całkowicie szczerze. Więc albo taka była prawda, albo głębię swego przekonania zawdzięczał szaleństwu. Nie wiedząc, co powiedzieć, postanowiła nie drążyć tematu.

On oczywiście wyczuł jej niezdecydowanie.

– Nie przejmuj się – powiedział. – Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie wszystko jest ze mną… dobrze. To się odnosi do większości z nas. Możesz rozpytać innych o moje bramy. Nie bez powodu Coteren nazywa mnie „listonoszem”. Ponieważ jedyną rzeczą, do której się nadaję, jest dostarczanie innych ludzi z miejsca na miejsce.

– To wspaniały Talent, Androl. Pewna jestem, że w Wieży wzbudziłby niezłe zamieszanie, a siostry dużo by dały, żeby móc go zbadać. Nie potrafię się nie zastanawiać, ile kobiet urodziło się z nim i nigdy się nie dowiedziały, ponieważ sploty Podróżowania zostały zapomniane.

– Nie wybieram się do Białej Wieży, Pevara – powiedział, akcentując słowo „Białej”.

Zmieniła temat:

– Nie możesz przeboleć utraty zdolności Podróżowania, a równocześnie nie chcesz opuścić Czarnej Wieży. Dlaczego więc przypisujesz takie znaczenie temu ter’angrealowi?

– Bramy bywają użyteczne – wyjaśnił.

Równocześnie pomyślał o czymś innym, ale Pevarze nie udało się zorientować, czego dotyczyła ta myśl. To był tylko przelotny rozbłysk obrazów i wrażeń.

– Skoro jednak donikąd się nie wybieramy… – upierała się.

– Zdziwiłabyś się – odparł, unosząc głowę, żeby wyjrzeć przez okno na uliczkę.

Ulewa się skończyła, z nieba siąpiła mżawka. Niebo wszak wciąż było czarne. Do świtu pozostało jeszcze kilka godzin. – Trochę eksperymentowałem. Próbowałem robić rzeczy, o których, być może, nikt nigdy dotąd nie pomyślał.

– Wątpię, aby istniały rzeczy, o których nikt dotąd nie pomyślał i ich nie spróbował – sprzeciwiła się. – Przeklęci mają dostęp do wiedzy zgromadzonej przez Wieki.

– Naprawdę sądzisz, że to, co się tu dzieje, może być sprawką jednego z nich?

– Czemu nie? Gdybyś gotował się na Ostatnią Bitwę i myślał o osłabieniu ewentualnego przeciwnika, to czy pozwoliłbyś, aby pod twoim bokiem zebrała się zgraja mężczyzn przenoszących Moc, szkolących się wzajem i rosnących w siłę?

– Tak – odrzekł. – Pozwoliłbym, a potem przejął nad nimi władzę.

Pevara zacisnęła usta. Prawdopodobnie miał rację. Czuła też, jak źle reaguje na samą nazwę „Przeklęci”; w ogóle coraz lepiej rozumiała jego myśli.

Ta więź była nienaturalna. Trzeba było się spod niej uwolnić. Niemniej nie miałaby nic przeciwko temu, gdy wszystko się już skończy, aby połączyć się z nim właściwą więzią zobowiązań.

– Nie wezmę na siebie całej odpowiedzialności za to, co się wydarzyło, Pevaro – powiedział Androl, znów zerkając za okno. – Ty pierwsza nałożyłaś na mnie więź.

– Po tym, jak zdradziłeś zaufanie, które ci okazałam, tworząc z tobą krąg.

– Nie zrobiłem ci nic złego. Czego się właściwie spodziewałaś? Czy nie po to tworzy się krąg, żeby połączyć siły?

– Ta dyskusja jest bezprzedmiotowa.

– Mówisz tak tylko dlatego, że nie masz argumentów. – Powiedział to z całkowitym spokojem i takie też były jego uczucia. Powoli zaczynało do niej docierać, że Androla naprawdę niełatwo zirytować.

– Mówię tak, ponieważ moim zdaniem taka jest prawda – broniła się. – Wątpisz?

Czuła jego rozbawienie. Doskonale zdawał sobie sprawę, w jaki sposób przejęła kontrolę nad kierunkiem, w którym zmierzała rozmowa. Ale poza rozbawieniem było coś jeszcze. Autentyczny podziw, jaki zrobiła na nim jej zręczność. I chęć dorównania.

Ze skrzypieniem otworzyły się wewnętrzne drzwi do pomieszczenia, w szczelinie ukazała się twarz Leish. Żona Asha’mana Canlera była całkowitym przeciwieństwem męża – radosne mimo siwych włosów oblicze, pulchna sylwetka. Skinęła głową Pevarze. Jej pojawienie się było umówionym znakiem, że minęła właśnie godzina, po czym zamknęła za sobą drzwi. Canler rzekomo miał jej nałożyć więź zobowiązań, co czyniło ją… kim?

Strażniczką?

Ci mężczyźni wszystko robili na odwrót. Pevara dostrzegała wprawdzie ewentualne racje stojące za nałożeniem więzi współmałżonkowi – choćby tę pociechę, że wiedziało się zawsze, gdzie druga osoba przebywa – z drugiej strony wykorzystywanie jej do tak przyziemnych spraw zdawało jej się nie w porządku. To była sprawa dla Aes Sedai i Strażników, a nie dla mężów i żon.

Androl przyglądał się jej, najwyraźniej próbując odczytać jej myśli – ale one ewidentnie były zbyt złożone, żeby poradził sobie bez kłopotu. Dziwny człowiek, ten Androl Genhald. Jak ktoś mógł być tak dramatyczną mieszanką determinacji i uległości? Robił, co trzeba było zrobić, nie przestając się równocześnie zamartwiać, że jest niewłaściwą osobą na niewłaściwym miejscu.

– Ja siebie też nie rozumiem – odezwał się znienacka.

To też było co najmniej denerwujące. Jak to się stało, że tak szybko nauczył się czytać jej myśli? Ona wciąż błądziła w ciemnościach, gdy chodziło o to, o czym myśli on.

– Możesz jeszcze raz o tym pomyśleć? – poprosił. – Nie udało mi się w pełni zrozumieć.

– Idiota – mruknęła Pevara.

Androl uśmiechnął się, potem po raz kolejny wyjrzał za okno.

– Jeszcze nie czas – powiedziała Pevara.

– Jesteś pewna?

– Tak – zapewniła go. – A jeśli nie przestaniesz wyściubiać nosa na zewnątrz, możesz go spłoszyć, kiedy wreszcie przyjdzie.

Androl z niechęcią wrócił na swoje miejsce.

– No, dobrze – zaczęła Pevara. – Ustalmy jedną rzecz: kiedy on się pojawi, ja będę z nim rozmawiała.

– Powinniśmy stworzyć krąg.

– Nie. – Nie odda się po raz drugi w jego ręce. Wciąż nie doszła do siebie po tym, co się zdarzyło ostatnio. Zadrżała, a Androl obrzucił ją znaczącym spojrzeniem.

– Są dobre powody – tłumaczyła – żeby nie tworzyć kręgu. Nie chodzi mi o ciebie, Androl, ale twoje zdolności czerpania Mocy są zbyt skromne, żeby to czyniło jakąkolwiek różnicę. Lepiej niech każde z nas działa na własną rękę. Przecież musisz dostrzegać sensowność tego rozwiązania. Co byś wolał na polu bitwy? Mieć jednego żołnierza? Czy dwóch, choćby nawet jeden z nich był znacznie gorzej wyszkolony, których mógłbyś oddelegować do innych misji i obowiązków?

Zastanawiał się przez chwilę, po czym westchnął:

– Niech ci będzie, zgoda. Tym razem mówisz do rzeczy.

– Zawsze mówię do rzeczy – obruszyła się i wstała. – Już czas. Przygotuj się.

Stanęli po dwu stronach drzwi wychodzących na uliczkę. Specjalnie zostawili w nich uchyloną szczelinę. Potężny wrzeciądz zwisał swobodnie, jakby ktoś po prostu zapomniał go nałożyć na skobel.

Czekali w ciszy dłuższy czas, póki Pevara nie zaczęła się martwić, że pomyliła się w swoich rachubach. Androl miałby niezły ubaw i…

Drzwi otwarły się szeroko. Do środka zajrzał Dobser, bez wątpienia zwabiony niby to przypadkiem rzuconym przez Evina komentarzem, jak to przed momentem wyniósł butelkę wina z zaplecza, ponieważ Leish zapomniała zamknąć. Androl twierdził, że Dobser jest znanym pijusem i że wielokrotnie Taim pobił go do nieprzytomności za folgowanie nałogowi.

Czuła w więzi emocjonalną reakcję Androla wobec tamtego. Smutek. Głęboki, przygniatający smutek. W oczach Dobsera czaiła się ciemność.

Pevara uderzyła szybko – związała Dobsera strumieniami Powietrza, a potem odcięła zaskoczonego tarczą od Źródła. Androl trzymał w pogotowiu pałkę, ale okazała się niepotrzebna. Dobser zawisł w powietrzu i rozszerzonymi oczami patrzył na Pevarę, która stanęła przed nim z zaplecionymi z tyłu rękoma i przyglądała mu się krytycznym wzrokiem.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)