Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Vaterland [Fatherland - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Vaterland [Fatherland - pl]

Электронная книга - «Vaterland [Fatherland - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1964. Nazistowskie Niemcy triumfują w Europie oraz Azji i przygotowują się do obchodów 75 urodzin Hitlera. Prezydent USA J.F.Kennedy ma przybyć z oficjalną wizytą do Rzeszy, aby przywrócić stosunki dyplomatyczne miedzy krajami. Wtedy uwagę władz przykuwa seria tajemniczych morderstw. Wszystkie ofiary łączy udział w planie eksterminacji Żydów i Słowian. Śledztwo rozpoczynają agencji niemieckiego wywiadu, szpiedzy i amerykańska dziennikarka. Rozwiązanie okaże się bardziej zaskakujące, niż ktokolwiek przypuszcza.
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 86
Перейти на страницу:

— W którym roku przeżył to załamanie? — przerwał jej March.

— Chyba w 1943. To było, oczywiście, zanim go poznałam.

— No tak. — March uśmiechnął się i pochylił głowę. — Musiała pani wtedy chodzić do szkoły.

— Może niezupełnie do szkoły… — Spódniczka powędrowała trochę wyżej.

— Kiedy zaczęła się pani obawiać, że coś mu się stało?

— Kiedy nie wrócił do domu w poniedziałek. Nie spałam przez całą noc.

— I zgłosiła pani jego zaginięcie we wtorek rano?

— Właśnie miałam zamiar to zrobić, kiedy zjawił się Obergruppenführer Globocnik.

March starał się ukryć zdziwienie w głosie.

— Zjawił się, zanim jeszcze zawiadomiła pani policję? O której to było godzinie?

— Kilka minut po dziewiątej. Powiedział, że chce rozmawiać z moim mężem. Przedstawiłam mu sytuację. Obergruppenführer potraktował sprawę bardzo poważnie.

— Jestem o tym przekonany. Czy powiedział pani, w jakiej sprawie chciał rozmawiać z pani mężem?

— Nie. Pomyślałam, że to jakaś sprawa partyjna. Dlaczego pan pyta? — Jej głos nagle stwardniał. — Sugeruje pan, że mój mąż zrobił coś złego?

— Nie, nie…

Wygładziła upierścienioną dłonią spódniczkę.

— Dlaczego zadaje mi pan te wszystkie pytania, Herr Sturmbannführer? — zapytała po krótkim milczeniu.

— Czy pani mąż odwiedził kiedykolwiek Szwajcarię?

— Jeździł tam parę razy, kilka lat temu. W interesach. Dlaczego?

— Gdzie jest jego paszport?

— Nie ma go w gabinecie. Ale wyjaśniłam to już Obergruppenführerowi Globocnikowi. Martin zawsze nosił paszport przy sobie. Mówił, że nigdy nie wiadomo, kiedy będzie go potrzebował. Nauczono go tego w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Nie ma w tym nic niezwykłego, naprawdę…

— Pani wybaczy — przerwał jej. — Zauważyłem przy wejściu alarm przeciwwłamaniowy. Wygląda na nowy. Spuściła wzrok.

— Martin kazał go zainstalować w zeszłym roku. Mieliśmy nieproszonych gości.

— Dwóch mężczyzn? Spojrzała na niego zdumiona.

— Skąd pan o tym wie?

To był błąd.

— Musiałem przeczytać raport w aktach pani męża.

— Niemożliwe. — Zamiast zdumienia w jej głosie zabrzmiała teraz nieufność. — Nigdy nie zawiadomił o tym policji.

— Dlaczego?

Miała zamiar udzielić mu niegrzecznej odpowiedzi — „a co to pana obchodzi?” albo coś w tym rodzaju — ale potem spojrzała mu prosto w oczy i zmieniła zdanie.

— Prosiłam, żeby to zrobił — odparła zrezygnowanym głosem. — Ale nie zgodził się. I nie chciał powiedzieć dlaczego.

— Co się dokładnie wydarzyło?

— To było zeszłej zimy. Mieliśmy zamiar spędzić wieczór w domu. Ale potem w ostatniej chwili zadzwonili do nas przyjaciele i wyszliśmy na kolację, do Horchera. Kiedy wróciliśmy, w tym pokoju było dwóch mężczyzn. — Rozejrzała się wokół, tak jakby wciąż mogli się gdzieś kryć. — Chwała Bogu, że odprowadzili nas przyjaciele. Gdybyśmy byli sami… Kiedy zobaczyli, że jest nas cała czwórka, wyskoczyli przez to okno. — Wskazała ręką okno za plecami Marcha.

— I wtedy pani mąż założył alarm. Czy podjął jakieś inne środki ostrożności?

— Wynajął ochroniarza. Właściwie czterech. Pracowali na zmianę. Trzymał ich aż do Bożego Narodzenia. Potem uznał, że nie może im dłużej ufać. Bez przerwy się bał…

— Czego?

— Nie chciał mi powiedzieć.

W jej ręku pojawiła się chusteczka. Z karafki znów ubyło trochę sherry; na brzegu kieliszka zostały różowe plamy szminki. Frau Luther po raz kolejny znalazła się na skraju łez. March źle ją początkowo ocenił. Bała się o swego męża, to prawda. Ale jeszcze bardziej bała się tego, że mógł ją oszukiwać. Przez głowę przelatywały jej złe myśli, widać to było po oczach. Czy miał jakąś inną kobietę? Znalazł się w konflikcie z prawem? Coś przed nią ukrywał? Wyjechał z kraju? Uciekł na dobre? Zrobiło mu się jej bardzo żal i przez chwilę zastanawiał się, czy nie powiedzieć jej o dochodzeniu, jakie prowadzi przeciw jej mężowi Gestapo. Ale po co ją dobijać? Wkrótce i tak się dowie. Miał nadzieję, że państwo nie skonfiskuje domu.

— Zająłem pani już dosyć czasu. — Zamknął notes i wstał. Złapała go za rękę i spojrzała prosto w oczy.

— Czy go jeszcze kiedyś zobaczę?

— Tak — odparł. Nie, pomyślał.

Z ulgą opuścił mroczny, niezdrowy pokój i wyszedł na świeże powietrze. Siedzący w BMW gestapowcy patrzyli, jak odchodzi. Minąwszy bramę, March zawahał się, a potem skręcił w prawo, w stronę stacji kolejowej Botanischer Garten.

Czterech ochroniarzy!

Zaczynał wszystko rozumieć. Spotkanie wyznaczono na piątek rano w willi Buhlera. Wzięli w nim udział Buhler, Stuckart i Luther. Wszyscy spanikowani, spoceni ze strachu — i nie bez powodu. Być może każdy z nich otrzymał oddzielne zadanie. Tak czy owak w niedzielę Luther poleciał do Zurychu. March był przekonany, że to właśnie on musiał w poniedziałek po południu wysłać bombonierki z zuryskiego lotniska, być może tuż przed wejściem na pokład samolotu. Czym były te czekoladki? Na pewno nie prezentem; raczej sygnałem. Czy oznaczały, że udało mu się wypełnić zadanie? Czy też, że wszystko wzięło w łeb?

March obejrzał się przez ramię. Tak, teraz go śledzili, był tego prawie całkiem pewien. Mieli czas się zorganizować, kiedy siedział w domu Luthera. Czy agentką jest kobieta w zielonym płaszczu? Czy student na rowerze? Beznadziejne. Gestapo za dobrze się maskowało, żeby mógł to odkryć. Agentów musiało być co najmniej trzech albo czterech. Wydłużył krok. Zbliżał się do stacji.

Pytanie: czy Luther powrócił w poniedziałek z Zurychu do Berlina, czy też znajdował się wciąż poza krajem? Po rozważeniu wszystkich za i przeciw March skłaniał się ku poglądowi, że jednak wrócił. Wczorajszy ranny telefon do willi Buhlera — „Buhler? Odezwij się. Kto mówi?” — to musiał być Luther, nie miał co do tego żadnych wątpliwości. Załóżmy, że Luther wysłał paczki tuż przed wejściem na pokład samolotu, powiedzmy o czwartej po południu. Wylądował zatem w Berlinie o siódmej wieczorem. I zniknął.

Na stacji Botanischer Garten zatrzymywały się elektryczne pociągi podmiejskie. March kupił bilet za jedną markę i marudził przy barierce aż do przyjazdu pociągu. Szybko wsiadł do wagonu, a potem tuż przed zamknięciem drzwi wyskoczył na zewnątrz i przebiegł metalową kładką na sąsiedni peron. Dwie minuty później wsiadł do jadącego na południe pociągu, po czym wysiadł na stacji Lichterfelde i znowu zmienił perony. Stacja była pusta. Przepuścił pierwszy pociąg na północ i wsiadł dopiero do drugiego. Oprócz niego w wagonie siedziała tylko kobieta w ciąży. Kiedy się do niej uśmiechnął, odwróciła wzrok. Uznał to za dobry znak.

Luther, Luther. Xavier zapalił papierosa. Zbliżający się do siedemdziesiątki starzec z nerwicą serca i kaprawymi oczyma. Paranoja kazała mu nie ufać nawet własnej żonie. Przyszli po niego już przed sześciu miesiącami, ale wtedy udało mu się jakoś wywinąć. Dlaczego zniknął dopiero w Berlinie? Czy po przejściu przez odprawę celną postanowił zadzwonić do swoich wspólników? W apartamencie Stuckarta nikt nie podniósł słuchawki — telefon dzwonił obok cichej, skąpanej we krwi sypialni. W Schwanenwerder, jeśli Eisler trafnie ustalił czas śmierci, napastnicy musieli już zaskoczyć Buhlera. Czy nie zwrócili uwagi na dzwoniący telefon? Czy też jeden z nich podniósł słuchawkę, podczas gdy drugi przytrzymywał ofiarę?

Luther, Luther: coś musiało sprawić, że w tę poniedziałkową noc wybiegłeś w lodowaty deszcz, żeby ratować własne życie.

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)