Inny wiatr [The Other Wind - pl]
- Автор: Гуин Урсула К. Ле
- Серия: Ziemiomorze #6
- Год: 2001
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7337-353-5
- Переводчик: Paulina Braiter-Ziemkiewicz
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Inny wiatr [The Other Wind - pl]». Краткое содержание книги:
W „Innym wietrze” powracamy do Ziemiomorza, Archipelagu, w którym mieszkają magowie i smoki, i do bohaterów znanych z poprzednich tomów: Geda, Tenar, Tehanu, Arrena, Irian… Czas bowiem połączyć rozproszone wątki, czas pokazać, ku czemu wiodło przeznaczenie.
Król powitał ją tradycyjnymi słowami kapitana statku.
— Pani Tenar, witaj na pokładzie.
Poruszona nagłym odruchem odpowiedziała:
— Dziękuję ci, synu Elfarran.
Przez moment patrzył na nią zaskoczony. Tehanu jednak szła tuż za nią, toteż powtórzył oficjalne powitanie.
— Pani Tehanu, witaj na pokładzie.
Tenar ruszyła w stronę dziobu, przypominając sobie kącik obok kabestanu. Pasażer mógł się tam schronić, nie przeszkadzając krzątającej się wokół załodze, i nadal widzieć wszystko, co dzieje się na pokładzie i poza nim.
Nagle dostrzegła poruszenie na głównej ulicy prowadzącej do portu. Zbliżała się Najwyższa Księżniczka. Tenar z zadowoleniem dostrzegła, że Lebannen, czy może jego ochmistrz, zaaranżował wszystko tak, by mogła przybyć w stosownej oprawie. Konna gwardia torowała drogę w tłumie. Konie parskały i głośno uderzały kopytami. Wysokie czerwone pióropusze, takie same jakimi kargijscy wojownicy ozdabiali swe hełmy, kołysały się na dachu zamkniętego, krzykliwie złoconego powozu, który wiózł księżniczkę przez całe miasto, a także na łbach ciągnącej go czwórki szarych koni. Grupka czekających na brzegu muzyków powitała ją dźwiękiem trąby, bębna i tamburynu. A ludzie, odkrywszy, że pojawiła się księżniczka, którą mogą pozdrowić wiwatami, zakrzyknęli głośno, zbliżając się, na ile pozwolili konni i piesi żołnierze. Powitali ją entuzjastycznymi, choć nieco chaotycznymi okrzykami.
— Niech żyje królowa Kargów! — wołali jedni.
— Nie jest królową! — krzyczeli drudzy, a trzeci:
— Spójrzcie, wszystkie w czerwieni, piękne jak rubiny. Która z nich to ona?
I jeszcze inni:
— Niech żyje księżniczka!
Tenar ujrzała Seserakh, oczywiście ukrytą za welonem, lecz łatwą do rozpoznania dzięki postawie i wzrostowi. Księżniczka wysiadła z powozu i godnie niczym okręt sunęła w stronę trapu. Tuż za nią dreptały dwie dworki w krótszych kwefach, a dalej pani Opal z Hien. Serce Tenar zamarło. Lebannen oświadczył, że w podróż nie wolno brać żadnej służby. Nie płyną po to, by zaznać rozrywek, oświadczył surowo. Każdy, kto znajdzie się na pokładzie, musi mieć dobry powód, by tam trafić. Czyżby Seserakh źle zrozumiała? A może był tak bardzo związana ze swymi niemądrymi rodaczkami, iż zamierza sprzeciwić się królowi? Byłby to bardzo niefortunny początek podróży.
Lecz u stóp trapu połyskujący złociście czerwony walec zatrzymał się i odwrócił. Wyciągnął ręce, złocistoskóre, ozdobione złotymi pierścieniami. Księżniczka objęła swe dworki, wyraźnie żegnając się z nimi. Objęła także panią Opal, z godnością właściwą najwyższej szlachcie i członkom rodów królewskich. Następnie pani Opal zabrała dworki do powozu, a księżniczka odwróciła się ponownie.
Wokół zapadła cisza. Tenar ujrzała, jak złocistoczerwona kolumna wzdycha głęboko i prostuje się jeszcze bardziej.
Księżniczka powoli ruszyła naprzód. Był przypływ i trap wznosił się niebezpiecznie. Ona jednak stąpała godnie, bez cienia wahania. Tłum na nabrzeżu obserwował ją zafascynowany.
W końcu dotarła na pokład i zatrzymała się przed królem.
— Najwyższa Księżniczko Wysp Kargadzkich, witaj na pokładzie — powitał ją dźwięcznie Lebannen.
Ludzie w tłumie zaczęli krzyczeć:
— Wiwat księżniczka! Niech żyje królowa! Ładny spacer, Krasna!
Lebannen powiedział coś do księżniczki, lecz wiwaty zagłuszyły jego słowa. Czerwona kolumna odwróciła się do tłumu na brzegu i ukłoniła sztywno, lecz z wdziękiem.
Tehanu czekała na nią niedaleko króla. Teraz podeszła i zaprowadziła księżniczkę do kabiny na rufie. Po chwili ciężkie, rozkołysane czerwonozłote welony zniknęły.
— Wracaj, księżniczko! — krzyknęli ludzie na nabrzeżu. — Gdzie jest Krasna? Gdzie nasza pani, gdzie królowa?
Tenar spojrzała na stojącego po przeciwnej stronie statku króla. Mimo niepokoju i ciężaru, który przygniatał jej serce, poczuła, jak wzbiera w niej śmiech. Biedny chłopcze, pomyślała, co teraz poczniesz? Pokochali ją od pierwszego wejrzenia, choć tak naprawdę jej nie widzą. Och, Lebannenie, wszyscy sprzysięgliśmy się przeciw tobie.
„Delfin” był sporym statkiem, mającym zapewnić królowi wygody podczas podróży. Przede wszystkim jednak miał żeglować, frunąć z wiatrem, przewozić władcę jak najszybciej do celu. Nawet gdy na pokładzie przebywała jedynie załoga, oficerowie, król i kilku towarzyszy, w kabinach robiło się ciasno. Podczas podróży na Roke na statku panował ścisk. Załoga odczuła go najsłabiej. Wszyscy jak zwykle nocowali w wysokiej na trzy stopy ładowni dziobowej. Oficerowie jednak musieli podzielić się jakoś jedną marną, ciemną komórką pod forkasztelem. Co do pasażerów, cztery kobiety przebywały w pomieszczeniu będącym zwykle kabiną króla, na wąskiej rufie statku, podczas gdy kabina niżej, zwykle zajęta przez kapitana i jednego bądź dwóch oficerów, musiała pomieścić króla, dwóch magów, czarownika i Toslę. Tenar natychmiast dostrzegła, iż sytuacja kryje w sobie ogromne zagrożenie sporami i kłótniami. W dodatku najprawdopodobniej księżniczka zacznie chorować.
Płynęli po wodach Wielkiej Zatoki, niesieni łagodnym sprzyjającym wiatrem. Morze było spokojne. Statek sunął naprzód niczym łabędź na jeziorze, lecz Seserakh kuliła się na swej koi, jęcząc rozpaczliwie za każdym razem, gdy spoza welonów ujrzała widoczny za oknem słoneczny przestwór wód i biały ślad pozostawiany przez okręt.
— Zacznie kołysać, w górę i w dół — zawodziła po kargijsku.
— Wcale nie będzie kołysać — odparła Tenar. — Rusz głową, księżniczko.
— To kwestia brzucha, nie głowy — jęknęła Seserakh.
— Nikt nie mógłby cierpieć na chorobę morską w taką pogodę. Po prostu się boisz.
— Matko, nie rugaj jej — zaprotestowała Tehanu, chwytając ton głosu, choć nie znaczenie słów. — Choroba to nic przyjemnego.
— Ona nie jest chora. — Tenar była przekonana o prawdziwości swych słów. — Seserakh, nie jesteś chora, tylko boisz się choroby. Weź się w garść, wyjdź na pokład. Świeże powietrze ci pomoże. Świeże powietrze i odwaga.
— Och, moja przyjaciółko — mruknęła po hardycku Seserakh — dodaj mi odwagi.
Te słowa zaniepokoiły Tenar.
— Sama musisz się na nią zdobyć — rzekła, po czym ustępując nieco, dodała: — No dalej, spróbuj chwilę pobyć na pokładzie. Tehanu, zobacz, może zdołasz ją przekonać. Pomyśl, jak będzie cierpieć, jeśli pogoda się pogorszy!
We dwie zdołały postawić Seserakh na nogi i przyodziać w walec czerwonych zasłon, bez których, rzecz jasna, nie mogła pokazać się mężczyznom. Potem prośbami i groźbami wywabiły ją z kabiny na pokład, tuż obok drzwi, w cień. Mogły tam usiąść obok siebie na białych jak kość, czyściutkich deskach, spoglądając na lśniące błękitne morze.
Seserakh lekko rozchyliła zasłony, by móc patrzeć wprost przed siebie. Głównie jednak wbijała wzrok we własne kolana. Od czasu do czasu zerkała z przerażeniem na wodę, potem zamykała oczy i znów spuszczała wzrok.
Tenar i Tehanu rozmawiały cicho, wskazując mijane statki, ptaki i wyspy.
— Pięknie. Zapomniałam już, jak lubię żeglować — westchnęła Tenar.
— Ja lubię pływać, jeśli zdołam zapomnieć o wodzie — odparła Tehanu. — To zupełnie jak latanie.
— Ach, wy smoki — odparła Tenar.
Powiedziała to lekko, lecz nie z lekkim sercem. Po raz pierwszy rzekła coś takiego do córki. Dostrzegła, że Tehanu odwraca głowę i spogląda na nią jednym okiem. Serce Tenar zabiło mocno.