Inny wiatr [The Other Wind - pl]
- Автор: Гуин Урсула К. Ле
- Серия: Ziemiomorze #6
- Год: 2001
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7337-353-5
- Переводчик: Paulina Braiter-Ziemkiewicz
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Inny wiatr [The Other Wind - pl]». Краткое содержание книги:
W „Innym wietrze” powracamy do Ziemiomorza, Archipelagu, w którym mieszkają magowie i smoki, i do bohaterów znanych z poprzednich tomów: Geda, Tenar, Tehanu, Arrena, Irian… Czas bowiem połączyć rozproszone wątki, czas pokazać, ku czemu wiodło przeznaczenie.
Gdy wrócił do siebie, słońce wisiało nisko nad horyzontem — czerwona kula w mgiełce nad zachodnim ramieniem zatoki. Ujrzał siedzącego w pobliżu Seppela, zmęczonego i smutnego. Długi ciemny cień człowieka łączył się z cieniami skał.
— No, jesteś — rzekł Onyks.
Olcha uświadomił sobie nagle, że leży na wznak z głową na kolanach Onyksa. Skalny występ uciskał mu kręgosłup. Usiadł niezgrabnie, przepraszając maga.
Gdy tylko odzyskał trochę sił, ruszyli z powrotem, mieli bowiem przed sobą kilka mil drogi, a ani on, ani Seppel nie byli zdolni do szybkiego marszu. Nim dotarli na ulicę Szkutników, zapadła noc. Seppel pożegnał ich, patrząc bystro na Olchę, gdy stanęli w plamie światła padającej z drzwi tawerny.
— Uczyniłem to, o co prosiłeś — rzekł.
— I dziękuję ci za to — odparł Olcha, podając czarnoksiężnikowi prawą dłoń, jak to czynią mieszkańcy Enladów. Po chwili Seppel dotknął jej palcami. Tak się rozstali.
Olcha był tak zmęczony, że aż powłóczył nogami. W ustach i gardle wciąż czuł ostry, dziwny smak powietrza z jaskini, który sprawiał, że czuł się lekki, oszołomiony, pusty. Kiedy w końcu dotarli do pałacu, Onyks chciał odprowadzić go do pokoju, Olcha jednak powiedział, że czuje się dobrze i musi tylko wypocząć.
Otworzył drzwi komnaty i natychmiast podbiegł do niego Żuraw, tańcząc i kiwając ogonem na powitanie.
— Już cię nie potrzebuję — rzekł Olcha, po czym nachylił się i pogładził szary, puszysty grzbiet. Do oczu napłynęły mu łzy. To dlatego że był taki zmęczony. Położył się na łóżku, kot wskoczył obok i mrucząc, zwinął się w kłębek na jego ramieniu. A potem Olcha zasnął. Ogarnęła go czarna pustka snów. Nie pamiętał niczego, głosów wołających jego imię, wzgórza porośniętego suchą trawą, niewyraźnego kamiennego muru. Niczego.
W wieczór poprzedzający wyprawę na południe Tenar z ciężkim sercem przechadzała się po pałacowych ogrodach. Nie chciała płynąć na Roke, wyspę mędrców, wyspę magów (przeklętych czarowników, dodał w jej myślach głos przemawiający po kargijsku). Co miałaby tam robić, na co im ona? Chciała wrócić na Gont, do Geda, do własnego domu, własnego, ukochanego mężczyzny.
Straciła Lebannena, odepchnęła go. Był uprzejmy, miły i obcy.
Jakże mężczyźni boją się kobiet, pomyślała, spacerując wśród kwitnących róż. Niejednej kobiety, lecz wielu, rozmawiających ze sobą, pracujących wspólnie, przemawiających w swoim imieniu. Wówczas mężczyźni dostrzegają spiski, zmowy, sidła, pułapki.
I oczywiście mają rację. Kobiety jako kobiety zwykle stoją po stronie następnego, nie obecnego pokolenia. Tworzą ogniwa, które mężczyźni postrzegają jako łańcuchy, więzi traktowane przez nich jak kajdany. Istotnie, sprzymierzyły się z Seserakh przeciw niemu i były gotowe go zdradzić, gdyby naprawdę uważał, że będzie nikim, jeśli straci niezależność. Gdyby był tylko ogniem i powietrzem, pozbawionym ciężaru ziemi, cierpliwości wody…
Lecz słowa te bardziej niż do Lebannena pasowały do Tehanu, jej Therru, nieziemskiej skrzydlatej duszy, która przybyła, by jakiś czas z nią pomieszkać i wkrótce odejść. Tenar wiedziała, że odejdzie, z ognia w ogień. I pasowały do Irian, z którą odejdzie Tehanu. Cóż taka ognista, groźna istota mogłaby mieć wspólnego ze starym domem, który trzeba zamiatać, ze starym mężczyzną wymagającym opieki? Jak Irian mogłaby to zrozumieć? Cóż za znaczenie dla niej, dla smoka, ma fakt, że mężczyzna powinien wypełnić swój obowiązek, ożenić się, spłodzić dzieci, przywdziać jarzmo ziemi?
Pewna własnego braku znaczenia wobec istot przeznaczonych wyższym, nie ludzkim celom, Tenar całkowicie pozwoliła się ogarnąć tęsknocie za domem, nie tylko za Gontem. Czemuż nie miałaby zawrzeć przymierza z Seserakh, która co prawda jest księżniczką, tak jak ona sama była niegdyś kapłanką, lecz która nie odleci na ognistych skrzydłach, bo pozostanie prawdziwą kobietą, istotą ziemi? A do tego zna ojczysty język Tenar! Tenar z poczucia obowiązku uczyła ją hardyckiego i radowała się, że dziewczyna szybko przyswaja obce słowa. Lecz dopiero w tej chwili zrozumiała, iż w istocie prawdziwą radość sprawia jej rozmowa po kargijsku, bo w tych słowach ukrywało się całe jej utracone dzieciństwo.
Gdy dotarła do ścieżki prowadzącej ku rybnym stawom pod wierzbami, ujrzała Olchę. Towarzyszył mu mały chłopiec. Gawędzili cicho. Zawsze cieszył ją widok Olchy, współczuła mu z powodu jego bólu i strachu, i szanowała za cierpliwość, z jaką je znosił. Lubiła uczciwą twarz o miłych rysach i dźwięczny język. Czemuż by nie ubarwić zwykłej mowy kilkoma pięknymi słowami? Ged mu ufał.
Przystając z boku, aby nie przeszkodzić w rozmowie, ujrzała, jak Olcha i dziecko klękają na ścieżce, zaglądając w krzaki. W końcu spod jednego z nich wynurzył się szary kociak Olchy. Nie zwracając uwagi na ludzi, zagłębił się w trawie, stąpając powoli, przyczajony, z płonącymi oczami. Polował na ćmy.
— Jeśli chcesz, możesz wypuszczać go na całą noc — powiedział Olcha do chłopca. — Nie ucieknie stąd i nie wyrządzi żadnych szkód. Uwielbia psocić na świeżym powietrzu, lecz te ogrody są dla niego wielkie niczym cały Havnor. Możesz też wypuszczać go rano, a na noc zatrzymywać przy sobie. Wtedy będzie z tobą sypiał.
— To mi się podoba — odparł nieśmiało chłopiec.
— W takim razie musisz trzymać w sypialni skrzynkę z piaskiem i miseczkę wody, zawsze pełną.
— I jedzenie.
— Owszem, raz dziennie, byle nie za dużo. Jest trochę łakomy. Pewnie myśli, że Segoy stworzył wyspy po to, by on mógł napchać sobie brzuszek.
— Czy łowi ryby w stawie?
Kot siedział w trawie obok jednej z sadzawek i rozglądał się wokół. Ćma odleciała.
— Lubi je obserwować — odrzekł Olcha.
— Ja też — powiedział chłopiec.
Wstali i razem ruszyli nad wodę.
Tenar poczuła nagłe wzruszenie. Olcha miał w sobie wiele niewinności, była to jednak niewinność mężczyzny, nie dziecka. Powinien mieć własne dzieci, byłby świetnym ojcem.
Pomyślała o swoich dzieciach i wnuczętach. Najstarsza córka Jabłka, Pippin… czy to możliwe? Czy rzeczywiście Pippin ma wkrótce skończyć dwanaście lat? W tym bądź w następnym roku dostanie prawdziwe imię. Czas już wracać do domu, czas odwiedzić Dolinę Środkową, wręczyć wnuczce prezent z okazji dnia nadania imienia i zabawki maluchom. Sprawdzić, czy niespokojny Iskra nie zanadto przycina grusze. Posiedzieć i porozmawiać z kochaną córką Jabłko… Prawdziwe imię Jabłka brzmiało Hayohe, nadał je Ogion… O Ogionie Tenar zawsze myślała z miłością i tęsknotą. Ujrzała palenisko w jego domu w Re Albi, ujrzała siedzącego obok Geda. Widziała, jak odwraca swą ciemną twarz, by zadać jej pytanie. Odpowiedziała głośno w ogrodach Nowego Pałacu w Havnorze, setki mil od domu.
— Jak najszybciej zdołam!
Rankiem, pogodnym letnim rankiem, wyruszyli z pałacu do portu, by wejść na pokład „Delfina”. Mieszkańcy Havnoru urządzili prawdziwe święto, zebrali się na ulicach i przystani, blokując ujścia kanałów dziesiątkami łodzi i łódek, ozdobionych powiewającymi barwnymi flagami. Flagi i proporce łopotały też na wieżach wielkich domów i masztach mostów. Idąc wśród wiwatujących tłumów, Tenar przypomniała sobie ów dzień dawno temu, gdy wraz z Gedem przybyli do Havnoru, przynosząc ze sobą Runę Pokoju, pierścień Elfarran. Miała go wówczas na ręce. Podniosła ją tak, by srebro rozbłysło w promieniach słońca i by ujrzeli je ludzie. A oni wykrzyknęli, wyciągając ku niej ręce, jakby pragnęli ją objąć. Uśmiechnęła się na to wspomnienie. Uśmiechała się, pokonując trap i kłaniając się Lebannenowi.