Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:

Najnowszy almanach fantastyki Kroki w nieznane prezentuje szesnaście różnorodnych opowiadań autorów z Australii, Argentyny, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Wśród nich nowa krew, niedawne debiutantki (McCarron, Swirsky) oraz autorzy rozwijający skrzydła (Bacigalupi, Kosmatka, Ostapenko). Są też stare wygi, z niemałym dorobkiem, których tekstów nie było nam dane posmakować dotychczas (Brown, Kaługin) lub spotykaliśmy się z ich twórczością okazjonalnie (Kessel, szczególnie Waldrop). Oczywiście są także wielkie nazwiska (Egan, Kress, Silverberg, czy Willis), a oprócz tego pisarze wyjątkowi, za sprawą wyobraźni (Ballantyne), poetyckiego stylu (McDonald), czy prozy o niesamowitym klimacie (Nielsen)…
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 146
Перейти на страницу:

Tatko Gudger ze swoimi uzdolnieniami świetnie sobie radził, nie on jeden w czasach wielkiego kryzysu. Kroczek po kroczku piął się w górę, stawał się prominentną personą w biurokratycznych i politycznych kołach stanu, aż zmarł otoczony bogactwem i nienawiścią, połapawszy wszystkie sroki za ogon.

Alma Chandler Gudger została młodą damą (twierdzi, że Robert Penn Warren pisał o niej w książce) i wyszła za Jeana Carla Moliére, jedynego spadkobiercę plantatorów ryżu, indygowca i trzciny cukrowej. Byli szczęśliwym małżeństwem: najpierw wyjechali do Indii Zachodnich, później na Mauritius, gdzie ich rodzinne plantacje trzciny cukrowej należały do największych na wyspie. Jean Carl zmarł w roku 1959. Zostawił po sobie tylko Almę.

Krewni w Stanach też odnoszą sukces. Ubodzy rolnicy z Missisipi doszli do czegoś w życiu: ojciec zmarł z uśmiechem na twarzy, dwie córki posiadają w sumie spory kawałek planety.

Otwieram leżącą przede mną kopertę. Alma Moliére uprzejmie wysłuchała mojej opowieści (wcześniej dzwoniono z uniwersytetu i umówiono mnie na spotkanie za pośrednictwem dyrektora muzeum w Port Louis, który znał panią Moliére z kręgów towarzyskich) i powiedziała mi wszystko, co pamiętała. Potem wysłała służącego do jednego z magazynów (wielkiego niczym dwupoziomowe mieszkanie), skąd trzech mężczyzn przydźwigało pudła z wycinkami z gazet, brudnopisami i rodzinnymi albumami.

— Ostatni raz oglądałam je przed wyjazdem z Saint Thomas — powiedziała.

— To może przejrzymy je razem.

Większość materiałów dotyczyła kariery obywatela Gudgera.

— Przed przyjazdem do Luizjany nie zrobiliśmy sobie wielu zdjęć. Byliśmy tak przeraźliwie biedni, że prawie nikt z naszych znajomych nie miał aparatu fotograficznego. O, proszę bardzo. To Annie Mae. A wydawało mi się, że po śmierci matki wszystkie wyrzuciłam…

Patrzę teraz na to zdjęcie, zrobione zapewne koło roku 1927. Annie Mae ma na sobie jakiś łachman przypominający sukienkę. Wsparta na motyce, pokazuje w uśmiechu wysunięte zęby. Na oko dziesięć lub dwanaście lat. Oczy kryją się w cieniu ronda dziurawego słomkowego kapelusza. Stoi boso na świeżo zaoranej ziemi. Z tyłu widać róg domu i kawałek stodoły z otwartymi górnymi oknami na siano. Pracują tam ludzie, nieostrzy na drugim planie.

Kilka kroków za nią olbrzymi samiec dodo wydziobuje coś z ziemi. Fotograf uchwycił dwie trzecie ptaszyska, od łba poprzez karykaturalne skrzydła po skraj wywiniętych do góry piór ogonowych. Jedyna widoczna noga właśnie wygrzebała jakiś przysmak z wyrwanej lemieszem grudy, zapewne robaka. Sądząc po ciemnym umaszczeniu, jest to z pewnością szary dodo z Mauritiusa.

Fotografia nie jest zbyt dobra, 3,5 x 5 cali — jedna z tych, jakie dawniej robiły skrzynkowe aparaty. Widzę ją oczami wyobraźni, w tym powiększenie ptaka, na rozkładówce w „Scientific American”. Alma powiedziała mi, że w tamtych czasach zostało im sześć lub siedem tych szkaradnych kuraków: dwa białe, reszta szarobura.

Oprócz zdjęcia dostałem dwa wycinki prasowe: jeden z „Bruce-Banner Timesa”, drugi z lokalnej oksfordzkiej gazety. Oba artykuły pisała ta sama autorka, zajmująca się „Sprawami Water Valley”. W obu przypadkach pisze, że rodzina Gudgerów wyprowadziła się szukać szczęścia w sąsiednim bagnistym stanie i że wszyscy będą za nimi tęsknić. Pożółkły wycinek z pierwszej strony oksfordzkiej gazety zawiera krótką wzmiankę o przyjęciu pożegnalnym Gudgerów w Water Valley w „ubiegłą niedzielę”. Gazeta ukazała się 19 października 1929 roku.

W papierach mam również ulotkę z zapowiedzią przyjęcia pożegnalnego, wyznaczonego na niedzielę 15 października 1929 roku. Wszyscy mile widziani. (Ludzie z Luizjany, którzy przysłali pieniądze na przeprowadzkę tatka Gudgera, z pewnością zawyżyli koszty o rząd wielkości. Powiedziałem jej to).

— Owszem, sporo tego było — przyznała — lecz to nie miało znaczenia. Tatko Gudger przypominał Thomasa Wolfea. Wiedział, że otwiera się przed nami świetlana przyszłość. I czy by się dorobił, czy wszystko stracił, w żadnym wypadku nie zamierzał wracać. Zorganizowałby jakieś przyjątko niezależnie od tego, czy byłyby na to pieniądze, czy też nie. Poza tym, nie zapominajmy, w tamtych czasach ludzie byli bardziej towarzyscy.

Zapytałem, ilu gości przyszło.

— Czterystu albo pięciuset — odpowiedziała. — Gdzieś tu powinny być zdjęcia.

Odnaleźliśmy je po krótkich poszukiwaniach.

* * *

Pół godziny do odlotu. Nie martwię się, że nie zdążę. Jestem jedynym pasażerem, a pilot siedzi przy sąsiednim stoliku i rozmawia z facetem z RAF-u. Na kolonialnych wyspach życie toczy się wolniejszym, przyjemniejszym rytmem. Trzeba o tym pamiętać.

* * *

Patrzę na kolejne dwie fotografie. Na jednej mężczyźni dla rozrywki rzucają podkowami i żelaznymi podkładkami, obserwowani przez dzieci, psy i kobiety. Najwidoczniej aparat stał przy wschodniej części domu, skierowany na zachód. Wszyscy, którzy chcieli się dostać do tego domostwa na odludziu, ostatnią milę musieli pokonać pieszo. Ludzie też stoją w grupkach, pogrążeni w rozmowie. Niektórzy mężczyźni, już bez marynarek, z szelkami, zadzierają głowy, roześmiani. Niewątpliwie opowiedziano właśnie żartobliwą historyjkę. Onieśmielona dziewczynka z palcem w buzi zerka z bliska w obiektyw aparatu. Ma około pięciu lat. Posiadam przeciętne zdjęcie z rodzinnego spotkania — mogłoby zostać zrobione w dowolnym miejscu i czasie. Jedynie ubiór wskazuje na lata dwudzieste i dziurę zabitą dechami.

* * *

Courtney nie będzie żałował, że nie szczędził pieniędzy. Napiszę artykuł, podzwonię po ludziach i zaplanuję serię wystąpień w programach telewizyjnych, które zbiegną się w czasie z publikacją. Potem wreszcie odpocznę. Znowu będę zwykłym człowiekiem: uzyskam stopień naukowy i zacznę ganiać po dżungli za zwierzakami, które w ciągu dwudziestu lat i tak wymrą. Kto się tym przejmuje?

Narobię wokół siebie medialnego szumu, stanę się ciekawostką sezonu, a potem z chęcią wrócę do normalności. Będę mógł czytać książki, oglądać filmy, zanosić brudy do pralni samoobsługowej, puszczać z wieży Jonathana Richmana. I douczać się, aż zostanę autorytetem w jakiejś podrzędnej dziedzinie wiedzy.

Będę mógł chodzić do muzeum i oglądać wspaniałe nieżyjące okazy.

* * *

— To fotografia pamiątkowa — powiedziała Alma. — W tamtych czasach nie mogła się bez nich obyć żadna większa impreza. Wszyscy obecni ustawiali się w szeregu i pozowali do zdjęcia. Nie każdy zmieścił się w kadrze, więc zrobiliśmy dwa. Na tym jesteśmy my.

Izba wydaje się maleńka przy tym mrowiu ludzi w różnym wieku i ubraniu, o najrozmaitszym wzroście i figurze. Na przedzie dzieciaki i psy, dalej kobiety, z tyłu zaś mężczyźni. Jedyny wyjątek stanowią brodaci patriarchowie, siedzący z przodu z maleńkimi dziećmi — ich oczy skierowane są na obiektyw, lecz w głowach być może nadal pobrzmiewają słowa, którymi dawno temu zwrócił się do nich wielki konfederat Nathan Bedford Forrest na polu osnutym kłębami dymu. Fotografia pochodzi z innej epoki.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)