Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]
Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]

Электронная книга - «Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]». Краткое содержание книги:

„Milion nowych dni” to powieść, której akcja rozgrywa się dwa wieki później, i w której pewien wierny małżonek zostaje uwikłany w biologiczny eksperyment związany z konsekwencjami nieśmiertelności. Powieść ciekawie napisana, niemal sensacyjna, ale wartka akcja to nie jest jej jedyny walor. Ciekawe jest również tło, w którym rzecz się dzieje. Autor wykazuje się wieloma nowymi, świeżymi pomysłami na temat, jak może wyglądać codzienne życie za dwieście lat. Taki np. klucz hotelowy wysyłający impulsy działające na fluoryzujące pod ich wpływem strzałki na ścianach korytarzy, i w ten sposób wskazujące drogę do własnego pokoju, mógłby być stosowany już dziś.
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41
Перейти на страницу:

— Ale co ze mną i z Ateną? — spytał.

— Człowieku, byliście królikami doświadczalnymi. Żeby wykazać skuteczność działania E.80, musieliście spłodzić potomstwo. Twój zastrzyk z E.80 był najzwyklejszą wodą, za to twoja żona dostała coś całkiem innego.

— To znaczy co?

— Nie zauważyłeś żadnej niezwykłej zmiany w jej zachowaniu po tym zastrzyku?

Carewe wrócił myślami do trzech dni spędzonych nad jeziorem Orkney, do Ateny trawionej nieugaszoną żądzą,która nie mogłaby się zrodzić w normalnym organizmie.

— Daliście jej…

— Bardzo kosztowny środek podniecający, ale to było konieczne, żeby jak najszybciej doprowadzić twoją żonę do zajścia w ciążę. — Barenboim znów się uśmiechnął. — A ty przy okazji też na pewno nie byłeś stratny.

Carewe obrócił się do żony.

— Ateno, chcę cię… – zaczął i głos uwiązł mu w gardle.

— Już dobrze, Will.

Ponownie stanął twarzą w twarz z Barenboimem i ruszył naprzód na sztywnych nogach.

— Zabij mnie już teraz — wyszeptał. — Bo inaczej…

Barenboim wzruszył ramionami i wycelował latarkę. Kciukiem przesunął włącznik do przodu.

— Stój! — zawołał ze schodów czyjś głos. — Co robisz, Hyron? To mi wygląda na…

Przez poręcz wychylił się Pleeth, mierząc twarz Barenboima zaczerwienionymi oczami.

— Na co ci to wygląda?

— Na morderstwo, a na to nigdy nie wyraziłem zgody.

Pleeth zeszedł po schodach ze złotym wisiorem w kształcie cygara dyndającym na piersi i ruszył ku nim przez laboratorium. Umysł Carewe’a, zamarły, jakby skuty lodem, wyłowił dziwaczny szczegół rozgrywającej się sceny — Atena wycofywała się przed Pleethem, człowiekiem, który targował się o jej życie.

— Daj spokój, Manny — powiedział znużonym tonem Barenboim. — Miałem cię za realistę.

— Powiedziałem: bez zabijania!

— Manny, już za kilka godzin dostaniemy miliard nowych dolarów. — Barenboim wciąż celował latarką w pierś Carewe’a. — W zamian za ten miliard przekażemy wzór chemiczny niewart dosłownie nic. Kiedy nasi klienci odkryją prawdę, rozgniewają się. Czy jak dotąd wyrażam się dostatecznie jasno?

— Nigdy nie wyraziłem zgody na morderstwo.

Dalszych wyjaśnień Barenboim udzielał z obraźliwie drobiazgową staran­nością.

— Przewidując gniew naszych klientów, a w dalszej kolejności ich bardzo naturalną chęć zemsty, zaaranżowaliśmy wspólnie nasze zniknięcie. Żeby to nam się udało — nawet przy operacji maskującej, której przygotowanie zajęło mi cały zeszły rok — musimy mieć nad nimi kilka dni przewagi. Jak daleko twoim zdaniem uda nam się uciec we współczesnym świecie, jeśli nasi znajomi będą wrzeszczeć wniebogłosy?

— Moglibyśmy ich związać i odurzyć narkotykiem.

— To prawda, ale ktoś inny mógłby ich rozwiązać i otrzeźwić. Czy wiesz, że Willy był już na policji?

Pleeth zwrócił swoje plastikowe gładkie oblicze do Carewe’a.

— Ale dlaczego? — spytał.

— Ponieważ twój wspólnik — wyjaśnił Carewe wymawiając ostatnie słowo z naciskiem — wielokrotnie próbował mnie zabić w ciągu ostatnich dni. Wpakowałeś się w paskudną kabałę, Pleeth.

— Całkowita racja — rzekł z ożywieniem Barenboim. — Nawet Willy rozumie, że za późno na skrupuły. A więc…

Atena, która wycofała się bliżej schodów, załkała spazmatycznie i Barenboim skierował latarkę w jej stronę. Carewe skoczył naprzód, ale nie dość szybko — uprzedził go Pleeth, wkraczając pomiędzy laser i Atenę.

— Dobrze — powiedział szybko. — Zgadzam się, że Carewe’a trzeba uciszyć, ale jej nie. Zabierzmy… zabierzmy ją ze sobą.

— Co cię naszło, Manny?

— Przecież ona jest w ciąży — wykrztusił Pleeth.

— I co z tego? — spytał Barenboim, lekko marszcząc czoło. — Nie jesteś ojcem.

— Właśnie… — Gardło Pleetha zaciskało się konwulsyjnie, a kreskowate usta wygięły się w górę w karykaturalnym uśmiechu. — Właśnie, że jestem ojcem. Nie odmówisz mi posiadania dziecka.

— Czyś ty oszalał?

— Nie, Hyron, nie. — Otaczając dłońmi swoje złote cygaro, Pleeth pokazał je Barenboimowi. — Miałem dwadzieścia lat, Hyron. Dwadzieścia lat i jeszcze nigdy nie żyłem z kobietą. To zasługa mojej mateczki — wychowywała mnie w przekonaniu, że stosunki płciowe to plugastwo… choroby. — Drżąc nabrał powietrza. — I właśnie ona, to znaczy moja mateczka — nie lubiła, żeby o niej mówić „matka” — weszła któregoś dnia do mojej sypialni i przyłapała mnie. Nazwała to samozbezczeszczeniem… miała pistolet do zastrzyków, nie wiem skąd, i strzeliła do mnie… zmusiła mnie, żebym przed nią ukląkł… i strzeliła…

— Nie zbliżaj się do mnie — powiedział słabym głosem Barenboim.

— Miałem zaledwie dwadzieścia lat — wymruczał Pleeth ze wzrokiem utkwionym w złotym cygarze — ale oszukałem ją, moją mateczkę… miałem jeszcze dwa dni na zebranie swojego nasienia… jako studentowi chemii udało mi się przechować je w bakteriostacie… a potem trzymałem je w tym oto członku własnego pomysłu… i ona, moja mateczka, nigdy się o tym nie dowiedziała.

— Jesteś chory — wyszeptał przerażony Barenboim.

— O nie. — Ujawniwszy powód swoich sekretnych triumfów, Pleeth uśmiechnął się. — Jestem nadal sprawny, Hyron, nie to co ty… Nadal noszę godło męskości. Miałem też inne kobiety, nawet bez środków podniecających… ale żadna nie zaszła w ciążę. Kiedy dowiedziałem się, że zastrzyk dla Ateny zawiera i środek podniecający, i składnik zwiększający płodność… cóż, czy pełnokrwisty mężczyzna może się oprzeć takiej pokusie?

Rumiane krągłości twarzy Pleetha napięły się, kiedy uśmiechnął się do Barenboima.

— Poszedłeś do jej domu! — wykrzyknął Barenboim, szarzejąc na twarzy. — Naraziłeś miliardowe przedsięwzięcie dla czegoś takiego!

Wyrwał złote cygaro z rąk Pleetha i z całym rozmachem, aż pękł cienki łańcuszek, na którym wisiało, cisnął je do pieca. Cygaro zatoczyło błyszczący łuk, przeleciało przez osłony cieplne i wpadło do środka migoczącego jasnoczerwonego piekła. Zobaczyli króciuteńki błysk i cygaro zniknęło.

— Mateczko!!! — ryknął Pleeth. — Zabiję cię!

Rzucił się na Barenboima. Zwarli się ze sobą, a w sekundę potem laser wypalił dymiącą dziurę w ciele Pleetha, który padł na miejscu. Carewe poruszał się jak we śnie, nawet otaczające go powietrze zamieniło się w przezroczysty lepki syrop. W momencie gdy laser zwracał się ku niemu, przeskoczył przez skwierczące zwłoki Pleetha i rąbnął Barenboima pięścią, ciężką jak ołów. Barenboim zwinął się, a Carewe, wykręcając mu palce, wyrwał z nich laser. Zaświecił mu świetlnym celownikiem w oczy, wpatrując się w jego źrenice, które kurczyły się jak oddalające się czarne światy, i lekko przesunął włącznik do przodu.

— Will! — dobiegł go gdzieś z oddali głos Ateny. — Nie! Znieruchomiał i z wysiłkiem odzyskał równowagę.

— Ja również nie jestem taki jak ty — powiedział do Barenboima wstając z podłogi.

Przeszedł przez laboratorium do Ateny, która klapnęła na schody, i usiadł przy niej.

— Dlaczego nie powiedziałaś mi o Pleethsie? — spytał.

— Nikomu nie mogłam opowiedzieć o tej nocy. — Chwyciła go za rękę i przywarła do niej ustami. — Nie wiedziałam, co się ze mną stało. Czułam się taka zbrukana, Will… musiałam cię jakoś odepchnąć od siebie.

— Przecież ja bym zrozumiał, jakoś się z tym pogodził. Atena uśmiechnęła się smutno, lewa powieka jej drgała.

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)