Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]
Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]

Электронная книга - «Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]». Краткое содержание книги:

„Milion nowych dni” to powieść, której akcja rozgrywa się dwa wieki później, i w której pewien wierny małżonek zostaje uwikłany w biologiczny eksperyment związany z konsekwencjami nieśmiertelności. Powieść ciekawie napisana, niemal sensacyjna, ale wartka akcja to nie jest jej jedyny walor. Ciekawe jest również tło, w którym rzecz się dzieje. Autor wykazuje się wieloma nowymi, świeżymi pomysłami na temat, jak może wyglądać codzienne życie za dwieście lat. Taki np. klucz hotelowy wysyłający impulsy działające na fluoryzujące pod ich wpływem strzałki na ścianach korytarzy, i w ten sposób wskazujące drogę do własnego pokoju, mógłby być stosowany już dziś.
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41
Перейти на страницу:

— Fascynująca historia — powiedział, kiedy Carewe’owi zabrakło tchu. — Poligraf wykazywał od czasu do czasu niewielkie odchylenia, ale ponieważ jest pan uczuciowo silnie zaangażowany w sprawę, uważam, że mówił pan od początku do końca prawdę.

— Dziękuję. Co pan zamierza?

— Sęk w tym, że pańska opowieść nie trzyma się kupy. No bo po co ten Barenboim miałby pragnąć pańskiej śmierci albo porywać pańską żonę?

— Skąd mogę wiedzieć — obruszył się Carewe. — Nie wystarczy panu to, co powiedziałem? To oczywiste, że Barenboim zorganizował zamach na moje życie.

— Wcale nie takie oczywiste. Mógł przecież wynająć Gwynne’a w dobrej wierze.

— Ale…

Tu wchodzą w grę szalone pieniądze. I wielkie wpływy. Do Gwynne’a mógł się zgłosić ktoś inny — powiedział McKelvey i pogładził szczeciniasty zarost z chrobotem słyszalnym w ciszy biura.

— Chryste — rzekł z goryczą Carewe. — Teraz rozumiem, dlaczego Barenboim odradzał mi zwracanie się do policji.

McKelvey wzruszył ramionami.

— Musimy zdobyć szczątki Gwynne’a. Będą dowodem, że nastąpił zgon, a jeżeli zostało coś z lasera, pomoże nam to udowodnić zbrodniczy zamiar.

— Długo to potrwa?

— Z tego, co wiem o rozmiarach pożaru, ze dwa dni.

— Ze dwa dni! A co z moją żoną? McKelvey sięgnął do końcówki komputera.

— Zechce pan spojrzeć na to z mojej strony. Jedynym wskazanym przez pana dowodem na uprowadzenie żony jest nie potwierdzone oświadczenie jej babki, że otrzymała ona jakoby od pana telefon. Zastosuję komputerowy program śledzący, a jeżeli nie da on wyników, powiedzmy, do jutra wieczorem, wówczas będziemy mieli pretekst do dalszych poszukiwań.

— Nie mogę czekać tak długo, do jutra wieczór mogę już nie żyć — oświadczył prosto z mostu Carewe. — A może nie wierzy pan, że ktoś usiłuje mnie zabić?

McKelvey nieudolnie udawał cierpliwego.

— Panie Carewe — rzekł — wierzę, że ktoś na pana poluje, ale jako prefekt policji mogę działać tylko na podstawie wyraźnych dowodów. Proszę dać mi szansę je zdobyć, dobrze?

Uruchomił końcówkę komputera i zamówił akta Gwynne’a, Barenboima i Korporacji Farma. Kiedy skończył, podszedł do ściennego automatu i wrócił z dwoma parującymi kubkami herbakawy.

— Dziękuję — powiedział bez wdzięczności Carewe. Łyknął gorącego płynu.

Prefekt uśmiechnął się poufale.

— Ponieważ i tak czekamy — powiedział — to pozwolę sobie spytać, czy ten biostat naprawdę działa? Chodzi mi…

— Wiem, o co panu chodzi. Nadal jestem sprawny, ale niech mnie diabli, jeżeli dostarczę panu na to wyraźnych dowodów.

— To nie będzie konieczne — odparł McKelvey, śmiejąc się nerwowo. — Wie pan, zeszłego roku omal się nie utrwaliłem. I pomyśleć… — Końcówka komputera zadzwoniła i wypluła kompkartę. McKelvey wsadził ją do czytnika. — To nasze akta Korporacji Farma — wyjaśnił. Manipulując regulatorami studiował przez jakiś czas treść kompkarty, coraz silniej marszcząc brwi.

— Coś nie tak? — zagadnął Carewe.

— Nie wiem. Nie wspomniał pan, że pańskiemu przedsiębiorstwu brak gotówki.

— To niemożliwe. Wiedziałbym o tym, pracuję w księgowości.

— Jest tu czarno na białym — upierał się McKelvey. — Według tych akt dochody Farmy spadają ód trzech lat, a straty w obrotach przewidywane na ten rok przekraczają osiem milionów nowych dolarów.

— Pan źle to interpretuje — zapewnił go Carewe. — Proszę mi dać ten czytnik.

Prefekt miał niepewną minę.

— Informacje uzyskane z komputerowej sieci nadrzędnej są poufne i tylko do użytku policji, ale z drugiej strony przychodząc tu wyświadczył mi pan osobistą przysługę — rzekł, spojrzał badawczo na Carewe’a i podał mu aparat.

Carewe przysunął go do oczu i ogarnęło go poczucie nierzeczywistości, bo przekonał się, że prefekt się nie pomylił.

Na swoim poziomie cząsteczkowym kompkarta, którą uważnie czytał, zawierała zwięzłą analizę struktury finansowej Farmy, dział po dziale. Wyglądało na to, że jego dział, dział biopoezy i jeszcze jeden z trudem zamkną bilans bieżącego roku bez strat, natomiast wszystkie inne zmierzały prostą drogą do bankructwa. Przelatywał szybko wzrokiem kolumny po stronie „winien”, próbując ogarnąć całość finansów Farmy, kiedy jego uwagę przykuła jedna pozycja — „koszty kapitałowe, utrzymanie i amortyzacja laboratorium w Drumheller — 1 650 000,00 nowych dolarów”. Sprawdził bilans z poprzedniego roku i w tej samej rubryce odkrył mniejsze nakłady, ale żadnego wpisu rok wcześniej. Po stronie „ma” nie było nigdzie wzmianki o laboratorium w Drumheller. Poruszył pokrętłami, drążąc głębiej w sekretach ukrytych w zaszyfrowanych cząsteczkach karty komputerowej, ale McKelvey wyrwał mu czytnik z rąk.

— Wystarczy — mruknął. — Czego pan szukał?

— Niczego, fascynują mnie liczby.

Postanowił zachować dla siebie informację, że Barenboim wpakował dwa miliony nowych dolarów w laboratorium, które jak widać, nie zarobiło ani centa, żeby usprawiedliwić koszty swego utrzymania. Była to znacząca informacja, zważywszy wszystkie okoliczności, ale prawdziwa bomba polegała na tym, że samo istnienie laboratorium w Drumheller utrzymywano w tajemnicy nawet przed najlepiej poinformowanymi pracownikami Farmy. Carewe z chłodnym triumfem przyjął za pewnik, że już wie, gdzie przeprowadzono prace nad wyprodukowaniem E.80.

Znaczyło to również, że wie, gdzie znaleźć Atenę.

Rozdział piętnasty

Świtało już, kiedy wreszcie opuścił posterunek policji. Stosując się do wskazówek McKelveya, pojechał publicznym bolidem prosto do Three Springs i poszedł po zakupy. Domyślając się, że prefekt puścił za nim komputerowy program śledzący, kupił trochę żywności na kredyt. Przekazawszy w ten sposób wiadomość, że znalazł się w swojej dzielnicy, przystąpił do poważnych zakupów, których musiał dokonać za gotówkę.

Broń palna była niedostępna w wolnej sprzedaży na kontynencie amerykańskim od ponad wieku — w babskim społeczeństwie okazała się zbędna — lecz nie miał zamiaru zdobywać twierdzy Barenboima gołymi rękami. Włócząc się bez celu obszedł kilka sklepów, aż wreszcie zauważył jeden specjalizujący się w sprzęcie kempingowym i kupił w nim tradycyjny nóż traperski, lekką siekierkę i skórzany worek. Niosąc z zakłopotaniem swoje zakupy, pojechał do domu taksówką, ponownie płacąc przy użyciu karty kredytowej, żeby wykazać McKelveyowi, że wrócił grzecznie do swojego miejsca zamieszkania.

W domu podczas jego nieobecności nic się nie zmieniło — panowała ta sama przygnębiająca cisza… a na wideofonie nie czekały na niego żadne wiadomości. Zjadł lekki posiłek, a potem zapakował nóż i siekierkę do worka. Po namyśle dołożył do nich kilka wafelków i lornetkę. Ranek jeszcze nie minął, a do laboratorium w Drumheller leżącym za byłą granicą z Kanadą miał zaledwie dwie godziny jazdy na północ, mógł więc zaspokoić swoją potrzebę snu. Położył się na kanapie i zmusił do odpoczynku, zastanawiając się, czy nie nazbyt optymistycznie oceniał, że zapadnie w sen, skoro głowę miał tak nabitą myślami o…

Obudził go blask późnopopołudmowego słońca, które padało mu na twarz. Lekko dygocząc, podszedł do wideofonu i wydobył z jego banku informacji kod magistratu w Drumheller. Po nagraniu numeru zamówił rozmowę z biurem inspektora przemysłowego. W kilka sekund później w ognisku projekcyjnym aparatu pojawiła się głowa pulchnego, młodego sprawnego.

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)