Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]
Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]

Электронная книга - «Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]». Краткое содержание книги:

„Milion nowych dni” to powieść, której akcja rozgrywa się dwa wieki później, i w której pewien wierny małżonek zostaje uwikłany w biologiczny eksperyment związany z konsekwencjami nieśmiertelności. Powieść ciekawie napisana, niemal sensacyjna, ale wartka akcja to nie jest jej jedyny walor. Ciekawe jest również tło, w którym rzecz się dzieje. Autor wykazuje się wieloma nowymi, świeżymi pomysłami na temat, jak może wyglądać codzienne życie za dwieście lat. Taki np. klucz hotelowy wysyłający impulsy działające na fluoryzujące pod ich wpływem strzałki na ścianach korytarzy, i w ten sposób wskazujące drogę do własnego pokoju, mógłby być stosowany już dziś.
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41
Перейти на страницу:

— Raczej nie. Obaj mieliśmy wygaszone światła.

— To już coś.

Barenboim obszedł swój samochód, badając go krytycznym okiem. Carewe czuł, że Atena porusza się koło niego reagując na wędrówkę Barenboima jak żelazne opiłki nękane przez magnes. Starał się dosięgnąć jej ręki.

— Poszedł układ sterowniczy — oznajmił Barenboim, zatrzymując się koło Pleetha. — Masz może jakąś linę, żeby zaholować mój samochód na teren laboratorium?

— W magazynie powinna się znaleźć jakaś lina.

— Słusznie! Zajmij się tym, a ja wprowadzę naszych gości z powrotem do środka.

Barenboim nacisnął zawór spustowy z boku samochodu i z balonów zaczął z sykiem uchodzić gaz, gdy ich powłoki marszczyły się z trzaskiem. Natychmiast po odzyskaniu swobody ruchów Carewe wydostał się z samochodu i pomógł Atenie wysiąść przez te same drzwi. Te po jej stronie tak się pogięły, że nie dawały się otworzyć. Trzymając się z dala od Carewe’a, z latarką w pogotowiu, Barenboim machnął ręką w kierunku laboratorium. Carewe wzruszył ramionami, objął Atenę i poszli. W hallu skierowali się do schodów po prawej.

— Nie tędy, schodzimy do piwnicy — oznajmił Barenboim, wskazując drzwi pod schodami.

Carewe otworzył drzwi i sprowadził Atenę po schodach do wielkiej piwnicy wyposażonej jak laboratorium wysokich temperatur. Jej środek zajmowało urządzenie, które w domysłach nazwał piecem elektronowym. Otaczały go telemikroskopy, automatyczne ręce i projektory ciepłochłonnych osłon.

— Will — szepnęła Atena — nie powinieneś był tu przyjeżdżać. On nas zabije.

Carewe na próżno usiłował wymyślić jakieś pokrzepiające kłamstwo.

— Na to wygląda — odparł ze smutkiem.

— A ja myślałam, że ze wszystkich właśnie ty będziesz… Nie boisz się?

— Powiedziałbym raczej, że jestem śmiertelnie przerażony.

Żałował, że nie może jej choć częściowo wyjaśnić dokonanego przez siebie odkrycia, że żyć w ciągłym strachu, a tak zawsze wyglądało jego życie, to trochę tak, jakby umrzeć na dobre, przypuszczał jednak, że zabrzmiałoby to bez sensu. A Atena, jak to ona, być może już go zrozumiała.

— Ateno — powiedział z rozpaczą. — Zawiodłaś się na mnie.

— Nie, Will, nie.

Zakryła mu dłonią usta, oczy zaszkliły jej się łzami.

— Tego już za wiele — oświadczył znudzonym tonem Barenboim. — Oszczędźcie mi, proszę, sceny pojednania.

— Bardzo żałuję, Barenboim — wycedził Carewe — że nie udało mi się wtedy przebić cię tym nożem na wylot. Pod pewnym względem nie ma to jednak większego znaczenia. Bo, widzisz, ciebie właściwie nie ma, wiec nie było potrzeby cię zabijać.

Mówiąc to, przypatrywał się oczom Barenboima. Pewną nikłą satysfakcję sprawiło mu odkrycie, że po raz pierwszy nawiązał kontakt z zimnokrwistym mózgiem swojego przeciwnika. Wiedział już, że od początku ich znajomości Barenboim wykorzystywał go z dokładnie taką samą obojętnością, z jaką kroiłby na drobne kawałki zwierzę doświadczalne dla potrzeb eksperymentu. Nagle poczuł się staro, jakby miał tyle lat co Barenboim.

Kobiece usta Barenboima drgnęły, a potem rozciągnęły się w uśmiechu.

— Trafnie to ująłeś, Willy — rzekł. — Bardzo wnikliwie. Trzymając latarkę wycelowaną w Carewe’a, podszedł do pulpitu sterowniczego w ścianie i wcisnął szereg przełączników. Osiem elektronowych działek wokół pieca rozjarzyło się jasnoczerwonym światłem, które lekko przygasło, kiedy projektory osłon cieplnych ustawiły przegrody sięgające od podłogi do sufitu. Wytwarzane przez nie pola magnetyczne były kolosalnie wzmocnionymi wersjami cienkich ekranów służących do sterowania pogodą, a ich zadanie polegało na zabarykadowaniu iście piekielnego słonecznego żaru powstającego w sercu pieca elektronowego. Okratowane wyciągi w suficie wprost nad piecem odprowadzały nadmiar ciepła do systemu kumulacyjnego wykorzystywanego do ogrzewania reszty budynku.

— Spóźniłeś się — powiedział Carewe, czując jak Atena wtula twarz w jego ramię. — Byłem już na policji, powiedziałem im wszystko, co o tobie wiem.

— A więc niewiele — odrzekł Barenboim, nastawiając śrubę mikrometryczną.

— Wiedzą, że nasłałeś na mnie morderców w Afryce i w Idaho Falls.

— Zgłaszam poprawkę, Willy. Wiedzą tylko, że ktoś chciał cię zamordować. A ponieważ Gwynne został wyeliminowany w tak dogodnych okolicznościach, żadnego związku ze mną nie da się udowodnić. A z jakiegoż to powodu miałbym cię zabijać?

— Z powodu pieniędzy — odparł Carewe. — Wiedzą, że Korporacja Farma zmierza prosto do wielkiego krachu.

Barenboim zachmurzył się przez mgnienie.

— Wiesz co, Willy, chyba się pomyliłem wybierając ciebie. Nie wiem, jak udało ci się pokonać Gwynne’a, a poza tym przez cały czas wykazywałeś nieoczekiwaną nieustępliwość, ale i tak nie możesz wytłumaczyć, w jaki sposób uśmiercenie ciebie pomogłoby mi rozwiązać kłopoty finansowe, gdybym takie miał.

— Liczyłem, że mi to właśnie wyjaśnisz.

— Liczyłeś, ale się przeliczyłeś! — Po dokonaniu ostatniej poprawki na pulpicie i odejściu od niego, Barenboim odzyskał dawną jowialność. — O ile wiem, w trójwizyjnych dreszczowcach łajdak składa zwykle w tym momencie szczegółowe wyjaśnienia, ale ja — żeby ci wykazać, jak bardzo jestem nieludzki — nie zastosuję się do reguł gry. Jak ci się podoba to mściwe posunięcie?

— Całkiem niezłe — przyznał Carewe, przenosząc dyskretnie ciężar ciała na drugą nogę. Kiedy spotkali się po raz pierwszy przed budynkiem, reakcje Barenboima wydały mu się trochę zwolnione, jedynej więc szansy ratunku upatrywał w niespodziewanym rzuceniu się na niego i odebraniu mu latarki. — Jednak ciekaw jestem, co cię do niego nakłoniło. Pysznisz się brakiem ludzkich odruchów, a więc pchnęła cię do tego… hm… moja wzmianka o twojej nieudolności w interesach, tak?

— Nieudolności! — wykrzyknął z autentycznym gniewem Barenboim.

— A jak inaczej to nazwiesz? — Carewe odusnął się nieznacznie od Ateny. — Kiedy ktoś z dwustuletnim doświadczeniem doprowadza tak żywotne przedsiębiorstwo jak Farma do ruiny…

— Farma! — parsknął Barenboim. — Farma to drobnostka, Willy. Za kilka godzin ja sam zarobię dla siebie miliard nowych dolarów. Nazwiesz to nieudolnością?

— Ależ… — Z napięcia, jakim okupywał podtrzymywanie tej sztucznej rozmowy. Carewe’owi spotniało czoło. Poruszając się jak najniedbalej, oddalił się o krok od Ateny. — Nie pojmuję…

— Jasne, że nie pojmujesz. Nie pojąłeś nawet tego, że E.80, cudowny biostat, który wstrzyknąłeś sobie pod tę grubą skórę, to od początku do końca mistyfikacja. Nie dotarło do ciebie, że was nabrałem, Willy. Ciebie i twoją żonę.

— Nabrałeś? — Carewe spojrzał na Atenę, której twarz tak zbladła, że stała się aż przezroczysta. — Ale przecież…

— Wymyśliłem tę historię z E.80, Willy. I nie trzymałem jej w tajemnicy, jak sobie wyobrażałeś. Żeby przekonać pewną euroazjatycką firmę, że to prawda, podsunąłem im niepostrzeżenie kilka danych. Wywiad przemysłowy to świetnie wyostrzona broń, ale obosieczna. Informacje, które uważali za wykradzione, przekonały ich znacznie skuteczniej, niż…

— Do diabła z nimi — przerwał mu opryskliwie Carewe, któremu pod czaszką pulsowały niedobre przeczucia. — Co zrobiłeś ze mną i z Ateną?

Barenboim opanował się i uśmiechnął lodowato.

— Naturalnie, Willy, zapomniałem, że twoja szczególna stałość uczuć zmąci twój pogląd na tę operację.

Carewe postąpił krok naprzód, nie dbając o wycelowany w niego laser.

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)